Numer 10(304)    październik 2010Numer 10(304)    październik 2010
fot.Anna Radziukiewicz
Przy cerkwi w Bobrownikach
Michał Bołtryk
Kamień wgielny wyświęcił biskup Jakub 27 października 2006 roku. Dwa lata później, 19 października 2008 roku, władyka Jakub podczas oświęcenia dwu ośmioramiennych krzyży, mówił do licznie zgromadzonych wiernych: – Cieszy mnie, że jest nas tu tak wielu. Podobnie było podczas poświęcenia kamienia węgielnego. A to znaczy, że o. Roman potrafi gromadzić ludzi wokół siebie i dobrego dzieła. Parafia w Mostowlanach jest mała, niezbyt bogata. Ojciec Roman więc nie zbierał pieniędzy na budowę, ale starał się dotrzeć do ludzi, którzy dawali potrzebne materiały i pracowali. Efekty są widoczne. To wielki sukces młodego proboszcza.
O. Roman Kiszycki posługuje w Mostowlanach od 2004 roku i jest to jego pierwsza parafia. Przejął obowiązki od o. Aleksandra Dobosza. Do parafii należą Mostowlany, Dublany, Świsłoczany, Zubry, Zubki, Bobrowniki, Jaryłówka, Gobiaty, Chomontowce, Skroblaki. Wszystkich parafian jest około trzystu. W Mostowlanach jest ze trzydzieści domów, ale nie więcej niż sześćdziesięciu mieszkańców. Kiedyś we wsi była szkoła, także urząd gminny. Teraz to wszystko jest w Gródku.
Przed wojną niektóre wsie, na przykład Gobiaty, należały do parafii w Ciecierówce. Tam była cerkiew i cmentarz. W 1934 roku cerkiew rozebrano. Ciecierówka po wojnie została w granicach Białorusi. Wsie przygraniczne w tej okolicy miały burzliwą historię. Zaraz po wojnie Gobiaty, Bobrowniki, Jaryłówka, Chomontowce, Rybaki, Łosiniany, Ozierany znalazły się w Związku Radzieckim. W 1948 roku poprowadzono granicę państwową po rzece Świsłoczy i wsie wróciły do Polski.

Tamten dramatyczny czas wspomina Luba Tomczyk, filar sławnego białoruskiego zespołu „Lawonicha”, istniejącego w latach 60. Pani Luba mieszka obecnie w Białymstoku i opowiada tuż po uroczystości poświęcenia cerkwi w Bobrownikach: – Urodziłam się w 1941 roku. Moi rodzice, Gabriel i Wiera, mieli w Bobrownikach 14 hektarów kamienistej ziemi i cztery córki. Ja byłam najmłodsza. Urodziłam się, gdy Bobrowniki były w radzieckiej Białorusi. W czasie wojny nasza wieś była dwa razy palona. Raz palili żołnierze niemieccy, drugi radzieccy. A to z powodu położenia wsi przy strategicznej szosie.
Po wojnie, gdy Bobrowniki znalazły się w strefie radzieckiej, zaczęłam chodzić do szkoły w naszej wsi, gdzie uczono tylko po rosyjsku i białorusku. W 1948 roku, przed zmianą granicy, bardzo agitowano ludzi w Bobrownikach, aby przenieśli się dalej na wschód, do kołchozów. Już podwody z kołchozów po nas przyjeżdżały.
Ludzie przez kilka miesięcy bronili się jak mogli przed wyjazdem. Prawie wszyscy zostali. Kilka rodzin wyjechało. Niektórzy z nich zdołali tuż przed zamknięciem granicy uciec przez Świsłocz. Bobrowniki to prawosławna, białoruska, wieś. Do cerkwi chodziliśmy z Bobrownik do Mostowlan, siedem kilometrów. Pamiętam, że w czasach mojego dzieciństwa w Mostowlanach posługiwał o. Anatol Kasperski. W Mostowlanach mnie ochrzczono. W Mostowalanach chowano zmarłych. Było daleko, niewygodnie. Chyba w 1949 roku Włodzimierz Giedzicz, mąż mojej najstarszej siostry Eugenii, mieszkaniec Bobrownik, wystąpił do proboszcza w Mostowlanach z propozycją, aby na wzgórku przy szosie utworzyć cmentarz.
Pamiętam, jak mieszkańcy Bobrownik, w tym i ja, sadzili wokół zaplanowanego cmentarza brzozy i sosenki. Pierwszy pochówek na tym cmentarzu był chyba w 1950 roku. Pochowano tam naszego sąsiada Damiana Doroszko, potem Fiłaretę Citko. A pomysłodawca lokalizacji cmentarza zmarł w lutym 2010 roku. Został pochowany w pobliżu cerkiewki Zmartwychwstania Pańskiego.
Do budowy cerkiewki doszło, można powiedzieć, w zwyczajny sposób.
– Nasza parafia – opowiada o. Roman – choć jedna z najmniejszych w diecezji białostocko-gdańskiej, jest dosyć rozległa. Mieszkańcy Bobrownik, a jest tu około pięćdziesięciu prawosławnych, mają do Mostowlan około ośmiu kilometrów. To parafianie w większości starsi. Brak tu dobrej komunikacji między wsiami. W rozmowie ze mną zaproponowali: „Ojcze, zbudujmy cerkiew na cmentarzu w Bobrownikach”. Podjęliśmy decyzję o budowie, władyka Jakub błogosławił. I zbudowaliśmy. Cerkiew będzie służyć także mieszkańcom Chomontowiec, Jaryłówki i Skroblaków.

Wśród prawie tysiąca osób zgromadzonych na poświęceniu cerkwi był także autor projektu bryły świątyni i jej wnętrza, prof. Jerzy Uścinowicz, mający w swoim dorobku dwadzieścia projektów świątyń, z których zrealizowano dziesięć.
– Ojciec Roman – mówi architekt – proponując mi udział w przedsięwzięciu, od razu zauważył, że parafia jest uboga. Dodał, że znalazł ofiarodawcę drewna na budowę świątyni. Taki był początek naszej współpracy. Budulec – drewno i kamienie polne – narzucał formę projektu. Powstała świątynia drewniana. Bliskość Białorusi też miała wpływ na formę.
Architektura cerkiewki nawiązuje do drewnianej chaty białoruskiej. Dawniej na Białorusi świątynie były proste, budowano je na planie kwadratu. Taką też zaprojektowałem dla Bobrownik. Jest też ciekawa innowacja – dzwonnica, połączona integralnie z cerkwią, będzie również miejscem na poświęcenie wody na Jordan.
Współpraca z ojcem Romanem była samą przyjemnością. To rzadkość przy takich obiektach. To młody duchowny, który potrafi słuchać, konsultować każdy szczegół, nigdy nie zdarzyło się, aby zaskoczył mnie jakąś kontrowersyjną decyzją, nigdy nie postawił architekta przed faktem dokonanym. Widać, że jest to w charakterze o. Romana. Ludzie też go bardzo szanują. Na poświęcenie cerkwi przyjechało może tysiąc osób. Ojciec Roman zadbał o nich i duchowo, i cieleśnie. Liturgię i poświecenie cerkwi przybyli mogli obejrzeć na telebimie. Po uroczystości pielgrzymi posilili się grochówką, którą przygotował proboszcz wraz z parafinami.
Świątynia pięknie prezentuje się od strony szosy prowadzącej na Białoruś. Będzie świadczyć o prawosławiu na tych terenach, a w pewnym sensie nawet neutralizować granicę. W Polsce od dawna drewnianych świątyń nie budowano.

Opinie

[1] 2016-09-15 15:51:00 Ryszard
Niedawno przejeżdżałem w pobliżu, jadąc z Kruszynian do Gródka. Jechałem drogą 65 w kierunku Białegostoku i zobaczyłem po lewej swojej stronie przepiękną cerkiew. Nie mogłem się zatrzymać. Nie wiedziałem jak tam dojechać. Muszę cerkiew zwiedzić następnym razem. Ryszard z Bydgoszczy

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token