Numer 11(209)    listopad 2002Numer 11(209)    listopad 2002
fot.Marek Dolecki
Nie patrzcie na fotografie
Walentyna Łojewska
"Spójrzcie na te twarze. Czy to są twarze bandytów?" - pytał Piotr Szubarczyk z biura edukacji gdańskiego Instytutu Pamięci Narodowej, wskazując na fotografie młodych ludzi, uczestników walki zbrojnej w brygadzie mjr. Zygmunta Szendzielarza ps. "Łupaszka", podczas wystawy w VIII LO w Białymstoku z okazji Dnia Podziemnego Państwa Polskiego. Można by również zapytać pana Szubarczyka, jak według niego wygląda bandyta? Czy bandytę określa się po wyglądzie, czy po czynach? Jeżeli po wyglądzie - każdy kto miał okazję obejrzeć wspomnianą wystawę, odpowie, że nie. Ludzie z fotografii nie mogli dopuścić się gwałtów i mordów. Jednakże, jeżeli prześledzimy działalność, z której zasłynęła brygada mjr. "Łupaszki" na Podlasiu, dobre wrażenie znika. Organizatorzy pominęli te jakże niewdzięczne wydarzenia, które niszczą mity o bohaterach, oddanych wojownikach za wolność i demokrację. Bo to oni, żołnierze brygady "Łupaszki", wyniesieni w ostatnim dziesięcioleciu na piedestały jako narodowi bohaterowie, dokonywali etnicznych czystek na wschodnim Podlasiu i prowadzili walkę, którą według współczesnej terminologii nazywamy terroryzmem.
   Skoro IPN nie ma ani czasu, ani środków, ani chęci, by zapisać relacje naocznych świadków tych wydarzeń, pokusiłam się o próbę przelania na papier wspomnień dotyczących okresu 1945-1949, które udało mi się zapisać w latach 2000 - 2002. Imiona relacjonujących wspomnienia zostały zmienione
   Mieszkańcy tych wsi nigdy nie zapomnieli strasznych lat, kiedy każdy stukot do drzwi mógł przynieść śmierć...
   - Nawet dziś, 56 lat później, boję się zanocować w Sypniach, ciągle wydaje mi się, że ktoś chodzi pod chlewami i zaraz przyjdźcie tu, do domu... - wspomina kobieta, która przeżyła "bohaterską działalność" tych, którzy nazywali siebie żołnierzami AK.
   Może właśnie dlatego warto wrócić do wspomnień osób, które pamiętają ten tragiczny czas, pamiętają i boją się do dziś!
   Opowiadają o wydarzeniach, ale nie chcą ujawniać nazwisk...
   Dlaczego..? Może dlatego, że dziś w demokratycznym kraju do rangi bohaterów zostali podniesieni ci, którzy wydawali wyroki śmierci na cywilną ludność białoruskich wsi tylko za to, że była to białoruska wieś, prawosławna...
   Czy w ramach walki o wolność i demokrację mieli prawo mordować dzieci, palić żywcem ludzi tylko za to, że rozmawiali po swojemu, chodzili do cerkwi, bez entuzjazmu przyjmowali odradzanie nacjonalistyczno - katolickich tendencji?
   Zatrzymamy się we wsi, która niegdyś nazywała się Sypnie Nowe - dziś są już tylko Sypnie.
   A więc, co zdarzyło się wtedy w Sypniach?
   Wieś Sypnie Nowe powstała na początku XX wieku. Niegdyś był tu majątek. Był czas, gdy to miejsce nazywano Sypnie Dwór. Pan na dworze był hulaką, dwór był zadłużony. Ci co pracowali u pana, prawosławni z Jawhusztowa, Parcewa, Stryków i innych wsi spod Bielska, wykupili ziemię. Spłacali ją później pokoleniami, pożyczkę brali w Wileńskim Banku. - Ciężko było - wspomina mieszkaniec Sypni, pan Borys - jak kto się spóźniał z terminem spłaty, to zaraz poborca był, krowę, konia opisywał...
   - Tu w Sypniach Nowych w 1944 r. żyli tylko prawosławni, 25 gospodarstw, ziemia była dobra, a ludzie pracowici, pospłacali pożyczki, pobudowali się, zdawało się, że najgorsze minęło... Obok była wieś Sypnie Stare, tam mieszkali katolicy, zazdrościli, że mamy lepsze domy i gospodarstwa. Już w styczniu 1945 roku zaczęły tu chodzić bandy, opowiadają ci, którzy urodzili się w Sypniach Nowych.
   - Spod Buga szli, w rogatywkach, w mundurach, mówili, że oni to wojsko, ale jakie to wojsko, przychodzili i ludzi mordowali, z chaty ostatnie zabierali, świnie, krowy, konie, zboże, siano... Czy wojsko tak robi? - zadaje raczej retoryczne pytanie mieszkanka Sypni.
   - Nas, prawosławnych, do Stalina wyganiali. A myż tut u sebe - mówi pan Mikołaj. - Przecież jak byli tu sowieci, to też nas nie głaskali, agitowali cały czas, żeby tam do ZSSR jechać, zebrania robili, usio uhowarwali jechać u Biełaruś, kazali, szto życia nam tut ne bude, szto u Rosii bude dobre...
   Z mojej rodziny nikt nie pojechał, ale trzy rodziny z Sypni pojechały na Białoruś. My zostaliśmy, tu przecież była nasza ziemia i rodzina!
   Pomniu tuju nocz - kontynuuje pan Mikołaj - jak raz po Ruzdwie było sorok piatoho roku, moroz tody byu. W ten styczniowy wieczór 1945 roku bandyci zabrali pięciu mężczyzn z Sypni Nowych. Byli to: Skorbiłowicz Paweł, Skorbiłowicz Bazyl, Bielecki Grzegorz, Syczewski Aleksy i Syczewski Władysław. Jeszcze Omelianiuka Władysława chcieli wziąć, matkę ganiali po wsi, ale nie znaleźli.
   - A moja mati baczyła usio, bo to po susiedzku. Kazała mati, szto bili ich prykladami, drotom powezali ruki i nohi i kłali na sani, ono krou za imi liłasia... powezli... a kudy nichto ne znaje. Kazali do Buha, pod wodu popchali i wsio...
    Nigdy nie odnaleziono ich ciał, do tej pory nie wiadomo, gdzie spoczywają ich kości.
   - A potum znou. Whodili, obirali to kożuchi, to wsiaka wsiacz, szto było, a koho zastanut w chati to zaraz pobjut.
   - Kim byli ludzie, którzy przychodzili do Sypni Nowych, zabierali im dobytek, kazali wyjeżdżać do Stalina? - pytam mieszkańców wsi Sypnie Nowe.
   - Chodili i w mundurach, i po cywilnomu... takaja zbiranica. Mówili, że są z Armii Krajowej, niektórzy ubrani byli w mundury, inni w cywilnym ubraniu, ale wszyscy mieli biało-czerwone opaski na rękawach, gdzie czarnymi literami pisało AK - mówi pan Mikołaj.
   - A Romek Babulewicz wse kazau: AK to Armia Katów, bo joho baćku zabrali z koniom w Kosiancy, w piwnici trymali i tam zamuczyli, a Romka zabili na poli (wuon był kaleka, kulhawy...) oseniu w 45... a baćku wesnoju za toje, szto kacap, wony nas inaksz i ne nazywali jak ono kacapy.
   Pan Borys miał wtedy, w 1945 roku, 15 lat.
   - Pometaju kolis ot żniwa wernuusia i sidżu na porozi, baczu idut. Ja wże ne pospieu schowatisia, w dwoch pryszli, w rohatywkach, z bronioju i każut‘ chodź i pokaż, gdzie mieszka Kordziukiewicz Gierasim i Bielecki Piotr. Nu sztoż ja rad newola poszou i pokazau, ale tody to wony ono koni wziali i tak ciełe lieto 45-oho roku, szcze dali zasiejati i zobrati ...zboża nawoziti polny kluynie. Tody wże prychodili i kazali - wam tu nie miejsce jak nie wyjedziecie stąd to kulka w łeb’. Jak tulki zmerkało to wże my prawosławny ucikali, chowalisia de chto moh, de chto jakuju dziuru znajde.
   - Ile czasu można tak żyć?
- pyta pan Mikołaj. - My pokinuli Sypnie w Welikodnuju Piatnicu.
   Prawosławni mieszkańcy wyjechali z Sypni, nie doczekali nawet w swoich domach radosnego święta Paschy. Wygnani jak przestępcy ze swojej ziemi, ze swoich domów, dziękowali Bogu, że zachowali to co najcenniejsze - życie.
   Mieszkańcy Sypni porozjeżdżali się po wsiach i miasteczkach Podlasia, ich domy i pola zajęli sąsiedzi z Sypni Starych.
   Wielkanoc 1946 roku spotykali w Bielsku, Widowie, gdzie kto miał jakąś rodzinę, tam jechał.
   Tu w Sypniach Starych czekała ich tylko śmierć, dowodem na to jest historia Romana Chomańskiego czy Mikołaja Ignatowicza.
   Roman Chomański wiosną 1947 roku przyjechał popatrzeć na gospodarkę.
   - To było na Jurija, do znakomoho katolika zajszoł u wioscy Porzedziny Giętki, nu i tam banda taja była. Tam joho i zamordowali, zakatowali - wspomina pan Mikołaj.
   Ciało Romana Chomańskiego, a właściwie kości, odnaleziono w 1957 roku. Zakopany był na polu, syn rozpoznał szczątki po sukonnoj kurtci i butach, bo tyje ne byli sohnity. Czaszka była w kilku miejscach powginana. - Pewno po hołowie bili - mówi pan Mikołaj.
   - I szcze pomniu jak na Pokrowu, bo to praznik u Czarnoj Cerkiewnoj, do swata iszou Ihnatowicz Mikołaj i jak wertausia to poszou czerez sypniowski pola pohliedieti ...zabiehli jomu dorohu bandziory... prosto na poli zabili... A joho syna, Ihnatowicza Danilu ja sam baczyu jak muczyli... bo ja byu schowausia pud podlohoju u śpichieryku takim de joho pryhnali, położyli i jak poczali biti. Oj jak bili, na poczatku to woun prosiusia, a potym to ono stohnau, a tyje kryczali wstawaj s...synie!, wstawaj kacapie! Wziali pod ruki i pociahli z chaty, takoho pobitoho pokinuli - opowiada pan Mikołaj.
   Później na płachtach rodzina zawiozła go do Bielska, do szpitala, i Daniło jeszcze rok pożył.
   Pani Nina urodziła się w Sypniach Nowych, rodzice wyjechali stąd w 1946 roku, Nina miała wtedy 7 lat.
   - Pomniu szto z mamaj wse my zbirali żołendzi, mama waryła z ich kawu, pomniu, szto na nuocz mama okutwała mene w plachtu i chodili noczowati u lies i raniutko pered uschodom soncia wertalisia u chatu. Tody jak u noczy zabrali tych piatioch to sered ich byu mój wujek. U nas zabrali usioniutko, koni, korowy, zboże, usio, nawat moju wstążku od chrztu i tuju zabrali!
   Rodzina pani Niny nie wróciła już do Sypni, w 1947 bandyci zamordowali jej ciotkę.
   - Wona jechała na wybory - opowiada pani Nina. - Z Milejczyc z gospody zabrali, wyweli i nichto ne znaje, de jejny kości, każut szto do Buha kidali.
   Pani Nina wspomina, jak w latach 50. zostali zaproszeni na wesele. Ojciec pani Niny poznał, że pan młody ma na sobie jego palto. - My z mamaj wychodim do prytwurka, a tam wże milicyja i mój tato stoit i każa: zobaczte to moje palto, moje jaż dobre znaju, toje szto bandyty wynesli u Sypniach.
   Później okazało się, że pan młody pożyczył to palto u znajomego z sąsiedniej wsi.
   - Ale tak my i ne dochodzili toho palta, pobojalisia, myż znajem, do czoho tyje lude zdolny.
   Pani Maria urodziła się w Sypniach Nowych i tu spędziła dziecięce i częściowo już dziewczęce lata. Jak i pozostali prawosławni mieszkańcy musiała opuścić swój dom i gospodarstwo w Sypniach Nowych, żeby ratować życie.
   - Ne znaju, jak ich teper nazywati, partyzanty czy bandyty? Prychodili wże jak zmerkalo, odiety po roznomu byłi - odny w mundurach, tyje szto ne mieli mundurów mieli bieło-czyrwonyje opaski na rukawach de czornymi literami było napisane AK     Pomniu, jak pryjechali zabirati chlopci z naszoho sela. Pryszli do nas do domu i szukali moho brata, brata ne znajszli, brat schowausia. Tody bili moju mamu i baćku. Ja sidieła na łóżku i straszno kryczała... bili ich takimi wituszkami, tak bili, szto tyje wituszki połamalisia. A ja usio kryczała... tody odin z tych bandytów nakiruwau na mene karabin i skazau, szto jak ne zamouknu to mene zastrelit.
   Później przychodzili prawie co wieczór.
   - Jak tylko słońce zaszło i słychać było strzały, to my zaraz chowaliśmy się - mówi pani Maria.
   - Ja z sestroju paru razy chodili noczowati do mojej koleżanki katoliczki. I raz jak my tam spali, to pryszli do ich tyje partyzany. Hospodyniu (wona katoliczka była) ostryhli maszynkoju wołosy i skazali, szto jak szcze bude kacapów prymati to kiepśko kuonczyt. Tody podyszou odin z tych partyzanuf do nas, podniau kołdru i prohnau nas z chaty. Tody my noczowali u liesi. Mnie było 10 let, a sestrie 7.
   Rodzina pani Marii wyjechała z Sypni, tak jak większość mieszkańców Sypni Nowych, w Wielki Piątek 1946 roku.
   - Pokinuli tut usio. Mama na druhi deń piechotoju pryszla chotieła sztoś nebudź uziać z chaty, ale tam wże katoliki poselilisia, prohnali mamu z chaty. Tak wona i wernułasia niczoho ne wziauszy, szcze dobre szto żywa wernułasia - wspomina pani Maria.
   - Jeszcze i dziś, gdy zajadę do Sypni, to wieczorami boję się, jak zmerkaje, to zdajecca, szto wony znou z karabinami chodiat pud chliwami.
   Dopiero pod koniec 49 roku niektórzy mieszkańcy zaczęli wracać do Sypni Nowych.
   Pani Maria wyjechała ze wschodniego Podlasia. Wyszła za mąż za katolika, nie chciała wracać.
   - Bałam się, że już na zawsze zostanę "przeklętym kacapem". Boję się i dziś, chociaż moje dzieci są katolikami, a ja, ja już sama nie wiem, kim jestem... takie to u nas wszystko pomieszane. Wstydzę się swojej słabości, ale jeszcze bardziej boję się skutków bycia prawosławną Białorusinką! Jaką można mieć nadzieję, że to się nie powtórzy, przecież ci bandyci i ich rodziny podostawali odszkodowania za to, że palili nasze wsie i nas prawosławnych mordowali... gdzie sprawiedliwość, gdzie godność?! - kończy swoje smutne rozważania pani Maria.
   
   W następnym numerze... "Kiedy zabierali mnie sowieci do wojska w 1944 roku, to moja wieś była prawosławna, gdy wróciłem w 1947 wszyscy byli katolikami"

Opinie

[1] 2002-11-21 23:32:00 Mariusz
To co Pani opisała w tym artykule jest wstrząsającym i ważnym zapisem niechlubnej historii AK. Bardzo dobrze, że znajdują się osoby dzięki którym możemy się dowiedzieć o rzeczach nie opisanych w podręcznikach historii. Historii, która przecież jak widać dotyczy nas i to niestety czasami bardzo boleśnie.
[2] 2002-11-25 11:21:00 Tomasz Ro
Warto o tym pisać, bo Armia Krajowa wciąż jawi się nam jako kryształ bez skazy i choć absolutnie nie należy obwiniać całej Armii za zło wyrządzone niewinnym ludziom, wypadałoby spojrzeć w historię trochę głębiej,choć bez przesadnej żądzy krwi na tych, co byli wychowywani przecież w duchu nietolerancji, niezrozumienia istosty wielonarodowościowych stosunków na Białostocczyźnie. Nie bronię ich, ale nie stosujmy odpowiedzialności zbiorowej, bo między innymi właśnie dzięki AK możemy dziś mówić o prawdziwej demokracji i rzeczywistej ochrony mniejszości narodowych,etnicznych i religijnych.
[3] 2002-11-25 22:08:00 Antoni Niemiron
O co chodzi ludziom, którzy zamieszczają taki artykuł? Przecież te relacje są całkowicie niewiarygodne. Każdy może usiąść wieczorem przy kawie i napisać za kogoś relacje, podpisać je pseudonimami tłumacząc to obawami o zemstę wrogów sprzed 60 lat.
Gdyby autorka chciała sprawę wyjaśnić i napisać artykuł zgodnie z podstawowymi zasadami sztuki dziennikarskiej, to najpierw zapoznałaby się z historią tych terenów podczas II wojny światowej. Przedstawiając relacje należy je skomentować, aby pozwolić nie znającemu sprawy czytelnikowi poznać okoliczności i przyczyny wydarzeń. Najważniejsze to przedstawić argumenty obu stron konfliktu. Bez tego artykuł jest tylko lepszą lub gorszą (jak w tym przypadku) propagandą. Jako taki może być z powodzeniem uznany za nawoływanie do waśni na tle religijnym i narodowościowym, a to podlega bardzo surowym sankcjom karnym.
Jaki jest cel redakcji, która prezentuje przedstawicielom mniejszości skrajnie jednostronną wersję stosunków z większością? Jaki jest cel budowania poczucia krzywdy i udowadniania na siłę, że to co dla jednych jest dumą, synonimem honoru i wolności dla innych musi oznaczać zbrodnię i zło?
Czy redakcja chce budować więzi współpracy i porozumienia wśród mieszkańców Białostocczyzny, czy też wznosi mur skutecznie stymulujący wzrost niechęci po obu jego stronach? Taki jest skutek pełnego przemilczeń i przeinaczeń prezentowania historii wzajemnych stosunków w licznych artykułach na łamach czasopisma.
[4] 2002-11-25 22:40:00 Antoni Niemiron
Przede wszystkim AK została rozwiązana 19 stycznia 1945 r. W czasie, gdy Łupaszka przebywał na Białostocczyźnie AK już nie istniała.
Żołnierze Łupaszki pochodzili z terenów mieszanych wyznaniowo i narodowościowo i dziwnym trafem nie mordowali wszystkich napotkanych Białorusinów i prawosławnych, tym bardziej że wśród nich też były osoby tego wyznania.
Nawet z relacji przedstawionych w artykule wynika, że nie mordowano wszystkich tylko osoby wybrane, głównie mężczyzn. Jakoś nie zastanowiło to autorki. Może powinna jednak zapytać o postawę tych ludzi w 1939 r. - czy przypadkiem nie brali udziału w mordowaniu polskich żołnierzy wracających z przegranej wojny? Jaki był stosunek tych mężczyzn do władz i wojsk sowieckich w l. 1939-41 oraz 1944-46? Czy polscy sąsiedzi nie ucierpieli z powodu ich współpracy z sowietami, Niemcami (dlaczego pozwalali na działaność szkół białoruskich, a polskich nie?), partyzantką sowiecką i komunistyczną? Jaki był stosunek tych ludzi do legalnych władz państwa, którego byli obywatelami (rządu londyńskiego)? Jaką rolę pełnili w budowie administracji przez rząd lubelski, w tym MO i UBP? Czy UBP i NKWD nie czerpało od nich pewnych informacji o polskiej partyzantce i głównych wrogach Sowietów i komunizmu w okolicy? Czy nie ciążyły na nich wyroki sądów podziemnego Państwa Polskiego za zdradę tego państwa?
Takie były najczęstsze przyczyny wykonywania wyroków przez polskie oddziały. Warto prześledzić drogę i dzieje oddziału Łupaszki, aby zrozumieć sposób myślenia i przeżycia jego żołnierzy.
Mówienie o czystkach etnicznych i terroryźmie to nieuzasadnione szkalowanie nielicznych żyjących jeszcze członków oddziału i pamięci pozostałych. To już nie tylko wielkie kłamstwo, ale i publiczne gorszycielstwo oraz obrażanie pamięci zbiorowej Polaków. Bardzo dobrze, że w Polsce panuje wolność słowa i każda szumowina może napisać, co myśli. Pamiętać jednak należy, że istnieje też odpowiedzialność za słowo.
[5] 2002-11-26 14:52:00 Jan Mielnik
Jestem prawosławny i dlatego wstyd mi za niektorych z moich wspolwyznawcow, jacy szykanuja dobre imie AK. Dziekuje panu Antoniemu Niemironowi za słowo wyjaśnienia, ktore powinno odbic sie na łamach "Przeglądu..." Żałuję, że moje pismo pomija rzeczową i konstruktywną dyskusję na te trudne tematy. Tak jak na każdej wojenie, szczególnie podczas tej ostsniej mialo miejsce wiele niegodziwości, zbrodni... ucierpiało wielu, ale nie można stosowac odpowiedzialnosci zbiorowej.
[6] 2002-11-29 16:55:00 Ryhorka
szanowny Panie Antoni. Już odpowiadam na pytania. Mój dziadek (taki prosty kacapik z Podlasia) w 1939 roku zobaczył bombardowanie Kleszczel i tak się przelękł, że przez pół września ukrywał się z kartą mobilizacyjną w kieszeni przed policja RP. Diadkowi spodobali się tzw. pierwsi sowieci, bo dostał od nich plac na budowę domu (wcześniej mieszkali w wynajmowanej izbie) i posadę listonosza (poprzednie chyba wywieziono transoprtem na wschód). Najbliżsi sąsiedzi mojego dziadka (katolicy i Polacy) również dostali plac (ale oni otrzym,ali też przydział drewna na dom) od Sowietów, za Niemców za to pędzili sznapsy i dożyli się na tym dwóch koników. Natomiast sąsiedzi Białorusini zostali zamordowani przez sowieckich partyzantów za ten sam proceder. Dziadek mojej koleżanki z Białorusi też pędził samogon dla Niemców (dostawał jeszcze za to broń dla AKowców właśnie). Taka dziwna odmiana z tymi szkołami - nie było białoruskich za Rzeczypospolitej, nie było polskich za Rzeszy (rożnie to bywa). Stosunek moich dziadków do rządu londyńskiego był mniej więcej taki sam jak do portugalskiego, bo stacjonowały tu inne wojska (niemieckie, sowieckie) i to właśnie od nich można było oberwać. Tym bardziej dziwne, że oddział Burego mordowal obywateli swojego państwa (może zdrajców nalezy karać śmiercią, ale dlaczego zabito tylko 30?). MO i UBP pełne było, oczywiście Białorusinów, Żydów, Ukraińców, Ttarów - wszystkich nielojalnych obywateli II RP. Nie będę wspomianła o tym, co mogło grozić za nieudzielanie informacji NKWD (nie wytrzymywali również lojalni obywatele). Dziadek mojego kolegi uciekł ze swoim wozem z konwoju Burego i zaraz po tym wstąpił do MO, chociaż wcześniejsze wizyty nocnych bohaterów II RP wcale go do tego nie skłaniały. Konwój przedarł się (?) prze jakieś 60 kilometrów do Puchałow, tam już można było pozbyć się wozaków. Skąd natomiast brał się nieprzychylny stosunek prostej chłopskiej l;udnośi prawosławnej do Łupaszki? Polecam praprowadzenie kilku wywiadów na wsiach Hajnowszczyzny (niech tylko pan Antoni mówi w miejscowym dialekcie)
[7] 2002-12-02 11:22:00 xyz
Panie Janie! Nie musi sie pan wstydzic za "niektorych wspolwyznawcow". Pozwoli pan ' ze kazdy bedzie sie wstydzil za siebie. Mieszkamy podobno w wolnym kraju, a czesto sie mowi ze mieszkamy w kraju prawa. To czy sa to prawdziwe informacje czy nie bardzo latwo sprawdzic. Wystarczy pojechac do wsi Sypnie. Po drodze radze odwiedzic Czarna srednia Czarna Wielka, niech pan koniecznie zajedzie do Zaleszan Szpakow Zan, , do Potoki i wielu innych miejscowosci, o ktorych opowiedza juz panu mieszkancy tych wsi. I niech sie pan wtedy dopiero zacznie wstydzic...z powazaniem xyz
[8] 2002-12-03 11:27:00 Jan Mielnik
Dziekuje za te cenne uwagi!
[9] 2005-09-27 21:10:00 Bazyliszek
Mariusz i Tmasz znowu razem!
"- Tu w Sypniach Nowych w 1944 r. żyli tylko prawosławni, 25 gospodarstw, ziemia była dobra, a ludzie pracowici, pospłacali pożyczki, pobudowali się, zdawało się, że najgorsze minęło... Obok była wieś Sypnie Stare, tam mieszkali katolicy, zazdrościli, że mamy lepsze domy i gospodarstwa. Już w styczniu 1945 roku zaczęły tu chodzić bandy, opowiadają ci, którzy urodzili się w Sypniach Nowych. "

Ciekawe jakie te pożyczki spłacali do 1944 roku i kto im je dawał i za co? Może współpraca z Gestapo tak im służyła? W końcu Komitety Białoruskie działały w ramach tej samej dykasterii co wydział do walki z polskim podziemiem. Niektórym się czas okupacji niemieckiej opłacił!
[10] 2005-11-13 19:55:00 Tomek
nom dziekuje Panu Antoniemuniemironowi i Jankowi Mielnik niech skoczy do mojej babci i powie jej to prosto w oczy dla niej zabili jej ojca niech skoczy jeszcze na grob tych 30 chlopow co te wspaniale AK zamardowalo a moze to nie bylo AK?????to prawoslawni sie sami pomordowali to sami kazali sobie wyjezdzac za granice ja nie jestem nacjonalista ale skoro sie mowi o katyniu skor mowi sie o wypedzaniu niemcow z ziemi odzyskanych dlaczego sie milczy o tych terenach?????Wali mie to czy to AK bylo czy nie to byli PATRIOCI POLSCY przez duze PPPP ktorzy teraz biora niezle emeryturki
[11] 2005-11-13 19:57:00 Tomek
TAK mimo uwagi moj prawdziadek ten ktory zaostal zamorbowany przez PATRIOTÓW byl ułanem w 39 :)))parodnia co nie??:))
[12] 2005-11-13 20:00:00 Tomek
jedyne co to watpie w to ze Pan JAN Mielnik jest prawoslawny a Pan Antoni wogle wie co to cerkiwe chyba Pan Jan pochodzi z Mielnika toz obk miesciny gdzie zabili mojego przodka nie dziwne???:))
[13] 2006-02-09 15:18:00 Buzdygan
Szanowni Państwo!
A co ze sługusami i kapusiami Sowietów ,którzy robili im bramę,witali chlebem i solą we wrześniu 1939.Jakiej byli narodowości?Kto wstępował do milicji sowieckiej?
Poza tym czy jeśli jesteś PRAWOSŁAWNY to znaczy żeś Białorusin (mam prawosławnych przyjaciół ,którzy uważaja się za Polaków).
Czy zabijanie kapusiów w czasie wojny(bez względu na narodowośc) to przestępstwo.
Oj, Białorusini -bijcie się w piersi za grzechywaszych przodków!
[14] 2006-12-07 13:45:00 ania
dosyć milczenia na ten temat,niech no to wszyscy dumni z naszego kraju dowiedzą się o skrzętnie tajonej historii,która dla niektórych jest zwyczajnie niewygodna
[15] 2007-01-22 23:41:00 zbyszek
Dobrze, że powstał ten tekst. Właśnie teraz, gdy rehabilituje się bezkrytycznie kontowersyjnych "bohaterów" tamtych wydarzeń: Kurasia, Łupaszkę. Jakże łatwo potępiać za czystki etniczne Serbów, Chorwatów itd. a wybielać swoich - tylko dlatego, ze tak chce obowiązująca obecnie i lansowana przez IPN "polityka historyczna".
[16] 2007-03-16 15:08:00 Włodzimie Chomańs
Wstrząsające! Dziś pierwszy raz w Internecie znalazłem swój polski (tak dotąd liczyłem)odłam Chomańskich.Mój dziadek Jan Chomański, szn też Jana, jak to mówił mnie ojciec, w dzieciństwie pracował i był kształconym u jakiegoś lekarza - właściciela wielkiego majątku, który był niedaleko ich wsi. Nazwy tej rodyimej mojego dziadka wsi ojciec nie pamiętal. Teraz okazuje się, że Nowa Sypnia była tym matecznikiem Chomańskich,których wielka mnogość rozpierzchłq się po Polsce, Litwie Rośji, Argentynie. Kim był Roman Chomański dla mojego dziadka? Latami swojemi musiał być bratem przyrodnim. Włodzimierz Chomański, Kowno, Litwa.
[17] 2007-04-06 09:50:00 WłodzimierzChomańs
Odezwijcie się, napiszcie rodakowi Chomańscy, co jesteście na Polsce,- Polacy czy Białorusini!
Mój ojciec zostawił wspomnienia życia, w których historia pochodzenia mojego dziadka Jana Chomańskiego brzmi jak legenda. Z rodzimej wsi był zabrany do carskiego wojska, stał feldszerem w 7 Noworosyjskim pułku Dragonów, po służbie osiadł na Litwie w Jurborku, potem był Jegrem w Puszczy Białowieskiej, potem znów w Jurborku - celnikiem na granicy z Niemcami. Tam na emigrację do zachodu przepuścił brata swojego (chyba Damjana czy Nikitę). Napiszcie!
Bardzo przepraszam za na stronie zajęte miejsce! Nie mam innego wyjścia, bo Michał Chomański z Bielska Podlaskiego nie odezwał się.
[18] 2007-06-22 13:01:00 adrian
Moja rodzina jest fajna.
[19] 2007-08-17 08:16:00 heniek
Urodziłem się w Sypniach po wojnie Michał Chomański oraz jego brat Jan wyjechali z Sypni po 1970 roku do Bielska wraz z rodziną.Szkoda że redaktor Pani Łojewska nie zna prawdy do końca przez co artykuł jest wypaczony.
[20] 2007-12-25 20:47:00 kacper
a wy to co, lepsi,wy też mordowaliście katolików,o sowich mordach nie mowicie a jak katolicy mordowali to odrazu artykuły wywalacie,weście sie zastanówcie
[21] 2008-07-03 00:08:00 Rafał
witam, pochodzę z zupełnie innych terenów(łomżyńskie) gdzie struktura etniczna czy nardowościowa po wojnie ujednoliciła się zupełnie. Większość stanowia katolicy, prawosławnych obecnie chyba w ogóle nie ma. Ale do rzeczy- tam też zdarzały się bandyckie napady i gwałty samozwańczych pseudoakowców różnej maści i tam AK ma, w niektórych wsiach często b.złą opinię.Reasumując zatem jeśli ktoś jest bandytą to nim jest niezależnie od wyznania. W zwiazku z tym jestem skłonny dać wiarę zbrodniom popełnianym prez "akowców" na terenie hajnowszczyzny. pozdrawiam
[22] 2008-07-07 15:50:00 Roman
Może i takie incydenty się zdarzały. Zresztą zdarzały się po obus stronach. I rzecz jasna nalezy je potępiać.
Ale - takie stwierdzenia "...jeszcze bardziej boję się skutków bycia prawosławną Białorusinką" - to już naprawdę głęboka tendencyjność i przesada. Nie zauważyłem, żeby za przyznawanie się do białoruskości cokolwiek groziło. Nie popadajmy więc w paranoję.
[23] 2011-12-17 21:15:00 Elżbieta Jeranowska
Z zainteresowaniem przeczytałam ten artykuł. Nie sądzę, aby opisywał nieprawdziwe zdarzenia, ponieważ moja nieżyjąca już babcia, opowiadała mi podobne historie dotyczące haniebnych poczynań "AK" wobec ludności białoruskiej na białostocczyźnie. Nie podzielam opinii części wypowiadających się tu osoób, że artykuł ma na celu podsycanie niechęci etnicznych. Nie można wybiórczo traktować historii i "zamiatać pod dywan" wszystkiego tego, co jest nam w danym momencie niewygodne.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token