Numer 8(326)    sierpień 2012Numer 8(326)    sierpień 2012
fot.
Pomnażanie darów
Natalia Klimuk

28 czerwca Cerkiew wspomina Świętego Wita. Serbowie ten dzień nazywają Vidovdan. To dzień szczególny dla tego narodu. 28 czerwca 1389 roku na Kosowym Polu rozegrała się straszna bitwa. Na zawsze odmieniła los Serbii i południowej części Europy. To też dzień pamięci św. Łazarza, serbskiego cara, który wraz z tysiącami żołnierzy poległ pod naporem sił tureckich. To dzień, który jest wspominany przez Serbów, gdziekolwiek mieszkają. W tym roku uroczyście świętowano go i w Polsce. Po raz pierwszy w kraju, dokładnie w Białymstoku, odbył się Festiwal Kultury Serbskiej Vidovdan. Serbów tu niewielu, ale do ich narodowego święta przyłączyli się głównie prawosławni z Polski. Co ich połączyło? Chrześcijańska miłość. Ale po kolei.

Kosowo i Metochia

Kraina na południowym-zachodzie Serbii. Kolebka prawosławnej duchowości, kultury i państwowości. Właśnie z Kosowem są związane największe postacie serbskiej historii, Tutaj swoją stolicę mieli średniowieczni serbscy królowie i carowie, tutaj ma swą siedzibę serbski patriarcha.
Ostatnie lata dwudziestego wieku i początek dwudziestego pierwszego przyniosły tragiczne zdarzenia. Wojny, interwencja wojsk międzynarodowych, działalność albańskich ekstremistów, jednostronne ogłoszenie niepodległości przez napływową w Kosowie ludność albańską, niechęć światowych mediów, niszczenie serbskich domów, prawosławnych wielowiekowych monasterów, zmuszanie prawosławnych do opuszczania Kosowa, do opuszczenia miejsc zamieszkałych przez prawosławnych. Serbom wyrywano ich serce.
Nie wszyscy się poddali. O swój monaster, o swoich wiernych, chrześcijańskie dziedzictwo Kosowa, walczył o. Petar (Ulemek), przełożony monasteru świętych lekarzy Kosmy i Damiana w Zociszte. Za swój ogromny trud w 2007 roku otrzymał Nagrodę im. Księcia Konstantego Ostrogskiego, przyznawaną przez środowisko Przeglądu Prawosławnego. Dziękując za pamięć o Kosowie, o. Petar przywiózł prawosławnym w Polsce ikonę świętych patronów monasteru. Trafiła ona do powstałej w tym samym roku parafii św. Jana Teologa na białostockich Bacieczkach. Tutejsi duchowni nie schowali daru, ale jak w biblijnej przypowieści o talentach, zaczęli pracować nad jego pomnożeniem.
 
Modlitwy za przyjaciół

W podtrzymywaniu kontaktów z Serbami nieocenione okazały się osobiste doświadczenia o. Michała Czykwina, wikarnego tutejszej parafii. Ojciec Michał studiował w Serbii, pokochał ten prawosławny, ciężko doświadczany przez historię, naród. W Białymstoku, początkowo w cerkwi Świętego Ducha, gdzie jednemu z ołtarzy patronuje św. Sawa Serbski, potem w cerkwi na Bacieczkach odprawiał liturgie w języku serbskim w dniu tego świętego. Proboszcz z Bacieczek, o. Marek Wawreniuk, i tutejsi parafianie przy każdej okazji zapraszali serbskich przyjaciół do Polski, w parafii śpiewały serbskie chóry. Młodzież z Bacieczek jeździła na Bałkany. W Białymstoku nieustannie modlono się za Serbów, ci w podzięce i dla podtrzymania białostoczan w trudzie budowy świątyni przekazali im cenny dar – relikwie świętych Kosmy i Damiana. Przyjechały one z Kosowa, z monasteru Zociszte, w sierpniu 2009 roku, a już w listopadzie dzień świętych lekarzy stał się kolejnym tutejszym świętem parafialnym.
Parafia wydała akafist do świętych Kosmy i Damiana, który jest czytany na Bacieczkach w każdą niedzielę wieczorem. Wierni, prosząc o zdrowie, o ustanie własnych trosk, modlą się i za swoich braci w wierze, Serbów.

Święci lekarze i święty car

Modlitwy przynoszą owoce. Także te niespodziewane. W maju 2011 roku najznamienitszy serbski chór cerkiewny, patriarszy, wracał z Białorusi, z festiwalu muzyki cerkiewnej. W Białymstoku, z błogosławieństwa patriarchy serbskiego Ireneusza, zostawili w darze kolejną świętość – ikonę z relikwiami świętego męczennika cara Łazarza Kosowskiego. Świętego, którego zna każdy Serb, wielkiego władcę, który idąc na bitwę na Kosowym Polu, wybrał wartości chrześcijańskie. Ikonę na ręce o. Marka przekazał proboszcz katedry św. Sawy w Belgradzie, o. Petar Lukić. Duchowni i parafianie przyjęli dar godnie.
Rzeźbiarz Leon Naumiuk przygotował piękny anałoj (jego autorstwa są też kioty z ikonami i relikwiami świętych lekarzy Kosmy i Damiana i wielkich świętych z Poczajowa, Hioba i Amfilochjusza), parafia wydała ulotkę z żywotem świętego.
– To właśnie święty Łazarz jest inicjatorem festiwalu – mówi o. Michał Czykwin. – Po przybyciu jego relikwii pomyślałem, że 28 czerwca, w dniu bitwy na Kosowym Polu i dniu cara Łazarza, w dniu narodowego święta Serbii, powinniśmy gromadzić w Białymstoku serbską diasporę. Wyobrażałem to sobie tak: Serbowie rozsiani po całym naszym kraju raz w roku zbierają się wokół swojego ukochanego cara. Po uroczystej liturgii spotkanie, może jakieś kulturalne wydarzenie… O. Markowi Wawreniukowi pomysł się spodobał, ale spytał: „Czemu mamy zapraszać tylko Serbów? Teraz to też nasz święty, pokażmy więc Serbię naszym wiernym”.
Czasu na zorganizowanie przedsięwzięcia nie było dużo, ale dzięki przychylności wielu ludzi, w tym przedstawicieli władz, otwartości ze strony Serbów, którzy o tym, że tak wiele kosowskich świętości jest w małej, tymczasowej cerkwi w jednym z miast w Polsce, wiedzieli z serbskich mediów, zaangażowaniu o. Marka, o. Adama Jakuca (drugiego tutejszego wikarego), ale przede wszystkim przy ogromnym wysiłku o. Michała, udało się! 28 czerwca w Białymstoku minął pod znakiem serbskiej duchowości i kultury.

Za ofiary sprzed wieków za współcześnie cierpiących

Na początku była liturgia. W cerkwi św. Jana Teologa zgromadziło się wielu duchownych i wiernych, wielu przystąpiło do spowiedzi i Eucharystii. Śpiewał chór patriarszy, męska grupa wokalna Constantine z Niszu w środkowej Serbii, parafialny chór młodzieżowy. Nabożeństwu przewodniczył o. Petar Lukić. Przyjechali Serbowie mieszkający w różnych częściach Polski, przybył ambasador Serbii w Polsce, Radojko Bogojević.
Do wydarzeń sprzed siedmiu wieków nawiązał o. Marek Wawreniuk, mówił o rozterkach cara Łazarza przed bitwą. Siły tureckie, które się zebrały na Kosowym Polu, są dużo większe od moich. Miły Boże, co mam robić, co wybrać? Czy carstwo ziemskie, czy carstwo niebieskie? Carstwo ziemskie jest małe, trwa tylko na ziemi. Carstwo niebiańskie jest wielkie i będzie trwać na wieki. Car – podjąwszy decyzję – zbiera swoich ludzi i idzie walczyć za Chrystusa, za chrześcijaństwo. Ponosi męczeńską śmierć. Przed bitwą car i wszyscy jego żołnierze przystąpili do spowiedzi i priczaszczenija. Poszli na śmierć, by zaświadczyć o swojej wierze w Chrystusa.
– Dzisiejsze święto jest mało u nas znane – mówił o. Marek. – Obchodzimy je tu po raz pierwszy. To za sprawą jedynej w tej części Europy cząsteczki relikwii św. Łazarza. Naszym duchowym obowiązkiem jest, aby ten dzień był uświęcony liturgicznie we wspólnocie ludzi wiary, we wspólnocie z naszym bratnim narodem serbskim. I Bóg pobłogosławił to dzieło. Dziś wszyscy przeżywamy Świętą Liturgię, podczas której modlimy się za cierpiących współcześnie w Serbii, Kosowie i Metochii, tam gdzie i dzisiaj chrześcijanie nie mogą swobodnie wyznawać swojej wiary, nie mogą pójść do swojej świątyni, nie mogą żyć normalnie. Modlimy się za nich i za poległych na Kosowym Polu.
Po liturgii i panichidzie głos zabrał o. Petar Lukić. – Dziś jest Vidovdan, Wielki Piątek serbskiej historii. Niewiele jest narodów, które poprzez swoje tragiczne doświadczenia, stały się tym, czym są do dzisiaj. Czym dla chrześcijan jest Wielki Piątek przez męki Jezusa Chrystusa, tym samym dla Serbów jest Kosowe Pole. Inne narody też przeżywały tragedie, ale wiele z nich swe porażki postrzega przez pryzmat honoru i samouwielbienia. My Serbowie, różnimy się od nich, bo przyznajemy się do swoich grzechów, pokutujemy. Nie chodzi tu samowyniszczające poczucie winy, ale stawanie przed samym sobą, przed swoim sumieniem.
Jeden z naszych poetów pisze, że niektórzy z władców zmiażdżyli stare prawo, a za nowe wybierali szaleństwo. I Serbowie wiele razy w swojej historii za obowiązujące prawo wybrali szaleństwo. Pocieszające jest to, że nie jest to jednak cecha serbskiego narodu. Naród serbski pamięta o potrzebie widzenia swoich grzechów. To jednak nigdy nie popchnęło naszych przodków do bezmyślnego pesymizmu, a zawsze skłaniało ku temu, by wybierać dobro.
Na Vidovdan nasz mały naród został ukrzyżowany. Nastał czas długiej, ponadpięćsetletniej, niewoli, czas umierania, przenosin i ucieczek. Nasi bracia szukali nowych domów i teraz znaleźć ich można od wschodu po zachód, od Europy po Australię, od Kanady po Amerykę Łacińską. Cieszymy się, że Vidovdan sławi się i w Polsce. Patriarcha Ireneusz przysyła nas tu ze swoim błogosławieństwem i prosi, abyście w swoich modlitwach nie zapominali o serbskim narodzie, cierpiącym w Kosowie i Metochii.
– Dla dobrych gospodarzy, u których dobrze się czujemy, chcemy dać to co mamy najcenniejszego. Przywozimy wam dzisiaj kopię cudownej Ikony Bogarodzicy Trojeruczyca, jej oryginał znajduje się w serbskim monasterze Chilandar na Świętej Górze Atos. Przed tą ikoną, ikoną świętego Łazarza, ikoną waszych polskich męczenników módlcie się za żyjących w Kosowie i Metochii i za wszystkich tych, którzy kochają Boga i chcą przestrzegać Jego Prawa.

Zaszczyt dla Serba

– Być dzisiaj w Białymstoku to wielki zaszczyt dla każdego Serba – opowiada Dalibor Marković z zespołu Constantine z Niszu. – Cieszymy się, że mogliśmy tu przyjechać. Chciałbym podziękować wszystkim, którzy tutaj nas tak wspaniale przyjmują, o. Markowi, o. Michałowi, o. Adamowi, za serdeczność, za gościnność.
W Białymstoku mieszka Miłosz Bogič, jego tato jest Serbem, mama prawosławną z Polski. – Vidovdan to wielkie święto dla serbskiego narodu, ale i dobra okazja do zastanowienia się, co znaczy być Serbem, czy to jest pewna misja, swego rodzaju zadanie? – zastanawia się. – Zachowanie pamięci o wydarzeniu, które na setki lat pogrążyło serbski naród w niewoli nie jest łatwe. Święto to dla mnie możliwość przekazania Polakom choć odrobiny wiedzy o tym, że gdzieś jest naród, który cierpi, naród szczególnie mi bliski. Vidovdan ma dla mnie jeszcze jedno znaczenie. To także dzień Miłosza, serbskiego bohatera, który również zginął na Kosowym Polu.
 
Bałkany – bliższe niż myślimy

Dziś nie do końca sobie uświadamiamy, jak wspaniałym dziedzictwem jest Supraska Ławra, jakim cudem XX wieku jest jej odzyskanie i odbudowywanie. Przed wiekami było inaczej. Supraśl ściągał najznamienitsze osobistości cerkiewne. Z różnych części świata, z Półwyspu Bałkańskiego również. Tym kontaktom był poświęcony panel naukowy, który odbył się w supraskim Pałacu Archimandrytów.
Przełożony monasteru, archimandryta Andrzej (Borkowski), mówił o przybyłym z Serbii wielkim mistrzu Nektariuszu, który wspaniałymi freskami ozdobił główną monasterską cerkiew, Błahowieszczeńską, wysadzoną później przez Niemców. Fragmenty fresków zachowały się do dzisiaj. Prezentowane są w Muzeum Ikon w Supraślu, oddziale Muzeum Podlaskiego.
Duchowny mówił o patriarchach Joachimie, Jeremiaszu, Cyrylu Lukarysie. O przyznaniu monasterowi przez patriarchę serbskiego Gabriela tytułu Ławry. O bogatych zbiorach bibliotecznych, w których obok ruskich znajdowały się rękopisy serbskie i bułgarskie.
O pochodzącym z południowej Słowiańszczyzny supraskim sborniku Retki, czyli Kodeksie Supraskim (minieji czetnej na marzec, miesiąc w którym przypada Zwiastowanie Bogarodzicy, święto monasteru), najobszerniejszym zabytku wczesnego piśmiennictwa słowiańskiego.
Supraśl jest szeroko znany na Bałkanach. – Na informację, że jestem z Supraśla – mówił o. Andrzej – Bułgarzy, Serbowie reagują entuzjastycznie. „Supraśl to kodeks supraski, cenny dla wszystkich Słowian zabytek. Uczymy się o nim w szkołach” – podkreślają.

O serbskim Złotoustym

Świętemu Mikołajowi Serbskiemu (Vielimirovicovi), zwanemu serbskim Złotoustym, i jego twórczości został poświęcony kolejny punkt festiwalowego programu. W Ratuszu, w siedzibie Muzeum Podlaskiego w Białymstoku odbyła się promocja wydanych przez wydawnictwo Bratczyk, „Listów misjonarskich” (więcej o książce obok).
Otwierając spotkanie Andrzej Lechowski, dyrektor muzeum, zauważył, że sala białostockiego ratusza miała już kontakt z serbską sztuką. – W miejscu, w którym się spotykamy, po raz pierwszy po wojnie były prezentowane dla zwiedzających supraskie freski Nektariusza. Te malowidła to najcenniejsze eksponaty naszego muzeum. O tych wspaniałej klasy freskach uczą się studenci na wydziałach historii sztuki – mówił.
Na spotkanie przyszło wielu białostoczan. Vladan Stamenković, jeden z tłumaczy (książka jednocześnie ukazała się w dwóch tłumaczeniach), czytał listy władyki Nikolaja. Ich treść nie pozostawiała słuchaczy obojętnymi. Był także drugi z tłumaczy, Krzysztof Tur, i redaktorka jednego z wydań Grażyna Sobecka. W nastrój refleksji, do której skłania twórczość św. Nikołaja, wprowadził zespół Constantine pieśnią Skaży mi Hospodi.

Kolory prawosławia Serbia

Jeśli komuś tytuł kojarzy się z otwartą po raz pierwszy w zeszłym roku wystawą „Kolory prawosławia. Polska”, to dobry trop. Obie wystawy przygotował serwis internetowy Orthphoto. Tę o Serbii specjalnie na białostocki festiwal. Zawisła ona przed wejściem do amfiteatru Opery i Filharmonii Podlaskiej. Wystawa to kolejny sukces i serwisu, i organizatorów festiwalu.
Autorzy, tym razem przede wszystkim spoza Polski, nadesłali zdjęcia, które po raz pierwszy w przypadku wystaw Orthphoto zawisły w plenerze. – Trzeba było obmyślić system do ich zaprezentowania – opowiada Aleksander Wasyluk, koordynator serwisu i wystawy. Zdjęcia ułożyły się w piękną i ciekawą wystawę o prawosławnej Serbii. Autorzy zadbali o teksty przybliżające znaczenie liturgii w życiu Serbów, rolę monasterów. Opowiedzieli o architekturze, zwyczajach, tragedii Kosowa, niszczeniu wielowiekowych świątyń.
Wystawa była prezentowana tylko w czasie jednego festiwalowego dnia. Miejmy nadzieję, że wkrótce znów zostanie pokazana.

Finał z pełnym amfiteatrem

Organizatorom nieobce były troski, które towarzyszą wszystkim robiącym coś pierwszy raz. Czy w Polsce, w Białymstoku, kultura serbska wzbudzi zainteresowanie? Kultura kraju małego, mało znanego, odległego?
Koncert finałowy pokazał, że obawy były niesłuszne. Ale też organizatorzy zadbali o program na wysokim poziomie. Nowy amfiteatr Opery i Filharmonii Podlaskiej przy Odeskiej zapełnił się po brzegi. Publiczność ściągnął niewątpliwie Serbski Chór Patriarszy, którego część stanowi Pierwsze Belgradzkie Towarzystwo Śpiewacze. „Najstarszy, bo działający od 1853 roku, chór, który jako królewski ambasador kultury serbskiej śpiewał przed największymi monarchami w Europie. Z założonego przez grupę wyedukowanych i światłych obywateli Towarzystwa Śpiewaczego, zespół przekształcił się w prawdziwą instytucję narodową. Towarzystwo szanuje i kultywuje tradycję, która rozwija się od imponująco długiego czasu” – można było przeczytać w materiałach festiwalowych i co ważniejsze poczuć, słuchając zespołu na żywo.
Z programem pieśni religijnych, patriotycznych i ludowych wystąpiła męska grupa wokalna Constantine z Niszu. Profesjonalni wokaliści śpiewają razem od 2008 roku i mają w swoim kraju status gwiazdy. Muzycy oryginalnie aranżują światowe standardy muzyki kameralnej, jazzowej i popowej, ale przed wszystkim chcą zachować lokalne tradycje śpiewacze z okolic Niszu.
Oba zespoły zaprezentowały się także poza festiwalową publicznością. Chór patriarchatu wystąpił z koncertem w Gminnym Centrum Kultury w Gródku, a zespół Constantine podczas Halfway Festival, organizowanego przez Operę i Filharmonię Podlaską.
Festiwal zakończyło kino nocne. W amfiteatrze wyświetlono filmy najbardziej znanego serbskiego reżysera Emira Kusturicy („Obiecaj mi!”, „Maradona by Kusturica”) i filmową opowieść o znanym na świecie serbskim festiwalu trąbek w Guczy. – Te filmy są przede wszystkim pogodne. Tacy też są Serbowie. Mimo wielu kłopotów, pogodnie patrzą w przyszłość – mówił o. Michał.
Organizacyjnie parafię św. Jana Teologa wsparły Opera i Filharmonia Podlaska, Muzeum Podlaskie, Urząd Marszałkowski Województwa Podlaskiego, Miasto Białystok, EPro IT Systems. Festiwal spotkał się z zainteresowaniem lokalnych mediów, prawosławnego kanału telewizyjnego Soyuz, pokazywały go serbskie media.
Wątpiących w powodzenie nie brakowało. – Festiwal kultury serbskiej w Białymstoku? Po co? – pytali. – Jest wiele niezrealizowanych inicjatyw, bliższych nam kulturowo, czy geograficznie, czy też bezpośrednio nas prawosławnych w Polsce dotyczących.
Po festiwalu owych wątpiących po prostu ubyło.

fot. autorka, Alicja Ignaciuk, Tomasz Poskrobko i Paweł Tadejko
z www.magiapodlasia.pl


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token