Numer 1(295)    styczeń 2010Numer 1(295)    styczeń 2010
fot.
Ku czci świętego z Gruzji
Ałła Matreńczyk

Będzie cerkiew św. Grzegorza Gruzińskiego pod Białymstokiem. Stanie w Dojlidach Górnych, na skrzyżowaniu ulic Milowej i Wigierskiej, w granicach obecnej parafii św. Eliasza. 6 grudnia krzyż i plac pod jej budowę wyświęcił arcybiskup Jakub. Data, a nawet godzina, nie była przypadkowa – właśnie 6 grudnia 1942 roku o 15.45 zginął męczeńską śmiercią w Oświęcimiu św. Grzegorz (Peradze), archimandryta – męczennik. Poszukiwania lokalizacji cerkwi trwały pięć lat.

- Każde dobre dzieło na chwałę Bożą rodzi się w kłopotach i trudnościach – podkreślał władyka Jakub, serdecznie dziękując tym, którzy przyczynili się do sfinalizowania poszukiwań. – Niedawno na tym miejscu był wielki dół, wyrzucano śmieci. Ta zdawałoby się nikomu niepotrzebna, zapomniana działka jakby na nas czekała.
Władyki słuchali duchowni z białostockich i okolicznych parafii, wierni głównie z Dojlid. Pochodnie ustawione wokół jednej z granic działki podświetlały duży 6,5-metrowy dębowy krzyż.
– Kiedy zapada decyzja o budowaniu nowej świątyni, trzeba też zdecydować, komu chcemy ją poświęcić – kontynuował arcybiskup. – Długo nad tym myślałem, konsultowałem się z innymi. W końcu wybór padł na św. Grzegorza (Peradze), Gruzina, mnicha – naukowca, przedwojennego wykładowcę w Studium Teologii Prawosławnej Uniwersytetu Warszawskiego, męczennika, można powiedzieć, naszych czasów, który dał świadectwo tego, że nawet w skrajnie trudnych warunkach można realizować swoje zbawienie, że nawet w obozie koncentracyjnym, gdzie bywało, że ludzie upodobniali się do diabła, można dochować wierności naukom Chrystusa.
Bo przecież większej miłości nie ma, jak gdy kto życie swoje kładzie za przyjaciół swoich, uczył Chrystus, a św. Grzegorz, według relacji świadków, właśnie tam w Oświęcimiu oddał swoje życie za innego człowieka.
Władyka przypomniał życie św. Grzegorza Peradze, którego Bóg z dalekiej Gruzji przywiódł do Polski, aby tu 6 grudnia 1942 roku uczynić godnym wieńca męczeństwa.
Jego śmierć była szokiem dla prawosławnej społeczności Warszawy. Wierni dolnej cerkwi Męki Pańskiej warszawskiego soboru stracili swego kapłana, studenci wieloletniego wykładowcę Studium Teologii Prawosławnej, metropolita Dionizy wiernego doradcę i współpracownika.
Obaj spotkali się po raz pierwszy w Lozannie, na Światowej Konferencji Komisji Wiara i Ustrój w 1927 roku. Już wtedy 28-letni Grigoł Peradze miał za sobą niemało niełatwych doświadczeń. W wieku sześciu lat w rodzinnej Gruzji stracił ojca, na szczęście mama i stryj zadbali o jego wykształcenie. Chłopak był zdolny i pracowity. Po ukończeniu seminarium wszystkie akademie duchowne Rosji stały przed nim otworem, ale rewolucja październikowa pokrzyżowała te plany. Na szczęście o swym zdolnym uczniu pamiętał były rektor seminarium duchownego, Kekalidze. Dzięki jego staraniom Rada Katolikosatu Gruzji skierowała Grzegorza na studia do Berlina.
Tam 22-letni student studiował teologię i języki wschodnie. Nauczył się niemieckiego, angielskiego, francuskiego, łaciny. Znał język rosyjski, starosłowiański i gruziński. Cała światowa literatura na temat pierwotnego chrześcijaństwa na Bliskim Wschodzie stała przed nim otworem. Najbardziej fascynowała go patrologia.
Tytuł magistra teologii zdobył na Uniwersytecie w Berlinie, doktora 26 lutego 1926 roku na Uniwersytecie w Bonn. Jego rozprawa doktorska „Historia monastycyzmu gruzińskiego od początków do roku 1064. Przyczynek do historii monastycyzmu wschodniego” przyniosła mu rozgłos i uznanie. Naukę podejmował na kolejnych studiach, m.in. w Oxfordzie, zaczął publikować.
Nadszedł rok 1930, Boże Narodzenie. Grzegorz ciężko zachorował, był na granicy śmierci.
Miał widzenie… Po nim postanowił zostać kapłanem. Już jako duchowny – święcenia kapłańskie przyjął 25 maja 1931 roku – duszpasterską opieką objął gruzińską parafię św. Nino w Paryżu. Dwa lata później, na zaproszenie władyki Dionizego, podjął pracę w studium Teologii Prawosławnej w Warszawie jako zastępca profesora patrologii.
– Na jego wykładach sale trzeszczały w szwach – wspominał o. Mikołaj Lenczewski senior. – Przychodzili nie tylko prawosławni studenci, wszyscy podkreślali jego głęboką erudycję i charyzmę.
W wykładach łączył najnowsze osiągnięcia uczonych zachodnich z dorobkiem teologów rosyjskich, greckich, gruzińskich, polskich. Miał dobry kontakt z młodzieżą – był opiekunem studenckiego koła teologów, niejednokrotnie pomagał najuboższym.
Dużo pracował, wiele publikował. Z licznych podróży służbowych wracał nieraz z kolejnymi odkryciami. Na Górze Atos np. odnalazł grecką wersję męczeństwa świętych litewskich – Antoniego, Jana i Eustachego.
Metropolita Dionizy dwukrotnie wnioskował o nadanie mu tytułu profesora nadzwyczajnego, jednak władze państwowe, przeciwne rozwojowi prawosławnej teologii, nie wyrażały zgody.
Działalność archimandryty Peradze wykraczała poza mury uniwersytetu. Był członkiem Komisji Orientalistycznej Warszawskiego Towarzystwa Naukowego, współpracownikiem Polskiej Biblioteki Ojców Kościoła.
Utrzymywał bliskie związki z diasporą gruzińską w Warszawie – i z tą skupioną w Komitecie Gruzińskim, i z tą z Klubu Prometeusz. Wybuchła druga wojna światowa. Archimandryta Grzegorz mógł opuścić Warszawę ósmego września, był przecież cudzoziemcem, a ci tego dnia za zgodą hitlerowców mogli wyjechać z oblężonej stolicy. Pozostał. Wkrótce Niemcy zaproponowali mu wykłady w Bonn – odrzucił tę propozycję.
Odkąd okupanci zamknęli Uniwersytet Warszawski, całe dnie spędzał na badaniach rękopisów.
W diasporze gruzińskiej doszli do głosu zwolennicy współpracy z hitlerowcami. O. Grzegorz ostro się im sprzeciwiał. Wkrótce padł ofiarą donosu.
Donos połączony był z uprzednim podrzuceniem dokumentów, które miałyby świadczyć, że archimandryta był angielskim szpiegiem. 1 maja 1942 roku gestapowcy zrewidowali mieszkanie o. Grzegorza, znaleźli podrzucone materiały.
Archimandryta został aresztowany. Niemcy oskarżali go też o to, że pomagał ratować Żydów, że zwalczał antypolską propagandę wśród członków tzw. legionów kaukaskich, tworzonych z jeńców radzieckich u boku Wehrmachtu.
Archimandrytę osadzono na Pawiaku. Stąd wysłał dwa listy, obydwa do swego przyjaciela, diakona Jerzego Berkmana-Karenina. W pierwszym prosił o opiekę nad swoim mieszkaniem na Brukowej, w drugim swoje mieszkanie i bibliotekę przekazywał metropolii.
W połowie listopada 1942 roku archimandrytę Peradze przewieziono do Oświęcimia. Według świadectwa naocznego świadka dobrowolnie zgłosił się na śmierć za innych więźniów.
Działka, na której stanie cerkiew, ma powierzchnię około pięciu tysięcy metrów kwadratowych. – Została przekazana nam przez władze Zabłudowa – podkreśla proboszcz Anatol Fiedoruk. – Wycięliśmy chaszcze, teren wyrównaliśmy. Krzyż ofiarował jeden z parafian.

fot. autorka

Opinie

[1] 2010-01-07 15:46:00 irydion
prawosławie na wschodzte jest silne.dobrze że budujecie.nie jestem praktykującym katolikiemałe kosciół prawosławny uważam.w łodzi jest pięknie odnowiona cerkiew.siol w centrum miasta.pozdrowienia irydion.
[2] 2010-02-01 11:00:00 Marja
Zastanawia mnie, jakie wykłady zaoferowano Peradze w Berlinie i których wygłaszania odmówił. Ciekawia mnie ponadto, czy wiadomo kto podrzucił dokumenty archimandrycie.
[3] 2010-02-07 15:47:00 arslan
w tym filmie została poruszona min. kwestia aresztowania Peradze
http://video.google.com/videoplay?docid=-2426347502757161895#

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token