Numer 5(299)    maj 2010Numer 5(299)    maj 2010
fot.
Pamiętajmy nie tylko w Dniu Zwycięstwa
Eugeniusz Czykwin

W 1945 roku prawosławna Pascha przypadała 6 maja, w dzień św. Jerzego Zwycięzcy. W Wielkanocny Poniedziałek 7 maja w Reims we Francji Niemcy skapitulowali na froncie zachodnim. Następnego dnia w Berlinie feldmarszałek Keitel przed radzieckimi dowódcami podpisał bezwarunkowy akt kapitulacji Niemiec – w Moskwie było już po północy i dlatego w Rosji Dzień Zwycięstwa obchodzony jest 9 maja. Zakończyła się największa i najokrutniejsza w historii ludzkości wojna. Uczestniczyło w niej 61 państw. Zginęło 55 mln ludzi. Straty materialne, a nade wszystko bezmiar ludzkiego cierpienia, był i pozostaje wciąż niewyobrażalny.Zwycięstwo odniosła koalicja państw antyhitlerowskich, wśród których była Polska. Po klęsce wrześniowej polscy żołnierze walczyli na wszystkich frontach. Ogółem zginęło 5,6 mln obywateli Rzeczypospolitej, w tym 160 tys. żołnierzy, 2,5 mln cywili i 3 mln polskich Żydów, zgładzonych w Holokauście. Największy, decydujący wkład w zwycięstwo wniósł Związek Radziecki, którego armie zniszczyły gros sił hitlerowskich: zginęło 12,5 mln żołnierzy, 10,6 mln cywili, około miliona radzieckich Żydów zabito w Holokauście.

O drugiej wojnie światowej napisano tysiące książek, dziesiątki tysięcy artykułów, nakręcono setki filmów, wojna żyje też we wspomnieniach ludzi, których bliscy już nie przeżyli. Mimo to wciąż powraca pytanie o przyczynę klęski Niemców na mającym decydujące znaczenie dla losów całej wojny froncie wschodnim.
Poszukujący racjonalnych przyczyn klęski doborowych, dotychczas zwycięskich niemieckich armii, wskazują na różnorakie czynniki: srogą rosyjską zimę, nieliczenie się Stalina ze stratami własnych wojsk, użycie przez Rosjan zaporowych, karnych batalionów.
Te wszystkie wyjaśnienia pomijają najważniejszy, duchowy czynnik, wpływający na motywację i postawę żołnierza na polu walki.
Tysiącletni system duchowych wartości – mówił w 60 rocznicę zwycięstwa obecny patriarcha Moskwy i całej Rusi Kirył – stanowił ognisko świadomości rosyjskiego człowieka, wszedł w niego, w jego krew, w jego ciało niemal już w genach. Ponad dwadzieścia lat bezbożności i ateizmu od początku rewolucji do początku wojny nie potrafiło złamać duchowego hartu narodu.
Tysiącletnia duchowa tradycja prawosławia – mówił hierarcha – wychowująca ludzi w naśladowaniu ideałów ofiarności, nie jest potrzebna współczesnej świeckiej kulturze i pozostaje jej niedostępna. Ale to właśnie ofiarność stała się fundamentem naszego wielkiego zwycięstwa. Armia niemiecka była lepiej zorganizowana, uzbrojona i zaopatrzona we wszystko co niezbędne, prowadzili ją do boju wspaniale wyszkoleni dowódcy. Z punktu widzenia formalnej logiki i bezspornej analizy faktów, nie mieliśmy szans na zwycięstwo w tej bitwie. Ale rosyjski Alosza, niedostatecznie uzbrojony, źle ubrany i głodny, potrafił jak równy walczyć z niemieckim wojownikiem i go pokonać. Nasze zwycięstwo można objaśnić jedynie siłą i triumfem ducha rosyjskiego narodu.
O tym, że decydujące znaczenie w tym starciu będzie miała siła ducha radzieckich żołnierzy wiedzieli nie tylko wierzący Rosjanie. W niedzielę, 22 czerwca 1941 roku, kiedy niemieckie wojska uderzyły na Związek Radziecki, premier Wielkiej Brytanii Winston Churchill wypowiedział znaczące słowa: Widzę żołnierzy rosyjskich stojących na progu swej ziemi ojczystej. Widzę ich broniących swych domów, gdzie ich matki i żony modlą się. Tak, modlą się, bowiem bywają chwile, gdy modlą się wszyscy.
Stalin, nie mogący uwierzyć, że jego niedawny sojusznik Hitler zaatakował ZSRR, przez pierwsze dni wojny milczał. Ale i on, z bezwzględnym okrucieństwem prześladujący Cerkiew, w swoim pierwszym przemówieniu do narodu użył słów: „Bracia i Siostry...”.
Jeszcze w 1937 roku, według ustaleń państwowej komisji do spraw Rehabilitacji Ofiar Politycznych Represji, w ZSRR aresztowano 136 900 prawosławnych duchownych i osób związanych z Cerkwią. Z tej liczby rozstrzelano 85 300. W 1938 roku aresztowano 28 300 osób, rozstrzelano 21 500.
W czerwcu 1941 roku mogło się wydawać, że dzieło zniszczenia największej w świecie prawosławnej Cerkwi dobiega końca, że porównywalne jedynie z pierwszymi wiekami naszej ery prześladowania chrześcijan w Rosji przyniosły oczekiwany przez bolszewików skutek. Na terytorium całego Związku Radzieckiego pozostało niespełna 500 parafii, ani jednego monasteru i zaledwie 5 procent z liczby służących w 1917 roku duchownych.
I oto w obliczu śmiertelnego zagrożenia główny ideowy wróg bolszewików – prawosławna Cerkiew – staje się potrzebna, wręcz niezbędna.
Istnieją różne interpretacje zmiany stosunku Stalina do prawosławia. Wśród nich są i takie, że nie było to wyłącznie koniunkturalne, w obliczu grożącej klęski, posunięcie. Pewne jest to, że z chwilą wybuchu wojny stosunek Stalina i radzieckiego kierownictwa do Cerkwi uległ zasadniczej zmianie. Zaprzestano antyreligijnej propagandy, rozwiązano walczące z Cerkwią stowarzyszenie „wojujących bezbożników” i wiele propagujących ateizm pism. Najważniejsze były jednak zezwolenia na otwarcie świątyń, a po bezpośrednim spotkaniu Stalina z metropolitami Sergiuszem, Mikołajem i Aleksym wznowienie działalności wielu cerkiewnych instytucji, monasterów, wydawnictw, szkół teologicznych. Uwolniono z więzień i łagrów pozostających przy życiu biskupów i wielu duchownych.
Spotkanie odbyło się nocą 4 września 1943 roku na Kremlu. Zachowały się notatki organizującego je przewodniczącego Rady do spraw Cerkwi J. Karpowa. W latach 80. miałem okazję posłuchać relacji o tym spotkaniu pracownika Oddziału Kontaktów Zewnętrznych RCP, dobrze znającego metropolitę Mikołaja.
– Metropolici – opowiadał ten człowiek – początkowo nie wiedzieli, gdzie ich wiozą. Byli jedynymi pozostającymi na wolności hierarchami i myśleli o najgorszym. Niespodziewanie zawieziono ich na Kreml. Przywitał ich osobisty adiunkt Stalina Poskobyszew, który prosił, by chwilę poczekali, gdyż towarzysz Stalin przyjmuje meldunki o sytuacji na frontach. Za chwilę poproszono ich do gabinetu głównodowodzącego. Hierarchowie z niedowierzaniem słuchali uprzejmych słów generalissimusa. Rząd radziecki – mówił Stalin – wysoko ocenia społeczny trud Cerkwi w obecnej wojnie, jak też pracę każdego z tu obecnych, związaną ze zbiórką darów na potrzeby Armii Czerwonej. Co teraz my możemy uczynić dla Was? Proście, proponujcie.
– Metropolita Sergiusz – zanotował Karpow – powiedział, że już od 18 lat jest stróżem patriarszego tronu, że Synod Biskupów nie istnieje od 1935 roku i poprosił o możliwość zwołania Synodu. Widząc życzliwość Stalina, metropolici Mikołaj i Aleksy potwierdzili konieczność wyboru patriarchy. Uczącemu się kiedyś w seminarium Stalinowi znane były potrzeby i specyfika życia cerkiewnego. Zapytał – odnotowuje Karpow – czy w zorganizowaniu soboru potrzebna będzie pomoc państwa, czy jest stosowne pomieszczenie, czy potrzebne będą środki transportu, pieniądze i ile czasu zajmą przygotowania? Zapadła męcząca cisza. Nikt z hierarchów nie ośmielił się przypomnieć, o czym Stalin doskonale wiedział, że pozostający przy życiu biskupi znajdują się w więzieniach i syberyjskich łagrach. Gdy Sergiusz nieśmiało zaproponował zwołanie soboru za miesiąc, Stalin z uśmiechem zwrócił się do Karpowa: – Może należałoby zastosować bolszewickie tempo. – Jeśli my pomożemy metropolicie Sergiuszowi, organizując szybki transport biskupów (samolotami) do Moskwy, to sobór będzie mógł się odbyć za trzy-cztery dni. Zdecydowano, że odbędzie się 8 września. Zachęcani do zgłaszania potrzeb Cerkwi hierarchowie wspomnieli o potrzebie otwierania świątyń i przygotowania kadr duchownych. Poprosili o możliwość organizowania teologicznych kursów, przygotowujących kapłanów. – Brakuje wam kadr – miał powiedział Stalin – to gdzie są wasze kadry? I znów zapadła cisza. O dziesiątkach tysięcy zamordowanych i aresztowanych duchownych nikt nie odważył się wspomnieć. Ośmielony dotychczasowym przebiegiem rozmowy metropolita Mikołaj znalazł wyjście z sytuacji. – Jeśli seminarzyści – powiedział – awansują do stopnia generalissimusa, to nic dziwnego, że mamy problemy z kadrami. To wprawiło Stalina w jeszcze lepszy nastrój. – Dlaczego chcecie organizować kursy? – zapytał. – Organizujcie duchowną akademię i otwierajcie duchowne seminaria. Metropolita Sergiusz wspominał o potrzebie wznowienia cerkiewnego wydawnictwa. Mówił o biuletynie cerkiewnym. – Po co biuletyn – reagował Stalin – wydawajcie żurnał.
Metropolita, już bez zachęcania, zgłosił szereg koniecznych dla normalizacji życia Cerkwi propozycji, między innymi udziału proboszcza w zarządzaniu życiem parafialnym, uruchomienia przy diecezjach zakładów produkujących świece, możliwości przekazywania części zabranych środków na potrzeby eparchii. Stalin wszystko aprobował. Jedynie przy prośbie o oswobodzenie znajdujących się w łagrach duchownych odpowiedział: – Ten problem zostanie rozpatrzony. W końcu trwającej blisko trzy godziny (zakończyła się o drugiej w nocy) rozmowy Stalin zaproponował, by biskupi zamieszkali w willi będącej do rozpoczęcia wojny rezydencją niemieckiego ambasadora Schulenburga w Czystym Piereułku– tam odbył się (dowieziono 28 biskupów) sobór, na którym metropolitę Sergiusza wybrano patriarchą.
– Towarzysz Karpow – mówił Stalin – poinformował mnie, że żyjecie w bardzo złych warunkach, że bardzo źle się odżywiacie, nie macie żadnego środka transportu. – Władza radziecka może wam pomóc, możemy wydzielić subsydia. Metropolita Sergiusz poprosił jedynie, o ile to możliwe, o jeden samochód. Stalin polecił przygotować na jutro kilka aut.
Obecny przy spotkaniu Wiaczesław Mołotow zaczął redagować komunikat ze spotkania, do treści którego biskupi zgłaszali uwagi. – W czasie spotkania – czytamy w komunikacie – metropolita Sergiusz poinformował przewodniczącego Sownorkomu o istniejącym w kierowniczych kręgach Prawosławnej Cerkwi zamiarze zwołania soboru biskupów, który wybrałby patriarchę Moskwy i całej Rusi i zorganizowałby przy patriarsze Święty Synod.
Kierujący rządem – napisano w komunikacie – towarzysz J. W. Stalin ze zrozumieniem odniósł się do tej propozycji i oświadczył, że ze strony rządu nie ma do niej żadnych przeciwwskazań. 5 września komunikat opublikowała „Izwiestia”, agencja TASS, odczytano go w radiu.
Nietrudno odgadnąć, że Stalin, zwracając się w krytycznym momencie do Cerkwi, wiedział, że mimo straszliwych prześladowań nie zniszczono wiary w ludzkich sercach. Wiedział, że idącym na wojnę synom matki na znak błogosławieństwa dają krzyżyki i ikonki, często chowane za okładki komsomolskich legitymacji, że podrywający żołnierzy do ataku dowódcy często przywołują imię Boga.
Fakt, że znaczna część oficerów i żołnierzy Armii Czerwonej była ludźmi wierzącymi, przez dziesięciolecia przez propagandę radziecką skrzętnie skrywano. Dopiero ostatnio pojawiły się publikacje ukazujące świadectwa wiary żołnierzy.
W te paschalne dni – pisze Andrej Farberow, autor wydanej w 2006 roku w Moskwie książki „Zbaw i zachowaj – świadectwa, tych którzy doznali Bożego miłosierdzia w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej” – zwycięstwo było nam dane Bożą Opatrznością. To, że było dane, było jasne dla każdego, kto w czasie tej wojny zwracał się z modlitwą do Chrystusa, Bogarodzicy, Świętym. „Z nami Bóg” – pisano na klamrach pasków ich żołnierzy, krzyże były namalowane na skrzydłach ich samolotów i na ich czołgach. Ale Bóg był z nami, dlatego że serca wielu naszych ludzi, w tym trudnym czasie były z Nim.
600 tysięcy żołnierzy radzieckich poległo na polskiej ziemi. Ginąc, byli przekonani, że przynoszą nam wolność. Nie możemy o nich zapomnieć. O nich, leżących w bezimiennych, zbiorowych mogiłach, pamiętajmy nie tylko w Dzień Zwycięstwa.

Opinie

[1] 2010-05-18 22:21:00 Русский
Спасибо! Все правда! Дед был из староверов. Освобождал Беларуссию и Литву вместе в армии Белорусского фронта Рокоссовского. Был ранен под Каунасом. Иначе, освобождал бы Польшу (чтобы потом ляхи проклинали как оккупанта). Спасибо, что сохранили в сердце Русь = правду = православие!
[2] 2010-05-21 15:30:00 Dracul
Ech, moj Boze! Jak ja Panu, Panie Eugeniuszu (a takze Pani A. Radziukiewicz - patrz komentarz pod jej artykulem) zazdroszcze!!! To jest blogoslawiona cecha, tak umiec cala game odcieni szarosci podzielic wylacznie na czern i biel. Tak, zeby nie zostalo nic pomiedzy... Potem wystarczy tylko powiedziec sobie, ze tego, co czarne (niewygodne) nie ma i nigdy nie bylo i juz mozna zyc w anielskim swiecie wlasnych wyobrazen. Raj na ziemi!
Slow patriarchy Kiryla nie zamierzam komentowac - jesli nie sa np. wyrwane z jakiegos ironicznego kontekstu, to sa tak absurdalne, tak przecza zdrowemu rozsadkowi, ze nie wiedzialbym, od czego zaczac. O jakim "duchowym czynniku" zolnierza radzieckiego Pan mowi, Panie Eugeniuszu? O tym, ktory w pierwszych tygodniach wojny pchal dziesiatki i setki tysiecy tych zolnierzy (i cywilow) w ramiona hitlerowcow (dopoki nie przekonali sie, co naprawde ich tam czeka)? O tym czynniku, ktory sprawil, ze setki tysiecy radzieckich zolnierzy - cale dywizje - dobrowolnie przechodzily na strone hitlerowcow? Czy Pan nie zapomina (a moze nie chce pamietac?), ze to hitlerowcy oddawali z powrotem wiernym swiatynie zamienione przez sowietow na chlewy, woszobojnie i sracze? Niech Pan sobie przypomni historie monasteru w Supraslu w latach 1939-1944. Wie Pan co, po 25 latach terroru, glodu, upodlenia, zycia w ciaglym strachu i duchowej nedzy, ja sie tym ludziom nie dziwie! Po tym, jak na Ukrainie - na tej najzyzniejszej ziemi w Europie - zdechlo (dokladnie tak - ZDECHLO) z glodu 10 milionow ludzi - ja sie nie dziwie, ze kilka lat pozniej powstala Ukrainska Dywizja Waffen-SS! Ja sie dziwie, ze byla tak nieliczna. Po 25 latach eksterminacji przez bolszewickie bydlo oficerow i wyzszych dowodcow swojej wlasnej armii - ja sie nie dziwie, ze gen. Andriej Wlasow (i kilkudziesieciu innych generalow radzieckich) przeszedl na strone Niemcow! Ja sie dziwie, jakimi motywami kierowali sie ci, ktory przy Stalinie pozostali.
Pana zdaniem - tak wynika z artykulu - tego wszystkiego nie bylo. Nie bylo kilku dywizji SS zlozonych z ochotnikow - obywateli ZSRR (w tym - Dywizji Bialoruskiej, ktora wszelako nie odegrala zadnej roli militarnej, ale BYLA!), nie bylo miliona obywateli radzieckich, ktorzy jeszcze w 1944r. nosili mundury niemieckie, nie bylo ani ROA ani "Deklaracji Smolenskiej" ani Komitetu Wyzwolenia Narodow Rosji. Nigdy nie istnieli: Wlasow, Zylenkow, Malyszkin... Byla tylko totalna amnezja narodu i fanatyzm tlumu, ktory cwiercwiecze katorgi zapomnial po jednym plomiennym kazaniu! I nikt nigdy nie dostrzegl pistoletu wymierzonego w potylice tego, kto to kazanie wyglaszal.
Narodowy socjalizm byl zlem! Byl najgorsza plama historii Niemiec, byl jak trad i rak toczace niemieckie spoleczenstwo i kosztowal zycie milionow ludzi - w tej liczbie samych Niemcow. Spowodowal w konsekwencji podzial, upodlenie i okupacje, z ktorej Republika Federalna Niemiec nie wydobyla sie do dzis. Nazizm byl systemem nieludzkim i barbarzynskim - nie ma co do tego watpliwosci, a jego teoretycy i praktycy byli nie tylko brutalnymi oprawcami, ale tez ludzmi po prostu glupimi - gdyby potrafili wykorzystac sluszny gniew Rosjan, Ukraincow, Bialorusinow, Kozakow, Gruzinow, i innych zniewolonych narodow ZSRR, wpatrzonych - na poczatku wojny - w Hitlera jak w jutrzenke wolnosci, wojna nie trwalaby dlugo, skonczylaby sie zupelnie inaczej, a po niej - byc moze - kolejne rzesze prawoslawnych duchownych, kiedy ich plomienne kazania przestaly juz byc bolszewikom potrzebne, nie jechalyby znowu na Sybir. Ale to, ze hitleryzm byl zly nie znaczy, ze bolszewizm byl dobry! Bolszewicy wymordowali wiecej ludzi niz hitlerowcy, a w szczegolnosci wielokrotnie wiecej za wiare w Jezusa Chrystusa. Prosze zatem nie powtarzac andronow o "duchowosci radzieckich zolnierzy", nawet, jesli te androny plecie patraircha.
Lektury obowiazkowe - o tych odcieniach szarosci miedzy "dobrymi" bolszewikami i zlymi (bez cudzyslowiu!) hitlerowcami, ktorych Panski monochromatyzm nie dostrzega - zamiescilem pod komentarzem do tekstu A. Radziukiewicz.
Pozdrawiam!
[3] 2010-05-29 20:27:00 Korwin
Panie Dracul - brawo 100% racji no tylko z tą Dywizją Galizien to chyba nie tak - w jej skład to jednak nie weszli ci Ukraińcy z Wielkiego Głodu ale raczej ci dobrze odżywieni z terytorium Polski. Panu Czykwinowi dla jakiej takiej orientacji w temacie można tylko polecić lekturę choćby kilku pozycji.np coś z Sołżenicyna, Szałamowa, Grosmana - wyszło tego sporo ostatnimi laty.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token