Pierwsza wzmianka o Świętym Pawle w Dziejach Apostolskich związana jest z tragicznym starciem młodej jerozolimskiej wspólnoty z żydowskimi przywódcami religijnymi – „starszyzną i uczonymi w Piśmie”. Oto wskutek donosu został pojmany jeden z przywódców chrześcijańskiej wspólnoty Stefan, którego cerkiewna Tradycja nazywa pierwszym męczennikiem za Chrystusa. Jest sądzony przez Sanhedryn, tzn. Radę Najwyższą i skazany na śmierć. Skazańca wyprowadzają za miasto i kamieniują. W momencie kaźni zjawia się przyszły apostoł Paweł. Według Dziejów, zabójcy złożyli swoje szaty u nóg młodzieńca, zwanego Saulem (Dz 7,58).
Kim jest ten młodzieniec? W późniejszych swoich pismach sam odpowie na to pytanie: Żydem, urodzonym nie w Palestynie, lecz w diasporze, w greckim mieście Tars, leżącym na południowym wybrzeżu Azji Mniejszej. Od młodzieńczych lat Saul jest obrońcą żydowskiej religii ze wszystkimi jej zwyczajami i ta religijna żarliwość wiedzie go do Jerozolimy, gdzie uczy się u jednego z najznakomitszych nauczycieli o imieniu Gamaliel. Tutaj, w Jerozolimie, styka się z chrześcijanami, w których widzi burzycieli ustanowionego przez Boga zakonu i dlatego znajduje się wśród prześladowców tej obrazoburczej i odstępczej, jego zdaniem, „sekty”.
Taki zjawia się przed nami po raz pierwszy – fanatyczny prześladowca i świadek pierwszej krwi chrześcijan. W owym czasie rozpoczęło się wielkie prześladowanie Kościoła w Jerozolimie i wszyscy, z wyjątkiem apostołów, rozproszyli się po okręgach wiejskich Judei i Samarii… A Saul tępił Kościół; wchodził do domów, wywlekał mężczyzn i niewiasty i wtrącał do więzienia (Dz 8,1-3).
W ten sposób młody Saul (późniejszy Paweł) postępuje jak fanatyk religijny, w którym absolutna wierność swojemu ideałowi zamienia się, jak w każdym fanatyku, w nienawiść i okrucieństwo wobec jego rzeczywistych i urojonych wrogów. I tak, nie nasyciwszy się walką z chrześcijanami w Jerozolimie, postanawia przenieść ją poza granice Palestyny.
I tutaj następuje wydarzenie, które wszystko odmieniło i od którego rozpoczął całkiem nowe życie. Ale posłuchajmy znowu Dziejów Apostolskich. A Saul, dysząc jeszcze groźbą i chęcią mordu przeciwko uczniom Pańskim, przyszedł do arcykapłana. I prosił go o listy do synagog w Damaszku, aby mógł, jeśliby znalazł jakich zwolenników drogi Pańskiej, zarówno mężczyzn jak i kobiety, uwięzić ich i przyprowadzić do Jerozolimy.
I stało się w czasie drogi, że gdy się zbliżał do Damaszku, olśniła go nagle światłość z nieba. A gdy padł na ziemię, usłyszał głos mówiący do niego: „Saulu, Saulu, czemu mnie prześladujesz?”. I rzekł: „Kto jesteś, Panie?”. A On: „Ja jestem Jezus, którego ty prześladujesz. Ale powstań i idź do miasta, tam ci powiedzą, co masz czynić”. A mężowie, którzy z nim byli w drodze, stanęli oniemiali, głos bowiem słyszeli, ale nikogo nie widzieli. I podniósł się Saul z ziemi, lecz gdy otworzył oczy swoje, nic nie widział; wiodąc go tedy za rękę, zaprowadzili go do Damaszku. I przez trzy dni nie widział i nie jadł, i nie pił. A był w Damaszku pewien uczeń, imieniem Ananiasz. I rzekł Pan do niego w widzeniu: „Ananiaszu!”. On zaś rzekł: „Otom ja, Panie”. Pan zaś do niego: „Wstań i idź na ulicę Prostą, i zapytaj w domu Judy o Saula z Tarsu; oto właśnie się modli”. I ujrzał w widzeniu męża, imieniem Ananiasz, jak wszedł i ręce na niego włożył, aby przejrzał. Ananiasz zaś odpowiedział: „Panie, słyszałem od wielu o tym mężu, ile złego wyrządził świętym Twoim w Jerozolimie. Ma także upoważnienie od arcykapłanów, aby tutaj uwięzić wszystkich, którzy wzywają imienia Twego”. Lecz Pan rzekł do niego: „Idź, albowiem mąż ten jest Moim narzędziem wybranym, aby zaniósł imię Moje przed pogan i królów, i synów Izraela. Ja sam bowiem pokażę mu, ile musi wycierpieć dla imienia Mego”. I poszedł Ananiasz, i wszedł do domu, włożył na niego ręce i rzekł: „Bracie Saulu, Pan Jezus, który ci się ukazał w drodze, jaką szedłeś, posłał mnie, abyś przejrzał i został napełniony Duchem Świętym”. I natychmiast opadły z oczu jego jakby łuski i przejrzał, wstał i został ochrzczony. A gdy przyjął pokarm, odzyskał siły. I przebywał zaledwie kilka dni z uczniami, którzy byli w Damaszku, a już zaczął zwiastować w synagogach Jezusa, że On jest Synem Bożym (Dz 9,1-19).
Nawrócenie Pawła na drodze do Damaszku stało się tematem wielu komentarzy, napisano o nim tysiące ksiąg. Ale czyż można w sposób naukowy wyjaśnić to, co się dokonuje w największej głębi ludzkiego „ja”. Jest to obszar najbardziej osobisty, którego granicy nauka, mająca kontakt tylko z zewnętrznymi zjawiskami, przekraczać nie może, a i nie powinna. Dla nas w tym nawróceniu ważne jest, jak to przeżył, jak świadczył o nim później sam Paweł. Najważniejsze zaś było – i apostoł nieustannie to podkreśla – że Chrystus przywołał go sam, a nie przez ludzi, nie przez spory i dowody. Było to spotkanie tak oczywiste, że okazało się decydujące. Wiara, w imię której Paweł tak prześladował chrześcijan, a wśród nich samego Chrystusa, po tym spotkaniu została skierowana z tą samą siłą, tak samo bezgranicznie, na Chrystusa. Chociaż nigdy się nie dowiemy, jak przebiegło to spotkanie, to wszystko, co napisał apostoł, świadczy o tak osobistej miłości do Chrystusa, że w realność spotkania nie można wątpić.
Nawrócenie uczyniło z niego niestrudzonego głosiciela Chrystusa, założyciela Cerkwi chrześcijańskich w Małej Azji, Grecji, Włoszech i jednego z głównych organizatorów historycznego chrześcijaństwa.
W księdze Dziejów opowiedziano o misyjnych podróżach Pawła i o jego cierpieniach. Głoszenie Ewangelii przez innych apostołów nigdy nie spotkało się z tak okrutnym sprzeciwem, nie wywoływało tak wielkiej nienawiści. Największych prześladowań doznał nie od Żydów, nie od rzymskiej pogańskiej władzy, lecz współwyznawców wywodzących się ze środowiska chrześcijan. Na prześladowania, na postępujące za nim wszędzie oskarżenia i donosy Paweł nieustannie skarży się w swoich listach.
Czym można wytłumaczyć taki stosunek do niego części chrześcijan? W pierwszej kolejności oczywiście tym, że Paweł, w przeciwieństwie do innych apostołów, nie był świadkiem życia Chrystusa, nie należał do tych dwunastu, których wybrał Pan i którym powierzył nauczanie. Apostoł Paweł mógł powoływać się tylko na cudowne nawrócenie, tajemnicze światło, które oślepiło go w drodze do Damaszku, kiedy szedł prześladować i aresztować chrześcijan. Mógł tylko przekonywać, że powołał go sam Chrystus. Prawdziwość tego wyboru była udowadniana jedynie głoszeniem Chrystusa i siłą miłości do Niego.
Ale ludzie lubią autorytet, lubią gwarancje, natomiast kazania Pawła były przeniknięte i natchnione wolnością, umacniały pierwszeństwo ducha nad wszelkim zakonem i autorytetem. Paweł był i jest apostołem wolności i to najważniejsze, co trzeba zobaczyć i polubić w nim i jego nauczaniu. To nauczanie o wolności związane było z pytaniem, czy chrześcijanin musi przestrzegać wszelkich postanowień żydowskiej religii, a przede wszystkim obrzezania. Wszyscy pierwsi chrześcijanie byli pochodzenia żydowskiego i kontynuowali ten obyczaj jakby z inercji. Ale oto do Kościoła zaczęli przychodzić poganie i od razu pojawiło się pytanie, czy powinni podlegać obrzezaniu. Wielu chrześcijan, w tym także niektórzy apostołowie, uważali, że jest to niezbędne dla świętego spokoju, żeby nie kusić i nie drażnić zwolenników starego i – zgodnie z żydowską wiarą – ustanowionego przez Boga obyczaju.
I oto wystąpił ze swoim kazaniem Paweł, który przed swoim nawróceniem był fanatycznym obrońcą zakonu. Spór o obrzezanie dotyczył jego zdaniem nie tyle obrzędu jako takiego, ile samej istoty chrześcijańskiej wiary. Przed narodzeniem Chrystusa ludzie byli zbawiani przez zakon, tzn. poprzez surowe przestrzeganiem praw i nakazów, w Chrystusie natomiast – takie jest nieustannie radosne stwierdzenie apostoła – zbawienie nie pochodzi od zakonu, ale z wiary i miłości, a więc – z wolności. Zakon bowiem był tylko drogą, albo jak mówi Paweł, przewodnikiem do Chrystusa (Gal 3,24), ale wraz z przyjściem Chrystusa otworzyło się Królestwo łaski i miłości.
Nie masz już Żyda – wykrzykuje apostoł – ani Greka, nie masz niewolnika, ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jedno jesteście w Chrystusie Jezusie (Gal 3,28). I dlatego kontynuuje: Stójcie w wolności, którą dał wam Chrystus i nie poddawajcie się znowu pod jarzmo niewoli… Bo w Chrystusie Jezusie ani obrzezanie, ani nieobrzezanie nic nie znaczy, lecz wiara, która jest czynna w miłości… Bo wy do wolności powołani zostaliście bracia: tylko pod pozorem tej wolności nie pobłażajcie ciału, ale służcie jedni drugim w miłości. Albowiem cały zakon streszcza się w tym jednym słowie: „Będziesz miłował bliźniego jak siebie samego” (Gal 5, 1,6,13-14).
Jak ważne jest przypomnienie tej wstrząsającej dobrej nowiny o miłości i wolności, o tej bezmiernej głębi wiary. Bowiem w naszym ciemnym i zimnym świecie ludzie nieprzerwanie okazują sobie wrogość, nienawidzą i prześladują siebie nawzajem w imię „zasad”. I nawet sprawom religii tak często przyświeca duch drobnych przepisów, zaleceń, przywiązania do litery. Ze szkodą dla ducha!
I oto niczym poryw świeżego powietrza, niczym radość wyzwolenia wdzierają się w nasze serce słowa apostoła wolności: Do wolności jesteście wezwani, bracia. I jeszcze w innym posłaniu: Zachowujcie pokój między sobą. Wzywamy was też, bracia, napominajcie niesfornych, pocieszajcie bojaźliwych, podtrzymujcie słabych, bądźcie wielkoduszni wobec wszystkich. Baczcie, ażeby nikt nikomu złem za złe nie oddawał, ale starajcie się czynić dobrze sobie nawzajem i wszystkim. Zawsze się radujcie. Bez przestanku się módlcie. Za wszystko dziękujcie; taka jest bowiem wola Boża w Chrystusie Jezusie względem was. Ducha nie gaście. Proroctw nie lekceważcie. Wszystkiego doświadczajcie, co dobre, tego się trzymajcie. Od wszelkiego rodzaju zła z dala się trzymajcie. A sam duch pokoju niechaj was w zupełności oświeci, a cały duch wasz i dusza, i ciało niech będą zachowane bez nagany na przyjście Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Wierny jest Ten, który was powołuje; On też tego dokona (1 Tes 5,13-24).
Czytasz te zadziwiające słowa, powtarzasz raz po raz i znajdujesz w nich rozwiązanie wszystkich naszych „przeklętych problemów”, koniec duchowego zniewolenia, zatruwającego powietrze, którym oddychamy.
Jak to się stało, że ludzie zapomnieli o tych słowach, dlaczego my sami tak często zdradzamy i zagłuszamy w sobie to wezwanie do wolności i miłości, radości i dobra? Zawsze się radujcie, za wszystko dziękujcie – tak pisze człowiek, który doświadczył pełnej miary cierpienia i życie swoje zakończył jako męczennik. I oto ta radość, ta głębia serca, to absolutne zaufanie do Boga i do tego co lepsze w człowieku!
O, gdyby weszła w nasze życie chociaż niewielka cząstka tego zaufania, gdyby otworzyło się nasze serce na tę miłość i radosną wolność, gdybyśmy odczuli, że „wierny jest Ten, który nas powołuje”! Wtedy poprzez mały podwig każdego z nas rozpoczęłoby się niszczenie omotującego nas zła i zniszczenie okrywającej nas ciemności świata. Do tego przywołuje wszystkich apostoł wolności, który dobrze wiedział, do czego powołał go sam Chrystus.
Powyżej mówiłem o apostole Pawle jako o apostole wolności. Wiara w Chrystusa, do którego on, zwolennik religijnego zakonu, nawrócił się w tajemniczej chwili na drodze do Damaszku, oznaczała dla niego przede wszystkim wyzwolenie z jarzma niewoli, tzn. z zakonnego, zniewolonego stosunku do Boga. Nie przypadkiem życie chrześcijańskie określa on jako trwanie w wolności, którą darował nam Chrystus (por. Gal 5,1).
Ale wolność nie jest równoznaczna z samowolą, egoizmem, autoafirmacją… Do wolności powołani zostaliście, bracia – pisze apostoł – tylko pod pozorem tej wolności nie pobłażajcie ciału (Gal 5,13).
Treścią wolności darowanej w Chrystusie jest miłość, a wolność jest warunkiem miłości. Miłość wyzwala nas od zniewolenia przez zakon, wolność spełnia się w miłości. Dlatego św. Paweł, będąc apostołem wolności, jest jednocześnie także apostołem miłości. I o tej nowej miłości w Chrystusie, miłości, którą Chrystus wlał w nasze serca (por. Rz 5,5), nigdzie nie jest powiedziane mocniej i pełniej, niż w posłaniu ap. Pawła do Koryntian, w jego słynnym hymnie miłości: Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi, a miłości bym nie miał, byłbym miedzią dźwięczącą lub cymbałem brzmiącym. I choćbym miał dar prorokowania i znał wszystkie tajemnice i posiadał całą wiedzę, i choćbym miał pełnię wiary, tak żebym góry przenosił, a miłości bym nie miał, byłbym niczym. I choćbym rozdał całe mienie swoje, i choćbym ciało swoje wydał na spalenie, a miłości bym nie miał, nic mi to nie pomoże. Miłość jest cierpliwa, miłość jest dobrotliwa, nie zazdrości, miłość nie jest chełpliwa, nie nadyma się. Nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie myśli nic złego. Nie raduje się z niesprawiedliwości, ale się raduje z prawdy; Wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy, wszystkiego się spodziewa, wszystko znosi. Miłość nigdy nie ustaje; bo jeśli są proroctwa, przeminą; jeśli języki, ustaną, jeśli wiedza, wniwecz się obróci. Bo cząstkowa jest nasza wiedza i cząstkowe nasze prorokowanie. Lecz gdy nastanie doskonałość, to co cząstkowe, przeminie… Teraz bowiem widzimy jakby przez zwierciadło i niby w zagadce, ale wówczas twarzą w twarz. Teraz poznanie moje jest cząstkowe, ale wówczas poznam tak, jak jestem poznany. Teraz więc pozostaje wiara, nadzieja, miłość, te trzy; lecz z nich największa jest miłość (1 Kor 13,1-10,12-13,14).
Ten hymn miłości jest sednem, wewnętrznym motorem całego nauczania ap. Pawła. Zauważmy, że wszystko w tym hymnie związane jest z różnymi aspektami religii i życia religijnego. I wszystko skierowane jest na to, by pokazać, jak bez miłości wszystko w religii staje się bezsensowne i puste.
Choćbym mówił językami ludzkimi i anielskimi… Od Pięćdziesiątnicy, kiedy apostołowie zaczęli mówić mocą Ducha w różnych językach, chrześcijanie w tym darze widzieli jeden z przejawów i dowodów prawdziwości swojej wiary. Ale ap. Paweł mówi: bez miłości ten dar jest niczym.
I choćbym... znał wszelkie tajemnice i posiadał całą wiedzę tak, żebym góry przenosił…Innymi słowy, możliwa jest wiedza, możliwa i wiara bez miłości, ale wtedy i one są niczym.
Choćbym rozdał całe mienie swoje i choćbym ciało swoje wydał na spalenie… Tak, możliwa jest zarówno wysoka moralność, jak i męczeństwo, możliwe też poszukiwanie doskonałości bez miłości, ale wtedy wszystko to jest martwe i nie ma z tego żadnej korzyści.
Wszystko, czym była religia przed Chrystusem i czym tak często pozostaje do dziś – tylko wiedzą albo filozofią, tylko moralnością, tylko ofiarą, tylko zakonem – wszystko teraz należy odnieść do miłości, miłością mierzy się, w miłości nabiera sensu i mocy.
I oto zaskakujące cechy miłości, to zaskakujące przeniknięcie w jej istotę – w to, jak miłość miłuje. Miłość jest cierpliwa, tzn. nie bacząc na okoliczności jest zaufaniem, oczekiwaniem, nadzieją. Miłość jest dobrotliwa, tzn. jest przeciwstawieniem chłodnego, chociaż i sprawiedliwego sądu, we wszystkie opinie wnosi to miłosierdzie serca, bez którego nawet sprawiedliwość jest martwym zakonem. Miłość nie zazdrości, tzn. uwalnia stosunki międzyludzkie z zatruwającego je jadu, a więc z wytworów zła – nienawiści i podziału. Miłość nie jest chełpliwa, nie unosi się gniewem, jest bowiem tylko zwycięstwem nad autoafirmacją i pychą, które są głównym motorem naszego życia. Miłość nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie pamięta złego.
Wystarczy każde z tych stwierdzeń odnieść do siebie, do własnego życia, żeby poczuć, do jakiego stopnia każde z nich jest celne, do jakiego stopnia całe nasze życie określane jest „poszukiwaniem swego” i dlatego dopuszcza się bezwstydu, dlatego unosi się gniewem, dlatego pamięta złe.
W tym hymnie miłości ujawniona jest iluzoryczność dobra bez miłości, prawdy bez miłości, wszystkiego tego, czym tak lekko i tak często usprawiedliwiamy siebie i swój egoizm, wzmagając jedynie ciemność i strach wokół. Ale nad wszystkim w tym upadłym i złym świecie wschodzi słońce miłości i wszystko staje się możliwe, miłość bowiem wszystko zakrywa, wszystkiemu wierzy, wszystko znosi i najważniejsze – nigdy nie ustaje.
Tym słońcem, tą siłą miłości jest opromienione całe nauczanie ap. Pawła. Miłość i wolność – oto jego testament po wsze czasy, oto do czego powołuje mnie, powołuje nas wszystkich. Dążcie do miłości (1 Kor 14,1) – mówi on – a ja wskażę wam drogę jeszcze doskonalszą (1 Kor 12,31).
tłum. Ałła Matreńczyk







Opinie
Piekne...
Twoja opinia