Modlitwa prawdziwa modlitwa fałszywa
– Bardzo się cieszę, że temat mego wykładu znalazł aż tylu słuchaczy. Jesteśmy więc wciąż prawosławni – mówił na początku swego spotkania prof. Aleksiej Osipow z Moskwy. – Sedno religii i samo słowo religia oznacza związek człowieka z Bogiem. Ten związek realizowany jest tylko przez modlitwę. A jak odbywa się ta łączność z Bogiem? To pytanie nurtuje każdego wierzącego, a tym bardziej wierzącego chrześcijanina, który chciałby prawidłowo ustanowić relacje człowieka ze Stwórcą. Stąd wziął się temat wykładu „Modlitwa prawdziwa, modlitwa fałszywa”.
Czy modlitwa może być fałszywa? Czy można fałszywie się modlić? Okazuje się, że sytuacja jest paradoksalna i zaskakująca. Poprzez modlitwę osiągano najwyższe stopnie świętości, ale i spadano na samo dno piekła. Jest takie pojęcie w literaturze świętych ojców, jak prelest’ (zbłądzenie, oszustwo). Dzisiaj temu słowu poświęca się mało uwagi, a jest to stan, w którym modlitwa, która powinna podnosić człowieka i łączyć go z Bogiem, działa akurat odwrotnie. Dlatego tak bardzo ważne jest, byśmy wiedzieli, kiedy tak naprawdę się modlimy, a kiedy nam się tak tylko wydaje.Jedynym kryterium, w oparciu o które można sądzić o prawdziwości albo fałszywości modlitwy, jest nauczanie świętych ojców. I tutaj pozwolę sobie na bardzo ważną uwagę. My, chrześcijanie, często nie zastanawiamy się nad kryterium prawdziwości danego poglądu. W katolicyzmie jest to proste – ostatnią instancją jest zdanie papieża wypowiedziane ex cathedra. W protestantyzmie waga poglądu zależy od wielkości autorytetu osoby, która go wygłasza (nie przypadkiem o. Sergiusz Bułgakow nazwał protestantyzm profesorską religią). Stąd taka wielość poglądów (piłem kiedyś kawę z pewnym anglikańskim biskupem, a on przekonuje mnie, że Chrystus jest cudownym, najświętszym człowiekiem; mówię do niego: „Tak, Bogiem”. „Nie, nie będziemy o tym mówić, że jest Bogiem” – on na to).
Prawosławni takie kryterium prawdziwości mają. Jest nim zgodne uczenie świętych ojców na dany temat. Jak trafnie powiedział pewien święty, prawdziwe jest to w co wierzyli zawsze, w co wierzyli wszyscy i w co wierzyli wszędzie. Każdy święty mógł mylić się i zdarzały się sytuacje, kiedy wypowiadali oni poglądy nie poparte przez innych świętych ojców. Ale kiedy święci ojcowie różnych epok, różnych narodowości, różnych kultur, o różnym statusie społecznym, nie znając siebie nawzajem, a nawet o sobie nie słysząc, mówią to samo, rozumiemy, że jest to prawdziwe doświadczenie poznania Boga, tzn. doświadczenie tego, co Bóg powiedział tym ludziom.
Nim przejdziemy do kryterium prawdziwości modlitwy, na początku krótka uwaga: mówiąc o modlitwie mamy na myśli zarówno te, których słowami modlimy się w cerkwi oraz rano i wieczorem w domu, jak i specyficzną, krótką Iisusową modlitwę – Iisusie Chrystie Synie Bożyj pomiłuj mia gresznaho.
Co więc święci ojcowie mówią nam o modlitwie? Że jest bardzo trudna, najtrudniejsza.
To prawda. Możemy długo rozwiązywać jakiś problem, marzyć godzinami, czytać ile chcemy, oglądać program telewizyjny bez końca, a wystarczy, że powiemy Otcze nasz i już jesteśmy w chmurach, na wyspach Salomona. Okazuje się, że odmówienie nawet najkrótszej modlitwy, z najwyższą uwagą, przekracza nasze możliwości. Dlaczego? Święci ojcowie wskazują na dwie przyczyny. Po pierwsze nasz duch już tak się zeświecczył, jesteśmy przeniknięci troskami o nasze codzienne sprawy do tego stopnia, że trudno nam się oderwać, podnieść głowę i popatrzeć w górę. Po drugie nasz umysł, wydawałoby się potężny, jeśli chodzi o modlitwę okazuje się bezsilny.
Święci ojcowie dawali więc rady, które w pierwszej kolejności dotyczyły Iisusowej modlitwy.
Okazuje się, że pierwszym i niezbędnym warunkiem do tego, by człowiek mógł się modlić, jest jego twarde postanowienie życia według ewangelicznych przykazań. Ale chociaż na świecie są miliony prawosławnych, trudno spotkać ludzi, którzy podjęliby taką decyzję. Boimy się tego, chcemy służyć i Bogu, i mamonie, jesteśmy – by użyć słów ap. Jakuba – jak człowiek o rozdwojonej duszy, chwiejny w całym swym postępowaniu. Chcemy być chrześcijanami, a jednocześnie prowadzić pogański styl życia. I ten brak postanowienia, by żyć według ewangelicznych przykazań jest główną przyczyną tego, że nasza modlitwa jest bezsilna.
Jaka modlitwa bywa prawdziwa?
Tu dochodzimy do bardzo ważnego momentu, powszechne jest bowiem samooszukiwanie się, kiedy ludzie zamiast się modlić, po prostu „klepią” modlitwy. A modlitwa jest przecież zwróceniem się do Boga. Wyobraźcie sobie, że przychodzicie do swego szefa z jakąś prośbą, czy także wówczas wypowiadalibyście ją tak szybko i niedbale? Święci ojcowie mówią, że tam gdzie nie ma osobistego zwrócenia się do Boga, tam gdzie modlitwa odmawiana jest bez należnej uwagi, skupienia, staje się bezsensowana. Św. Ignacy Branczaninow idzie jeszcze dalej. Mówi, że modlitwa bez skupienia jest nie tylko pusta i bezsensowna, ale znieważa Boga. Wyobraźcie sobie, że przychodzicie do szefa, stajecie bokiem i zaczynacie szybko, jak z karabinu maszynowego, bezmyślnie, wyrzucać z siebie słowa prośby. Jaka byłaby jego reakcja?
Tak więc pierwszym warunkiem prawdziwej modlitwy, jej duszą, jest skupienie, uwaga. Musimy zwracać się do Boga jak do Osoby, a nie do pustej, bezosobowej siły, jak robią to poganie.
A jeżeli modlimy się w skupieniu, o co prosimy?
Wyobraźmy sobie taką sytuację. Do relikwii św. Sergiusza z Radoneża ustawiła się długa kolejka wiernych. Podchodzimy do nich i pytamy, o co się modlą. Co usłyszmy w odpowiedzi: „Mam męża pijaka”, „Córka źle za mąż wyszła”, „Boli mnie wątroba”, „Mam chorą śledzionę” – jednym słowem czysty materializm. A tak chciałoby się usłyszeć „Stoję przed moszczami św. Sergiusza i proszę, żeby pomógł mi wyzbyć się np. zawiści...”.
Niemal wszystkie nasze modlitwy dotyczą problemów materialnych. Nas, chrześcijan, wcale nie interesuje to, jak wyzbyć się namiętności, nie interesuje nas pokajanije. Nie mówimy: Gospodi pomiłuj za takie i takie grzechy, prosimy: Gospodi, daj mi to i to.
A święci ojcowie z mocą powtarzają: Pan wie, co jest mi potrzebne. A w czym powinna przejawiać się moja wiara? Jeśli wierzę, że Bóg jest Miłością i Opatrznością, mówię: Gospodi, ty widzisz czego chcę, ale niech będzie Twoja wola, a nie moja. Ty lepiej wiesz, co jest mi potrzebne.
Bo tak naprawdę, kto wie co jest dla nas lepsze: sukcesy czy porażki, chwała czy niesława, choroba czy dobry stan zdrowia? Co jest dla nas lepsze z punktu widzenia celu, który jest wyznaczony każdemu człowiekowi i do którego ten, jeśli jest chrześcijaninem, powinien dążyć. Kto to wie? Nikt...
A my, widząc co się dookoła nas dzieje, zachowujemy się tak, jakbyśmy byli nieśmiertelni...
Inną przyczyną, która sprawia, że modlitwa bywa bezsensowna, jest brak wiary. Modlę się, ale nie wierzę. Bo gdybym wierzył, mówiłbym: Panie, jesteś miłością. Udowodniłeś tę miłość swym krzyżem, wierzę Ci, niech będzie wola Twoja, wierzę tak, jak wierzy dziecko swojej matce. Bezgranicznie. Ale czy wierzymy Bogu?
Dlaczego Chrystus w Ewangelii wypowiedział tak zaskakujące słowa: Jeżeli wiara wasza byłaby chociażby jak ziarno gorczycy, powiedzielibyśmy tej górze, przesuń się i ona przesunęłaby się z miejsca. A my nie wierzymy Mu, że wie lepiej. Jest przecież tak daleko, nie wiemy pośród jakich gwiazdozbiorów, co rozumie z naszych spraw. Wiem lepiej, co mi jest potrzebne. Daj mi to Boże, proszę i otrzymuję. Z czym ostatecznie zostaję? Z niczym...
Przy modlitwie bardzo ważna jest bojaźń Boża (błagogowienije), pobożny stosunek do Tego, do kogo się zwracamy. Tam gdzie nie ma bojaźni, nie ma w ogóle religii, tzn. nie może być żadnej łączności człowieka z Bogiem, duszy ludzkiej z Duchem Bożym.
Jest jeszcze jedna cecha modlitwy, bez której pozostaje ona bezowocna. Tą cechą jest pokajanny stan duszy. Święci ojcowie podkreślają – modlitwa tylko wówczas jest prawdziwa, jeżeli przeniknięta jest uczuciem pokajanija. Modlitwa bez pokajanija nie przynosi człowiekowi żadnych korzyści.
Często pojawiają się pytania: „Po co się tyle modlić?”. Przecież Bóg i tak da to co potrzebne. Tak, ale jest to prawda w odniesieniu do naszych ziemskich potrzeb. Bo jeśli chodzi o nasz stan duszy, nasze grzeszne namiętności, sytuacja jest zupełnie inna. Jaka? Kropla drąży skałę. Nasze serce tak stwardniało, że rzeczywiście potrzeba, by te krople je drążyły. Jeżeli zasłanimy okna, w pokoju robi się ciemno. Jak wpuścić trochę światła? Zacząć odsłaniać okno. Bóg działa jak słońce, ale trzeba otworzyć swoją duszę. Modlitwa jest takim otwieraniem drzwi swojej duszy. Tylko regularność modlitwy umożliwia przenikanie Bożej miłości do naszej duszy.
Święci ojcowie radzą każdemu chrześcijaninowi, by jak najczęściej zwracał się z krótką modlitwą do Boga.
Jest taka krótka modlitwa, oświecona setkami, a nawet tysiącami lat, nazywana Iisusową modlitwą. Na czym polega jej wyjątkowość? Na tym, że te pięć-siedem słów (Iisusie Chrystie, Synie Bożyj pomiłuj mia gresznoho) mogę wypowiedzieć bez rozpraszania się, wypowiedzieć je nieformalnie, nie tylko słownie, ale z całego serca, siedząc, idąc, stojąc. Nasze zadanie powtarzam, jest ciągle to samo – kropla drąży skałę. Dlatego musi kapać ...
Ale nawet ta krótka Iisusowa modlitwa, oświecona przez wieki, i tysiąclecia, może okazać się problematyczna. Z czego to wynika? Z tego, że niektórzy zamiast modlić się, zaczynają zajmować się Iisusową modlitwą. Problem jest bardzo poważny, niedawno ukazały się dwie książki, Jedna z nich nosi tytuł: Nastawnik molitwy Iisusowoj Charłampij Dionisiatskij, starec afonskoj gory. Co pisze ten nastawnik?
Pewnego razy przyszedł do niego dwudziestoletni człowiek. Starzec Charłampij dał mu czotki o trzystu dużych węzełkach i powiedział: – Teraz będziesz odmawiać dziewięć modlitw do Jezusa Chrystusa i trzy do Matki Bożej, będziesz wypowiadać je tak szybko, żeby diabeł nie mógł wskoczyć między słowa.
– Geronda, ja nie mogę – na to młody człowiek. – Dwanaście modlitw razy trzysta węzełków to razem 3600 modlitw.
– Możesz i odmówisz cztery pełne kręgi.
Młody człowiek wziął czotki i zaczął robić wszystko tak jak powiedział Geronda. Nie minęła nawet godzina, wyklepał 3600 modlitw Jezusowych. A ponieważ jedna godzina ma 3600 sekund, jedną modlitwę odmawiał w sekundę!
Na tym nie poprzestał – odmówił cztery pełne kręgi, w sumie 14 500 modlitw, wciąż bardzo szybko. Pojawiła się słodycz w gardle, krtani, ustach, jego serce napełniło się radością.
Wrócił do starca. O wszystkim opowiedział. Starzec nie krył zachwytu. – Pokażę ci coś więcej – dodał. – Ja sam między jednym wdechem i wydechem mogę odmówić dwieście - trzysta modlitw Iisusowych.
I takie fałszywe „zalecenia” są obecnie publikowane. W książce nie ma ani jednego odniesienia do świętych ojców. A dlaczego? Dlatego, że jeśli sięgniemy do ich spuścizny, przekonamy się, że modlitwę Iisusową należy odmawiać powoli, nie spiesząc się, w skupieniu, z bojaźnią.
Starcy radzą, by początkowo odmówić sto modlitw Jezusowych i zrobić przerwę. Potem dodać kolejne sto modlitw. I tak nasz umysł może stopniowo uczyć się tej modlitwy. W przeciwnym wypadku, a on pokazany jest w „nauczaniu” starca Charłampija, pojawiają się nieprzyjemne symptomy. Ostrzegali przed nimi św. Grzegorz Synajski, Symeon Nowy Teolog, Piotr z Damaszku. Pisali, że kiedy człowiek zamiast się modlić – a modlitwa wymaga bojaźni, uwagi i pokajanija – zaczyna szybko ją klepać, upodabnia się do pogan, którzy wypowiadają mantrę. Okazuje się bowiem, że szybkie, mechaniczne wypowiadanie niezrozumiłaych słów doprowadza do efektów opisywanych przez tego młodego człowieka. Pojawia się słodycz, ekstaza...
Poprzez szybkie bezmyślne powtarzanie dochodzi do samooszukiwania się – człowiek myśli, że to już działa Łaska Boża, a tymczasem to tylko silne pobudzenie psychiki i nerwów.
Św. Ignacy Branczaninow pisze, jak pewnego razu odwiedził go zimą pewien mnich z Atosu. Przyszedł w sandałach, w podrasniku. Św. Ignacy go pyta: „Nie jest wam zimno?” „Nie, w ogóle”. „Tacy chudzi jesteście”. „Bardzo mało jem”. „A jak się modlicie?” – zapytał i poradził: „Ja mieszkam tu, pod Petersburgiem, przyjeżdża do mnie tak dużo świeckich ludzi, że nie mam czasu, ale wy spróbujcie się modlić tak, jak radzą święci ojcowie – z uwagą, bojaźnią Bożą i pokajanijem. I jeszcze jedno wam radzę – w Petersburgu nie wynajmujcie mieszkania położonego na pietrze. „Dlaczego?” – pyta mnich. „Bo jeszcze nadlecą aniołowie, porwą was i poniosą”. „Tak już się zdarzało” – przyznał gość. I poszedł. Wrócił po trzech miesiącach. Rozgniewany, w szubie i walonkach. Z pretensjami: „Co wyście mi poradzili? Wszystko straciłem. Teraz marznę, chce mi się jeść, minął mój podniosły stan”.
To wspaniały epizod. Okazuje się, że odmawianie Iisusowej modlitwy może być fałszywe, kiedy człowiek klepie ją bez skupienia, bez bojaźni Bożej, bez pokajanija. Bogu nie są potrzebne setki, tysiące przypadków, w których sami się oszukujemy. Tym bardziej, że łatwo ulec pokusie chwalenia się ilością odmawianych modlitw. Tam gdzie nie ma pokajanija, nie ma modlitwy. I św. Ignacy Branczaninow powtarza: trzeba zacząć od małej liczby i stopniowo ją zwiększać – tak, żeby nie męczyć umysłu.
I kolejny przykład. Był taki starzec Serafin Romancow, wkrótce najprawdopodobniej zostanie kanonizowany. Pewnego dnia odwiedził go znajomy mnich i powiedział: „Ojcze, odmawiam nieustanną modlitwę Iisusa”. Na to starzec: „Nie, ty w ogóle się nie modlisz, ty po prostu przyzwyczaiłeś się do słów modlitwy jak inni do przeklinania”. Jakie mocne słowa. Widzicie, taka święta modlitwa, oświęcona wiekami, a może zamienić się w bezsensowne ćwiczenie.
Pewnego razu do Sisanija Wielkiego przyszedł jeden z podwiżników i mówi: „Ojcze, nieustannie pamiętam o Bogu”. „To nic wielkiego” – na to starzec. „Wielką rzeczą jest ujrzeć siebie jako najgorszego pośród całego stworzenia”. Oto kolejne kryterium prawdziwej modlitwy. Wielką rzeczą jest ujrzeć siebie jako najgorszego pośród wszelkiego stworzenia.
Modlitwa odmawiana z taką pokorą ma ogromną siłę.
Św. Piotr Damasceńczyk, mówiąc o kryteriach prawidłowego stanu człowieka, przyznał: „Pierwszą oznaką procesu ozdrowienia duszy jest świadomość jej niezliczalnych jak piasek morski grzechów”.
Okazuje się, że kiedy człowiek rzeczywiście postanawia żyć po chrześcijańsku, wówczas otwiera się jego dusza i zaczyna widzieć, kim jest. Widzi, jak trudno jest nie osądzać, jak trudno jest nie zazdrościć, nie objadać się, nie być żądnym sławy...
Św. Symeon Nowy Teolog podkreślał: „Skrupulatne pobudzanie siebie do wypełniania przykazań Ewangelii uświadamia człowiekowi jego słabości”.
Modlitwa prawdziwa musi odbywać się w pokorze i ze świadomością własnych grzechów.
Wysłuchała i opracowała
Ałła Matreńczyk
__________________________________________
PROFESOR ALEKSY OSIPOW urodził się 31 marca 1938 roku w ZSRR. Po ukończeniu szkoły średniej, wbrew sugestiom swoich nauczycieli, przez trzy lata studiował w domu teologię. Dzięki rekomendacji ihumena Nikona, który kierował tym nietypowym procesem nauczania, i po zaliczeniu egzaminów z trzech poprzednich lat został przyjęty na czwarty, ostatni, rok Moskiewskiego Seminarium Duchownego. Moskiewską Akademię Teologiczną ukończył w 1963 roku.
Po studiach został na uczelni jako wykładowca nowej na owe czasy dyscypliny naukowej – ekumenizmu. Wykładał także historię rosyjskiej myśli religijno-filozoficznej, historię protestantyzmu oraz problemy współczesnej teologii. W 1969 otrzymał tytuł docenta, w 1975 – profesora, w 2004 roku – zasłużonego profesora. Był członkiem kolegium redakcyjnego „Dzieł teologicznych”, w latach 1990-1993 głównym redaktorem czasopisma „Wiadomości teologiczne”.
Brał aktywny udział w pracach Komitetu Naukowego przy Świątobliwym Synodzie oraz Synodalnej Komisji Teologicznej. Przez prawie trzydzieści lat był członkiem międzypaństwowej teologicznej komisji przygotowawczej w dialogu prawosławno – luterańskim. Brał udział w spotkaniach dwustronnych, prowadzonych przez Rosyjską Cerkiew z Cerkwiami dochalcedońskimi, Watykanem, Kościołem luterańskim i Kościołem anglikańskim.






Opinie
"My, chrześcijanie, często nie zastanawiamy się nad kryterium prawdziwości danego poglądu. W katolicyzmie jest to proste – ostatnią instancją jest zdanie papieża wypowiedziane ex cathedra. W protestantyzmie waga poglądu zależy od wielkości autorytetu osoby, która go wygłasza (...). Prawosławni takie kryterium prawdziwości mają. Jest nim zgodne uczenie świętych ojców na dany temat."
Gdyby ten poglad rzeczywiscie odnoslil sie wylacznie do kwestii prawdziwosci modlitwy - przyjalbym go bezapelacyjnie. Ale mam niepokojace wrazenie, ze prof. Osipow uzurpuje sobie prawo do oglaszania kryteriow "prawdziwosci pogladow" w ogole. Jesli tak - jest to dla mnie nie do przyjecia: nawet jesli wszyscy swieci zawsze i wszedzie wierzyli, ze Ziemia jest plaska i stoi w miejscu - ja uporczywie bede twierdzil, ze tak nie jest.
Dla zachowania koniecznej rownowagi psychicznej, proponuje powtarzac sobie na zmiane "Modlitwe Jezusowa" i zdanie "Eppur si muove".
Twoja opinia