Numer 9(327)    wrzesień 2012Numer 9(327)    wrzesień 2012
fot.Anna Radziukiewicz
Pocieszycielka żołnierzy
Natalia Klimuk

W 2014 roku, 14 września, minie sto lat, od cudu związanego z Augustowską Ikoną Bogarodzicy. W czasie pierwszej wojny światowej w augustowskich lasach rosyjscy żołnierze zobaczyli na niebie Bogarodzicę z Chrystusem. W Polsce to jeszcze wciąż mało znana ikona. Wydarzenia sprzed wieku niedawno odżyły. Od 26 do 29 lipca Augustowska Ikona była w Polsce. I to wydarzenie niektórzy też uznali za cud. Cud odżywającego prawosławia.

Znad Donu do obwodu kaliningradzkiego

W latach 80. ubiegłego wieku w obwodzie kaliningradzkim nie było ani jednej cerkwi. Terytorium obwodu włączono do diecezji smoleńskiej. Jej ówczesny ordynariusz, obecny patriarcha moskiewski i całej Rusi Kirył, wspominał, że pracować tu trzeba było od absolutnych podstaw. Są efekty. Obwód, wcześniej Prus, mocno w czasach Związku Radzieckiego zmilitaryzowany i zlaicyzowany, zmienia się. – Od 2009 roku mamy samodzielną eparchię, a przecież dopiero w 1985 roku oficjalnie zarejestrowano tu pierwszą parafię – mówi Elena Kasatkina, dziennikarka tutejszych wiadomości diecezjalnych. – Potem powstał dekanat kaliningradzki diecezji smoleńskiej, a w 1986 wyświęcono pierwszą cerkiew, której patronem został św. Mikołaj. Każdego roku przybywa wiernych. Prawosławie jest tu dominującym wyznaniem, a stosunki z katolikami, luteranami, muzułmanami układają się dobrze. Mamy prawosławne gimnazjum i dwa monastery. W 2006 świętowaliśmy cud żyjącego prawosławia – w Kalingradzie został wyświęcony sobór Chrystusa Zbawiciela. Teraz w obwodzie jest około siedemdziesięciu parafii, a cerkwi, wraz z tymi, które właśnie są budowane, jest około setki.
Jedna z nich powstaje w położonym niedaleko od granicy z Polską Gusiewie, dawnym Gębinie. Nazwa miasta, podobnie jak wielu innych tutejszych miejscowości, pochodzi z czasów radzieckich, od nazwiska radzieckiego bohatera. – Budujemy cerkiew Wszystkich Świętych – mówi o. Gieorgij Matfiejew z gusiewskiej parafii Zaśnięcia Bogarodzicy. – Stanie w samym centrum miasta, które z radzieckiego przekształaca się w rosyjskie. Będzie pomnikiem upamiętniającym ofiary pierwszej wojny światowej. W czasach radzieckich wojnę tę uznano za niesłuszną ideologicznie. Staramo się o niej nie pamiętać. A przecież na niej też ginęli w imię swojej ojczyzny ludzie wiary. Na terytorium obwodu kaliningradzkiego toczyły się krwawe boje, spoczywa tu wielu prawosławnych żołnierzy. Ich ofiarę trzeba upamiętnić – dodaje. – W nowej cerkwi będą trzy ołtarze, główny poświęcony Wszystkim Świętym, pozostałe św. carowi męczennikowi Mikołajowi i Augustowskiej Ikonie.
– O ikonie jeszcze niewiele u nas wiadomo – opowiada Anastasija Graczowa z Gusiewa, która wraz z dziesięcioma innymi osobami przyjechała do Polski, by tu pokłonić się ikonie. – Staramy się, aby jak najwięcej ludzi ją poznało, opowiadadamy o cudzie, wydajemy papierowe ikonki, broszury. By w naszym trzydziestotysięcznym mieście ludzie wiedzieli, że Matka Boża pomaga tym, którzy są w potrzebie.
– Kiedy pojawiła się idea, by jeden z ołtarzy był poświęcony Augustowskiej Ikonie, zaczęliśmy jej szukać. Wierzyliśmy, że zachował się nie tylko przekaz o wydarzeniu, ale i przedstawiająca je ikona – kontynuuje o. Gieorgij. – Trafiliśmy na jej ślad. Daleko. Nad Donem. W wołgogradzkiej obłasti, w dawnym kraju Kozaków Dońskich. W tutejszym monasterze Wozniesieńsko-Kremienieckim znajduje się Augustowska Ikona Bogarodzicy.
– To nasza największa świętość – mówi o. Sawin z monasteru. – To, że ikona ocalała z historycznej zawieruchy, że nasz monaster się odradza, to prawdziwy cud! W tym roku świętowaliśmy jubileusz trzechsetlecia monasteru. Nasze świątynie i budynki przechodziły różne losy. W monasterze modlili się Kozacy Dońscy, tutaj leczyli rany odniesione w walce. W czasach komunistycznych monaster był zamknięty. Było tu i więzienie, i kolonia dla dzieci. W latach dziewięćdziestątych monaster zaczął funkcjonować na nowo. Kiedy okrzepł, batiuszka z oddalonego o jakieś czterdzieści kilometrów miasta Frołowa dał nam ikonę, która znajdowała się w jego cerkwi. To oryginalna ikona, napisana w 1915 roku, a cud zdarzył się rok wcześniej. Według przekazu, żony Kozaków z Klecko-Pocztowego chutoru, wojujących na północno-zachodnim froncie, zamówiły ikonę w podzięce za to, że ich mężowie, którzy opowiadali o cudownym objawieniu się Bogarodzicy, wrócili z wojny. Jak tak duża ikona zachowała się w czasie wielkiej walki z wiarą? To po prostu cud. Od trzech lat, 14 września, obchodzimy w monasterze święto ikony. Przybywa stu, dwustu pielgrzymów. Choć jest nas niewielu, bo siedmiu mnichów, wszystkich ich staramy się przyjąć najlepiej jak umiemy. Nikt nie odchodzi głodny. Odbudowujemy monaster, budujemy dom pielgrzyma, ale najpilniejszą potrzebą jest droga, tę władze obwodu obiecały niedługo zrobić.Wokół nas rozciąga się step. Dojechać do nas można tylko samochodem terenowym, ale pielgrzymi i tak docierają i od Bogarodzicy otrzymują to, o co proszą. Zdrowie, rozwiązanie swoich problemów.
– Kiedy już wiedzieliśmy, że ikona przybędzie do nas, do obwodu kaliningradzkiego – mówi dalej o. Gieorgij – pomyśleliśmy, że warto, by trafiła do miejsca, od którego pochodzi jej nazwa. Do Augustowa. Z parafiami w Polsce, w Białymstoku na Bacieczkach, w Ełku, mamy bardzo dobre kontakty. Przyjeżdżamy tu na prazdniki, przyjmujemy u siebie pielgrzymów z Polski, na Białostocczyznę przyjeżdża nasza młodzież. Chcieliśmy, by nasi przyjeciele z Polski również mogli się pokołonić Bogarodzicy.
To piękny gest ze strony prawosławnych Rosjan. Oryginał ikony znad Donu samolotem przywieziono do Kaliningradu. I choć było zaplanowane, że ikona odwiedzi kilka miejscowości w rejonie gusiewskim, kilka cmentarzy wojennych z pierwszej wojny światowej, postanowiono, że zanim świętość wróci do rodzimego monasteru (do cerkwi w Gusiewie zostanie napisana jej kopia), będą mogli się jej pokłonić także wierni w Polsce.

Na Białostocczyźnie  i Mazurach

Pierwszym przystankiem w Polsce była Dąbrowa Białostocka. Tutejsi parafianie powitali ją wieczorem 26 lipca. Następnego dnia, 27 lipca, ikona została przewieziona do Augustowa.
Dla tutejszej niewielkiej parafii to było wielkie święto. W niewielkiej cerkiewce, urządzonej w latach osiemdziesiątych XX wieku w byłym zakładzie wulkanizacyjnym, odprawiono akafist, potem liturgię. Przybyli wierni z Augustowa, pielgrzymi z Suwałk, Ełku, Białegostoku, Gusiewa. Choć wszystkich razem nie było wielu, niepozorna świątynia nie była w stanie zmieścić modlących się.
Wzruszenia nie ukrywali augustowcy parafianie. – O ikonie usłyszałam od naszego batiuszki – mówi Anna Al-Khameri – czytałam też w jednej z cerkiewnych gazet, którą dała mi mama. O cudzie opowiadałam w pracy koleżankom katoliczkom, ale zainteresowane nie były. Bardzo się cieszę, że teraz osobiście mogę pokłonić się ikonie. To dla mnie bardzo ważne święto – mówi pani Ania, a jej głos łamie się ze wzruszenia. – Budujemy cerkiew. Może powinna ona być poświęcona tej ikonie? – zastanawia się. – Jest nas niewielu, a średnia wieku naszej parafii to około sześćdziesięciu lat. Cerkiew, które ma powstać, będzie służyła nam i turystom przyjeżdżającym do Augustowa. To wydarzenie na pewno nas umocni w trudzie, który przed nami. To wzruszenie na długo pozostanie w naszych duszach.
Parafia kupi ziemię od miasta za symboliczną złotówkę. To miejsce oddalone od centrum, przy drodze na Ełk, ale budowa cerkwi w Augustowie jest pilną sprawą. Obecny budynek po prostu nie jest miejscem godnym kultu. Trudno go znaleźć, choć to adres w samym centrum, Rynek Zugmunta Augusta 4, wielu miejscowych jest przekonanych, że w Augustowie prawosławnej cerkwi nie ma. Proboszcz, o. Marek Kozłowski, podczas kazania przypomniał, że swego czasu w Augustowie stały cerkwie. Drewnianą Kazańskiej Ikony Matki Bożej, stojącą nad rzeką Nettą, rozebrano w XIX wieku, w XX zburzono w centrum miasta murowaną cerkiew świętych Piotra i Pawła, a koszarową cerkiew św. Mikołaja zamieniono na kościół.
Później ikona przybyła do Sokółki, gdzie modlono się przed nią całą noc i podczas liturgii 28 lipca. Tego samego dnia ikona trafiła do Supraśla, a 29 lipca do białostockiej cerkwi św. Jerzego oraz do Ełku i Suwałk.
Największe uroczystości odbyły się w Sokółce. Tu, na rogatki miasta, na spotkanie ikony wyszedł kilkusetosobowy krestnyj chod. W uroczystościach wziął udział biskup supraski Grzegorz.
– Wszyscy żołnierze, którzy swą nadzieję pokładali w Bogu, w Jego Matce, wygrywali – mówił władyka. – Żyjemy w czasach pokoju, po co mamy przypominać o czasach walki? Bo to nam bardzo potrzebne, byśmy pamiętali, że tocząc niewidzialny bój duchowy, nie możemy polegać tylko na sobie. Musimy zapamiętać, że zwyciężymy wtedy, gdy poddamy się woli Bożej.

Z Symbirska do Podrzeczan, z Orła do Radunina

Duża ikona z monasteru nad dalekim Donem nie była jedyną Augustowską, którą tego dnia można było zobaczyć w Sokółce. Papierową ikonkę od lat ma tutejszy proboszcz, o. Włodzimierz Misiejuk. – Uczyłem się na niej cyrylicy – mówi. Papierową ikonkę, przedstawiającą Bogarodzicę z Dzieciątkiem na niebie i modlących się przed Nimi żołnierzy, i z opisem cudu na odwrocie, przechowywano w jego rodzinie odkąd pamięta. – W naszym domu w Podrzeczanach w parafii Czyże wisiała przypięta do ściany pinezkami. Moja rodzina przywiozła ją z bieżeństwa, spod Symbirska, czyli dzisiejszego Uljanowska. Przetrwała wiele lat, a nawet – wyniesiona w jakimś kufrze – ocalała z pożaru domu.
Nad kolejami losu identycznej papierowej ikonki zastanawia się Włodzimierz Mielnicki. Do Sokółki przyjechał z Radunina, w którym osiadł przed paru laty. – Kiedyś we Lwowie w cerkwi zauważyłem ciekawą ikonę. Okazało się, że to Augustowska Ikona Bogarodzicy. Zastanawiałem się, o którą miejscowość chodzi. O tę nad jeziorami, czy tę pod Bielskiem Podlaskim? O ikonie zapomniałem. Po jakimś czasie znajomy z Rosji przysłał mi infromację o augustowskim cudzie z jakiegoś czasopisma. Więc temat znów powrócił. Przed paroma laty zamieszkałem w Raduninie w parafii Królowy Most. W 2010 we wsi stanęła kapliczka ku czci św. Pantelejmona. Ludzie zaczęli przynosić ikony. Jedną z nich, Augustowską Ikonę Bogarodzicy właśnie, przyniósł Włodzimierz Lisowski. Jej historię poznał od ojca, dziś ponaddziewięćdziesięcioletniego Zenona Lisowskiego. Ikona należała do ojca Zenona, a dziada Włodzimierza, czyli Iwana Lisowskiego. Iwan był synem Onufrija, mieszkał w Raduninie. Stąd trafił do szkoły podoficerskiej w Orle, służył w carskiej armii. Z wojennej zawieruchy udało mu się cało wrócić do rodzinnej wsi, a wraz z nim trafiła do Radunina i Augustowska Ikona.
– Obecność ikony w Raduninie wydaje się nie być przypadkowa – ciągnie opowieść Włodzimierz Mielnicki. – Tu jest pochowanych siedmiu rosyjskich żołnierzy z pierwszej wojny światowej. Pięciu z nich leży na dawnym cmentarzyku morowym, jeden przy drodze na Podzałuki i jeszcze jeden przy leśniczówce. Bogarodzica została tu z nimi, ku pocieszeniu ich dusz.

Między Augustowem a Mariampolem w 1914
 
Co się wydarzyło w 1914 roku w Prusach Wschodnich? Trwała wielka wojna. Rosja przystąpiła do niej na mocy traktatów sojuszniczych z Wielką Brytanią i Francją. Wojska rosyjskie stanęły do walki przeciwko wojskom niemieckim. Weszły na teren Prus. I nie było spodziewanych sukcesów. Żołnierze ginęli, wielu, na niespotykaną dotąd skalę, trafiało do niewoli. I to w stosunkowo krótkim czasie. W sierpniu w tzw. bitwie pod Tannenbergiem siły rosyskie poniosły wielką klęskę. Wojska niemieckie rozgromiły 2 rosyjską armię, dowodzoną przez Aleksandra Samsonowa. Rosjanie wycofali się w stronę rosyjsko-niemieckiej granicy. Groźba okrążenia wisiała też nad 1 armią, dowodzoną przez Pawła Rennenkampfa. Nastroje były bardzo złe, do tego stopnia, że wśród obozujących żołnierzy rosyjskich zdarzały się wybuchy paniki. Działania przeciw nim nazwano bitwą nad jeziorami mazurskimi. W połowie września wojska stacjonowały w lasach między Mariampolem a Augustowem.14 września żołnierze gatczyńskiego i carskosielskiego kirasjerskiego lejbgwardyjskiego pułku, w nocy, około godziny 23, zauważyli niebywałe zjawisko. Nagle na niebie ukazała się Bogarodzica. Na lewej ręce trzymała Dzieciątko, prawą wskazywała na zachód. Po zniknięciu Bogarodzicy, na niebie pojawił się krzyż. Żołnierze padli na kolana, modlili się i płakali. Widzenie trwało trzydzieści, może czterdzieści minut. Widzenie zaczęto nazywać Augustowskim Objawieniem. Dziś wiadomo, że miało to miejsce pod Mariampolem na dzisiejszej Litwie, ale przyjęła się nazwa Augustowskie. Bogarodzica pocieszała strapionych żołnierzy, którzy wkrótce musieli stoczyć kolejną bitwę nad jeziorami.
Wieść o cudownym zdarzeniu wkrótce pojawiła się w czasopismach duchownych i świeckich, przekazywali ją sobie żołnierze. Było ono bardzo dobrze przyjmowane. W różnych miejscach Rosji pojawiło się kilka wariantów ikon. Pierwszy napisano w monasterze św. Marii i Marty w Moskwie. W Moskwie, Odessie i Petersburgu wydawano Augustowskie Ikony Bogarodzicy w dużych nakładach. Od września 1914 do listopada 1916 roku trwały badania prowadzone przez Synod Rosyjskiej Cerkwi. W wyniku ustaleń dopuszczono Augustowską Ikonę Bogarodzicy do kultu w domach wiernych i w cerkwiach. W szerszym rozpowszechnieniu się kultu przeszkodziła rewolucja. Oficjalnie święto Augustowskiej Ikony Bogarodzicy do miasecesłowa Rosyjskiej Cerkwi zostało wpisane w 2008 roku.

Z Petersburga do Belgradu

12 sierpnia w cerkwiach w Ełku i Augustowie znów gościła Augustowska Ikona Bogarodzicy. Tym razem była to ikona napisana współcześnie w Petersburgu. W parafii św. Jana Teologa, w położonym obok Petersburga Leuszyńskim podworj’u służy o. Giennadij Biełowołow. Wraz z grupą pielgrzymów w sierpniu przejeżdżał przez Polskę w drodze do Belgradu. – Świadkami Augustowskiego Objawienia było jednocześnie wielu ludzi. To rzadkie. Częściej świadkami cudów są pojedyncze osoby. Ikonę wieziemy w darze dla patriarchy serbskiego Ireneusza. Pierwsza wojna światowa zaczęła się na Bałkanach, dlatego właśnie tam wieziemy tę ikonę. Ostatnią cudowną ikonę carskiej Rosji.

fot. Anna Radziukiewicz, autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token