Numer 6(324)    czerwiec 2012Numer 6(324)    czerwiec 2012
fot.Anna Radziukiewicz
Na Mazurach
Anna Radziukiewicz

Drugą Paschę przeżywało 6 maja 2012 roku pięciu parafian w Orzyszu na Mazurach. Tylu ich tu jest. Na ich święto parafialne, na św. Jerzego, przybyło, razem z kierowcą dwudziestu trzech pielgrzymów z Białegostoku, zgromadzonych przez Bractwo Trzech Hierarchów. Dla nich to była jakaś pełnia, wydarzenie, odbudowa poczucia przynależności do dużej wspólnoty.

Przygotowali się do niego. Przez tydzień batiuszka Adam Stefanowicz przyodziewał robocze ubranie i jechał z Mrągowa, gdzie od dziesięciu lat jest proboszczem, do Orzysza, czyli parafii przez niego obsługiwanej, i pracował przy nadawaniu blasku cerkwi, którą mieli odwiedzić pielgrzymi. – Pomagałem – jak mówi o. Adam – przy szpachlowaniu, malowaniu, sprzątaniu. Komu?
14-letniej Klaudii Witkowskiej, która przyjechała z Białegostoku ze swoim tatą Jarosławem.
– To wspaniali, niezniszczalni ludzie – mówi o Witkowskich o. Adam. – Oni i pracują fizycznie, i śpiewają w cerkwi. Pomagają i w Wojnowie. I mnie udało się ich prisojedinit’.
Innym wspaniałym człowiekiem, który pomagał przy malowaniu cerkwi w Orzyszu, był Jan Jaszczuk z Krutyni. Przez tydzień świątynię na powitanie pielgrzymów przygotowywał.
I obiadem pielgrzymów ugoszczono. I ikonki specjalnie wydrukowano, by dać gościom w prezencie.
A Sławomir Nazaruk, przewodniczący Bractwa Trzech Hierarchów, czy wie, jak ważne gesty czyni, orientując pracę bractwa na kontakty i pomoc ludziom rozproszonym, żyjącym z dala od centrów prawosławia, na wsiach, w wieku podeszłym?
Centrum prawosławnego życia między Wojnowem a Giżyckiem, Olsztynem i Ełkiem jest więc w Mrągowie, dziś z dwustoma parafianami. Parafianie są rozsiani, poutykani w Mrągowie i po różnych wsiach w promieniu trzydziestu kilometrów. A jeśli policzyć i tych pięciu z Orzysza, jednym proboszczem zjednanych z Mrągowem, to promień rozsiania dojdzie do 60 kilometrów.
Ale przecież architektom Akcji Wisła o to chodziło – rozsiać i zasymilować Ukraińców, przesiedlanych z Lubelszczyzny, Chełmszczyzny, Podkarpacia. Do parafii mrągowskiej przyjechali z Boginki Pańskiej, Choroszczynki, Dąbrowicy Dużej, Dobratycz, Leniuszek, Zahorowa, nawet ze wsi spod Hrubieszowa. Ostatni musieli niemal całą Polskę przemierzyć, by pod przymusem na ziemie poniemieckie trafić. Jakże wtedy inne ziemie zobaczyli – Mrągowo, niemal nie tknięte wojną, z solidnymi, przysadzistymi kamienicami, pofałdowanej ziemi uczepione, w jeziorze się przyglądające. Zobaczyli krainę pociętą jeziorami, ponad pół wieku później aspirującą do tytułu jednego z siedmiu cudów świata – cudów natury.
Gdy przyjechali na Mazury w połowie 1947 roku, byli tu już inni osiedleńcy, głównie Polacy ze wschodnich ziem przedwojennej Rzeczypospolitej. Oni zorganizowali już pewne struktury władzy, milicję. Milicja bacznie obserwowała nowych przesiedleńców. Niemal co nocy pojawiała się pod ich domami. Terrorem psychicznym bardziej to było, bo jakiż sabotaż mógł zorganizować ukraiński chłop, którego jednego albo dwóch osiedlono w jednej wsi.
Osiedlono ponad pięćdziesiąt rodzin w poniemieckich majątkach, które przybrały już polskobrzmiące nazwy – Gajno, Jędrychów, Nawiady, Popowo i Zdrojowo. I nigdzie cerkwi, żadnego batiuszki! Jakże ich dusze płakać musiały!
Aż zjawia się diak Włodzimierz Kuryłowicz i mówi, że w Wojnowie jest cerkiew. Cóż za zaskoczenie, nieopisana radość! A ile do Wojnowa? – pytają diaka. – Z Mrągowa trzydzieści kilometrów będzie – odpowiada.
Pierwsze święta Bożego Narodzenia spędzili po Bożemu. Ale żeby tak co niedziela i święto do Wojnowa, to za daleko. A co wtedy mieli, tylko konika z furmanką. U kogoś tam jeszcze rower był.
Diak Kuryłowicz, który przybył tu z Narewki, powiada: – Utwórzmy parafię w Mrągowie. Przytaknęli mu. Włodzimierz Kuryłowicz rozpoczął zabiegi. Już w 1948 roku przekazano prawosławnym niewielką kapliczkę na cmentarzu ewangelicko-augsburgskim. Pierwsze święte Liturgie odprawiał w niej o. Eugeniusz Naumow, przybywający z Olsztyna. Starostą wybrano Jana Surmionka. Pozostawał nim do śmierci, do 1964 roku.
Z Olsztyna do Mrągowa było za daleko. Dziś nowoczesną, świeżo zbudowaną drogą, jedzie się godzinę. Potrzebny był duchowny osiadły tutaj. I takim w 1950 roku stał się o. Anatol Bodnar. Odwrotnie niż dziś, mieszkał w Orzyszu, gdzie był proboszczem i na służby dojeżdżał do Mrągowa. Pomagał mu diak Kuryłowicz. W chórze śpiewali Dobrodziej, Klimowicz, Skowyrko, Waszczuk. W tej kapliczce udzielono wielu ślubów, ochrzczono wiele dzieci.
Niebawem diakon Włodzimierz Kuryłowicz przyjął święcenia kapłańskie i został proboszczem w Ornecie.
A w Mrągowie w 1953 roku proboszczem parafii został o. Aleksander Mamczur.
I nastała połowa lat pięćdziesiątych, czas, kiedy wysiedleńcy mogli wracać na swoje dawne ziemie. Wiele rodzin skorzystało z podniesionego szlabanu. Wróciło. A to skurczyło mrągowską parafię.
Potrzebny był cmentarz. Władze miasta przekazały parafii kilka arów ziemi przy obecnej ulicy Brzozowej.
I znów zmiana proboszcza. Przychodzi o. Paweł Biełoboki. Świątynia wymaga gruntownego remontu. Dach zamieniał się w sito, podłoga w próchno. Remont przekracza siły parafian. Zabiegają o inny budynek. Otrzymują byłą synagogę, budowaną w końcu XIX wieku, w dobrym stanie, znajdującą się przy ulicy Roosevelta 3.
Ale jak się okaże, nie będą jej jedynymi gospodarzami, bo o miejsce modlitwy zabiegają również baptyści. Tą samą więc synagogą obdarowują władze wyznawców obu konfesji. Baptystom wydzielono miejsce na balkonie, tam gdzie dziś śpiewa chór. W takiej symbiozie, niełatwej, trwali do połowy lat 80.
Trwali przy kolejnych proboszczach, o. Aleksandrze Makalu (1961-1971) i o. Aleksandrze Szełomowie (1971-1982). Ojciec Makal dojeżdżał z Wojnowa i bardzo dbał o cerkiew. Przy nim powstał ikonostas, Królewskie Wrota, przybyło ikon, pojawiło się Razpiatije, które o. Aleksander z Antonim Segieniem przywieźli z Pogłosek. Dwaj bracia Czyżewscy, Paweł i Jan, którzy przyjechali na Mazury z Kruszynian na Białostocczyźnie, Józef Juszczuk i Mikołaj Romaniuk stali się filarami prac remontowych. Chór prowadziła matuszka Irena Makal, wspomagana przez Olgę Romaniuk i Annę Danieluk. A batiuszka po raz pierwszy zaczął zapraszać dzieci i młodzież na naukę religii.
Nowym cerkiewnym starostą został w 1964 roku Makary Łyszczuk.
O. Aleksander Szełomow też dojeżdżał z Wojnowa. Cóż miał robić, jeśli w Mrągowie nie było ani plebanii, ani nawet mieszkanka dla duchownego. Przy nim nowym starostą został w 1974 roku Józef Juszczuk. I tę funkcję pełni pan Józef nieprzerwanie do dziś. Trzydzieści osiem lat!
Trzy lata duszpasterzem w mrągowskiej parafii pozostawał o. Stefan Urbanowicz. O. Jerzy Czurak przyszedł po nim i pozostawał proboszczem do 1996 roku, kiedy to przybył tu o. Igor Siegień.
I dopiero przy o. Igorze, dzięki staraniom jego i starosty Józefa Juszczuka, udało się kupić mieszkanie przy ulicy Wolności 15 w Mrągowie. Nareszcie miał gdzie zamieszkać duchowny. Plebanię poświęcił w 1997 roku metropolita Sawa, wtedy jeszcze arcybiskup białostocki i gdański.
W parafii ożywienie. Wnętrze świątyni przechodzi całkowity remont. Zostaje zbudowany nowy ikonostas, zamontowano nowe, rzeźbione Królewskie Wrota, pojawiły się nowe, kanoniczne ikony, anałoje, panikadiło, panichidnik, świeczniki, chorągwie, Grób Pański, płaszczenica. Służy o. Igor, a jego ojciec, o. Anatol Siegień z Cleveland w USA, pomaga. Pomaga materialnie, obficie, z imponującym gestem. Odradza świątynię.
22 sierpnia 1999 roku wielkie święto w mrągowskiej parafii. Przybywa metropolita Sawa i biskup (wtedy) białostocki i gdański Jakub. Hierarchowie święcą cerkiew po kapitalnym remoncie. Najbardziej oddani Cerkwi zostają odznaczeni orderami Równej Apostołom św. Marii Magdaleny.
Na kilka miesięcy zatrzymuje się w 2002 roku w Mrągowie o. Piotr Kosiński. Po nim przychodzi o. Adam Stefanowicz.
Z o. Adamem rozmawiamy w parafialnym mieszkaniu, znajdującym się w bloku dotykającym nowej obwodówki, czyli na obrzeżu 22-tysięcznego Mrągowa. Do cerkwi parę kilometrów, przez starówkę. Bywa w niej codziennie. O. Adam opuścił Białystok, w którym się urodził i wychował, piętnaście lat temu. Mrągowo stało się jego pierwszą parafią. Przyjechał z miasta wielu cerkwi, wielu duchownych, cerkiewnych inicjatyw.
Tu, jak mówi, parafia opiera się na trzech rodzinach – Juszczuków, Nestoruków, Romaniuków. Jakby nawet jednej z nich zabrakło, w cerkwi byłyby prześwity. Z mrągowskiej parafii wyszło dwóch kapłanów – o. Jarosław Jaszczuk i o. Piotr Nestoruk. Z pracy magisterskiej o. Piotra korzystałam, sięgając do historii mrągowskiej parafii. Mama o. Piotra, Anna, od wielu lat dyryguje parafialnym chórem.
– Dziś (13 maja) było w cerkwi trzydzieści osób – mówi o. Adam. – Ale bywa i dwadzieścia, i dziesięć. Do cerkwi chodzi około 10-20 procent wiernych.
Czy dlatego, że tu niemal wszystkim do cerkwi daleko, że parafianie starzeją się, że i w Białymstoku, gdzie cerkiew często na tej samej ulicy, też do cerkwi chodzi tylko część ludzi?
O. Adam rozważa: – Może i kilka osób utraciłem, bo byłem młody, bo dopiero uczyłem się z ludźmi pracować.
Ale pracuje. Nie ustaje. Dla niego każdy parafianin jest ważny. Ważne są dzieci. Uczy je religii. Każdego roku musi składać obfitą dokumentację do urzędu miasta i starostwa odnośnie każdego dziecka uczęszczającego na lekcje religii.
Każdego roku od dobrej woli przedstawicieli lokalnych władz zależy, ile grup powstanie, czy grupa to już trzy osoby, jak mówi ustawa o stosunku państwa do Kościoła prawosławnego, czy 4-7 osób, jak chcieliby w miejscowych urzędach. Tu cały etat dla katechety nigdy nie wchodzi w grę, dobrze jeśli powstanie choćby pół etatu, który pozwala na opłacenie składki zdrowotnej dla duchownego i drobny dochód.
Co z małżeństwami mieszanymi?
– Oczywiście, że są. Nasi parafianie wyjeżdżają na studia do Gdańska, Torunia, Wrocławia. Trudno jest znaleźć dobrego partnera, a co dopiero jeszcze prawosławnego. Naszym sukcesem jest, gdy ślub odbywa się w cerkwi, a jeszcze większym, gdy dziecko jest u nas chrzczone. W małżeństwach mieszanych wiele zależy od tego, która strona jest silniejsza duchowo, a u nas i od tego, jak daleko do cerkwi. Nie łudźmy się, ekumenia poprzez małżeństwa mieszane jest zwykle taka, że większość wchłania mniejszość.
Ale rąk o. Adam nie opuszcza. Pracuje. Uważa, że cerkiew jest najważniejsza, niezależnie od tego, ile osób skupia. Bo najważniejsze jest pozyskiwanie w niej przez wiernych podczas służby Bożej darów Ducha Świętego.
Z propozycjami wychodzi o. Adam do mieszkańców miasta. Na organizowane przez niego w Centrum Kultury i Turystyki wieczory z prawosławiem przychodzi około pięćdziesięciu osób. Sporo. A na koncert Męskiego Kameralnego Chóru im. Bogdana Onisimowicza pod dyrekcją Marcina Abijskiego przybyło może i ze trzysta. Salę zapełnili słuchacze do ostatniego miejsca.
Na pożegnanie batiuszka z Mrągowa mówi: – Jak dobrze, że pani przyjechała. Że ludzie dowiedzą się, że tu nie jest jakaś odbitka ksero prawosławia, tylko normalna parafia, fakt, mała i czasem nadająca sygnał SOS.

fot. autorka i Natalia Klimuk

*       *       *

Parafia w Mrągowie prowadzi stronę internetową: www.prawoslawni.mragowo.pl
Parafia prawosławna Przemienienia Pańskiego w Mrągowie
BS Mikolajki O/Mrągowo 14 9350 0001 0215 0329 2062 0003

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token