Numer 10(316)    październik 2011Numer 10(316)    październik 2011
fot.Anna Radziukiewicz
Tam, gdzie stała się tragedia
Michał Bołtryk

18 września 2011 roku o. Mikołaj Kiełbaszewski, proboszcz kleszczelowskiej parafii, poświęcił krzyż ufundowany przez posła Eugeniusza Czykwina. Przedtem była liturgia w cerkwi Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny w Kleszczelach, następnie święcenie mogił na miejscowym cmentarzu, odległym o pół kilometra od Zaleszan. Na tym cmentarzu leżą także ofiary zbrodni oddziału zbrojnego podziemia, dowodzonego przez Romualda Rajsa ps. „Bury”.

Krzyż został postawiony obok fundamentów domu podpalonego 29 stycznia 1946 roku ze zgromadzonymi mieszkańcami wsi w śrdoku. Na tablicy, umocowanej do krzyża, znajduje się tabliczka z imionami i nazwiskami osób, które straciły życie.
– Krzyż – mówił o. Mikołaj Kiełbaszewski po poświęceniu – był w dawnych czasach czymś strasznym dla przestępców. Dla chrześcijan – pocieszeniem. Bo my wiemy, że na krzyżu Chrystus oddał swoje życie za nasze zbawienie. Powinniśmy pamiętać, że w krzyżu jest nasze zwycięstwo. I dlatego krzyże, także takie jak ten, są stawiane w miejscach, gdzie stała się tragedia. Stoimy w miejscu niezwykłym. Tu dokonała się wielka zbrodnia. Od wielu lat odprawiamy tu panichidę w dniu tej zbrodni. Dawniej patrzono na to niezbyt przychylnie. Niektórzy z władz pytali mnie, co tam ksiądz mówił. A ja odpowiadałem: – Modliliśmy się na miejscu wielkiej tragedii. Modliliśmy się, aby te straszne czasy i zdarzenia się nie powtórzyły. My tu nie mówiliśmy o nienawiści. I dziś tego nie mówimy. Tak uczy nas nasza Cerkiew – modlić się także za tych, którzy czynią zło. Fundator tego krzyża – poseł Eugeniusz Czykwin – także postąpił z pobudek chrześcijańskich. Przy krzyżu dziś poświęconym każdy może się zatrzymać, pomodlić i zadumać nad kondycją ludzką. Nasz Zbawiciel cierpiał na krzyżu za sprawiedliwych, ale i za niesprawiedliwych – za wszystkich ludzi. Przy tym krzyżu wznosimy modlitwy o spokój i spokojne życie.
W uroczystości uczestniczyło kilkaset osób – mieszkańców Zaleszan i okolicznych wsi. Obecna była burmistrz Kleszczel Irena Niegierewicz. – Dziękujemy panie pośle – mówiła zwracając się do Eugeniusza Czykwina – za to, że pan pamięta o naszych przodkach. Nie powinniśmy przechodzić obok tego krzyża obojętnie. My, młodzi, powinniśmy się uczyć naszej historii od starszych. Ale oni już odchodzą. Potrzebna jest nam książka o tamtych tragicznych zdarzeniach.
– Krzyż ten – powiedział poseł Eugeniusz Czykwin – poświęcony jest pamięci tych, którzy tu zginęli, w tym kobietom i dzieciom. Wiemy, że byli niewinni, bo jakąż winą można obarczać tych prostych, biednych ludzi czy ich małe dzieci? Nasza Cerkiew uczy, aby wszystko przyjmować z pokorą. Także wszelkie cierpienia. Tym, którzy myślą inaczej, niech ten krzyż posłuży do refleksji, że żaden człowiek nie może odbierać życia innym ludziom, że nie ma żadnych, chocby najbardziej wzniosłych idei czy wartości, które mogłyby usprawiedliwiać zbrodnie na niewinnych ludziach.Myśl postawienia krzyża zrodziła się, kiedy stwierdziłem, że w tej kadencji Sejmu zablokowano projekt ustawy umożliwiającej wypłacenie choćby symbolicznego, porównywalnego do tego, jakie wypłacono rodzinom sprawców tej zbrodni, odszkodowania rodzinom ludzi, którzy tu zginęli. Jestem przekonany, że w państwie prawa, jakim jest Polska, ta krzywda powinna być naprawiona. A nasza, chrześcijańska tradycja, nakazuje nam upamiętniać takie miejsca krzyżami.

*       *       *

ODDZIAŁ ZBROJNEGO PODZIEMIA KAPITANA ROMUALDA RAJSA PS. „BURY” 29 STYCZNIA 1946 ROKU SPALIŁ ZALESZANY I ZAMORDOWAŁ CZTERNASTU MIESZKAŃCÓW WSI. Kilka dni po akcji dwie osoby zmarły w szpitalu. Dwa dni po tragedii Nadzwyczajna Komisja Powiatowa Rady Narodowej z Bielska Podlaskiego ustaliła, że we wsi spalono wszystkie domy oraz inne zabudowania i inwentarz. Według protokołu komisji, w Zaleszanach został tylko jeden dom. Tego samego dnia Bury spalił Wólkę Wygonowską i zamordował tam dwie osoby.
Latem 2000 roku rozmawiałem w Zaleszanach z Wiktorem Lemieszem, jednym z ocalałych.
Wiktor Lemiesz, urodzony w Zaleszanach w 1928 roku, tak opowiadał:
– Oddział Burego przez Zaleszany przejeżdżał w niedzielę wieczorem, 27 stycznia 1946 roku. Podążali w kierunku Hajnówki i, jak się potem okazało, Łozic. We wsi była zabawa taneczna. Rozpędzili ją okrzykami: „Smarkacze, spać!”.
Niestety, wracając z Łozic znów zajechali do Zaleszan. Była jeszcze noc. Pobudzili wszystkich we wsi. Kazali nanosić do domów słomy. Mieli na sobie wojskowe mundury i broń. Prawie każdy z nich miał pod płaszczem kożuszek bez rękawów.
Mama mnie rozbudziła: „Wstawaj, bo jakieś wojsko przyjechało. Mówią, że szukają bandy”. Wstałem, wyszedłem z domu, rozejrzałem się. To wojsko wydało mi się podejrzane. Wróciłem do domu i mówię do mamy: „To banda, bo zabrali od nas kożuchy. Wielu z nich stoi za stodołami na warcie, a nasze kożuchy mają pod nogami. Cała wieś jest okrążona”.
Do wsi można było wejść, ale wyjść nie. Tej nocy okazało się, że w Zaleszanach przbywało kilku mężczyzn z Sak. Zostali zatrzymani przez wartowników, kiedy chcieli opuścić wieś. Sam słyszałem: „Panowie, puśćcie nas, my katolicy z Sak”. „W takim razie wracajcie do domów”. Zostali puszczeni wolno.
W Zaleszanach – wspominał Wiktor Lemiesz – było ze stu leśnych. U mnie na podwórku stał furman z ogierem. Był to nasz człowiek. Mówił po białorusku. Prosił, żeby go wpuścić do domu. Był zbity kolbą od karabinu. Koło studni obmywał się z krwi.
Tego dnia, na trzecią po południu, rozkazali przygotować obiad. Potem kazali gospodarzom znosić owies i ładowali na fury. Wkrótce rozkazali wszystkim mieszkańcom zgromadzić się w jednym domu, na środku wsi. Schodziliśmy się pod ten dom. Potem ustawili nas w poprzek ulicy. Padł rozkaz: „Rozbierać się!”. Zdjąłem wszystko, oprócz koszuli skarpet wełnianych. Zostałem uderzony kolbą z poleceniem: „Zdejmuj skarpety!”. Zdjąłem. Zostałem wepchnięty do domu. Tam już była moja mama i prawie wszyscy ludzie ze wsi.
Pod dom podjechał „Rekin”, młody chłopak, zastępca „Burego”. Zszedł z konia, stanąl w sieni tego domu i wygłosił mowę. Zapamiętałem słowa: „Za takie wychowanie waszych dzieci, pójdziecie do Boga na ofiarę. A wasza wieś spłonie”. Podobno dzieci z naszej wsi bawiły się śnieżkami i któregoś z leśnych uderzyły. Nie wiem, jak było naprawdę.
Po krótkiej mowie zamknięto drzwi. Któryś z podkomendnych „Burego” wystrzelił z kul zapalających. Dach domu był słomiany, natychmiast zapalił się. Zrobiło się gorąco. Kto mógł rzucił się do okien, bo drzwi były zamknięte. Ale przy oknach stali leśni z bronią. Od strony podwórka stał, tak myślę, jakiś lepszy człowiek. I on otworzył drzwi.
Było coraz goręcej. Strach paraliżował przed ucieczką. Jeden chłopak wybiegł. Puszczono serię z karabinu ponad jego głową. Nie było wyjścia. Ogień przedostawał się do środka. Odważyłem się i wyskoczyłem przez drzwi. Biegłem w stronę Toporek. Moja mama, jak się okazało, pobiegła w inną stronę. Dom płonął. Płomienie smagały, na szczęście dla nas, także stojących przy nim ludzi z oddziału „Burego”. Oni odeszli. Kto mógł, ten uciekał. Najwięcej przeżyło tych, co uciekło na Toporki.
Moja przyszła żona, Nina Sacharczuk, dała mi kalosze, bo byłem boso, a wkoło zamarznięta ziemia, śnieg. Znajomy z Toporek, Artemiusz Krawczuk, dał mi ruskie walonki. Niestety, za małe na moje opuchnięte nogi. Inny dobry człowiek dał mi ruskie buty wojskowe. Te były dobre. Dostałem jakąś kurtkę i spodnie. Wróciłem do Zaleszan. Mój dom dopalał się. Oddziału „Burego” już we wsi nie było. Pojechali w stronę Malinnik. A potem na Wólkę Wygonowską
W Zaleszanach postawiono dwa pomniki ku czci ofiar. Państwowy w 1965 roku, ale na tablicy wypisano mylną data mordu – 19 stycznia 1946 roku. Drugi, pomniczek z krzyżem, ufundowały kobiety z Zaleszan z datą na tablicy – 29 I 1946.
Od 2002 do 2005 roku Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni Przeciwko Narodowi Polskiemu w Białymstoku w Instytucie Pamięci Narodowej prowadziło śledztwo.
Dariusz Olszewski, prokurator komisji, ustalił, m.in., że oddział Pogotowia Akcji Specjalnej Narodowe Zjednoczenie Wojskowe, dowodzony przez „Burego”, przybył do Zaleszan 29 stycznia 1946 roku około szóstej rano. Członkowie oddziału zostali zakwaterowani u gospodarzy. Zarządzono zbieranie paszy dla koni. Około godziny 14-15 mieszkańcy wsi zostali powiadomieni przez wyznaczonych członków oddziału o konieczności przybycia „na zebranie” do domu Dymitra Sacharczuka. Po zgromadzeniu w tym domu mieszkańców nieustalona osoba z oddziału „Burego” wywołała na zewnątrz Piotra Demianiuka, 16 letniego syna sołtysa Łukasza Demianiuka, oraz mieszkańca sąsiedniej wsi Suchowolce, Aleksandra Zielinko. Na podwórku obaj zostali zastrzeleni. Do domu, gdzie zgromadzono mieszkańców wszedł oficer-dowódca, którym najpewniej był Romuald Rajs. Po oddaniu strzału z pistoletu do góry, co uciszyło zebranych, oznajmił im, że przestaną istnieć, a wieś zostanie spalona. Wyszedł, a drzwi zamknięto. Podpalono słomianą strzechę. Niektórzy podjęli próbę ucieczki. Pilnujący wyjścia żołnierze strzelali do uciekających, oddając strzały ponad nimi. W tym czasie inni członkowie oddziału przystąpili do podpalania pozostałych zabudowań we wsi. Nie wszyscy mieszkańcy udali się na zebranie. Do osób, które pozostały i dopiero wskutek rozprzestrzeniania się ognia usiłowały uciekać z domów, strzelano.
Od płomieni oraz strzałów z broni stracili życie małżeństwo Niczyporuków – Jan i Natalia oraz ich dwoje dzieci, z których jedno, Anna, miało trzy lata. Ich sąsiadka Maria Niczyporuk zmarła wskutek poparzeń w szpitalu. Ponadto zginęło troje jej dzieci: Aleksy – 3 lata, Michał – 5 lat, Piotr – 7 lat. Spaliła się córka Bazylego Leończuka, Nadzieja (niemowlę, niezabrane na zebranie). Zastrzelony został Grzegorz Leończuk z synami Sergiuszem – 6 miesięcy i Konstantym – 3 lata. Jeszcze przed podpaleniem wsi zastrzelono Teodora Sacharczuka za odmowę wydania owsa dla koni. Zginął też 41-letni Stefan Weremczuk.
W Zaleszanach „Bury” zamierzał dokonać zmiany furmanów, z czego jednak zrezygnował, zabierając ze swoim oddziałem tylko Michała Niczyporuka jako przewodnika. Michał Niczyporuk razem z innymi furmanami (trzydzieści osób) zamordowany został w lesie koło Puchał Starych.
W postanowieniu o umorzeniu z 30 czerwca 2005 roku prokurator IPN konstatował: „Nie kwestionując idei walki o niepodległość Polski, prowadzonej przez organizacje sprzeciwiające się narzuconej władzy, do których należy zaliczyć Narodowe Zjednoczenie Wojskowe, należy stanowczo stwierdzić, iż zabójstwa furmanów i pacyfikacje wsi w styczniu i lutym 1946 roku nie można utożsamiać z walką o niepodległy byt państwa, gdyż nosi znamiona ludobójstwa. W żadnym wypadku nie można tego co się zdarzyło, usprawiedliwiać walką o niepodległy byt Państwa Polskiego. (...) Dokonane zabójstwa furmanów, jak i skierowane ataki przeciwko mieszkańcom wsi były wymierzone w osoby cywilne, które realnie nie stanowiły zagrożenia dla oddziału. (...) Spośród wymienionych motywów, które determinowały działania «Burego» i części jego podwładnych, czynnikiem łączącym było skierowanie działania przeciwko określonej grupie osób, których łączyła więź oparta na wyznaniu prawosławnym i związanym z tym określaniu przynależności tej grupy osób do narodowości białoruskiej. Reasumując, zabójstwa i usiłowania zabójstwa tych osób należy rozpatrywać jako zmierzające do wyniszczenia części tej grupy narodowej i religijnej, a zatem należące do zbrodni ludobójstwa, wchodzących do kategorii zbrodni przeciwko ludzkości.
Na podstawie wszystkich dowodów nie może być wątpliwości, że sprawcą kierowniczym – osobą wydającą rozkazy był R. Rajs, «Bury», a wykonawcami część jego żołnierzy”.

fot. autor

Opinie

[1] 2013-03-01 20:53:00 Omen
Brat mordujacy brata nie jest czlowiekien
jest zbrodniarzem
[2] 2015-07-28 12:40:00 Jimson
Jak widać linia, po przekroczeniu której żołnierz staje się zbrodniarzem jest bardzo cienka...

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token