Monasterskie zabudowania w Różanymstoku Brama w Różanymstoku, która powstała  w czasach ihumenii Heleny Uczestnicy w cerkwi w Jacznie
Numer 10(292)    październik 2009Numer 10(292)    październik 2009
fot.
Na sokólskim szlaku
Natalia Klimuk

Wzgórza, wśród których trudno o zabytki, przyroda czasem ujarzmiona asfaltem i kosiarką do trawy, czasem zwycięska nad opuszczonym gospodarstwem, małe miasta, ulicówki i kolonie, co jakiś czas przetykane i kościołami, i cerkwiami, według jednych senna, według drugich spokojna. Wciąż mało znana wśród turystów czy niezwiązanych z nią rodzinnie. Sokólszczyzna. We wrześniową sobotę i niedzielę jej północną część na rowerach odwiedzili uczestnicy piątego spotkania młodych, zorganizowanego przez Fundację Księcia Ostrogskiego.

W cerkwi w Dąbrowie Białostockiej czekał proboszcz o. Mikołaj Dejneko. Ta prawie ćwierćwiekowa parafia powstała, gdy w mieście zaczął rozwijać się drobny, umiejscowiony w kilku zakładach, przemysł. Ludzie zjechali się głównie z okolicznych wsi. Z trudu ich i proboszcza przy Kopernika powstała cerkiew ze strzelistą dzwonnicą, obok niej plebania. Wnętrze świątyni w dużej części freskami pokryli Piotr Rusak i Siarhiej Drahun z Białorusi, a wśród ikon można znaleźć napisane przez nieżyjącego już mnicha Alipija. – Były zakłady, była przyszłość – mówi o. Mikołaj – Teraz po skończeniu szkoły średniej młodzi wyjeżdżają i już nie wracają – dodaje.
Oddalony o cztery kilometry Różanystok, w historii nazywany i Krzywym Stokiem, Krasnymstokiem, zachwycił i skłonił do refleksji. Zachwycił kompleksowym rozplanowaniem zabudowań klasztornych, ich architekturą, aurą miejsca od wieków poświęconego Matce Bożej, której Krasnostocka Ikona jest czczona i przez katolików, i przez prawosławnych. Skłonił do refleksji nad tym, jak unia przyczyniła się do tego, że prawosławny ród Tyszkiewiczów stał się katolicki, o tym jak wielkiego dzieła dokonała ihumenia Helena, przełożona istniejącego tu od 1901 do 1915 roku monasteru, twórczyni szkół na wysokim poziomie – wtorokłasnej, później cerkiewno-nauczycielskiej, przytułku dla sierot, internatu, szpitala, apteki, domu pielgrzyma, stołówki dostępnej dla wszystkich i wielu innych punktów pomocy. Pamięć o prawosławnych mniszkach czasem odbija się tu jak w krzywym zwierciadle. Jak mówił o. Dejneko, nazwa jednego z budynków z trapieznoj przekształciła się w Drapieżnik. 
Władyka Sawa starał się zachować pamięć o krasnostockich mniszkach. Żeński monaster, który początkowo miał siedzibę na białostockich Dojlidach, a obecnie mieści się w Zwierkach, zgodnie z błogosławieństwem jest kontynuatorem tradycji krasnostockich. Co roku 20 października w Zwierkach obchodzone jest święto Krasnostockiej Ikony Matki Bożej. Kiedy w oddalonym na północny-wschód od Różanegostoku Jacznie w 1986 roku spłonęła cerkiew św. Eliasza, nowo wybudowaną, murowaną, w 1993 roku wyświęcono już ku czci Zmartwychwstania Pańskiego. Również ku pamięci o świątyniach różanostockich.
Jak opowiadał o. Sławomir Jakimiuk, proboszcz z Jaczna, z pożaru nie udało się nic uratować, ale na podstawie dokumentacji konserwatorskiej, udało się odtworzyć przeznaczoną do noszenia przez trzy osoby chorągiew z ikoną Nierukotwornoho Spasa i napisaną w Lipsku w 1624 roku, słynną z późniejszych cudów, Jaczeńską Ikonę Matki Bożej. Ludzi jak dawniej, tutejszych i przyjezdnych, najwięcej gromadzi się na świętego Eliasza.
Góra z górą się nie zejdzie, człowiek z człowiekiem tak – mówił ojciec Sławomir. Wśród uczestników spotkania był Darek. Dziesięć lat temu uległ wypadkowi na motocyklu. Dzięki przytomności i stanowczości batiuszki i matuszki, którzy przypadkowo znaleźli się w miejscu wypadku, udzielili pierwszej pomocy i z determinacją telefonowali na pogotowie, które z powodu reorganizacji długo nie przyjeżdżało, przeżył.  
Jaczno wielu prawosławnym kojarzy się z radością z bycia razem. Tak było i tym razem. Przy ognisku obok dawnej plebanii, dziś „domku” Bractwa diecezji białostocko-gdańskiej zebrali się rowerzyści, dołączył motocyklista, byli też bractwowicze, a wraz z nimi Rebeka Pszczuk, prawosławna Amerykanka, która po namowie o. Johna Matusiaka roczną przerwę między szkołą średnią i studiami postawiła przeznaczyć na przyjazd do Polski.
Szutrowa droga wzdłuż rozebranej po wojnie linii kolejowej, wschodzące słońce. Jak nowodworscy parafianie w niedzielę rano śpieszyliśmy do cerkwi, w której od ponad dwudziestu lat modli się i o którą dba o. Józef Sitkiewicz.
Historia tej cerkwi nie jest długa. Wyświęcono ją w 1956 roku, ale stoi ona na miejscu innej, zburzonej w 1924 roku. Zniszczenie świątyni przykazano więźniom z Grodna. Ci zbuntowali się, nie chcieli zrobić tego, co zrobili miejscowi. Kiedy cerkiew niszczono, krzyż z głównej kopuły nie przewrócił się, ale wbił się w ziemię. I znów odezwali się miejscowi, tym razem z przekonaniem, że jednak cerkiew tu będzie. 
Sięgnęliśmy i do międzywojennej i powojennej historii Cerkwi, a to za sprawą, drukowanych przed laty w „Przeglądzie Prawosławnym” fragmentów pamiętnika Leonida Pietraszkiewicza, syna o. Sergiusza Pietraszkiewicza, który był proboszczem na Grodzieńszczyźnie i Sokólszczyźnie. Czytaliśmy je odpoczywając w drodze. 
– Mam do was prośbę. Zawsze starajcie się,  by wszystko było udokumentowane – w niewielkiej, ale ujutnej, cerkwi Podwyższenia Krzyża Pańskiego, która stoi na miejscu poprzedniczek – jednej zniszczonej w czasie wojny, i drugiej skromnej, podpalonej, mówił o. Jarosław Grygiewicz. – Jest dokument, jest dowód na to, że coś się odbyło, że istniało. To ważne, by udokumentować swoje istnienie, by nikt nie mógł nam zarzucić, że nas tu nie było. Kameralne grono sprzyjało też rozmowie o tematach, które przewijały się we wszystkich naszych spotkaniach podczas podróży po Sokólszczyźnie, o często trudnych stosunkach między prawosławnymi i katolikami, o cierpliwości, rolach, jakie przychodzi nam pełnić w życiu, o szanowaniu innych, ale przede wszystkim szanowaniu tego, co pozostawiają nam przodkowie.

fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token