Numer 1(211)    styczeń 2003Numer 1(211)    styczeń 2003
fot.
Bohaterowie czy bandyci?
Walentyna Łojewska
W listopadowym numerze zatrzymaliśmy się we wsi Sypnie, gdzie z rąk tych, którzy nazywali siebie żołnierzami AK, w latach 1945-1947 zginęło dziewięć osób. Żołnierska przysięga AK, ZWZ zobowiązywała żołnierzy do wysokiego morale: "W obliczu Boga Wszechmogącego i Najświętszej Maryi Panny, Królowej Korony Polskiej, kładę swe ręce na ten Święty Krzyż, znak męki i zbawienia, i przysięgam być wierny Ojczyźnie mej, Rzeczypospolitej Polskiej, stać nieugięcie na straży jej honoru i o wyzwolenie Jej z niewoli walczyć ze wszystkich sił - aż do ofiary mego życia". Czy tych, którzy wygnali prawosławnych mieszkańców z Sypni Nowych można nazwać żołnierzami, wypełniającymi z godnością i honorem złożoną przysięgę..?
   Potwierdzeniem tego są wydarzenia we wsi Drochlin, gdzie mieszkańców, pod groźbą utraty życia lub mienia, zmuszono do przyjęcia katolicyzmu. Drochlin to niewielka, malowniczo położona wieś w okolicach Grodziska.
   - W 1942 roku byłem wywieziony z rodzinnej wsi Drochlin na przymusowe roboty - wspomina pan Mikołaj, mieszkaniec Drochlina. - Byłem na terenie obecnej Litwy, gdzie pracowałem na gospodarce. Tu czekaliśmy na wyzwolenie, czekaliśmy, że jak przyjdą sowieci, to puszczą nas wreszcie do domu, do siebie. Niestety, tak się nie stało! Ruskije sołdaty wziali nas do sebe, wcielili nas w zapasny połk. Pomniu, jak skazali: "Do sich por wy rabotali dla Niemcau, a sij czas nużno powojowat’ dla nas". Tak zostałem żołnierzem, przeszedłem z radziecką armią przez Prusy, Gdynię, Gdańsk, Sopot, Kołobrzeg. Potem nasz pułk skierowano na japoński front. Ciężko było, ale przetrwałem i roboty przymusowe, i japoński front, w końcu dostałem pozwolenie na powrót do domu, do rodziny.
   - Kiedy wyjeżdżałem na roboty do Niemiec w mojej wsi było 26 rodzin (24 prawosławne i dwie katolickie), gdy wróciłem do domu jesienią 1947 roku, prawosławnym był tylko jeden staruszek, pozostali byli katolikami.

   - Jak to się stało? - pytam mego rozmówcę.
   - Tak jak opowiadali mi rodzice - wspomina pan Mikołaj - chodili takije bandy, howoryli szto wony partyzanty, na poczatku to ono zabirali koni, wozy, świni, korowy, odiożu jak u koho jakuju lepszu znajszli, a później, gdy już nie było czego zabierać, wyganiali, jak oni mówili "do Stalina! ...do Rosji! ...bo tam jest kacapski raj, a kto chce zostać na polskiej ziemi musi iść do katolickiego kościoła".
   Trzy rodziny z Drochlina wyjechały do Białorusi. - Wyjechali? - wzdycha z goryczą mieszkaniec Drochlina - wyhnali! Ot tak, nie pomieniajesz wiery to won ze swojoj chaty i hospodarki! I teper deś tam w okolicach Baranowicz naszy Drochlinci żywut, chotieli zostati prawosławnymi, a stali sowietami - konstatuje. - A odna siemia wyjechała pud Bielsk, do wioski Malesze... tak howorycca wyjechali, ne po swojej woli, wyhnali ich tyje partyzany.... na Rożdżestwo to było, do kolady sieła wsia siemja... i tody, pryszła taja banda, i dla Kobusa Aleksandra założyli sznurok na szyju, na sznurok wziali i wuja toho chlopcia i poweli na postronkach, jak skot... to byli Kobusy Aleksander i Korneliusz ...de poweli nichto ne znaje, ...tak i propali i dziś nichto ne znaje de ich cieła, de ich mohiła...
   - Do wiosny 1946 roku pozostało w Drochlinie 20 prawosławnych rodzin - opowiada mieszkaniec Drochlina.
   Pan Mikołaj wspomina: - Tody w 47 rokowi jak ja wernuusia z frontu to ja chodił u cerkou, a moja siemia w kościoł... do nas z oświaszczonoj wodoj chodił ksiądz katolicki, paźniej iszou batiuszka prawosławny, pomniu joho dobre, bo to on pomoh wernutisia naszoj wioscy do wiery swoich baćkou i pradziedou. On nazywausia Ioan Bortniczuk, ot to byu nastojatiel. Było i takoje wremia, szto stawili naszoho batiuszku pod ścienku ...tyje tam partyzanty, czy jak ich nazywać, chotieli rozstrelaci, ale on swojho dotrymał. Tylko dzięki odwadze i stojkości otca Ioana my znou wernulisia u cerkow - zaznacza pan Mikołaj.
   - Jak to się stało, że cała wieś została przechrzczona? - pytam pana Mikołaja.
   - Jak stałosia? Teper to i ne poniat’, ale tody, koli deń w deń prychodili tyje partyzany, zabirali wsio, bili, muczyli... nichto ne znau, czy dożywe zautra... tu ne było wyboru, abo byti mertwym prawosławnym, abo żywym katolikom - mówi ze smutkiem. - Pryszou taki oddział tych z liesu i skazali: "Jutro rano wszyscy mają być w kościele". Szto było robiti? Starszy lude pohoworyli pomiż soboju, znali, szto robitsia w inszych wioskach, kulki ludej prawosławnych wże propało, ...szto robiti! ...na dopomohu wojska czy milicji, i ne spodiwalisia, taja milicja znała szto tut robiat z nami!
   - Nie było innego wyjścia, bo i co mieli robić?
- mówi jeden z obecnych mieszkańców Drochlina.
   - Jechać u Rosiju? Czoho? Tam niczoho naszoho ne ma, tut je nasza zemla i naszy chaty. Sztoż zostałosia iści w kościoł... nu i poszli - opowiada ze łzami pan Mikołaj.
   A kiedy już prawosławni poszli do kościoła, naśmiewali się z nich katolicy. Żarty robili, palcami wytykali i w kościele, i na ulicy. Prawosławni mieszkańcy Drochlina cztery lata znosili poniżenie swoich sąsiadów, a od czasu przechrzczenia i współwyznawców. - A chodzić do kościoła trzeba było, każdy chce żyć! - jak gdyby na swoje usprawiedliwienie dodaje mieszkaniec Drochlina.
   - Wy znajetie? - pyta pan Mikołaj - co czuł mój ojciec, kiedy, aby zostać na swojej ziemi, przechrzcił się, a przed kościołem i tak nazywali go nie inaczej jak ‘kacap’, i brali się pod boki ze śmiechu. Nie daj Boże przeżywać takie upokorzenie, nie życzę tego nikomu, nawet tym, którzy siłą zagnali moją rodzinę do katolickiego kościoła! Bardzo trudno było mi patrzeć na to wszystko, chociaż życie mnie nie rozpieszczało, swoje przeszedłem - wzdycha. - I roboty przymusowe i japoński front, ale takiego upokorzenia nawet od Niemców nie było, bo nas do kościoła iść zmusili nasi sąsiedzi z pobliskich wsi, i to było najgorsze! Ojciec mi opowiadał, że za dnia wszyscy razem na pole wychodzili, jak to na gospodarce, ale gdy zaczynało zmierzchać, wtedy zaczynało się... Przychodzili, kolbami otwierali drzwi: My partyzanci, my żołnierze! - krzyczeli. Nu i dawaj, świni, koni wsio szto mieło jakuju ne budź wartość, szcze i kontrybucju nakładali, kazali szto wony armia wyzwoleńcza... ot jak wyzwalali - mówi z goryczą.
   - Wróciłem do Drochlina jesienią 1947 roku, wiedzieli że byłem w sowieckiej armii, ale mnie nie zaczepiali, memu ojcu mówili, że też powinien mnie do kościoła zaprowadzić, ale ja nie poszedłem do kościoła... i mnie, prawda, nikt nie zmuszał - opowiada pan Mikołaj. - Tak żyliśmy prawie 2 lata, ja chodziłem do cerkwi, moja rodzina do kościoła...
   Zbliżały się święta Wielkanocne 1949 roku.
   - Tę Paschę pamiętam dobrze, ...już w Wielki Poniedziałek batiuszka przeszedł po domach we wsi i powiedział, żeby ludzie przychodzili do cerkwi i do spowiedzi, że najgorsze już minęło, i trzeba wracać do swojej wiary i do cerkwi. Takim to sposobem Paschu 1949 roku Drochlincy wstrieczali nareszcie wedle prawosławnoj tradycyi - pan Mikołaj się uśmiecha. - Wszyscy wrócili do cerkwi i do cerkwi chodzimy do dziś.
   - Prawda - ciągnie dalej - teraz to u nas już nikt z młodych nie rozmawia po swojomu, a i ja już prawie zapomniałem. Dużo tu u nas mieszanych rodzin, ale to już po swojej woli, nie pod karabinem, tu u nas przeważnie, jak prawosławny i katolik się pobierają, to idą do kościoła... Dlaczego tak? Nie wiem.
   Relacja mieszkańców Drochlina została zapisana w 2001 roku.
   O tym, co zdarzyło się w Drochlinie, dowiedziałam się od mieszkańców Sypni. Drochlinianie niechętnie wracają do tych wydarzeń. Nie dlatego, że nie ma tam już ludzi, którzy pamiętają, jak zmuszono ich do przyjęcia katolicyzmu, ale dlatego, że większość uważa, że nie warto wracać do tego tematu. "Było minęło, trzeba zapomnieć! Po co rozdrapywać stare rany i waśnie?" - to najczęstsze argumenty które słyszałam. "Tym co zginęli nikt nie wróci życia, więc po co?"
   Znakomity historyk Norman Davies powiedział, że historia bez moralnych ocen jest jak bajka bez morału, nikomu niepotrzebna. Moralna ocena wydarzeń, które miały miejsce na Podlasiu w latach 1945-1949 nigdy nie była jednoznaczna. Na początku lat pięćdziesiątych wykonano wyroki śmierci na mjr. Zygmuncie Szendzielarzu ps. "Łupaszka", kpt. Romualdzie Rajsie "Bury", Kazimierzu Chmielowskim "Rekin". Główny zarzut, jaki był im postawiony, dotyczył walki z ówczesnym systemem władzy. Nikogo nigdy nie sądzono za terrorystyczną działalność przeciwko białoruskiej cywilnej ludności na Podlasiu!
   Dziś, gdy coraz częściej politycy, państwowi dostojnicy i historycy świadomie odwołują się do tradycji i wysokiego morale tych, którzy nie złożyli broni po zakończeniu drugiej wojny światowej, do ich szlachetności, oddania ideałom wolności i demokracji, do żołnierzy WiN, SZP, ZWZ, AK, DSZ, powstaje naturalne pytanie. Jaka instytucja w Rzeczypospolitej Polskiej powinna podjąć się zbadania zbrodni popełnionych w Sypniach, Drochlinie, Wilukach, Potoce, Szpakach, Zaniach, Końcowiźnie, Barankach, Złotnikach i w szeregu innych białoruskich wsiach? Za co zginęli koło Puchał Starych furmani oddelegowani do przewozu drewna? W imię jakich ideałów spłonęły dzieci w Zaleszanach?
   Odpowiedzi na te pytania powinien udzielić Instytut Pamięci Narodowej. Oddziałowa Komisja IPN w Białymstoku w kwietniu tego roku wznowiła śledztwo w sprawie furmanów zamordowanych koło Puchał Starych przez odział Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowego Zjednoczenia Wojskowego pod dowództwem kpt. Romualda Rajsa ps. "Bury". Tymczasem w biuletynie IPN z kwietnia 2001 roku napisano: "Konspiratorów okresu wojennego i powojennego łączy przywiązanie do wartości, tradycji i systemu moralnego kultywowanych przez większość ówczesnego społeczeństwa: wolności, demokracji i Dekalogu".
   Panowie historycy, prokuratorzy Instytutu Pamięci Narodowej zapraszam do rozmowy z tymi, którzy nie tylko pamiętają, ale z własnego doświadczenia wiedzą, co robili i jak walczyli na Białostocczyźnie "żołnierze wyklęci". A świadków tych tragedii ubywa z roku na rok.
   Wiadomo, że podobne wydarzenia jak w Drochlinie miały miejsce w innych miejscowościach Podlasia. Pod groźbą utraty życia i mienia zmuszono prawosławnych mieszkańców do przyjęcia katolicyzmu. Jako przykład można podać wieś Chojewo. Według parafialnych spisów z końca lat trzydziestych 80 procent mieszkańców Chojewa to byli prawosławni, w latach 1945-1946 około dziesięciu prawosławnych rodzin wyjechało z Chojewa do ZSSR, kilka w okolice Bielska Podlaskiego. Ci prawosławni, którzy nie chcieli zostawić swoich gospodarstw, zmuszeni zostali do przyjęcia katolicyzmu. W Chojewie i okolicach działał oddział majora "Łupaszki". Jego działalność w Chojewie upamiętnia specjalna wmurowana tablica.
   Jeszcze w 2000 roku jeden z byłych mieszkańców Chojewa opowiadał mi tragiczną powojenną historię wsi, opowiadał także o pieszczanym uzhorku, gdzie podobno do dziś leżą kości pomordowanych. Może ktoś z czytelników "Przeglądu" zna historię pieszczanoho uzhorka i zechce ją opowiedzieć? Proszę o kontakt za pośrednictwem redakcji.

Opinie

[1] 2003-06-06 12:59:00 andrzej
a od koli "biełorusy" z Drohlina howorat po swojomu?!! tam wze dawno wsi po polsku - w ramach "zazębiania kultur" i "tolerancji". Szcze ono w Czornoj welikoj trochu diad'kóv howoryt, wg Atlasu Gwar Wschodniosłowiańskich Białostocczyzny - ukraińską gwarą mazurzącą. Moja baba z cZORNOJ sEREDNIOJ TO I SŁOWA nie wmieła skazaty po swojomu i nawet ne pamiatała czy xtoś tak kolys tut howoryw. A tu pani W. Łojewska biłrusyt ludy ukrainskoju howirkoju spud Bielśka z domieszkoju biłoruskich końcuwok wynesionych z Biełliceja i wtyskaje szczo tyjy lude terpieli za Biełoruś. Cikawo czy samyje o tym znajut. Bez pzdr
[2] 2003-08-08 13:41:00 Cogito
Co za brednie Pani pisze. Pochodze z tych stron (3 km od Chojewa) i z dziada - pradziada nikt tu nie slyszal aby w promieniu 20 km zamieszkiwali prawoslawni - bialorusini. Powoluje sie Pani na spisy parafialne. Dlaczego wiec nie pisze Pani z jakiej to parafii te spisy pochodza, a moze jakies nazwiska?
Stawianie tezy historycznej bez podawania zrodel jest obraza faktow i swiadczy o co najmniej braku profesjonalizmu, zeby nie powiedziec bardziej dosadnie.
Oburzajace!!!
[3] 2005-08-18 14:08:00 Roman
Pogódźcie się między sobą - byliśmy przecież obywatelami tego samego państwa
[4] 2014-01-31 15:33:00 tadek
Do Cogito o wsi Chojewo wzmiankowane w opisie starostwoa brańskiego z 1558 r jako wieś królewska zamieszkana przez prawosławnych Rusinów podlegających cerkwi w Brańsku . Pod koniec XIX wieku w miejscowości działała szkoła cerkiewna gramoty . Według parafialnych spisów z końca lat trzydziestych 80 procent mieszkańców należało do parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Maleszach.
[5] 2014-01-31 15:34:00 tadek
Do Cogito o wsi Chojewo wzmiankowane w opisie starostwoa brańskiego z 1558 r jako wieś królewska zamieszkana przez prawosławnych Rusinów podlegających cerkwi w Brańsku . Pod koniec XIX wieku w miejscowości działała szkoła cerkiewna gramoty . Według parafialnych spisów z końca lat trzydziestych 80 procent mieszkańców należało do parafii Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Maleszach.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token