Numer 12(210)    grudzień 2002Numer 12(210)    grudzień 2002
fot.M. Dolecki
Moje małżeństwo mieszane

   Artykuł o. Jarosława Makala o małżeństwach mieszanych, zamieszczony w sierpniowym numerze Przeglądu, skłonił mnie do napisania kilku słów na temat mego małżeństwa
   To niesamowite, jak ogromną siłą jest miłość - pozwala wierzyć młodym ludziom, że każdą przeszkodę da się pokonać i każdy problem rozwiązać. To piękne, wzniosłe uczucie uskrzydla, daje siłę, ale zdarza się, że jednocześnie przesłania istotę spraw wielkiej wagi.
   Za mąż, za wyznawcę rzymskiego katolicyzmu, wyszłam z wielkiej miłości. Ślub odbył się w cerkwi, ceremonia ślubna zachwyciła wszystkich, w tym wielu obecnych na ślubie katolików. Nasze życie do pewnego momentu przypominało bajkę - piękną i kolorową...
   Aż do dnia, kiedy na świat przyszło pierwsze nasze dziecko, potem następne. Wówczas pojawił się drażliwy dla obu stron temat chrztu, poruszany daleko przed ślubem i zawieszony do rozstrzygnięcia we właściwym czasie. O ile przed ślubem - zakochana i szczęśliwa, choć z niechęcią, ale brałam pod uwagę możliwość ochrzczenia dzieci w Kościele katolickim, o tyle później, gdy już się rodziły, gdy je widziałam, gdy całym sercem poczułam, jak bardzo są moje – zrozumiałam, że popełniłam błąd, dając mężowi nadzieję.
   W tym miejscu powinnam przytoczyć długą i niezbyt wesołą historię, jakich argumentów musiałam użyć, by mąż za każdym razem wyraził zgodę na chrzest w cerkwi, jak wyglądały spotkania z rodzicami obu stron. Chciałam tę sprawę załatwić najdelikatniej jak to możliwe. Nie było to jednak łatwe. Nie chcąc wchodzić w szczegóły powiem tylko, że te okropne pertraktacje dużo mnie kosztowały. Wciąż szarpana nerwami nigdy nie miałam możliwości spokojnie cieszyć się moimi maleństwami. Trwało to długo. Dzieci zgodnie z moją wolą zostały ochrzczone w cerkwi. Gniew, złość, smutek, niechęć, rozgoryczenie - uczucia, które pojawiły się w moim małżeństwie od momentu chrztu pierwszego dziecka, miały z czasem przygasnąć, ale nie mogę powiedzieć, że jest tak, jak bym chciała, jak było dawniej. Myślę, że mąż ma poczucie wielkiej straty, przegranej. Jestem przekonana, że do końca nie porzucił nadziei na wywiązanie się z podpisanego przed ślubem zobowiązania.
   Pobierając się bardzo się kochaliśmy. Dziś jest nieco inaczej, choć wydawać by się mogło, że zmieniło się niewiele. W zasadzie nadal zależy nam na tym samym: na zdrowiu naszych bliskich, szczęściu, miłości. Ale nie ma między nami czegoś, co jest zapewnione w małżeństwach jednowyznaniowych: jedności, poczucia wspólnoty. Żadne z nas nie przypuszczało wcześniej, jak bardzo będzie nam tego brakować. Brakuje mi wzruszenia w oczach męża, gdy na Wielkanoc witamy bliskich słowami Christos Woskresie (Chrystus Zmartwychwstał), brakuje tej samej co moja radości, gdy w święta Bożego Narodzenia pozdrawiamy się z Rożdiestwom Christowym. Brakuje mi ostatecznie samego męża, gdy z dziećmi idę do cerkwi. W tej sferze naszego życia zawsze pozostaniemy dla siebie obcy. Za to możemy liczyć na pozornie niewinne, ale dla nas bolesne zapytania i uwagi, np. o niehigienicznym podawaniu priczastija (bo jedną łyżeczką dla każdego), o obcobrzmiącym niezrozumiałym języku, w jakim odprawiane jest nasze nabożeństwo. Mamy duże szanse wysłuchać słów zdziwienia naszym sentymentem do muzyki białoruskiej, ukraińskiej, rosyjskiej.
   Między nami zatem z jednej strony czegoś brakuje, z drugiej mamy czegoś za dużo: otóż za dużo nas dzieli, w zbyt wielu sytuacjach zmuszeni jesteśmy do kompromisów i ustępstw.
   Tych wszystkich młodych, którym - jak mi - bliskie sercu jest nasze prawosławie i którzy - jak ja - spotykają na swojej drodze partnera innego wyznania - szczerze namawiam do głębokiego zastanowienia. Gdy znajomość przerodzi się w miłość i zapadnie decyzja o ślubie - będzie za późno. Z czasem, jak w moim przypadku, przyjdą złe emocje i ból, a wraz z nimi smutna refleksja: czy warto było.
   Nazwisko do wiadomości redakcji

Opinie

[1] 2002-12-11 02:07:00 kocham prawosławną
Proponuję by szanowna autorka odpowiedziała sobie na pytanie " czy to była miłość czy tylko kochanie?". Przed zawarciem związku należy sobie odpowiedzieć jasno i wyraźnie co jest dla nas ważniejsze, religijne (nie chrześcijańskie, bo to pojęcie szersze) spełnienie czy też wieczne połączenie ?
BÓG JEST JEDEN LECZ WIELE MA IMION
[2] 2002-12-11 10:06:00 Lolek
Szanowna Pani, to nie byla miłość. I ma sie Pani nad czym zastanawiac. Prawdziwa miłość wszytsko przetrzyma, wszytsko zwycięży... a napewno konfesyjne spory czy niedomowienia.
[3] 2002-12-11 14:38:00 retro
Re Lolek. To co Pan mówi trąci demagogią. Z resztą jakie ma Pan kompetencje by oceniać wewnętrzne uczucia jakie żywi/żywiła inna osoba.
Re. Kocham Prawosławną. To, co pan głosi (o jednym Bogu i wielu imionach) trąci indyferentyzmem religijnym. (Prowadzi do poglądu, że wszystkie religie mają równą wartość) Przyjęcie takiego poglądu rzeczywiście wyklucza problem małżeństwa mieszanego (wierzy się w to samo, lecz pod różna formą). Co jednak ma taki pogląd wspólnego z Katolicyzmem lub Prawosławiem? Moim zdaniem nic.
Problem małżeństw mieszanych rzeczywiście dotyczy tych osób, które starają się rozróżniać prawdę od fałszu.
[4] 2002-12-11 16:01:00 kocham prawosławną
Re Retro. Ten znany cytat ma charakter pojednawczy. Jeśli jednak mam w poszukiwaniu "prawdy" zdeprecjonować którąś z religii chrześcijańskich to moim zdaniem zgubię istotę dzieła Chrystusa a skupię się na przecinkach i dekoracji. Scenograficzne i wersetowe różnice nie upoważniją, moim skromnym zdaniem do twierdzenia, iż któraś ze znanych mi religii chrześcijańskich wyjątkowo i najlepiej przekazuje nauki Chrystusa.
[5] 2002-12-13 10:23:00 LOLEK
Do Retro
Drogi retro moze mi powiesz jakie trzeba miec kompetencje, aby wyrazac swoje opinie i oceny w tej sprawie? Jak tak czuję i tyle. Masz inne zdanie. Twoja rzecz... U mnie raczej nic i niczym nie trąci, a jezeli juz to troską o lepsze jutro. Autorka moim zdaniem (to moje prywatne odczucia) byla zafascynowana, zauroczona swoim wybrankiem. Niestety okazało się, że to zauroczenie nie przerodziło się w miłość, bo... doszło do stracia katolicko-prawosławnego. Trochę mi to przypomina bitwę na którą żołnieże (ich wodzowie) biorą ze sobą ikony. I wtedy dowiadujemy się, że gdzies tam hen... zwyciężyła Matka Boża Kazańska, a gdzieś indziej Matka Boża Częstochowska... Jak zwyciężała po stronie wojsk carsi - to ok... gorzej jak była mocniejsza u katolików - Polaków!
To w o góle staje się temat (ten o małżeństwach mieszanych) dość śmieszny. Choć problemy i sytuacja jaka wytworzyła się w domu autorki listu nie jest najszczęśliwsza. Myślę jednak, że nie powinna w swoim domu do walki z mężem i jego katolicką rodziną wyciągać wszelkich "zwycięskich" ikon. Trochę wyrozumiałości dla tego heretyka i jego rodziny przydałoby się. Wspułczuję tej Pani, ale to ona sama sobie ułożyła życie i swoją postawą miłość w rodzinnie chce przekreślić walką o pierwszeństwo czy wyższość prawosławia nad rzymskimkatolicyzmem
[6] 2002-12-13 16:01:00 Tina
Małżeństwo mieszane to przede wszystkim problem wychowania dzieci. Tak się jakoś składa,że do ślubu wszystko pasuje, a dopiero potem zaczyna się "przeciąganie liny". Złotego środka w tej sprawie chyba nie ma. Szczęśliwy może być tylko ten komu udało się trafić "na swojego" ,"swoją".
[7] 2002-12-13 16:32:00 LOLEK
Tak, tak... Tina. Zgadzam sie z tobą. Tak sobie myślę, czy zamykanie się w swoich środowiskach jest zdrowe? Czy nielepiej poddać się inkulturacji? Czy prawosławie tak naprawdę jest o wiele lepsze od katolicyzmu? Kto może tu zwyciężyć. Myślę, że wcale nie musi być świętujących zwycięstwo, a jedynie przegrani - sami przegrani!!! Budujmy mosty... Żyjmy w rodzinach (tych mieszanych też) po bożemu, a problemy gdzie będzie dziecko chrzczone same się rozwiążą. Czy chrzest w cerkwi jest lepszy od chrztu w kościele kat.? Nie sądze! Tak też nie sądzi Metropolita Sawa, który swoim podpisem pod dokumentem uznawalności chrztów we wspólnotach chrzścijańskich sam to potwierdził. A więc dlaczego? Dlaczego mamy być tacy uparci, a może głupi? Nie dajmy się zwieść naszym "starsznikom" ortodoksji. Dzieci - czy będą prawosławne czy katolickie - pozostaną zawsze dziećmi, a wychowane w chrześcijańskim duchu będą równie mocno się za nas modlić. Czy modlitwa prawosławnego jest bliższa Bogu? Czy też katolika? Kogo Bóg wysłucha? Wysłucha dobrego człowieka, a złemu nawet zklęcia choćby mnich nie pomogą!!! Sopasy Hospodi
[8] 2002-12-16 10:10:00 retro
Lolku. A jednak demagogia ( to odnośnie - „Tak też nie sądzi Metropolita Sawa, który swoim podpisem pod dokumentem uznawalności chrztów we wspólnotach chrzścijańskich sam to potwierdził”. Ani Kościół Katolicki ani Cerkiew Prawosławna nie mają zastrzeżeń do ważności chrztu. To jest istota uznania ( Kościół Katolicki uznaje ważność chrztu, jeśli szafarz działa z intencją ochrzczenia i spełnione są wymogi, co do materii sakramentu). Nie doszukiwałbym się natomiast w tym geście zrównania obu form sakramentu.
Wydaje się, że cała istota problemu leży w tym, iż praktycznie nie da się żyć w małżeństwie mieszanym (rozumianym jako całość) po bożemu, a to chociażby dla tego, że czy to z prawosławnego czy katolickiego punktu widzenia jedna ze stron będzie odłączona od Kościoła/Cerkwi.
Kogo Bóg wysłucha? Kościół Katolicki uczy, że modlitwa osoby pozbawionej łaski uświęcającej, (czyli żyjącego w grzechu ciężkim) jest bezskuteczna (tak w skrócie). Jeśli modli się człowiek odłączony od kościoła to siłą rzeczy niejako jest w stanie w/w grzechu.
Co do siły miłości – chyba jesteś bardzo niedoświadczonym człowiek skoro uważasz że miłość wszystko wytrzyma. Niestety życie przynosi przykłady, że jest inaczej.
[9] 2002-12-16 12:29:00 LOLEK
Do retro
Może i jestem małodoświadczonym człowiekiem, ale to że miłość wszystko wytrzyma, wszytsko zwycięży... to nie moje słowa. Ja jej gdzieś przeczytałem. Gdzie?
[10] 2002-12-16 13:55:00 retro
Rzeczywiście źle się wyraziłem – miłość przetrzyma wszystko – gorzej z ludźmi.
[11] 2002-12-16 14:54:00 LOLEK
Otóż to Retro, gorzej z ludźmi... Jak kształtować postawy, tak aby później nasi bracia mogli dokonywć dobrych wyborów? Pytanie. Ale czy nie uważasz, że autorka tekstu "wchodząc" niejako w ciemno w związek małżeński, teraz zbyt wiele oczekuje od swojego małżonka? Czy nie lepiej byłoby zrozumieć jego postawę? To co proponuję w tym pytaniu jest trudniejsze od postawienia muru i odgrodzenia się. Jak pisał apostoł, nie idźmy na łatwiznę choćby nasi hierarchowie do tego namawiali. Zrozumienie jest kluczem do rodzinnego szczęscia.
[12] 2002-12-18 15:14:00 retro
Lolku.
Co da zrozumienie drugiej strony? Czy jeśli mąż np. bije żonę to zrozumienie jago postawy i motywacji coś pomoże? Nie bardzo rozumiem jak chcesz kształtować człowieka. Czy tak aby zamiast rozróżniać dobro i zło, prawdę i fałsz zamykał na nie oczy pod płaszczykiem „zrozumienia”. Osobiście uważam, że kluczem do szczęścia w rodzinie jest wzajemna akceptacja (również wad). Problem z małżonkiem o odmiennym wyznaniu jest taki, że akceptując jego odmienną postawę odrzucasz przykazania miłości (względem Boga i bliźniego). Respektując przykazania miłości nie możesz z kolei przystać na to by małżonek tkwił w błędzie i skazywał się na potępienie. Na to nakłada się problem wychowania dzieci...
[13] 2002-12-19 17:35:00 LOLEK
Drogi Retro!!! To że małżonek jest katolikiem - moze i dla prawoslawnych (ale nie dla wszytskich) moze oznaczac trwanie w blędzie. Ale na Boga nie twierdz, ze skazuje to go na potępienie!!! Tym bardziej dziei które chce ochrzcic w katolickim kosciele!
Do rezty nie bedze sie ustosunkowywał. Moze ktos jeszcze zabierze glos i bedzie kontynuwala nasza rozmowe o zwiazkach miezanych.
[14] 2002-12-19 18:40:00 Tina
Dyskusja przybrała obrót religijno-intelektualny,a problem dotyczy w moim odczuciu bardziej spraw codziennych. Ot chociażby czy ktoś wyznania prawoslawnego, mieszkając w dużym mieście, w środowisku katolickim może czuc sie "u siebie"? Nawet mając męża katolika i dzieci ochrzczone w kościele rzymskokat. zawsze będzie "obcym" , a dlaczego? A dlatego że w Polsce nie toleruje się inności. Mamy sie łączyć? Poznawać? To proszę zapytać pierwszą napotkaną osobę na ulicy - co to jest prawosławie? Zapewne odpowie, że to odłam chrześcijaństwa. Może Unia pomoże zrozumieć Polakom,że nie są pepkiem świata.
[15] 2002-12-20 15:23:00 Piotr
Niestety, antagonizm między rzymskim katolicyzmem a prawosławiem jest faktem, czy tego chcemy czy też nie. Zamiast wypominać sobie wzajemnie grzechy spróbujcie pomyśleć, co można zrobić, aby go nie było. Mam taką myśl. Gdyby Kościół katolicki (łaciński) pomagał prawosławnym tu na białostocczyźnie i w innych rejonach, gdzie prawosławnych jest mało, w zachowaniu Prawosławia, to czy nie zmienilibyśmy swojego stosunku do tego Kościoła?
Wyobraźmy sobie teoretycznie, ze przy zawieraniu związków mieszanych, księża katoliccy, w trosce o zachowanie wschodniej tradycji chrześcijaństwa na naszych terenach (bo jak powiedział Jan Paweł II: ubogaca to cały Kościół) namawiali małżonków do chrztu dzieci w cerkwi i kontynuowaniu tej tradycji w rodzinie. Przecież katolikom nie grozi tutaj fizyczne "wymarcie", a prawosławni czują zagrożenie dla swojej tradycji. Można sobie pomarzyć, co by wtedy było. Ale chyba księży i biskupów rz-katolickich na to nie stać. Ciągle jeszcze uważają nas za wrogów (dlaczego?). Może swoim istnieniem świadczymy o tym, że nie odstąpiliśmy od nauki Kościoła apostolskiego, Kościoła Soborów Powszechnch i Ojców?
Wszystkiego najlepszego w Nowym Roku życzę wszystkim uczestnikom dyskusji.
Piotr
[16] 2002-12-21 13:05:00 Katolik
Ja nie widzę żadnego antagonizmu między katolicyzmem a prawosławiem. Widzę jedynie antagonizmy między głupcami z obu stron. Z biegiem czasu coraz bardziej dochodzę do przekonania, że świat nie dzieli się na białych i czarnych, katolików i prawosławnych, itd., tylko po prostu - na mądrych i głupich.
[17] 2002-12-21 19:35:00 do Piotra
Gdybys sie powolal na Alekseja II i do takich wnioskow doszedl to bym zrozumial tok i konsekwencje Twego myslenia. I Z teogo co mi wiadomo, to raczej prawoslawni uwazaja katolikow za wrogow. "Może swoim istnieniem świadczymy o tym, że nie odstąpiliśmy od nauki Kościoła apostolskiego, Kościoła Soborów Powszechnch i Ojców?" - ta wypowiedz na zakonczenie to sugeruje
[18] 2002-12-23 15:42:00 Retro
Jansne Katoliku. Co jest ważniejsze być Katolikiem czy być mądry?
[19] 2002-12-23 17:21:00 Katolik do Retro
Nie będę odpowiadał na zaczepki, których celem jest jedynie jątrzenie i powodowanie sztucznych waśni.
Wszystkim prawosławnym chrześcijanom życzę szczęśliwych świąt Bożego Narodzenia. Obyśmy kiedyś mogli obchodzić je razem.
[20] 2002-12-24 19:17:00 crack
Obyśmy jak najszybciej mogli te święta obchodzić razem, bo obchodzenie ich 2 tygodnie po tym jak już prawie cały świat o nich zapomniał jest głupotą. W prawosławnej Grecji obchodzi się je normalnie czyli 25.12
[21] 2002-12-24 22:24:00 Christophor
Nie zgadzam siv z twierdzeniem, xie latinski chriest dieti prawoslawnych prinosi stratv Cerkwi. Cerki jest wieczna i niezwytivxiona, bo nie opiera siv na slabosti liudskiej, liecz na moci Boxiej. Chriest latinski prinosi jednak stratv samym dietiom, ktoore w ten sposoob bvdq odlqczione od zdrowej prawoslawnej nauki i wydane na pastwv latinnikoow. Stroskanej matieri powiedm jednak to, xie milosierdie Boxie jest niezmieriono i xie Boog dotiera Swojq laskq nie tyljko do tych, ktoorych oddielia od Niego priemocj ideologiczna i pranie moozgu, alie nawet do tych, ktoori siv odenj odwracajq z wlasnej woli. Tak xie glowa do goory, kaxdy czlowiek ma roxum woljnq woliv i moxie jej uxitj, kiedy wydoroslieje.
[22] 2002-12-29 05:37:00 mikołaj
ja też jestem prawosłany ale polski
[23] 2003-01-03 20:10:00 Piotrek
A co waszym zdaniem ma zrobić osoba, która stoi właśnie przed problemem małżeństwa z osobą innej wiary. Kiedy z jednej strony nie wyobraża sobie życia bez tej drugiej osoby, a jednocześnie obawia się tego wszystkiego co jest z nim związane (min. problemy z chrztem ew. dziecka jakie są opisane wyżej). Ryzyko związane ze ślubem jak i z rozstaniem jest ogromne, przecież w obu przypadkach można popełnić życiowy błąd.
[24] 2003-01-12 22:05:00 Piotrek
Widzę, że nie ma chętnych na udzielenie jakiejkolwiek odpowiedzi. Ale faktycznie dużo łatwiej jest coś komentować z boku niż stanąć przed problemem. Szczerze mówiąc ja sobie na razie tym kompletnie nie radzę.
[25] 2003-01-15 17:57:00 Retro
Do Piotrka - albo bym sam się nawrócił na wiarę narzeczonej, albo nawrócił ją na moją, albo się z nią pożegnał
[26] 2003-02-06 13:01:00 Piotr
Brawo Retro. Ja bym to samo powiedzial Piotrkowi.
[27] 2003-02-14 00:58:00 AK
Zgadzam się z crack`em. Sprawa obchodzenia świąt we "wspólnym" terminie jest elementem dialogu ekumenicznego, w którym możliwe jest porozumienie. Żaden z Kościołów nie musiałby się wyrzekać własnej tożsamości. Praktyka Kościoła i Cerkwi w stosowaniu kalendarza dowodzi, że obie strony są w stanie zaakceptować kampromis. Ten "mały" krok byłby dużym ułatwieniem dla rodzin mieszanych wyznaniowo. Zacznijmy od rzeczy "małych" ?
[28] 2008-05-01 20:27:00 KASIA
..jestem katoliczka i od 4 lat spotykam sie z osoba prawoslawna, najsmieszniejsze jest to ze przez caly czas bylam oklamywana o rzeczywista wiare narzeczonego-twierdzil ze jest katolikiem.Teraz kiedy chcemy sie pobrac, poznalam prawde,a o slubie w kosciele nawet nie moge juz marzyc...rodzice piotra oznajmili ze albo cerkiew albo slubu nie bedzie w kosciele......!!!!!!co za zadufalstwo i hipokryzja!!!!!!!!!
[29] 2008-05-12 15:17:00 mis
tak to prawda,zejest to problem ja obecie stoje przed pewnym wyborem wyszlam z amaz z apolaka jestem wyznanai grekokatolickiego.ma tylko slub cywilny , bo moj ma zjest polakiem chcemy ochrzcic dziecko ale ja slysze od mojej tesciowej ze ona nie bedzie nic rozumic to mi sie odechciewa wszystkiego, crzestnych tez bede miala polakow,sama nie wiem co wybrac i gdzie?
[30] 2008-07-02 14:01:00 Karolina
Mam wielki problem. Jestem katoliczką, ale w wyniku pewnych wydarzeń jestem po rozwodzie. Poznałam niedawno prawosławnego Greka i chcemy wziąźć ślub. Jakie dokumenty są wymagane? Czy w ogóle jako rozwódka mogę z nim wziąć ślub? Czy ułatwiłoby trochę naszą sytuację moje przejście na prawosławie? Proszę o odpowiedź, bo to dla mnie bardzo ważne.
[31] 2008-07-06 22:28:00 jur
małżeństwo mieszane jest jak kamień o który się zaczepisz, poślizgniesz, obetrzesz kolana.Po dziewięciu latach małżeństwa z katoliczką usłyszałem,żebyś zdechł kacapie.Teraz minęła dziesiąta rocznica ślubu z prawosławną mówi do mnie MAJA ŁASTOCZKA i to jest piękne.Mamy dwie córki,chodzimy całą rodziną do CERKWI .Jako ojciec chciałbym aby do moich córek ,przyszli mężowie mówili MAJA ŁASTOCZKA .Tego życzę i innym małżeństwom
[32] 2008-07-07 18:18:00 jur
czy to co napisałem wcześniej było nietaktem?
[33] 2008-07-15 14:20:00 Karolina
Nie było nietaktem. Poprostu źle trafiłeś a to się zdarza. Czy ktoś mógłby jednak udzielić mi odpowiedzi na moje wcześniejsze pytanie? To dla mnie i dla mojego mężczyzny bardzo ważne.
[34] 2008-08-03 19:18:00 Renia
Mam pytanie i prosze o pomoc. Jestem wyznania rzymsko katolickiego. Jakiś czas temu poznalam cudownego mężczyzne,rowniez rzymsko katolika, który jak sie okazalo jest po rozwodzie. Szukamy roznych rozwiązan by byc razem i byc blisko Boga.Zastanawiam sie nad przejsciem na prawoslawie i mam pytanie czy gdyby tak sie stalo moglibysmy wziąśc ślub prawoslawny koscielny??
[35] 2009-04-23 17:54:00 kamyk
moim zdaniem autorka tego tekstu najprawdopodobniej nie wie co to jest chrześcijaństwo. katolik i prawosławny to przede wszystkim chrześcijanin. Dziwi mnie upartość autorki tekstu która za wszelką cenę chce żeby wszystko było po prawosławnemu. Ale cóż jak bardziej ludzie cenią słowa prawosławny , katolik a nie chrześcijanin to niestety jest jak jest. Pamiętajcie jedno, katolik i prawosławny to chrześcijanin czyli ta sama osoba i moim zdaniem głupota jest się spierać gdzie brać ślub lub gdzie dać chrzest dzieciom, trzeba wszystko wypośrodkować, np ślub w cerkwi a chrzest dzieci w kościele, dla Boga to to samo wiec dla nas tym bardziej. A poza tym nie może stać miłości na drodze fakt ze jedno to katolik a drugie prawosławne!!! Pozdrawiam wszystkich prawosławnych i katolików.
[36] 2009-07-25 00:06:00 Nastka
Ja doskonale rozumiem autorkę tekstu. Mój narzeczony jest katolikiem. Ślub planujemy w cerkwi. Wiem jednak, że jeśli kiedyś będziemy mieć dzieci to będę chciała ochrzcić je w cerkwi i wiem że pewnie tak się stanie. Prawda jest też taka że mój ukochany będzie w pewien sposób rozczarowany, a mi będzie przykro że to z mojej winy. Ale nic na to nie poradzę. Nie mogę znieść myśli, że nie będę miała większego wpływu na duchowe wychowanie moich dzieci (bo nie znam na tyle dobrze wiary katolickiej). I to nie jest tak, że to nie jest prawdziwa miłość, bo jest!!! Wiem, że to jest ten właściwy człowiek, ale przeraża mnie to, że zawsze któreś z nas będzie czuło jakiś żal. Mam nadzieję, że się mylę i będziemy ponad to wszystko. Bo przecież wierzymy w jednego Boga. I mam nadzieję, że pomoże on wszystkim mieszanym parom w znalezieniu kompromisu.
[37] 2012-10-13 03:49:00 Adam
mialem super dziewczyne, 4 lata max 5 klotni(bardziej nieporozumien), dni spedzonych razm caly czas moze bez miesiaca(praca delegacje) wspanialy czlowiek, swietny przyjaciel, doszlo do momentu, ze trzeba cos zrobic albo tzw. w tą albo w tą, rozstaliśmy się, nie chciałem zgodzić się na tzw. dzieci w kościele. myślą ludzie jakoś tam będzie - też tak uważam, do czasu. nie chcę, żałować. Zadałem jedno pytanie swojej ukochanej, które przesądziło, co byś zrobiła jak byś widziała, że modlę się nad tym niewordkiem leżącym w kołysce (niezależnie od miejsca chrztu), odpowiedziała - też bym się zaczęła modlić tylko, że po swojemu. a wiem, że nie należy do ludzi religijnych. problem jest i zgadzam się z autorką tekstu. warto się zastanowić. Mowicie milosc przetrzyma? eh... nie dokonca i nie wszystko, a żal jaki może wystąpić za 20, 30 lat tego już nie cofniesz.
[38] 2013-01-29 13:03:00 Slawek
Dobrze, że nie czytałem tych wpisów gdy trzy lata temu pobieraliśmy się z żoną. Ja jestem katolikiem, a żona prawosławna i do dziś nie mamy z tym problemów. Żyjemy szczęśliwi i wcale nie uważam, że różnice wynikające z obrządku dzielą nas. Wręcz przeciwnie. Nasza wiara wzrosła jeśli chodzi o relacje z Bogiem. Problem świąt to udogodnienie bo możemy bez problemu spędzić je najpierw u mojej rodziny, a następnie u rodziny żony. Wyobraźcie sobie jak fajnie jest dwa razy obchodzić Boże Narodzenie:) Problem niedzielnego nabożeństwa to też żaden problem - raz jesteśmy wspólnie w cerkwii, a raz w kościele. Dziecko ochrzciliśmy w cerkwii, ale nie czuję z tego powodu rozgoryczenia bo wieżę, że Bóg jest jeden dla nas wszystkich i nie ma to żadnego znaczenia czy chrzest odbył się w jednym czy drugim obrządku. Rodzina zaakceptowała nasz wybór dlatego my też w przyszłości nie będziemy naszemu dziecku narzucać wyboru jeśli chodzi o postępowanie przy związku mieszanym. Napewno będzie mu łatwiej podjąć decyzję bo obie wiary będzie znać doskonale. To prawda, że jest tochę trudniej gdy związek jest mieszany, ale dojście do kompromisu, gdy sie tego chce i kocha drugą osobę, nie jest trudne. Zwracajmy uwagę na to co nas łączy a nie dzieli, żyjmy w poszanowaniu drugiej osoby, a na prawdę nie wystąpią problemy, o których pisze autorka. Miłość to podstawa, która wszystko przetrzyma.
[39] 2014-06-09 17:24:00 jola
autorko tekstu, dziwisz się że mąż ma żal? udajesz biedna, a przecież to Ty okłamałaś meża, Ty której ufał i z którą złączył się przed Bogiem, kompletnie Cie nie rozumiem

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token