Numer 11(305)    listopad 2010Numer 11(305)    listopad 2010
fot.Anna Radziukiewicz
Robię to co lubię
Michał Bołtryk

Jarosław Charkiewicz jest laureatem dwudziestej pierwszej edycji nagród „Przeglądu Prawosławnego” im. Księcia Konstantego Ostrogskiego. Nagrody są przyznawane za zasługi w rozwoju myśli, kultury i duchowości prawosławia. Jarosław Charkiewicz od ośmiu lat jest sekretarzem wydawnictwa Warszawskiej Metropolii Prawosławnej, autorem ponad dwudziestu książek, m.in. „Męczennicy XX wieku” czy fundamentalnej encyklopedii „Tobą raduje się całe stworzenie. Ikony Bogarodzicy w Prawosławiu”, tłumaczem z języka rosyjskiego takich pozycji, jak o. Aleksandra Schmemanna „Symbol Wiary” czy metropolity Hilariona (Ałfiejewa) „Misterium wiary. Wprowadzenie do prawosławnej teologii dogmatycznej”, redaktorem miesięcznika „Wiadomości Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego” i kwartalnika „Cerkiewny Wiestnik”.

O sobie mówi, z przesadną skromnością: – Jestem szarym człowiekiem. Nie jestem dogłębnym znawcą żadnego z tematów. Jestem po prostu rzemieślnikiem, który swoją pracę lubi, stara się wykonywać ją dokładnie i rzetelnie. Lubię to co robię. A jednocześnie służę Cerkwi i ludziom.Po dłuższej namowie z mojej strony opowiada: – Mój śp. tata, Sergiusz, pochodził z Suszczy, mama, Maria, z Juszkowego Grodu. Urodziłem się w 1964 roku, kiedy rodzice byli już mieszkańcami Hajnówki. Oboje byli nauczycielami. Ojciec uczył geografii, mama zajmowała się nauczaniem początkowym.
W czasach mojego dzieciństwa w Hajnówce była jedna parafia z cerkiewką świętego Mikołaja. Mama prowadzała mnie na nabożeństwa.
Na moich oczach, ucznia podstawówki i liceum z białoruskim językiem nauczania, rosły mury soboru Świętej Trójcy. Religii uczył nas o. Leoncjusz Tofiluk, (który też udzielił mi sakramentu chrztu), teraz jest moim szefem jako dyrektor Wydawnictwa Warszawskiej Metropolii. Potem zajął się nami nowy proboszcz, o. Antoni Dziewiatowski. Z tamtych czasów pamiętam też improwizowane lekcje języka angielskiego, jakich udzielał kilku uczniom, w tym mnie, o. Michał Niegierewicz.
Z liceum zapamiętałem ciekawe zajęcia z języka polskiego u prof. Bazylego Pietruczuka. A najciekawsze były jego świetne dowcipy opowiadane na lekcjach. Języka białoruskiego uczył Bazyli Sakowski, który teraz często pisuje felietony w „Niwie”. Lubiłem lekcje geografii, której uczył prof. Walenty Sielwiesiuk. Zamiłowanie do tego przedmiotu miałem po ojcu, który też był z wykształcenia geografem, a w domu było dużo książek o tej tematyce.
W liceum spotkałem się z bractwem prawosławnym. To wszystko było jeszcze w powijakach. Opiekę nad bractwem sprawował o. Leoncjusz Tofiluk. My, uczniowie liceum, spotykaliśmy się po domach, śpiewaliśmy pieśni białoruskie, rosyjskie i ukraińskie, a nawet redagowaliśmy śpiewniki z tymi pieśniami. Potem odbijaliśmy je na ksero.
Jarosław Charkiewicz w 1983 roku ukończył liceum i zdał egzamin na wydział prawa filii Uniwersytetu Warszawskiego w Białymstoku. Po roku, jesienią 1984, rozpoczął studia na Wydziale Dziennikarstwa Uniwersytetu w Leningradzie. Studiował tam dwa lata.
Co tam osiągnął?
– Dla mnie najważniejsze – opowiada – jak się później okaże, było dobre poznanie języka rosyjskiego. Już po roku studiów nawet śniłem po rosyjsku. Może to dziwne, ale wtedy bardzo zbliżyłem się do Cerkwi. Wtedy w Związku Radzieckim był to owoc zakazany. Ale ja, prawdę mówiąc, nie bardzo zdawałem sobie z tego sprawę. I bardzo dobrze. Od kolegów Afgańczyków, którzy ze mną studiowali, pożyczałem magnetofon kasetowy i szedłem do soboru Świętej Trójcy Aleksandro-Newskiej Ławry i nagrywałem kazania władyki Antoniego. Pewnie ktoś ze służb za mną chodził, ale mnie to nie zajmowało. Robiłem zdjęcia, zwiedzałem cerkwie Leningradu. W weekendy jeździłem do Moskwy i daleko poza stolicę. Zwiedzałem co się dało. Wówczas podróże w Związku Radzieckim były tanie. Cudzoziemcy trochę byli kontrolowani, ale ja w legitymacji studenckiej miałem wpisane otcziestwo Siergiejewicz. To robiło dobre wrażenie na kontrolujących. Najczęściej brano mnie za kogoś z Pribałtiki. Byłem więc swój i podróżowałem bez przeszkód.
Przeszkodą stały się kłopoty zdrowotne, wynikające ze studenckiego sposobu odżywiania się. Podczas jednego z wyjazdów na Kaukaz, w Jesientukach, przeszedł operację usunięcia wyrostka robaczkowego.
Wróciwszy ze szpitala do Leningradu zabrał stamtąd walizki i przyjechał do Białegostoku. Po dwóch latach przerwy na studia w Leningradzie powrócił na drugi roku studiów prawniczych w Białymstoku. Zakończył je obroną pracy magisterskiej „Międzynarodowa zasada ochrony środowiska w pracach RWPG”.
Nie poprzestał na tej edukacji. Postanowił równolegle studiować filologię rosyjską. Ukończył ją w 1993 roku obroną pracy magisterskiej na temat „Iwan Kirejewskij – życie i twórczość” u profesora Jana Czykwina.
– Chciałbym tu wspomnieć – opowiada Jarosław Charkiewicz – że po powrocie z Leningradu podczas studiów mieszkałem razem ze studentem biologii, rodem z Hajnówki, Romkiem Wasilukiem, dziś operatorem i reżyserem współpracującym z Telewizją Białystok. Z pokoiku przy ulicy Kalinowskiego widzieliśmy cerkiew św. Mikołaja i słyszeliśmy każdego ranka w niedzielę dzwony. Chodziliśmy na służbę. Zacząłem uczestniczyć w spotkaniach bractwa. Zajmowali się nami śp. o. Serafin Żeleźniakowicz, śp. o. Michał Chomczyk, o. Konstanty Bondaruk, o. Gabriel Krańczuk (teraz hieromnich na Atosie). W owych czasach zacząłem się parać pracą nad „Listkiem Informacyjnym”, współpracowałem z „Fosem”, pomagałem organizować obozy bractwa młodzieżowego, przez pewien czas kierowałem działalnością zagraniczną bractwa.
W 1990 roku władyka Sawa zaproponował mu połowę etatu w kancelarii biskupiej w Białymstoku. A jesienią tego samego roku Jarosław został kielejnikiem władyki.
Byłby na dobrej drodze do stanu mniszego, gdyby na obozie bractwa na Grabarce nie spotkał Doroty Sienkiewicz, której rodzice pochodzą z Solnik w parafii zabłudowskiej.
Po 2,5 roku bycia kielejnikom u władyki Sawy ożenił się (a ślubu udzielał obecny metropolita) z Dorotą i przestał mieszkać, co zrozumiałe, obok biskupa.
Dwa i pół roku pracował w Orthdruku w biurze obsługi klienta. Mówi o tej posadzie samokrytycznie: – Nie znałem się na drukarstwie i maszynach drukarskich, więc często pracownicy mogli mi wciskać ciemnotę.
Znalazł pracę jako dyrektor szkoły języków obcych w Białymstoku. Zadecydowała dobra znajomość angielskiego i rosyjskiego. Pięć i pół roku kierował placówką.
Wcześniej, gdy pracował jeszcze w kancelarii arcybiskupa Sawy, rozpoczął współpracę z Przeglądem Prawosławnym, działał w Bractwie Młodzieży Prawosławnej. W 1991 roku został wybrany przewodniczącym Zarządu Centralnego Bractwa. Otrzymał podczas głosowania 42 głosy, jego kontrkandydat, Marek Masalski, 21 głosów.
Owocem pracy w Bractwie była jego pierwsza książka „Bractwo Młodzieży Prawosławnej w Polsce. Statystyczno-historyczny zarys działalności organizacji w latach 1980-1994”.
– Posiadając dokumentację – tłumaczy powstanie tej publikacji – uznałem, że trzeba ten materiał usystematyzować. To moja natura, jak coś poznaję, to próbuję to usystematyzować, a dopiero potem taką wiedzę przekazuję dalej.
Z potrzeby systematyzacji powstały bardzo poczytne i potrzebne, także w pracy dziennikarzy „Przeglądu Prawosławnego”, pozycje – „Święci Cerkwi Prawosławnej”, „Święte Niewiasty. Mały leksykon hagiograficzny”, „Święci Ziemi Białoruskiej”, „Gruzińscy Święci”, ”Męczennicy XX wieku. Martyrologia prawosławia w Polsce w biografiach świętych”, „Jezus Chrystus w ikonografii”, „Apostołowie. Mały leksykon hagiograficzno-ikonograficzny” i fundamentalna encyklopedia „Tobą raduje się całe stworzenie. Ikony Bogarodzicy w Prawosławiu”. Niektóre książki Jarosława Charkiewicza mają po kilka wydań. Ostatnio ukazała się ważka książka – „Relikwie świętych w prawosławiu”.
Teraz pracuje razem z o. Aleksandrem Miszczukiem, o. diakonem Sławomirem Ostapczukiem i jego bratem Jerzym nad albumem o Ziemi Świętej.
– Niczego nie wymyślam, nie tworzę teorii teologicznych, próbuję systematyzować wiedzę innych – jeszcze raz skromnie o swojej pracy mówi Jarosław Charkiewicz, nasz laureat.

fot. autor

Opinie

[1] 2015-03-25 16:14:00 Paweł
Pan Jarosław Charkiewicz opublikował informację, że św. Ireneusz zginął śmiercią męczeńską w Lyonie w r. 202. Czy można prosić o źródło tej informacji, na jakim J. Ch. się oparł?

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token