W kraju rozdwojonym
Ukraina jest krajem rozdwojonym. W tym rozdwojeniu wszystko jest jeszcze świeże, kipiące emocjami. A nad wszystkim wisi pytanie – jak daleko od Moskwy.
Na kanałach państwowej telewizji lecą rosyjskie filmy. Wszystkie są tłumaczone na ukraiński, chociaż lud tłumaczenia nie potrzebuje, bo w Kijowie siedemdziesiąt procent klientów, zdaniem kijowskiego taksówkarza, rozmawia po rosyjsku, dla pozostałych rosyjski jest drugim językiem. Szyld na gmachu ministerstwa rolnictwa przy głównej ulicy Kijowa Kreszczatik (Chreszczatik po ukraińsku) jest dwujęzyczny – po ukraińsku i angielsku.Mikołaja Gogola, urodzonego na terenie dzisiejszej Ukrainy, ale tworzącego w języku Puszkina, przekłada się na język ukraiński. Tam gdzie Gogol pisał „ruska ziemia” tłumaczy się „ukraińska ziemia”, gdzie „ruski naród” – „ukraiński naród”.
Ukraińskie władze Gogola nie lubią, bo ten genialny pisarz, który żył jak mnich i asceta, studiował Świętych Ojców i grekę, odwiedzał Optyńską Pustelnię i starca Makarego, przypominał, że Ukraina powinna iść krok w krok z Rosją. Bo te dwie nacje nawzajem się uzupełniają. I w ich zjednoczeniu tkwi wielka siła.
Na Ukrainie i Cerkiew jest rozdwojona. Taki jej stan trwa od 1596 roku, od unii brzeskiej. Ostatnie osiemnaście lat, nazywanych demokracją, wpędziły ją dodatkowo w rozdrobnienie. Zaczęto wtedy dzielić samą Cerkiew prawosławną. Obok tej pozostającej w strukturach patriarchatu moskiewskiego z 1200 parafiami, powstała struktura rozłamowa z 200 parafiami, kierowana przez samozwańczego Filareta i autokefaliczna z 500 parafiami.
Nacjonalizm i totalitaryzm
O jedności i rozdwojeniu narodów wschodniosłowiańskich mówiono w Kijowie podczas trzydniowego spotkania (19-21 listopada) duchownych, teologów, historyków, polityków, socjologów, dziennikarzy przybyłych z Ukrainy, Rosji, Białorusi i Polski. Zorganizowała je Press Służba Ukraińskiej Cerkwi Prawosławnej Moskiewskiego Patriarchatu, kierowana przez znanego dziennikarza Wasilija Anisimowa.
Konferencja zgromadziła wielu wybitnych znawców problemu.
Metropolita ukraińskiej Cerkwi Włodzimierz mówił: – Dla nas problemem są podziały istniejące w Cerkwi i społeczeństwie. Osłabiają one świadectwo Prawdy, niszczą duchowe siły narodu, jego energię kierując na kłótnie.
Spośród przygotowanych na konferencję pięćdziesięciu referatów, najmocniej chyba zabrzmiał głos profesora historii, deputowanego ukraińskiego parlamentu Dmitrija Tabacznika. Mówił on o zdecydowanym dążeniu obecnego – jak określił – rządowego reżimu do stworzenia antykanonicznej pseudocerkwi, nazywanej przezeń „jedyną narodową”. Jako historyk ostrzegał: wojnę religijną łatwo rozpętać. Od średniowiecza nic w tej materii się nie zmieniło. Sięgnął po przykład Jugosławii, w której przez dziesiątki lat Tito niwelował wszelkie religijne różnice, poprzez wyprowadzanie religii z życia, aż lata 90. XX wieku rozpętały w tym kraju krwawą wojnę, w której strony konfliktu dzieliły się dokładnie według przynależności religijnej. Wojna aktywizowała i tych, którzy żyli daleko od swego Kościoła.
Profesor postawił intrygującą tezę: dowolny system nacjonalistyczny jest zawsze totalitarny ze swej istoty. Z jego rozważań wynikało, że Ukraina jest bardziej totalitarnym i reżimowym krajem niż na przykład Białoruś. Reżim tworzy przede wszystkim mit „narodowej religii” i prześladuje konfesje tradycyjne, zwykle niezależne od państwowej kontroli. I w tym kierunku działa ukraińska władza, która robi co może, by zniszczyć kanoniczne prawosławie, fundament prawosławno-słowiańskiej cywilizacji i ukraińsko-rosyjskiej jedności. Prawosławie próbuje podmienić duchowym falsyfikatem, narzuceniem cudzych wartości.
Prawosławno-słowiańska cywilizacja nie pasuje do realizowanego na Ukrainie kursu prymitywnego nacjonalizmu, wciągania kraju w struktury NATO i czynienia z niego antyrosyjskiego przedpola.
Tworzenia pseudocerkwi podejmował się już pierwszy prezydent Ukrainy Aleksander Krawczuk. Wtedy w walkach o cerkwie lała się na Ukrainie krew, a państwo traciło reputację. Potem przyszły lata pewnej stabilizacji, ale znów prezydent Wiktor Juszczenko począł budować swoją narodową pseudocerkiew. Mówca nazwał prezydenta Juszczenko maniakalnym zwolennikiem rozczłonkowania Cerkwi prawosławnej i stworzenia na Ukrainie „jedynej narodowej miejscowej”, tworzonej razem z raskolnikami i unitami.
Juszczenkę niepokoi pozostawanie Cerkwi na Ukrainie w strukturach patriarchatu moskiewskiego, zauważył profesor, ale nie budzi już w nim obaw bezpośrednie podleganie unitów Watykanowi, ogrom totalitarnych sekt w kraju z centrum ich dowodzenia na terenie USA, ani wypieranie na Krymie tradycyjnego islamu przez wahabitów.
Cerkiew spychana na margines
Jak obecne władze starają się ograniczać misję kanonicznej Cerkwi?Ciągle nie ma ustawy regulującej stosunki między państwem a Cerkwią. Uniemożliwia to nauczanie w szkołach religii, czy choćby podstaw nauki o prawosławnej kulturze. To samo dotyczy posługi duchownych w wojsku czy więzieniach.
Kijowsko-Pieczerska Ławra, serce ruskiego prawosławia, pozostaje własnością państwa i oficjalnie jest nazywana zapowiednikom, czyli rezerwatem, jak za komunistów. W ten sposób monaster jest w pełni uzależniony od trzymających władzę. Za prawdziwe bluźnierstwo uznał Tabacznik organizowanie przez Juszczenkę w świątyni świątyń ruskiego prawosławia, kijowskiej Hagia Sophii, uroczystych przyjęć z okazji dnia niepodległości Ukrainy. Hagia Sophia ciągle nie jest oddana kanonicznej Cerkwi. Dmitryj Tabacznik próbował przez dwa kolejne lata w 2006 i 2007 roku odwieść organizatorów niepodległościowych uroczystości od tegoż bluźnierstwa, ale spotkał się z absolutnym niezrozumieniem i rozdrażnieniem.
Pułapka narodowej religii
Dlaczego tworzenie „narodowej religii” jest, zdaniem historyka z Kijowa, tak niebezpieczne? Ponieważ nie służy ona ani Bogu, ani naszemu zbawieniu, ale wybranemu narodowi, dokładnie elicie władzy. Taki narodowy kościół zwykle wspiera władzę. Na polecenie Hitlera w 1933 roku Reichstag utworzył „imperialny Kościół”, który szybko otrzymał nazwę Ewangelickiego Kościoła Germańskiego Narodu. Mówca nie miał żadnych wątpliwości, że przywódcy współczesnej Ukrainy robią wszystko, by przyjąć podobny wzór, stworzyć cerkiew bez Cerkwi i w ten sposób niszczyć kanoniczne prawosławie. Parlamentarzysta ostrzegł jednocześnie, że w szerszym kontekście jest to budowanie Ukrainy bez Ukrainy, to droga do narodowo-państwowej katastrofy.
Co dzieli naród
Przez pryzmat polityki łatwo można było zrozumieć niepokoje metropolity odeskiego i izmailskiego Agafangieła. Siedemnaście lat, przez jakie przyszło zarządzać kanoniczną Cerkwią metropolicie Włodzimierzowi, nazwał on czasem politycznego ucisku, bezczeszczenia świątyń i informacyjnej blokady. Powiedział, że na Ukrainie panuje nie posttotalitarne myślenie wielu państwowych mężów, a totalitarne. Rząd miast skupiać się na rozwiązywaniu bolesnych problemów gospodarczych i socjalnych, prowadzi naród do rozłamów, tym samym zguby. Do tego prowadzą nie sporadyczne akty ale ciągły, przemyślany proces. Co naród dzieli? Metropolita wymienił choćby pogrom prawosławnych diecezji na zachodniej Ukrainie, nakaz wzajemnego użytkowania cerkwi z raskolnikami, otwarcie depczącymi prawosławne kanony.
Pomarańczowa rewolucja, zdaniem metropolity, pogorszyła zdecydowanie stosunki Cerkiew-państwo, uczyniła je wrogimi, choć w słowach deklarowała demokrację, wolność wyznania, szacunek do religijnych wyborów człowieka. Nastąpiły wtedy kolejne akty przejmowania świątyń kanonicznej Cerkwi i przekazywania ich raskolnikam. „Niezależne” sądy brały stronę państwowych urzędników i raskolników. Tak było w eparchiach równeńskiej, sumskiej, czernihowskiej, połtawskiej, krzemienieckiej, tarnopolskiej.
I narastała presja ze strony nacjonalistycznych agresywnych polityków na stworzenie „jedynej lokalnej Cerkwi”. Wszystkiemu towarzyszyła medialna kampania dyskredytacji Cerkwi, rozprzestrzeniania kłamstw i brudnych insynuacji. Ta trucizna była sączona nie sporadycznie, a w sposób ciągły.
W tym kontekście władyka Agafangieł uznał dziesięciodniową wizytę latem ubiegłego roku na Ukrainie patriarchy rosyjskiej Cerkwi Kiryła za piękne dni, podczas których hierarcha modlił się i prosił o jedność i miłość między bratnimi narodami.
Podczas konferencji wybijała się postać młodego profesora. o. Dionisija Martyszina, współautora książki, napisanej jasnym i potoczystym językiem, „Wschód –Zachód: wybór drogi w poszukiwaniu jedności”.
Projekt dzielenia Słowian
– Jest realizowany duży projekt dzielenia słowiańskich narodów – mówił duchowny. Jego kulminacja przypadła na czas pomarańczowej rewolucji, w rezultacie której miał powstać „nowy naród”.
Rozpalono wtedy antyrosyjską psychozę, środki masowego przekazu dokonywały prania mózgów, stosując szantaż i kłamstwo, wykazując alergię na wszystko co moskiewskie. Bez końca mówiono o rosyjskim imperializmie. Państwo stymulowało wiele wewnętrznych rozłamów, by osłabić pozycję Cerkwi. Ideologia ta znalazła szczególnie podatny grunt na zachodniej Ukrainie. Elity polityczne Ukrainy uzależniły się, zdaniem mówcy, od USA i Unii Europejskiej. W okresie postsowieckim zaczęła się agresywna ekspansja Kościoła rzymskokatolickiego przeciw prawosławiu na Ukrainie.
O. Dionisij cytował władykę lwowskiego i galickiego Augustyna: „Należy pamiętać, że w środowisku grekokatolickim istnieje duża doza nienawiści w stosunku do prawosławnych. (...) Ich nienawiść do prawosławia jest nienawiścią ontologiczną – kaleki do zdrowego, dwójkowego do wybitnego, biednego do bogatego”.
O. Dionisij zauważył, że na Ukrainie dialog Wschodu z Zachodem kończy się zwykle ostrym monologiem Zachodu w stosunku do Wschodu. Prawosławni, dominujący we wschodnich regionach, powinni skłonić głowy i milcząco przyjmować pouczenia galicyjskich „krzyżowców”. I na kolanach wysłuchać lekcji o patriotyzmie „oświeconej, inteligentnej, kulturalnej i patriotycznej” elity w duchu tolerancji i politycznej poprawności.
Tych, którzy wznoszą modlitwy za jedność prawosławia, obwinia się o sprzedaż narodowych interesów i służenie interesom Putina, Miedwiediewa i służb specjalnych Rosji. O dyskryminacji duchownych i kanonicznej Cerkwi mówić nie wolno. A jeśli przytacza się przykłady tego zjawiska – powiedzą, że to nieprawda.
O. Dionisij uznał przenikanie nacjonalizmu do życia Cerkwi za zjawisko bardzo groźne. Na Ukrainie może ono oznaczać ubranie Chrystusa w ukraińską wyszywankę i szarawary, zaś w Rosji – w mundur imperatorskiej gwardii. Że nie jest to stwierdzenie gołosłowne, przytoczył kilka wypowiedzi Filareta, kierującego odłamową Cerkwią na Ukrainie: „Wspieramy te partie i bloki, które walczą o narodową ideę”. „W lokalnej Cerkwi ukraińskie państwo będzie miało gwarancję swojej niezależności.”
Nie ma tu miejsca na uniwersalizm prawosławia, gdzie przy eucharystycznym kielichu topnieją wszelkie przegrody – socjalne, narodowe i polityczne.
W nowej przestrzeni
Gdy dyskusja przeniosła się do sekcji, zabrzmiał i głos z prowincji, z Bierdziańska, to wschodnia Ukraina. Duchowny tam służący narzekał, że nie może wejść do szkoły z nauczaniem religii ani podstaw prawosławnej kultury, bo dyrektor szkoły boi się skandalu. Kto go wywoła? Jego dwie sekretarki, które rozprowadzają w szkole literaturę jakiejś sekty i prawosławnym duchownym bronią dostępu do uczniów. Są bezkarne. Wiedzą, że po swojej stronie mają władze lokalne i centralne.
Redaktor naczelny znanego radia Radoneż, Jewgienij Nikiforow, mówił, że Rosja jest przede wszystkim społeczeństwem heretyków. Według badań tylko siedem jego procent cokolwiek wie o Cerkwi. Wprowadzenie powszechnej katechezy lub choćby podstaw kultury prawosławnej staje się w tej sytuacji koniecznością. Wiarę bowiem przyjmować trzeba i sercem i rozumem. Rosyjska wieś, gdzie rządziło tylko serce, dużo bardziej odeszła od wiary niż miasto, gdzie i rozum dochodził do głosu.
I jeszcze zabrzmiało echo pomarańczowej rewolucji – tym razem był to głos pretensji. Pomarańczowa rewolucja, która stała się największym atakiem na Cerkiew, to efekt między innymi pasywności Cerkwi. Dlaczego nie znamy tysięcy naszych męczenników, którzy zginęli z rąk poprzedników pomarańczowych – w obozie zagłady w Talerhofie? – zapytano.
Wystąpił też profesor z Mińska, slawista Iwan Czarota. Mówił o wyrywanych w ciągu ostatnich dwudziestu lat kartkach z historii Białorusi. Jakich? Tych mówiących o roli prawosławia w życiu białoruskiego narodu. Przemilcza się znaczenie Trzech Wileńskich Męczenników, świętych Eufrozyny Połockiej, Cyryla Turowskiego, Julianiny Holszańskiej, Zofii Słuckiej, Atanazego Brzeskiego, Konstantego Ostrogskiego. Pomija się rolę Połocka, Żyrowic, Supraśla, Mścisława, Mohylewa. Za to buduje się mit, jakoby kulturę białoruską do osiemnastego wieku tworzyli unici, a potem katolicy. Prawosławie natomiast miał przynieść car na swoich szablach. Cerkiew prawosławną traktuje się jako twierdzę konserwatyzmu. Pojawiają się głosy, że narodową Cerkwią Białorusinów powinna być Cerkiew unicka. Antyprawosławne tendencje nasiliły się zwłaszcza w roku 2008, gdy obchodzono 1020-lecie chrztu Rusi.
Nowomuczennik
Nad drugim dniem kijowskiej konferencją zawisł smutek. Późnym wieczorem 19 listopada został zamordowany w cerkwi młody moskiewski misjonarz o. Danił Sysojew. Miał 35 lat.
– O. Danił wyrastał u mnie na kolanach – mówił Jewgienij Nikiforof. – Był utalentowany, wyrazisty. Gdy miał trzynaście lat zaczytywał się już w historycznych i teologicznych książkach, jeździł po monasterach. Jego dziadek był mułłą, matka Tatarką, która przyjęła prawosławie, ojciec dyrektorem szkoły. O. Danił był misjonarzem wśród muzułmanów. Wielu z nich przyprowadził do Cerkwi. Otrzymywał liczne pogróżki, ale misji nie przerywał. Pozostawił po sobie troje dzieci i książki swego autorstwa. Zabójstwo było profesjonalne. Za tym aktem stoi wielka polityka – mówił Nikiforow. I zwracał się do obecnych również na konferencji studentów teologii. - Jesteście dziś jak kadeci. Nie wiadomo, co was czeka w ciągu najbliższych pięciu lat, w ciągu waszego życia. Może będziecie zmuszeni walczyć za wiarę aż do krzyżowej śmierci. Żyjemy w czasach inwazji islamu. W Jemenie odrąbano dziecku głowę za to, że przyjęło chrześcijaństwo. Żyjemy teraz w czasach tolerancji, oznaczającej także przemilczanie realnych problemów w imię politycznej poprawności. Tymczasem już trzeba myśleć o budowaniu systemu obrony chrześcijan. Oni giną każdego dnia na całym globie.
Między biegunami
Nie ma chyba dziś w Europie drugiego takiego kraju jak Ukraina, gdzie cywilizacyjne antagonizmy Wschodu i Zachodu są tak jaskrawe, gdzie następuje rywalizacja ideologii globalizmu i konserwatyzmu, tradycjonalizmu i liberalizmu, religii i sekularyzacji. Ukraina staje się europejskim centrum walki dwóch cywilizacji, bez brzęku broni, bo przecież rozgrywającej się głównie gdzieś w kanałach informacyjnych, ponad państwowymi granicami. Ukraina jest pełna antagonizmów. Tu antagonizuje nawet język. Ukraińskojęzyczni patrzą podejrzliwie na rosyjskojęzycznych i na odwrót. Antagonizują postacie i wydarzenia historyczne, symbole narodowe, kalendarz świąt, stosunek do kultury. 20 procent Ukraińców opowiada się za zachodnimi wartościami, 47 proc. za wschodnimi, 33 proc. jest niezdecydowanych.
Kijowska konferencja stała się opisem sytuacji, ale i głosem niepokoju o przyszłość. Kraje Zachodu wyprzedzają kraje Wschodu swym potencjałem ekonomicznym, wojenno-strategicznym, informacyjnym. Następuje spotkanie bardziej i mniej rozwiniętych, bardziej i mniej bezpiecznych. Tak samo wygląda spotkanie bogatej Północy z biednym Południem. Wybitny rosyjski współczesny myśliciel, człowiek głębokiej wiary, zmarły w 2003 roku Aleksander Panarin, ostrzega, że stoimy przed groźbą rozłamu rodzaju ludzkiego na przygotowaną kulturalną rasę, którą nawał „złotym miliardem”, i na nieprzystosowaną do wyzwań współczesnego życia, a stanowiącą zdecydowaną większość ludzkości planety. Ten rozłam już dziś pracuje jak szybko napędzający się mechanizm destabilizacji naszej planetarnej cywilizacji. Prowadzi to do wojny wszystkich ze wszystkimi, wszechogarniającej podejrzliwości. Mamy już zresztą przykłady takich wojen – Kosowo, Irak, Afganistan. Bazując na takich podstawach – ostrzega rosyjski uczony, filozof – ludzkość nie może długo przeżyć. Potrzebna jest zasadnicza zmiana w samym paradygmacie kontaktów między Wschodem i Zachodem, Północą i Południem, czyli między biegunami wzrostu, dobrobytu i władzy a bezwolną peryferią. Zachowanie równowagi na planecie staje się dziś życiową koniecznością.
Neoliberalne, otwarte społeczeństwo bez barier i granic, które tak forsują kraje bogatego Zachodu i Północy, sprzyja jedynie dalszej ekspansji krajów najbogatszych i pogłębianiu asymetrii bogactwa. Tworzy rodzaj nowego imperializmu. Problem ten próbują już podejmować przedstawiciele krajów Trzeciego Świata. I nie jest on obcy Cerkwi prawosławnej. Cerkiew przypomina, że polityka, ekonomia i kultura, oddalając się od chrześcijańskich wartości, stają się pozbawione ducha, tracą moralne punkty orientacji.
fot. autorka











Opinie
Czemu klamiecie????? Cerkiew Kijowskiego Patr. ma 200 parafii??????. Przeciez kazdy to moze sobie sprawdzic.Nadal sluzycie Moskwie.
Stężenie hipokryzji tego artykułu jest powalające. Czego tu się nie tknąć to należałoby prostować.Nie warto komentować chyba tych wszystkich szowinistycznych wielkomoskiewskich hasełek o jedności prawosławia - w sytuacji gdy cerkiew moskiewska jest narzędziem imperioalistycznej polityki rosji. Spór o terytorium kanoniczne między patriarchatami moskiewskim a kijowskim proponuję rozwiązać na sposób moskiewski - zainteresowanych odsyłam do historii. Co do pogłebiania się asymetrii bogactwa między wschodem a zachodem to jedynym wyjście jest ciężka praca a nie imperialne mżonki, tak gospoda - do roboty trzeba się brać a nie liczyć że znowu uda się kogoś napaść i obrabować!!
Jeśli Ukraińcy chcą mieć własną cerkiew prawosławną to należy im na to pozwolić. Ukraińcy chcą tylko dwóch reczy; nabożeństw w języku ukraińskim i niezależności od Moskwy. A chcą się modlić do tego samego Boga jak wszyscy prawosławni.
Patriarchat Kijowski to bunt przeciw imperializmowi Moskwy a nie bunt przeciwko prawom boskim
Twoja opinia