Numer 11(209)    listopad 2002Numer 11(209)    listopad 2002
fot.Marek Dolecki
Nasza wyborcza historia
Eugeniusz Czykwin
Kampania wyborcza do samorządów kolejny raz ujawniła podziały w środowisku zamieszkującej województwo podlaskie prawosławno - białorusko - ukraińskiej mniejszości (takie określenie wydaje mi się najstosowniejsze). Porozumienie wszystkich działających w naszym środowisku organizacji w ramach utworzonego na początku 2002 roku Forum Mniejszości Narodowych okazało się krótkotrwałe. Forum - utworzyły go bractwa cerkiewne, Białoruskie Towarzystwo Społeczno - Kulturalne, organizacje skupione w Związku Białoruskim i Związek Ukraińców Podlasia - stawiało sobie za cel zapewnienie stosownej do liczby prawosławnej ludności reprezentacji w Sejmiku Wojewódzkim, radzie miejskiej Białegostoku i ewentualnie w powiatach, w których prawosławni stanowią znaczący odsetek ludności. Uwzględniając dotychczasowe, poczynając od 1989 r., doświadczenia, Forum zdecydowało wystawić swych kandydatów do Sejmiku i Rady Miasta Białystok na listach koalicji SLD - UP. Decyzja ta oznaczała też poparcie środowiska dla kandydata lewicy na prezydenta Białegostoku, którym został prof. Zbigniew Puchalski.
   Że była to słuszna, wynikająca z trzeźwej oceny wyborczej rzeczywistości, decyzja, świadczą wyniki dotychczasowych prób uzyskania przez prawosławnych swojej reprezentacji w ponadpowiatowych instytucjach władz samorządowych. Warto je przypomnieć.
   Rok 1989. Wybory parlamentarne do tzw. Sejmu Kontraktowego. Białostockie władze Solidarności nie zgadzają się, by na ich liście znalazł się Białorusin z utworzonego m.in. przez Sokrata Janowicza, Eugeniusza Mironowicza, Olega Łatyszonka Klubu Białoruskiego - zabiegały o to władze krajowe Solidarności. Startujący do Sejmu Eugeniusz Mironowicz i do Senatu Sokrat Janowicz nie uzyskują mandatu. Posłem został wybrany Eugeniusz Czykwin, startujący z listy Chrześcijańskiego Stowarzyszenia Społecznego.
   Rok 1991. Mniejszość organizuje aż dwa konkurencyjne wobec lewicy, niestety także wobec siebie, komitety: Białoruski Komitet Wyborczy - uzyskany wynik to 4435 głosów (1,38 proc. w skali województwa) sami białoruscy działacze określają jako klęskę. Sukces odnosi natomiast Prawosławny Komitet Wyborczy, który zebrał 13 788 głosów (4,28 proc.). Posłem zostaje Eugeniusz Czykwin. W okresie ostatnich 13 lat był to jedyny przypadek samodzielnego wybrania przez mniejszość na tym terenie swego przedstawiciela do parlamentu.
   Rok 1993. Po raz pierwszy i niestety ostatni został utworzony przez działaczy wszystkich białoruskich i prawosławnych organizacji komitet wyborczy. Na listę Związku Białoruskiego głosuje 10 164 wyborców (3,8 proc.), co także jest klęską. Startujący do Senatu z listy Komitetu Wyborczego Prawosławnych E. Czykwin zdobywa 51 815 głosów, co jednak nie wystarcza do zdobycia mandatu.
   Rok 1997. Białoruskie organizacje nie widzą sensu w samodzielnym starcie. Przewodniczący Białoruskiego Towarzystwa Społeczno - Kulturalnego Jan Syczewski zostaje posłem z listy SLD (prócz niego mandat zdobywa także startujący z listy SLD Sergiusz Plewa). Przewodniczący Związku Białoruskiego Eugeniusz Wappa (otrzymuje 2023 głosy) startuje z, wówczas konkurencyjnej wobec SLD, listy Unii Pracy. Samodzielny start Prawosławnych (na listę oddaje głosy 13 622 wyborców) nie przynosi sukcesu.
   Uwzględniając doświadczenia poprzednich kampanii przedstawiciele organizacji skupiających mniejszości narodowe i wyznaniowe postanawiają w wyborach samorządowych w 1998 roku i parlamentarnych w 2001 roku nie wystawiać samodzielnych list. Rezultatem jest zdobycie przez prawosławnych pięciu mandatów w Sejmiku Wojewódzkim (wszyscy startowali z listy SLD) i ośmiu w Radzie Miasta Białystok (lista koalicji Lewica i Niezależni Razem). Startujący z tej listy Antoni Mironowicz tuż po wyborach przyjął propozycję prawicowej większości objęcia funkcji wiceprzewodniczącego Rady, za co przez swoich kolegów został usunięty z klubu.
   W ostatnich (wrzesień 2001 r.) wyborach parlamentarnych mandaty zdobywają startujący z listy SLD: poselskie Eugeniusz Czykwin i Aleksander Czuż, senatorski Sergiusz Plewa.
   Dotychczasowe doświadczenia w sposób jednoznaczny wskazują, że kluczem do sukcesu jest łączenie sił z dużym ugrupowaniem. Teoretycznie mogłyby to być wszystkie, poza skrajnie narodowo - katolickimi, ugrupowania. W praktyce, wobec nieprzychylnej mniejszości postawie podlaskiej prawicy, pozostało porozumienie z koalicją SLD - UP. Jednak decyzja ta napotkała sprzeciw działaczy Związku Białoruskiego, którzy po opuszczeniu Forum utworzyli samodzielny Białoruski Komitet Wyborczy.
   W efekcie Białorusini kandydujący z listy SLD - UP rywalizować będą o głosy tego samego elektoratu z Białorusinami kandydującymi z listy Białoruskiego Komitetu Wyborczego. Rezultat nietrudno przewidzieć. Trudno liczyć, że kandydujący z listy Białoruskiego Komitetu Wyborczego do Sejmiku Wojewódzkiego, mimo że jest wśród nich wiele wartościowych i zacnych osób, zdobędą mandaty.
   Barierą nie do przebycia, szczególnie do sejmiku, po włączeniu w granice województwa Suwałk i Łomży, może okazać się 5-procentowy próg, którego nigdy Białorusini nie przekroczyli. Kandydaci BKW "odbiorą" część głosów Białorusinom startującym z list SLD-UP. Pomogą w ten sposób podlaskim, również klerykalno-narodowym, ugrupowaniom zachować władzę w województwie. Znając dotychczasowy stosunek podlaskiej prawicy do problemów mniejszości, działania takie mogę zaliczyć jedynie do kategorii "na złość mamie odmrożę sobie uszy".
   Zwracam szczególną uwagę na wybory do Sejmiku Wojewódzkiego, gdyż to właśnie Sejmik będzie decydował o najważniejszych dla mieszkańców województwa sprawach. To sejmik zadecyduje o podziale środków na kulturę i - co niezwykle ważne - o podziale otrzymywanych z Unii Europejskiej funduszy. Będąc do września 2001 roku radnym sejmiku wielokrotnie obserwowałem, w mojej ocenie niegodziwe, postępowanie prawicowej większości - mam na myśli choćby losy muzeum ikon w supraskiej ławrze czy preferowanie przy podziale funduszy z programu PHARE 2000 okolic Łomży, Augustowa i Białegostoku, przy wyraźnym pomijaniu południowo - wschodniego obszaru funkcjonalnego (tworzą go powiaty Bielsk Podlaski, Hajnówka i Siemiatycze).
   Inaczej rzecz się ma w samorządach powiatowych, a szczególnie w gminach w południowo-wschodniej części województwa. Tam Białorusini, Ukraińcy czy określający siebie jako prawosławni Polacy mieli i będą mieć zdecydowaną przewagę. Trudno bowiem, by w gminach, gdzie stanowią 90 i więcej procent ogółu mieszkańców, było inaczej. Czy do rad wejdą z list "białoruskich", "lewicowych" czy jeszcze innych, ma tam drugorzędne znaczenie.
   Poważnym problemem dla naszej społeczności może być przejęcie władzy przez prawicę w Bielsku Podlaskim, a nawet w Hajnówce, co przy rozbiciu prawosławnego elektoratu wydaje się wielce prawdopodobne. W Bielsku i Hajnówce polsko-katolicka prawica już rządziła. Prawosławni pamiętają ten okres (lata 1990 - 1994) jako czas bezpardonowego rugowania ich z wszelkich stanowisk. Trudno uwierzyć, że nie pamiętają o tym, jak o wielu innych faktach, liderzy Białoruskiego Komitetu Wyborczego. Jestem skłonny uwierzyć, że dla nich "postsolidarnościowa prawica jest lepsza od lewicy" - tak twierdzi Sokrat Janowicz - tak jednak nie uważa zdecydowana większość Białorusinów.
   Powstanie konkurencyjnego wobec lewicy białoruskiego komitetu spotkało się z nieukrywaną radością "niezależnej" lokalnej prasy. Za szczególnie istotny fakt prasa ta uznała zgłoszenie przez Białoruski Komitet Wyborczy kandydatury Antoniego Mironowicza na prezydenta Białegostoku. Stronnicze, jawnie sympatyzujące z prawicą publikacje, w których A. Mironowicza i kandydatów BKW przedstawia się jako reprezentantów całego prawosławno - białoruskiego środowiska, zmusiły o. Grzegorza Misijuka do opublikowania specjalnego oświadczenia (tekst zamieszczamy obok).
   Prasa z upodobaniem cytuje też krytyczne wobec Włodzimierza Cimoszewicza, Aleksandra Kwaśniewskiego i Leszka Millera wypowiedzi Eugeniusza Wappy, według którego oni tylko "odwiedzą kilka miejscowości, postawią kilka świeczek w cerkwiach...", nic dla prawosławnej społeczności nie robiąc. Zachowanie białoruskiego lidera przypomina znaną baśń Kryłowa "Słoń i Mośka". Do cerkwi może wejść każdy. Każdy, również najważniejsze osobistości w państwie, mogą postawić świeczkę. Prawosławni takie zachowanie oceniają w jedynie możliwy sposób - jako okazanie szacunku ich wierze i tradycjom.
   Mniejszość, szczególnie tak słaba i szybko wytracająca swą tożsamość, jak to się dzieje z mieszkającymi w Polsce Białorusinami, nie może pozwalać sobie na antagonizowanie osób, środowisk i partii, które jej nie szkodzą, a często okazują zrozumienie i pomoc. Kreowanie nowych przeciwników czy politycznych wrogów jest poważnym błędem.
   W dzień - dwa po wyborach emocje opadną. Dziś najważniejsze jest, by jak najwięcej prawosławnych kandydatów zdobyło mandaty.
   Życząc wszystkim kandydatom sukcesu, gorąco zachęcam czytelników "Przeglądu" do udziału w wyborach.
   
   P.S. W wyborach startuje aż trzech kandydatów o nazwisku Czykwin. Wobec licznych zapytań wyjaśniam, że nie biorę udziału w tych wyborach, a żadna z tych osób nie jest ze mną (chyba) spokrewniona. Niemniej życzę im, jak wszystkim, sukcesu.

Opinie

[1] 2006-05-01 20:40:00 Wasyl
Kiepski atrykul p. "Izydora-Wilhelma"
[2] 2006-09-13 21:00:00 piotr nowak
czy opinie wszystkie sa przedrukowywane ?

z powazaniem
piotr nowak

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token