Pracownie dla niepełnosprawnych Maszyny, zakupione dzięki polskiej pomocy Dyrektor placówki Marina Krawcowa i instruktor Irina Sawinok w pracowni robót na drutach nowy podjazd przy Kinonii
Numer 3(297)    marzec 2010Numer 3(297)    marzec 2010
fot.
Przed nami nowe światło
Ałła Matreńczyk

W 2009 roku Fundacja Księcia Konstantego Ostrogskiego zgłosiła dwa projekty na konkurs organizowany przez departament współpracy rozwojowej Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Pierwszy dotyczył budowy dwóch i wyposażenia dwunastu punktów skupu mleka oraz zakupu samochodu izotermy w Mołdawii, drugi pomocy niepełnosprawnym na Białorusi. Oba projekty przeszły, ten drugi został uznany za najbardziej innowacyjny wśród realizowanych przez sektor pozarządowy. – Zatytułowaliśmy go „Bez barier – niepełnosprawni w społeczeństwie obywatelskim na Białorusi” – mówi koordynator projektu Mirosław Matreńczyk. – Dotyczył przygotowania społecznego i zawodowego niepełnosprawnych, tworzenia dla nich dodatkowych miejsc pracy oraz włączenia do aktywnego życia w społeczeństwie. W praktyce wyposażyliśmy dwie pracownie obróbki drewna w placówce dla niepełnosprawnych, istniejącej przy cerkwi Wszystkich Strapionych Radość w Mińsku, zakupiliśmy maszyny kaletnicze do zakładu pracy chronionej, zorganizowanego przez stowarzyszenie chorych na stwardnienie rozsiane, przystosowaliśmy do potrzeb osób niepełnosprawnych (podjazdy, toalety, kuchnia, sala konferencyjna) dom spotkań Kinonia, za pomocą internetu stworzyliśmy system do komunikacji i edukacji na odległość. Przy realizacji tego systemu korzystaliśmy z konsultacji informatyków w Mińsku, Moskwie i Białymstoku. Projekt, jak wszystkie realizowane w ramach polskiej pomocy rozwojowej, wymagał udziału partnera białoruskiego. (red.)

Druzja s Polszi prijechali – wita nas szerokim uśmiechem Nikołaj. – Druzja s Polszi prijechali – powtarza za nim jak echo Dionisij. I już nie musimy pytać o drogę. W labiryncie dużego budynku obaj mężczyźni poruszają się bez trudu. I dla nich, i dla pozostałych 93 osób mińskie pracownie dla umysłowo upośledzonych są po prostu drugim domem. Ten drugi dom wyrósł na posesji cerkwi Wszystkich Strapionych Radość. Były lata 90. i na Białoruś w ramach akcji Pokajanije przybyła duża delegacja z Niemiec.
– Władyko, czy u was ktoś z duchownych zajmuje się niepełnosprawnymi? – zapytał metropolitę Filareta jeden z gości, pastor Herbert Wolhutter. Zapytał nie bez powodu. Od wielu lat był dyrektorem domu pracy dla inwalidów BETEL w mieście Bielfield w Westfalii.
– O. Igor Korestielow – usłyszał w odpowiedzi. Batiuszka był duchownikiem pierwszego białoruskiego siestryczestwa i często odwiedzał szpitale psychiatryczne.
Ze wspólnych rozmów powstały wspólne plany – budowa pracowni dla osób chorych umysłowo tuż przy nowo budowanej cerkwi, której proboszczem został o. Igor.
Projekt sfinansowało UNESCO przy wsparciu niemieckiego komitetu tej organizacji.
Niemcy pomogli też w inny sposób – wielką akcję charytatywną przeprowadziła stacja telewizyjna RTL-2. O białoruskich przyjaciołach pamiętał też pastor Herbert Wolhutter. Dzielił się ponad 130-letnim doświadczeniem swojej placówki i wyposażył mińskie pracownie w używany sprzęt.
A projekt tu, na Białorusi, był, można powiedzieć, pilotażowy. Dotychczas przeważał bowiem pogląd, że ludzi umysłowo upośledzonych, niezdolnych do normalnej pracy wystarczy nakarmić, ubrać, od czasu do czasu zorganizować im rozrywkę. Myśl o tym, że mimo swoich ograniczeń mogą mieć duży potencjał, który należy spróbować wykorzystać, przebijała się z trudem.
Pierwsi siedemnasto-osiemnastoletni niepełnosprawni z I i II grupą inwalidzką i niezdolnością do pracy, bo do takich placówka skierowała swoją ofertę, pojawili się w niej w 1997 roku.
– Budowaliśmy z nimi relacje dorosły – dorosły – podkreśla Marina Wiktorowna Krawcowa. – Walczyliśmy z powszechną skłonnością, by traktować ich jak dzieci, zależało nam bowiem, by osiągnęli pewien stopień dojrzałości, taki stopień rozwoju, jaki są w stanie osiągnąć. Uczyliśmy odpowiedzialności. Nie można się spóźniać, nie można produkować wadliwych towarów, jeżeli wyprodukowałeś wadliwy wyrób, musisz go naprawić.
Często wymagało to wręcz rewolucyjnych zmian nawyków. Dotychczas ich podopieczni wstawali kiedy chcieli, jedli kiedy chcieli, robili co chcieli.
Te zmiany wymagały dużo czasu i cierpliwości. Uczyli ich i sami się uczyli.
Dziś w ośrodku funkcjonują pracownie obróbki drewna, wyrobu świec, oprawy książek, szycia, robót na drutach i wyszywania artystycznego, składu komputerowego. W jednych grupach niepełnosprawni różnych wyznań uczą się, można powiedzieć, „zawodu”, w innych już pracują i otrzymują niewielkie wynagodzenie. Ci pierwsi rozpoczynają o dziesiątej, kończą o czternastej. Drudzy pracują od 9 do 16. Dojeżdżają z rodzinnych domów, często sami. Opłaty za usługi komunalne pokrywa parafia, ona też finansuje codzienne obiady i drugie śniadania.
Pomoc w ramach projektu zrealizowanego przez Fundację im. Księcia Konstantego Ostrogskiego, przy współudziale Ministerstwa Spraw Zagranicznych, nadeszła w samą porę. Dzięki niej wyposażono dwie pracownie obróbki drewna. Tę, w której osoby upośledzone przyuczają się do zawodu, i tę, w której już pracują.
– Zapaliło się przed nami nowe światło – serdecznie dziękuje Irina Pietrowna Sawinok, instruktor pierwszej pracowni. – Wasza pomoc pozwala nie tylko rozszerzyć asortyment towarów, które wykonujemy, podnieść ich jakość, ale i usprawnić proces dydaktyczny.
Ta pomoc to kilka maszyn do obróbki drewna, komplety specjalistycznych narzędzi, przemysłowy system wentylacyjny. Najbardziej skomplikowanej maszyny 21-letni Aleksiej, można powiedzić już mistrz w swoim fachu, nie opuszcza ani na krok.
– Nikogo do niej nie dopuszczę – deklaruje na cały głos. – A to jeszcze potną palce. No, co najwyżej dla Iriny Pietrownej zrobię wyjątek.
Zalety maszyny wylicza na pamięć: – Jest szybka, ma bardzo dokładny uchwyt, piłę można ustawiać w różnych płaszczyznach, mniej się przy niej męczę.
Spod starych i nowych maszyn wychodzą drewniane puzzle, zabawki dla dzieci, świeczniki, ozdoby. Efekt pracy dwudziestu osób, bo tylu uczy się stolarskiego fachu. Najlepsi po przejściu szkolenia znajdą pracę piętro niżej.
A tam z grupą dwunastu, można już powiedzieć, profesjonalistów pracuje Aleksander. Zespół robi szkatułki, koszyki, podstawki pod dania gorące, deski do krajania, domowe ikonostasy, realizuje indywidualne zamówienia.
Dzięki nowym maszynom, które uzyskano w ramach projektu, można zatrudnić dodatkowe osoby i łatwej zaspokoić gusty klienta.
– Gdyby wszyscy zdrowi ludzie z taką ochotą przychodzili do pracy jak nasi niepełnosprawni – Irina Pietrowna nie może się nachwalić swoich podopiecznych. – Choć zaczynają pracę o dziewiątej, już o ósmej są niemal w komplecie.
Ich rodzice są szczęśliwi, bo mogą normalnie funkcjonować, sami chorzy zaś w grupie czują się ważni, docenieni, potrzebni. A i towary, które produkują, znajdują nabywców.
Gdzie je można kupić? Okazjonalnie na jarmarkach, stale w parafialnym sklepiku. Zachodzimy tam. Na półkach piętrzą się ozdobne świece, piękne wyszywanki, szkatułki, ręcznie robione pocztówki, wyroby z drewna, włóczki, eleganckie zakładki do książek.
– A widzieliście moją wystawę – i tu znajduje nas Nikołaj. Musimy obejrzeć. Na tekturowej podkładce stoi szakal, żyrafa, wilk, tygrys bengalski, lew. Wiedza Nikołaja o zwierzętach zaskakuje nawet przyrodników. Chłopak pisze na ich temat książkę, którą z pomocą instruktorów umieszczono w internecie. I co najważniejsze, wybiera się na kongres ludzi umysłowo upośledzonych, który jesienią tego roku odbędzie się w Moskwie.
Nikołaj jest dobrym aktorem – ze swymi kolegami właśnie przygotowuje spektakl „Ślepy muzykant” Korolenko. I, jak się okazuje, doskonałym tancerzem. – Chodźcie, zobaczycie jak tańczę hopaka – zaprasza.
– Noski do góry, noski do góry – wydaje jemu i jego partnerce ostatnie polecenia instruktorka tańca. Przed nimi występy przed rodzicami i wszystko musi być zapięte na ostatni guzik.
Jak wyglądałoby życie Nikołaja, gdyby nie ta placówka?
– Ostatnio w Mińsku przy organizacjach pomocy społecznej tworzone są placówki dziennego pobytu, choć zajęcia w nich bardziej przypominają kółka zainteresowań niż pracę – mówi Marina Wiktorowna. – Jeśli chodzi o liczbę podopiecznych, ofertę z zakresu szkolenia i zatrudnienia, pozostajemy nadal liderem.

fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token