wnuk, Aleksy Mularczyk O. Aleksy Makal
Numer 6(312)    czerwiec 2011Numer 6(312)    czerwiec 2011
fot.Anna Radziukiewicz
Misja ojca Aleksego Mularczyka
Michał Bołtryk

CZĘŚĆ DRUGA

Z Supraślem o. Aleksy Mularczyk był związany od 1927 roku. Wtedy, mając etat pierwszego psalmisty wasilkowskiej parafii, zaczął nieść posługę w Supraślu. Pełnił ją aż do śmierci 14 grudnia 1970 roku.
O niezwykle trudnych, wręcz dramatycznych, latach posługi o. Aleksego mówią zachowane dokumenty, wspominają wnuk Aleksy Mularczyk, następca ojca Aleksego w Supraślu – o. Aleksander Makal i parafianki – Ludmiła Gruszewska-Lewczuk oraz Zinaida Piech.
Wnuk Aleksy mieszkał u dziadków w Supraślu od 1954 roku. – W domu u dziadków – mówi – rozmawiało się po rosyjsku. Dziadek wspominał czasami swoje młode lata. Zapamiętałem często powtarzaną opowieść. „Z monasteru Hlińska Pustyń – wspominał dziadek – wzięli mnie do wojska. To był czas I wojny światowej. Zaraz po krótkim przeszkoleniu wysłano nas na front. Biliśmy się z Austriakami. I wyobraź sobie, że my w sile siedmiu żołnierzy wzięliśmy do niewoli 120 Austriaków”. Może tak było – śmieje się wnuk – ale prawdą jest, co wiemy z opowieści wojaka Szwejka, Austriacy, czyli zbieranina żołnierzy z krajów wchodzących w skład monarchii austro-węgierskiej, nie chcieli po prostu walczyć i chętnie się poddawali.
Po zakończeniu wojny Aleksy Mularczyk wrócił do monasteru. Potem skierowano go do Grodna, gdzie nauczał młodych seminarzystów ustawu cerkiewnego.
W 1927 roku zjawił się w Wasilkowie. Stamtąd przyjeżdżał dwanaście kilometrów rowerem albo furmanką do Supraśla. Odprawiał nabożeństwa w cerkwi św. Jerzego na Podsupraślu, na cmentarzu. O korzystaniu z którejś z dwóch cerkwi na terenie monasteru nie było mowy. Budynki monasterskie także były nie dla prawosławnych. W końcu lat 20. budynki zajmowała szkoła rolnicza. Ale starania o przekazanie zabudowań czynił arcybiskup wileński, ks. Romuald Jałbrzykowski. 27 sierpnia 1929 roku pisał do ministerstwa wyznań: „Dla archidiecezji wileńskiej i diecezji sąsiednich jest wielce potrzebny zakład dla księży emerytów. Na ten cel jest upatrzony gmach poklasztorny w Supraślu. Wobec czego proszę o łaskawe poparcie, aby gmach poklasztorny w Supraślu mógł być w najkrótszym czasie przekazany archidiecezji wileńskiej”.
Suprascy parafianie mają małe, ale dla nich niezwykle istotne, marzenie. Chcieliby mieć na stałe w Supraślu duchownego. Piszą 24 sierpnia 1930 roku do arcybiskupa grodzieńskiego, Aleksego: „…zebraliśmy się w liczbie 87 osób i uchwaliliśmy prosić o delegowanie do nas duchownego Aleksego Mularczyka. Jednocześnie obowiązujemy się dać naszemu duchownemu własne utrzymanie na koszt parafialny po 150 złotych miesięcznie, jak również obowiązujemy się wynajmować dla wymienionego duchownego potrzebny lokal na mieszkanie kosztem naszej parafii”.
Od marca 1931 roku zaczyna funkcjonować w Supraślu parafia filialna parafii Wasilków z duchownym mieszkającym w Supraślu. Prawosławni Supraśla i okolic, tak jak obiecali, wynajęli swojemu duchownemu domek nad rzeką. Takich domków w Supraślu było wówczas dużo. Wybudowali je niemieccy fabrykanci dla swoich pracowników, przeważnie tkaczy.
Przed wojną były silne naciski polonizacyjne w Cerkwi. O Supraślu także nie zapomniano w tej kwestii. Od ojca Aleksego Mularczyka domagano się wygłaszania kazań w języku polskim.
– Pamiętam – opowiada wnuk, Aleksy Mularczyk – jak dziadek wracał w opowieściach do tamtych lat. „Co robić? – zwrócił się dziadek do rady parafialnej. Dla mnie to nakaz. Może w miejscowym języku głosić kazanie?”. Na to nie chcieli zgodzić się parafianie. „My tak rozmawiamy między sobą i na podwórku do naszego dobytku – tłumaczyli proboszczowi. W takim języku w cerkwi nie przystoi mówić”. I poradzono: „Wy róbcie tak, jak nakazuje władza. My zrobimy swoje”. I oto jest niedziela. Dziadek wychodzi na soleję, aby głosić słowo. Zaczyna mówić po polsku. Wszyscy wychodzą. Zostaje tylko ten, który miał wysłuchać i powiadomić władze.
W owym czasie supraska parafia, a raczej filia wasilkowskiej parafii w Supraślu, nie miała nic. Była możliwość odprawiania nabożeństw w cerkwi na Podsupraślu, a duchownemu wynajmowano mieszkanie. O kupnie domu parafialnego w ówczesnych warunkach prawnych można było jedynie marzyć. Po prostu parafia prawosławna nie miała prawa do nabywania nieruchomości.
I oto w tej niemożności stało się coś, co służy do dziś Cerkwi, najpierw parafii, teraz monasterowi. W 1935 roku suprascy prawosławni parafianie kupili działkę o powierzchni 2093 metrów kwadratowych wraz z domem. Ten adres dziś – ulica 3 Maja 13. Formalną właścicielką według aktu kupna placu z domem była Anna Wołkowska.
Anna Wołkowska i jej mąż Piotr warci są tego, aby poświęcić im część opowieści o supraskiej parafii. Anna była Rosjanką urodzoną w Jekaterinburgu. Piotr Wołkowski urodził się w Supraślu.
Historię Anny i Piotra dobrze zna o. Aleksander Makal, który objął probostwo w Supraślu 1 maja 1971 roku.
– Piotr Wołkowski był pracownikiem któregoś zakładu Zacherta czy też Buchholtza. W 1905 roku – opowiada – Supraśl ogarnęły robotnicze strajki. Brał w nich udział Piotr Wołkowski. Jego i wielu innych za karę zesłano na Syberię. Ta zsyłka, jak się później okaże, była zbawienna dla młodego chłopaka. Po pierwsze, nauczył się w Rosji bardzo popłatnego zawodu – masarstwa. Po drugie, ożenił się z Rosjanką Anną Dmitriewną z Zabojewych. Anna pochodziła z dobrego domu. Jej ojciec był księgowym, dwaj bracia byli oficerami w carskiej armii. Los tak chciał, że spotkała na swej drodze Piotra, katolika z Polski. Przed pierwszą wojną wzięli w Rosji ślub w cerkwi. Ale Piotr pozostał katolikiem. Po rewolucji przyjechali do Supraśla. W II Rzeczypospolitej, ale też po wojnie, z różnych stron naciskano na Annę Wołkowską, aby przeszła na katolicyzm. „Gdyby w Rosji, na zsyłce – mówił Piotr Wołkowski – powiedziano mi przed ślubem, przyjmij prawosławie, przyjąłbym. Ale tego ode mnie nie żądano. W tej sferze była tam wielka tolerancja. I jestem katolikiem. Dlaczego miałbym teraz żonie powiedzieć, stań się katoliczką. Jest prawosławna i niech tak zostanie”.
Piotr Wołkowski po powrocie do Supraśla zajął się tym, czego nauczył się w Rosji. Wkrótce jego masarnia zaczęła przynosić duże dochody. Wołkowscy mieli w Supraślu masarnię, dwie wędzarnie, lodziarnię, sklep z wędlinami. Pieniądze inwestowali w domy i place. Ale też wspomagali parafię. Anna Wołkowska była osobą bardzo pobożną. Do cerkwi chodziła z mężem. Uczęszczali także do kościoła. Spotykali się z proboszczem prawosławnym i katolickim.
W latach 30. któryś z fabrykantów, chyba Buchholtz, sprzedał Citronowi fabrykę i domy tkaczy. Citron sprzedawał domy. Dom i plac, który nabyła w owym czasie prawosławna parafia, kosztowały półtora tysiąca złotych. Parafianie uzbierali tysiąc złotych. Pięćset pożyczyli Wołkowscy. Akt własności sporządzono na Annę Wołkowską, bo parafia nie miała prawa do nabywania nieruchomości. Formalną właścicielką domu i placu była Anna Wołkowska aż do 1953 roku. Wtedy to budynek plebanii przy ulicy 1 Maja 4 (teraz 3 Maja 13)przekazano aktem notarialnym parafii w Supraślu.
– Wołkowscy – podkreśla o. Aleksander Makal – wnieśli wielkie zasługi dla prawosławia w Supraślu.
Od 1935 roku o. Aleksy Mularczyk zamieszkał na stałe w Supraślu. W domu parafialnym urządził także cerkiew domową. W części mieszkalnej uczył dzieci religii. Ten dom był pierwszym punktem stałego zaczepienia się w Supraślu. A jeśli chodzi o świątynie na terenie monasteru, sprawa prawosławnych przedstawiała się źle.
W 1937 roku prawosławni z Supraśla i okolicznych wsi – Cieliczanka, Ogrodniczki, Ciasne, Karakule, Nowodworce, Kolonie: Sadowy Stok, Jałówka, Ożynnik w powiecie białostockim oraz wsie i kolonie Surażkowo, Sokołda, Łaźnie, Podłaźnie, Krzemienne, Konne, Międzyrzecze i Woronicze w powiecie sokólskim, łącznie 390 rodzin – 1630 osób, zwracali się do ministerstwa wyznań religijnych „z gorącą prośbą o łaskawe zarządzenie otwarcia i przydzielenia dla nas, prawosławnych, cerkwi św. Jana Teologa, znajdującej się w obrębie klasztoru Supraślskiego oraz o przyznanie etatowej filii przy cerkwi prawosławnej w mieście Supraślu…”.
Zamiast odpowiedzi mogli zobaczyć, co się działo. W marcu księża salezjanie zdjęli z cerkwi św. Jana Teologa krzyże prawosławne. Zaczęło się „przerabianie” cerkwi. Ze świątyni wyniesiono Golgotę, ikonę Ukrzyżowania Pańskiego i Matki Bożej, trzy krzyże, dwa kioty od ikon i mniejsze przedmioty kultu. To wszystko umieszczono w domu ludowym w Supraślu – na strychu, za sceną i w szatni… (cdn)

fot. autor
i archiwum Aleksego Mularczyka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token