Numer 8(326)    sierpień 2012Numer 8(326)    sierpień 2012
fot.
O cerkwi co w lesie stoi
Dorota Wysocka

W środku lasu, przy zwykłej leśnej drodze, w pobliżu wsi Stara Grzybowszczyzna, niedaleko Krynek, stoi cerkiew poświęcona Narodzeniu Świętego Proroka Jana Chrzciciela. Ci, którzy jadą tu pierwszy raz bładzą, bo skrętu ze żwirówki Krynki-Górany nie wskazuje żaden drogowskaz. Z trafieniem do cerkwi nie mają problemu miejscowi. To po prostu ich świątynia.

Budowniczym cerkwi był Eliasz Klimowicz. Chłop, miejscowy, z Grzybowszczyzny, z dużą charyzmą. Podobno o budowie cerkwi myślał już przed pierwszą wojną światową. Wówczas – jak głosi miejscowa legenda – po okolicy grasował rozbójnik Półtorak. Ktoś go, co przyjęto z ulgą, zabił.
Zasługę uwolnienia od rozbójnika przypisano Eliaszowi Klimowiczowi, co bardzo podniosło jego autorytet. Łaskawiej patrzono na jego pomysł budowy „chłopskiej” cerkwi. Dawano pieniądze. Pisał też do świętego Jana z Kronsztadu i dostał od niego wsparcie.
Potem na ludność spadły nieszczęścia – wojna, bieżeństwo, które po powrocie spotęgowały poczucie zagubienia i brak zaufania do duchownych.
Eliasz nie zarzucił planów budowy cerkwi. Niemała, murowana, świątynia na Eliaszowym polu rosła wolno, choć legenda głosiła, że „wyrosła z ziemi w jedną noc”. W 1930 roku była ukończona.
Sława Eliasza zaczęła rozchodzić się daleko, nazywano go prorokiem. Do Hrybowa i do Wierszalina, założonej przez Eliasza osady, zaczęły przychodzić tłumy wiernych nawet z oddalonych miejscowości. Władze cerkiewne zaproponowały Eliaszowi święcenia. Ten poczatkowo się zgodził, ale ostatecznie postrigu monaszeskiego nie przyjął. Skonfliktowany z duchowieństwem, cerkiew oddał katolikom, na krótko zamieszkały przy niej katolickie zakonnice.
Potem wróciła do prawosławnych.
Gdy w 1939 roku weszły wojska radzieckie, Eliasz został wywieziony w głąb Związku Radzieckiego. Jego los jest nieznany.
Pamięć o Eliaszu żyła wśród miejscowych, a także mieszkańców nadnarwiańskich wsi. Postać tę bliżej przedstawił w swojej książce „Wierszalin, reportaż o końcu świata” religioznawca, prof. Włodzimierz Pawluczuk.
Wydobył, można powiedzieć, Eliasza z niepamięci, dodał barw jego legendzie. Cerkiew i osada Wierszalin stały się celem wielu turystów.
Dziś to cerkiew filialna parafii Zaśnięcia Bogarodzicy w Ostrowiu Północnym. Parafia rozciąga się na terenie dwóch gmin, na północy Szudziałowa, na południu Krynek. Na północy wsie są rozrzucone wśród pól, wiele z nich to typowe dla tych terenów ulicówki. Miejscowości na południu schowane są w lasach, które pokryły dawne pola, odbudowując międzywojenną Puszczę Kryńską. Na południu leży i Grzybowszczyzna.
Liturgie są tu sprawowane w pierwszą niedzielę każdego miesiąca i w dniach poświęconych św. Janowi Chrzcicielowi (Narodzenie – 7 lipca, Ścięcie Głowy – 11 września) oraz w dniu św. proroka Eliasza (2 sierpnia). Na niewielkim cmentarzu są chowani wierni z Góran, Nietupy, Leszczany i z innych miejscowości – zimą zamkniętej na głucho Starej Grzybowszczyzny, rozrzuconych po puszczy kolonii Słobódki, Studzionki, Borsukowiny. Ta ostatnia nazwa oficjalnie została już tylko na transformatorowej rozdzielni. Ostatni mieszkańcy przypisani zostali do Świdziałówki, czyli Plant, jak mówią okoliczni. Tak to, na mocy administracyjnej decyzji, znów są prawosławni w Świdziałówce, bo ci, którzy tu mieszkali przed przyłączeniem Borsukowiny, zmarli już wcześniej.
W tym roku na święto Narodzenia Jana Chrzciciela przybył biskup supraski Grzegorz. Było tłumnie i z racji arcypasterskiej wizyty, i z powodu zakończenia etapu parafialnego trudu.
Podczas świątecznych uroczystości poświęcono cerkiew po remoncie zewnętrznym. Dotąd było tu kilka remontów, ale przyszedł czas i na ten generalny. Są nowe krzyże zrobione przez Janusza Tałucia, nowy dach położony przez znanych dekarzy Staworków, tam gdzie trzeba było są nowe tynki, cokół, nowe drzwi i okna. Wszystko zgodnie z zaleceniami konserwatorskimi, bo cerkiew została wpisana do rejestru zabytków. Do kilkudziesięciu wywierconych dziur wpuszczano specjalny płyn powstrzymujący rozchodzenie się wilgoci. Okazało się, że trzeba było aż sześćset litrów specyfiku.
Zdarzyło się, że przy wierceniu intensywnie wystrzelił strumień wody. – Chyba przebiliśmy rurę – mówili robotnicy z sokólskiej firmy Geno, która była wykonawcą. Żartowali, bo do cerkwi żadna instalacja, nawet elektryczna, nie mówiąc o wodociągowej, nie jest dociągnięta.
Brak prądu komplikował nieco i sam remont, podnosił jego koszty, a te okazały się niebagatelne. Wyniosły około 720 tysięcy., z tego 500 tysięcy parafia dostanie w ramach refundacji z Programu Rozwoju Obszarów Wiejskich 2007-2013. Było to dofinansowanie najwyższe możliwe do uzyskania w ramach tego programu. Refundacje, wiadomo, są zwracane po zakończeniu inwestycji i po dopełnieniu wielu formalności. Konieczne było więc wzięcie kredytu na całą kwotę. Raty i odsetki to ogromne obciążenie dla parafii. Ta jak i inne w tym regionie wyludnia się i starzeje w zastraszającym tempie.
– Tym bardziej musimy dbać o to co mamy – mówi proboszcz o. Aleksander Klimuk – by ci, którzy przyjeżdżąją w odwiedziny, mieli do czego przyjeżdżać, by turyści, widzieli piękne cerkwie, by pytali o prawosławie.
O. Aleksander i parafianie już wcześniej podejmowali odważne decyzje. Zdecydowali się na budowę nowej plebanii. Brali kredyty, by wyremontować główną cerkiew Zaśnięcia Bogarodzicy, pokryć jej ściany polichromią, a ostatnio, by móc skorzystać ze środków z Podlaskiego Urzędu Marszałkowskiego i gruntownie wyremontować kolejny parafialny zabytek, kaplicę św. księcia Włodzimierza na cmentarzu w Ostrowiu Północnym. Za każdym razem są obawy i... ufność w pomoc Boga i dobrych ludzi.

fot. Anna Radziukiewicz

*       *       *

Parafia Zaśnięcia Bogarodzicy
w Ostrowiu Północnym
BS Białystok O/Krynki
34 8060 0004 0420 1225 2000 0010

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token