Numer 11(209)    listopad 2002Numer 11(209)    listopad 2002
fot.Marek Dolecki
Z Dasz batiuszka nasz
Ałła Matreńczyk
Pierwszego października, dzień Ikony Matki Bożej Wsiecarycy, świętuje białostocka parafia Zmartwychwstania.
   Dzwony zwoływały wiernych już od samego rana. Ci wypełnili cerkiew po brzegi. Bo i dzień to w życiu parafii szczególny. Metropolita Sawa i biskup Jakub poświęcili polichromię w części ołtarzowej cerkwi, a proboszcz o. Włodzimierz Cybuliński obchodził 40 rocznicę święceń. Na uroczystości oprócz hierarchów przybyli duchowni, mnisi, władze miasta i województwa z prezydentem Ryszardem Turem i wicewojewodą
   Jerzym Półjanowiczem, wierni.

   O. Cybuliński z władykami Sawą i Jakubem Zebraliśmy się dzisiaj po to, by podziękować Bogu za wszystkie łaski, jakich doznaliśmy podczas budowy tej cerkwi - zwrócił się do zebranych metropolita Sawa. - Przybyliśmy tutaj także, by podziękować za duszpasterską służbę jej proboszcza o. Włodzimierza. Zbudował on tutaj cerkiew nie tylko w sensie fizycznym, ale także duchowym. Jego energia, żarliwość i przekonywujące głoszenie słowa Bożego przyniosły owoce...
   O tym, że będzie batiuszką, o. Włodzimierz postanowił już we wczesnym dzieciństwie w rodzinnej wsi Dasze.
   Spora to była wieś, ze sto dwadzieścia numerów miała. Rodzice Iosif i Antonina co niedziela chodzili do cerkwi, chołod nie chołod, wjuga nie wjuga. Z Dasz nie mieli blisko, ze cztery kilometrów. Tyle samo ci z Żuk, Mołoczek, Pogreb. Ich cerkiew na kolonii w Kośnej, na wzgórzu stała. Obok niej plebania i szkoła, wokół nie było więcej zabudowań.
   - Popom budiesz - wykrzykiwały na przerwach dzieci za o. Włodzimierzem, bo regularnie w cerkwi przysługiwał i wcześnie zaczął czytać Apostoła. Litery cerkiewnosłowiańskie pokazał stary Grigorij, obrazowannyj starik. Czytać nauczył psałomszczyk Justyn Roszczenko.
   - Zaspiwaj Otcze nasz - często prosili rodzice, gdy zimą na priadki przychodziły do nich kobiety ze wsi. Na kołowrotkach przędły wełnę, on stawał na stołku, śpiewał. Bardzo to lubił.
   Lubił też, gdy do wsi przychodził ślepy Reżyński z Kleszczel. Chodził od domu do domu, modlił się za żywych i zmarłych. Dostawał miskę strawy, czasami parę groszy. U Cybulińskich także łóżko do spania.
   Zbliżał się termin składania podania do seminarium, a wraz z nim kłopoty z wystawieniem opinii. Co robić?
   W dzień św. Mikołaja wybrał się o. Włodzimierz do Milejczyc, na chramowoj prazdnik.
   Wybrał się wcześnie, jeszcze przed pierwszą liturgią. - Apostoła chotiełby proczitat' - poprosił milejczyckiego proboszcza, o. Fiodora Tokarewskiego.
   Batiuszka pozwolił. Po liturgii zaprosił do siebie, później wystawił opinię. I został duchowym ojcem przyszłego batiuszki, na całe życie.
    Cerkiew Zmartwychwstania w budowie- W czasie nauki w seminarium odwiedzałem go nie raz - wspomina o. Włodzimierz. - Zapisywałem jego wskazówki, rady.
   Batiuszka pokazuje nadwyrężony czasem zeszyt.
   - Kogda Bog błagosłowit byt' tiebie pastyriem, to wiedi siebia dostojno i oczeń ważnoje nie gorditsa, i niesti siebia nizienko, a sami ludzi oceniat. Gordost' eto bolszoj grech, osobienno u pastyria - powiedział mu kiedyś o. Tokarewski.
   Młody batiuszka pamiętał o tym i na swojej pierwszej parafii w Kuraszewie. Był tam tylko trzy lata - ogrodził cerkiew i cmentarz, zbudował cerkiewną bramę. Pamiętał i na drugiej, w Czyżach. Tu powrócił do przerwanych studiów na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej, zbudował nową plebanię, a trudny to był rok 1966, nie dla takich budów.
   Cerkiew w Czyżach bardzo stara była, drewniana, z ciosanych bali, budowana jeszcze bez użycia piły. Miała ponad trzysta lat.
   - Położyliśmy podwaliny, bo na kamieniach stała - wspomina o. Włodzimierz. - Wykonaliśmy elewację. Przyszła kolej na dach.
   - Batiuszka, jakijeś dokumenty ja naszoł - oznajmił podczas remontu kopuły jeden z robotników. Księgi metrykalne i inne zapiski zachowały się w bardzo dobrym stanie, stare były, z 1675 roku, pisane po rusku i polsku. Prawdziwy rarytas.
   - Dowiedzieliśmy się, że drewno na budowę cerkwi z Puszczy Ladzkiej ufundowała zamożna właścicielka folwarku - wspomina o. Włodzimierz.
   Cerkiew kryła jeszcze większe niespodzianki.
   - Musimy najpierw zrobić odkrywki - oznajmił konserwator zabytków na wieść o tym, że parafia chce od środka pomalować cerkiew. Miał przeczucie, bo ręcznie ciosane bale były w niektórych miejscach wyraźnie gładsze.
   Nie omylił się. Jego ekipa po dwóch dniach pracy natrafiła na ślady malowideł o tematyce religijnej. Były ukryte pod pięcioma warstwami zamalowań. Jezus Chrystus i Samarytanka, Dobry Pasterz, Maria Magdalena, św. Jan Damsceński, powoli odsłaniały się kolejne kompozycje, w sumie 42 metry kwadratowe. Wszystkie z XVII wieku.
   Z o. Tokarewskim (z prawej)Gdy dobiegły końca prace renowacyjne, w cerkwi, na polecenie konserwatora, wprowadzono dodatkowe zabezpieczenia.
   - Położyliśmy nową instalację przeciwpożarową i elektryczną - wyłączała się tylko na jeden wyłącznik w panomarce, cerkiew zamykaliśmy na żelazne sztaby od zewnątrz i wewnątrz - wspomina proboszcz. - Nasza świątynia była bardzo zadbana i wydawała się bezpieczna.
   Nadszedł 1984 rok, chramowoj prazdnik, Uspienije. Święto minęło spokojnie, jak zwykle było bardzo dużo ludzi, bo duża to była parafia, prężna. O trzeciej nad ranem rozległ się dziwny głuchy wybuch.
   Paliła się cerkiew.
   Nim ktokolwiek zdążył dobiec, drzwi do panomarki nagrzały się tak bardzo, że nie można było włożyć kluczy. Główne wejście ze sztabami od zewnątrz i wewnątrz okazało się nie do sforsowania. - Może próbować je wyrwać traktorem - ktoś zaproponował. Zjawił się traktor, ale łańcuchy pękały jak dziecinna zabawka. Nadjechały wozy strażackie, coraz więcej ludzi. Wszyscy jednakowo bezsilni. Cerkiew płonęła jak pochodnia. Wiatr bawił się ogniem, przerzucał go na sąsiednie stodoły, omal nie spłonęła plebania.
   
   Rano po cerkwi nie było już śladu, zachowała się tylko Ewangelia.
   W kilka godzin ogień zabrał tyle lat trudu i pracy.
   - To moja największa życiowa tragedia, najcięższy cios - jeszcze dzisiaj o. Włodzimierz nie może o tym mówić spokojnie. - Tym bardziej, że nie zabrakło pomówień, ze nie dopatrzyliśmy, że może pozostawiliśmy płonący ogarek...
   Ekspertyza wykluczyła zarówno awarię sieci energetycznej jak i to, że ogień mogła zaprószyć niezgaszona świeca. Pozostawało umyślne podpalenie...
   Pierwszą liturgię po pożarze odprawiali pod plandeką - wiatr bez przerwy gasił świeczki. Później pokojny błagoczynny Antoni Dziewiatowski przekazał do Czyż drewnianą cerkiew z Hajnówki.
   A już na wiosnę poświęcono kamień węgielny pod budowę nowej cerkwi - według projektu arch. Michała Bałasza i konstruktora dr. Jerzego Tokajuka.
   Czasy były takie, że pieniądze były, a materiałów brakowało. Po cegłę klinkierową jeździł batiuszka wraz z Janem Sawczukiem aż do Gozdnicy. W budowie bardzo pomagał Bazyli Tichoniuk.
   Cerkiew w CzyżachGdy ściany wyrosły aż po strop, został przeniesiony do Starosielc.
   Niebawem bardzo przydało się jego doświadczenie budowlane.
   Był rok 1989. Duchowni z tej parafii - o. Michał Chomczyk i o. Andrzej Berezowiec od kilku lat załatwiali formalności związane z budową nowej cerkwi na Słonecznym Stoku w Białymstoku. Miała być Woskresieńska, na pamiątkę tej przy Sienkiewicza, która w 1938 roku została zniszczona w barbarzyński sposób.
   Pozwolenie na budowę nadeszło półtora roku później. Duża w tym zasługa obecnego metropolity Sawy. Wraz z pozwoleniem o. Cybuliński otrzymał nominację na proboszcza nowo powstałej parafii.
   Na piaszczystym wzgórzu przy ulicy Sikorskiego rosły drzewa, na jego skraju przycupnęły trzy drewniane domki. Sześć miesiecy później w ten krajobraz wpisała się już drewniana cerkiew.
   - Mnie pomnitsa s kakoj rewnostju wy jejo woznosili - przypomniał wiernym metropolita Sawa.
   Z nie mniejszym zapałem rozpoczęto budowę parafialnego domu, nieco później cerkwi, już tej z prawdziwego zdarzenia.
   Dziś bryła światyni o architekturze nawiązującej do bizantyjskiego gotyku jest widoczna z daleka.
   - To chyba katedra - nie kryła zachwytu grupa młodzieży z diecezji wrocławsko-szczecińskiej, która na wakacjach zawitała pod gościnny dach plebanii.
   Cerkiew, którą zaprojektowali architekci Jerzy Uścinowicz i Jan Kabac, stanowi nie lada wyzwanie dla wykonawców. Jej finansowanie, jak każdej budującej się w Polsce, przekracza możliwości finansowe parafii.
   Parafianie składają się po 150 złotych rocznie, ale to daleko nie wystarcza.
   - W zbieraniu datków na cerkiew ojciec Włodzimierz jest jak ewangeliczna wdowa - mówił z uznaniem biskup Jakub.
   Batiuszka w poszukiwaniu środków wydeptał już chyba wszystkie ścieżki. Ze swym wikariuszem o. Walentym Olesiukiem zjeździli pół Polski
   - Kiedy zbierałem na Czyże, spotykałem się z proboszczami Hajnówki i Klejnik - wspomina jubilat. - Teraz niemal na każdym prazdniku jest po 10, 20 krużek. A ludzie coraz biedniejsi.
   Budowę cerkwi na Słonecznym Stoku wielokrotnie wspierały różne firmy, zdarzało się także, że pojedynczy katolicy.
   - Niech ksiądz i za mnie pomodli się w cerkwi - prosili wnosząc swoje ofiary.
   - Czasami myślę, że moi parafianie mają dość tych ustawicznych apeli o pieniądze - przyznaje o. Cybuliński. - Ja sam także wolałbym się skoncentrować na sprawach duchowych.
   A duchową opieką o. Włodzimierz otacza nie tylko parafian na Słonecznym Stoku. Od jedenastu lat regularnie odwiedza Areszt Śledczy na Kopernika.
   I stale pamięta o słowach św. Jana z Kronsztadu: "Nie myl człowieka - ten obraz Boży - ze złem, które jest w nim, dlatego, że zło jest tylko przypadkowym nieszczęściem, chorobą, diabelskim marzeniem, ale istota jego - obraz Boży - mimo wszystko w nim pozostaje".
   Uroczystość jubileuszu święceń kapłańskich zbiegła się z parafialnym świętem.
   Życzeniom jubileuszowym nie było końca. Do ciepłych słów metropolity Sawy, biskupa Jakuba, duchowieństwa, prezydenta Białegostoku, wicewojewody, naczelnego dyrektora Inspektoratu Więziennictwa, dyrektorów Aresztu Śledczego i Zakładu Karnego oraz kurator oświaty dołączyli parafianie.
   - Bolszije dostiżenija my zdieś widim i radujemsia etomu - gratulował metropolita Sawa widocznego postępu w pracach budowlanych. - Wot siewodnia wy wpierwyje proszli wokrug chrama po suchoputii...
   Tych zmian parafialna kronika odnotowała więcej. Oprócz tysiąca metrów kwadratowych polbruku położonego wokół świątyni, wewnątrz cerkwi zainstalowano ogrzewanie, wprowadzono odgromową instalację, odprowadzono wody deszczowe, ogrodzono posesję imponującym kamiennym ogrodzeniem.
   Po zewnętrznej stronie cerkiewnego ogrodzenia miasto zbudowało pięćdziesiąt miejsc parkingowych, przyznało dotację na sadzonki drzew i krzewów.
   Spraw do załatwienia nie ubywa. "Wolniej i bez stresu" - zalecają o. Włodzimierzowi lekarze.
   - Skąd wziąć środki, żeby zapłacić za ułożenie polbruku i ogrodzenie - nie przestaje się martwić jubilat.
   
   fot. archiwum o. Cybulińskiego

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token