Numer 11(329)    listopad 2012Numer 11(329)    listopad 2012
fot.Anna Radziukiewicz
I do dziś jestem w ołtarzu (2)
Michał Bołtryk

Parafia Świętego Ducha w Białymstoku ma trzydzieści lat. Proboszczem jest o. Jerzy Boreczko. Cerkiew znajduje się na placu przy ulicy Antoniuk Fabryczny 13. Ale równie dobrze mogłaby stać przy ulicy Kopernika, Berlinga, albo Wasilkowskiej. Bo takie lokalizacje były przed pozyskaniem placu rozpatrywane. Ówczesny biskup białostocki i gdański Sawa dał błogosławieństwo na staranie o plac przy ulicy Antoniuk Fabryczny.

– Plac był duży – wspomina dziś o. Jerzy Boreczko – spodobał się nam. Niestety, na tej działce stał drewniany dom, a w nim mieszkało pięć rodzin. Ponaddwuhektarowa działka należała do prywatnej osoby. Wiedzieliśmy, że trzeba będzie wykwaterować pięć rodzin i zapewnić im mieszkania w bloku. I tak później zrobiliśmy.
Właścicielka placu przystała na proponowaną cenę. Należało zapłacić i spisać akt notarialny.
W wydanym z okazji 30-lecia parafii albumie jest na ten temat jedno zagadkowe zdanie: „Aby nie utracić lokalizacji pod budowę, akt notarialny podpisywany był w Bytomiu, o godz. 1.00 w nocy przez ówczesnego sekretarza kurii, o. Jerzego Boreczko”.
Dlaczego w nocy?
Tak opowiada o tym zdarzeniu proboszcz Świętego Ducha: – Właścicielką placu była starsza pani, mieszkająca w Bytomiu. Akt notarialny można było podpisać w Białymstoku. I w tym celu ta pani przysłała do Białegostoku syna. Miał upoważnienie. Taki akt podpisuje zazwyczaj proboszcz. Proboszczem wówczas był o. Serafin Żeleźniakowicz. Niestety, był na konferencji w Kanadzie i nie mógł z powodu strajku na lotnisku w Vancouver wrócić na umówiony dzień do Białegostoku. Trzeba trafu, władyka Sawa był także poza Polską. Kto wówczas w sprawach religijnych decydował w kraju? Urząd do spraw Wyznań. Poszedłem do dyrektora ds. wyznań w Białymstoku. I on, choć jego pracownicy odradzali mu, upoważnił mnie do podpisania umowy. Ale pojawiła się przeszkoda, zdawałoby się nie do pokonania. Dowiedzieliśmy się, że białostocki notariat chce uniemożliwić podpisanie tej umowy. Czemu? Bo placem był już zainteresowany Kościół katolicki, choć wcześniej nie był. Pokazaliśmy zaprzyjaźnionemu notariuszowi w Bielsku Podlaskim upoważnienie, jakie napisała właścicielka placu synowi. Notariusz wydał swoją opinię – każdy prawnik takie upoważnienie może zakwestionować. Akt można będzie unieważnić. Co robić? – pytam notariusza. On odpowiada – trzeba jechać do Bytomia i tam podpisać akt z właścicielką placu. – Pojedzie pan jako notariusz? – Pojadę. Syn wrócił taksówką do Bytomia. Notariusz, świadek i ja dojechaliśmy tam w nocy. O 1.00 sporządziliśmy akt notarialny. Wszystko to stało się w ciągu jednego dnia. Byliśmy właścicielami działki. Po dwóch dniach wrócił do Białegostoku o. Serafin Żeleźniakowicz. Zasmucony pyta: – Jak nasza sprawa z placem? Pokazałem mu akt notarialny. Przeczytał, ze łzami w oczach wycałował mnie. A potem władyka Sawa pyta o. Serafina, kogo powołamy na proboszcza, który pokieruje budową cerkwi? Ojciec Serafin odpowiedział: – Proboszcz już jest. Jego nazwisko jest na akcie notarialnym.
W takich okolicznościach o. Jerzy Boreczko został proboszczem parafii Świętego Ducha, która była jeszcze w powijakach. A cerkwi nie było wcale.

PROJEKT POWSTAŁ W TYDZIEŃ

Jan Kabac był wówczas początkującym architektem. To jego projekt cerkwi Świętego Ducha najbardziej spodobał się biskupowi Sawie.
Jak to było? Jan Kabac po latach wspominał:
– W rozmowie z prof. Heleną Sawczak, jedną z założycielek Instytutu Architektury na Politechnice Białostockiej, usłyszałem, że jest decyzja budowy cerkwi w Białymstoku. Potem dowiedziałem się, że istnieje komitet budowy. Ale projektu nie było. W cerkwi św. Mikołaja znano mnie jako architekta. Nawet zaproponowano udział w pracach komitetu. Był moment, że chciano budować cerkiew przy ulicy Wasilkowskiej, na cmentarzu. Proponowano odwzorowanie zburzonej cerkwi przy ulicy Sienkiewicza. Uważałem, że trzeba zbudować świątynię nowoczesną. A wówczas stała już w Hajnówce cerkiew Świętej Trójcy według projektu prof. Aleksandra Grygorowicza. To dzieło, wobec którego żaden projektant nie mógł przejść obojętnie. Udało się nam zorganizować konkurs na projekt cerkwi Świętego Ducha. Efekt? Klęska. Opowiedziałem biskupowi Sawie o rezultatach konkursu. I wtedy władyka Sawa w jednej chwili zadecydował: – Przynieś mi za tydzień swój projekt. Pamiętam, była wczesna jesień. Siedziałem w pracowni i zastanawiałem się, od czego wyjść. Pomyślałem o Świętym Duchu. I w pewnym momencie jakby coś spłynęło na mnie z góry. Spod ręki zaczęły wychodzić na papierze krzywizny podobne do kształtu ognia, płomienia świecy. Myślałem o ogniu schodzącym w czasie zesłania Świętego Ducha na apostołów. Powoli zaczęła się kształtować forma, która dąży ku niebu, w przestworza. Po tygodniu poszedłem z tym co powstało na papierze do władyki Sawy. Pokazałem. I słyszę: – Tak, to jest monumentalna świątynia, która pasuje do wielkiego miasta. Budujemy według twego projektu.
Taki był początek powstawania największej prawosławnej świątyni w Polsce.
Po latach Jan Kabac wyznał: – Nie zdawałem wtedy sprawy ze znaczenia tej świątyni.
Jan Kabac zaprojektował wszystko – od bryły cerkwi po klamkę na każdych drzwiach, domy parafialne, ogrodzenie i dzwonnicę, a także kaplicę.
Dziś proboszcz, o. Jerzy Boreczko, konstatuje: – Poszczęściło się nam. Trafił się nam taki architekt. Bez niego trudno byłoby zbudować taką świątynię.

BUDOWANIE CERKWI BUDOWANIE PARAFII

W drewnianym domu, z którego lokatorzy odeszli do mieszkań w blokach, urządzono cerkiew para-fialną.
– Modliliśmy się tam – wspomina proboszcz – chyba sześć lat. Był ze mną wikariusz o. Anatol Konach, a potem także o. Józef Łysynkiewicz i diakon Włodzimierz Bogus. Razem budowaliśmy życie parafialne. Władyka Sawa przed kolędą zalecił mi: – Odwiedzaj ludzi, poznawaj swoich parafian. I odwiedzałem, zapisywałem telefony. Tak trafiłem do pana Grzegorza Maksymiuka przy ulicy Gajowej. Śpiewał w chórze w Dojlidach. – Panie Grzegorzu – powiedziałem – mianuję pana dyrygentem chóru w naszej parafii. – Rozkaz, batiuszka! – odpowiedział. W ten sposób tworzyliśmy chór. Moja córka Kira, wówczas licealistka i uczennica szkoły muzycznej, dostała zadanie zorganizowania chóru młodzieżowego. Spisała się znakomicie.
Potem wypatrzyłem zdolnego dyrygenta w Starosielcach. Był to, dziś diakon, Aleksander Łysynkiewicz. Niestety, po trzech tygodniach władyka Sawa zabrał go do katedry św. Mikołaja. W tym czasie objawił się nam kolejny doskonały dyrygent, Bogdan Pura. Dyryguje u nas młodzieżowym chórem do dziś. Chór młodzieżowy był także podstawą tworzenia Bractwa. Mimo trudnych warunków parafia żyła, rozwijała się, powiększała się. U nas było rocznie ponad sto pięćdziesiąt chrztów. W 2011 roku – tylko 75.
Świątynię wznosiliśmy dzięki ofiarnej pracy naszych parafian. To był inny, dziś już zapomniany, przez młodych mało rozumiany, świat.
Potrzebna była cegła. Jechaliśmy do cegielni w Złotoryi do pracy. Jeśli ktoś wyjął z pieca sto pięćdziesiąt gorących cegieł, to mógł otrzymać przydział na kupno pięćdziesięciu cegieł.
Za pracę nam nie płacono. Cegłę klinkierową, pierwszą w naszym mieście, użytą do budowy obiektu sakralnego, sprowadzaliśmy spod niemieckiej granicy. Przyjeżdżały wagony na stację Białystok i trzeba było w ciągu kilku godzin rozładować, bo inaczej płacilibyśmy tzw. osiowe (karę za przestój). Nigdy nie płaciliśmy.
Po stemple do rusztowań pojechaliśmy do lasu koło Żedni. Pilarzom z nadleśnictwa zapłaciliśmy, aby zostawili nam piły i sobie poszli. Napiłowaliśmy znakomitego materiału. Nadleśniczy nie był zbyt zadowolony. Ale drzewo odebrał.
Mury wznosiły się do góry. Potrzebna była stolarka – drzwi, okna… Zapytałem o cenę jednego ze stolarzy. Odpowiedź mnie przeraziła. Znalazłem znakomitego stolarza przy soborze św. Mikołaja. Wiktor Bołtryk, bo to o nim mowa, niezwykle zdolny stolarz i mechanik, pomógł mi zorganizować stolarnię w podziemiach cerkwi, a potem przez wiele lat u nas pracował. Ma u nas w dolnej cerkwi, wygrawerowaną metalową tabliczkę w podzięce za zasługi dla naszej parafii. Stolarnia funkcjonuje do dzisiaj.

DZWONNICA I DZWONY

Najnowszym i najbardziej z daleka widocznym obiektem na placu parafialnym przy ulicy Antoniuk Fabryczny jest dzwonnica. Wraz z krzyżem i kopułą ma wysokość 70 metrów. Dzwonnicę oświęcił metropolita Sawa 23 września 2012 roku. Od wysokości 28 metrów, schodząc w dół, na trzech poziomach zawisło dziesięć dzwonów. Najcięższy, 800 kilogramów, najlżejszy –18 kg. Na wysokości 55 metrów, w środku dzwonnicy, mieści się antena diecezjalnego radia Orthodoxia. Na 53 metrze znajduje się taras widokowy.
Cztery najmniejsze dzwony to nabytek dosyć nowy. W Polsce nie udało się ich wykonać. Zostały odlane przez ludwisarzy w Holandii. Wykonawcy musieli mieć tonację dzwonów dostosowaną do sześciu już istniejących. Z pomocą przyszła córka o. Jerzego – Kira. Ustaliła tonację dużych dzwonów i naniosła ją na nuty. Ale co dalej? Jest w Archangielsku – doradził o. Leoncjusz Tofiluk z Bielska Podlaskiego – Władimir Pietrowski, który może ustalić tonację małych dzwonów. O. Jerzy Boreczko skontaktował się z nim. Władimir Pietrowski ustalił tonację. Potem skomponował melodię. Przywiezione z Holandii dzwony harmonizowały. Potem trzeba było je zamontować, podłączyć silniczki itd. Dzwony dzwonią komputerowo.

*       *       *

Parafię Świętego Ducha obsługują, oprócz proboszcza, wikariusze – o. Andrzej Bierezowiec, o. Mirosław Filimoniuk, o. Jan Kojło, o. Andrzej Popławski oraz diakoni – o. Eugeniusz Skowroński i o. Piotr Borowik.
O. Jerzy Boreczko jest nie tylko proboszczem parafii Świętego Ducha. Od siedemnastu lat jest dziekanem białostockiego dekanatu. Od chwili powołania kapelanów w naszej Cerkwi jest także kapelanem w szpitalu w Białymstoku. W 2012 roku obchodzi 50-lecie święceń kapłańskich.

fot. archiwum parafii i autor

___________________________
W pierwszej części wspomnień o. Jerzego Boreczko nastąpiła pomyłka imienia o. Antiporowicza z Bociek. Oczywiście, ma na imię Włodzimierz.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token