Ikona św. Ioanna Kormiańskiego Polichromia w cerkwi i rząd ikon Żyrandol pochodzący z soboru św. Aleksandra Newskiego w Warszawie, po rekonstrukcji dokonanej przez parafię w Boratyńcu Ruskim
Numer 10(292)    październik 2009Numer 10(292)    październik 2009
fot.
W Ruskim Boratyńcu
Anna Radziukiewicz

Zuzia urodziła się 3 czerwca 2007 roku. W szóstym dniu życia położono ją na stół operacyjny. Pękły jelita. Za dwa dni druga operacja, niebawem trzecia. – Nasza Zuzia miała tu rurkę, tam rurkę, tu wenflon, tam wenflon – pokazuje ojciec. – Jej skórę i kości widzieliśmy w inkubatorze pod siecią kabelków. A lekarze ostrzegali: „Proszę nie cieszyć się Zuzią. Ona klinicznie nie istnieje. Ma mukowiscytozę, jedną z najcięższych chorób genetycznych, polegających na nadmiernej produkcji śluzu. Śluz zatyka jej wszystkie organy”.

Zuzia urodziła się w niedzielę Wszystkich Świętych i Ikony Bogarodzicy Izbawlenija od Bied Strażduszczych. Ta Ikona Bogarodzicy, duża, piękna, pisana na drewnie, ze złotym tłem, wisi teraz w cerkwi św. Anny w Boratyńcu Ruskim. Ufundowali ją rodzice Zuzi – o. Andrzej Opolski, proboszcz parafii w Boratyńcu i matuszka Krystyna. Jest podziękowaniem za cud. Zuzia jest teraz ponaddwuletnim, w miarę zdrowym dzieckiem. Zuzia nadal potrzebuje pomocy i ma swoją stronę internetową: www.zuzia.muko.med.pl. Koszt leczenia i rehabilitacji takich dzieci jak Zuzia waha się miesięcznie w granicach od 1500 do 4000 złotych.
Zuzia leżała trzy tygodnie na oddziale intensywnej opieki i jeszcze ponad miesiąc na innym oddziale. O. Andrzej znalazł wtedy w internecie akafist do Ikony Matki Bożej Izbawlenija od Bied Strażduszczych. Piękny. Razem z matuszką czytali go codziennie przy swoim chorym trzecim dziecku. Modlili się o zdrowie oni i – jak określa – tłum narodu. Modlił się i starzec Serafim z Chmielowa na Białorusi. Batiuszka pojechał do niego. O. Serafim spytał: – A masz w cerkwi ikonę św. Ioanna Kormiańskiego?
– Mamy dużo ikon, ale tej nie – odpowiedział, nie bardzo wtedy wiedząc, o jakim świętym mowa.
Niebawem się dowiedział, że to święty XX wieku, batiuszka molitwiennik, żyjący jak mnich, urodzony we wschodniej Białorusi w Kormie, prozorliwyj. Mówił, że będą po nim tańczyć. I rzeczywiście komuniści zniszczyli cerkiew w Kormie, a po grobie świętego jeżdżono, a nawet tańczono. Gdy w latach 90. na plac wjechała koparka, natknęła się na dwa groby. W jednym odnaleziono ciało, które nie uległo rozkładowi. Obok spoczywał syn świętego, też Ioann. Jego ciało ziemia przyjęła.
O. Serafim dał do cerkwi w Boratyńcu ikonę białoruskiego świętego. Obiecał, że przekaże cząsteczkę jego relikwii. Ledwie minęły dwa tygodnie, gdy zadzwonił, że moszczy można odbierać. Są teraz w Boratyńcu w ikonie świętego Ioanna.
Przed ikoną zaczęto służyć akfisty, święcić przy niej leki podawane chorym, rozdawać olej z łampady płonącej nad ikoną świętego oraz teksty akafistu i modlitw do świętego.
Parafianka z Siemiatycz, u której wykryto zaawansowanego raka piersi, modliła się do św. Ioanna. Namaszczała się świętym olejem. Pojechała na operację. Jeszcze raz zbadano ją.
– Gdzie pani podziała raka? – zdumieli się lekarze.
Młoda kobieta z Bielska od wielu lat chorowała na tak silne bóle migrenowe, że kończyła je nieraz w szpitalu. Zaczęła się modlić do świętego kormiańskiego i namaszczać olejami. Minęło już ponad rok a bóle ani razu nie ścięły jej z nóg.
– Do ikony przychodzą nasi parafianie, ale i jadą z Siemiatycz, Bielska, Hajnówki, Białegostoku – mówi o. Andrej. – Wielu opowiada o pomocy, jakiej doznali od św. Ioanna Kormiańskiego.
Cerkiew św. Anny w Boratyńcu Ruskim zadziwia. Z zewnątrz zwyczajna, ale wewnątrz niezwykła. I choć po raz pierwszy wzniesiona w historii tej wsi – dopiero w latach 90. XX wieku – zdążyła w tak krótkim czasie skupić tyle świętości i piękna. Całe wnętrze, wzniesione na planie koła, pokrywa polichromia, która ustępuje jedynie miejsca rzędowi dużych, pięknych ikon, otaczających całą nawę główną, przechodzących w ikonostas.
Autorem polichromii jest Jarosław Wiszenko i ekipa, której powierzał malowanie ornamentów czy szat świętych, ten sam, który pokrył polichromią wnętrze odbudowanej po pożarze cerkwi Przemienienia Pańskiego na Grabarce.
– To najlepszy współczesny ikonopisiec w Polsce – twierdzi o. Andrzej Opolski. – W dodatku, jeśli przyjmuje zlecenie, trudzi się bez przerwy, od wczesnego ranka do zmroku. Choć raz, pracując u nas, musiał dwa dni odpocząć. Ręka tak mu spuchła od nieustannego poruszania pędzlem, że ten wypadł mu z dłoni.
W jaki sposób wiejska parafia, licząca 430 osób, razem z dziećmi i tymi co pracują w Belgii, rzadko zaglądając w strony rodzinne, mogła ufundować dwadzieścia dużych, pięknych, kanonicznych ikon?
A chto peżertwujet, batiuszka! – wątpili parafianie, gdy zaproponowałem ów rząd ikon – mówi o. Andrzej.
– Małowierni – pomyślałem. – Dziś wiem, że gdybym zaplanował nawet dwa rzędy takich ikon, wypełnilibyśmy je. Ludzie nadal chcą pożertwować ikonę. Będzie więc jeszcze sześć dużych i dziesięć mniejszych. Mniejsze umieścimy w ołtarzu.
– Ta ikona bracznaja – pokazuje batiuszka na jedną. – Wiele takich mamy. Kiedyś podpowiedziałem młodej parze, by ich weselni goście zamiast kwiatów nieśli ofiarę na ikonę. Brakującą kwotę uzupełnimy – dodałem. Ikona była i kwoty nie trzeba było uzupełniać. I tak poszło. Ikonę Matki Bożej Dostojno Jest’ ufundowała nasza parafianka, która pracuje w Belgii. Przychodzi do mnie i mówi: „Batiuszka, to chyba wola Boża. Gdzie nie zajdę, nawet do sklepu czy na bazar, wszędzie widzę przed oczyma ikonę Dostojno Jest’. Chcę taką ofiarować”.
– Cztery ikony – św. Serafima Sarowskiego, Żyrowicka i Częstochowska Matki Bożej, św. Eliasza ufundowała jedna rodzina z Boratyńca Ruskiego – ciągnie batiuszka. – To biedna rodzina. Kobieta, gdy ciężko zachorowała, poprosiła mnie o jakieś posłuszanije dla cerkwi.
– Opiekujcie się krzyżem przy cerkwi – zaproponowałem. Kobieta niemal co dzień przychodziła, by sadzić przy nim kwiaty i pielęgnować je.
I zaczęła ofiarowywać co pewien czas coś do cerkwi – ikony, Ewangelię, ołtarz, darochranitielnicę, krest zaprestolny i inne żertwy. Na wiele swoich ofiar brali pożyczki.
Ta rodzina najwięcej dała na rzecz cerkwi. Minęło osiem lat od nieuleczalnej, zdawało się, choroby, a kobieta żyje. Jest zdrowa.
W cerkwi jest wiele ikon Bogarodzicy – Iwerska, Poczajowska, Watopedzka, Nieupiewajemoj Czaszy, Nieopalimaja Kupina. Są ikony świętych – Wiery, Nadzieżdy i Lubowi i ich matki Sofii, Męczenników Chełmskich i Podlaskich, Amfilohija Poczajowskiego i wielu innych.
Jakie były początki parafii?
Ojca Andrzeja Opolskiego posłał do Boratyńca Ruskiego metropolita Bazyli ze słowami: – Budowa cerkwi to dzieło wielkie i straszne. Idź do tych ludzi i dalej buduj cerkiew.
Wtedy Boratyniec należał do parafii świętych apostołów Piotra i Pawła w Siemiatyczach, parafii rozległej, obejmującej całe miasto i wiele wsi rozsianych w promieniu gdzieś dziesięciu kilometrów. O bliskim kontakcie duchownego z wiernymi mowy wtedy być nie mogło.
– Wjeżdżam do Boratyńca – wspomina o. Andrzej. – Wchodzę na podwórko. Wszyscy uciekają przede mną. Idę do domu. Stoją w jednym rzędzie. Z szeregu wychodzi najstarsza kobieta.
Batiuszka, szto stałosia? – pyta.
– Nic. Ja do Aleksandra – odpowiadam.
Wo Imia Otca i Syna i Swiataho Ducha – żegna się. – Siedemdziesiąt lat przeżyłam i nie widziałam, żeby ot tak do domu wszedł batiuszka!
Jest niedziela. Służę Liturgię. W cerkwi mało ludzi. Po służbie idę przez wieś. Na ławkach przed domami ludzie.
O, szto takoje stałosia batiuszka, szto wy tak czerez wiosku idziecie? – pytają.
Pryszou posiediet. Każut, szto tut na ławkach dajut Kurier Podlaski – ja na to.
Jaki? – nie kryją zdumienia.
A i każut szto na ławkach najbolsz plotok i jeszczo w woskresienije. A poczemu wy nie byli w cerkwi? – odkrywam karty.
To wy po toje pryszli!
Kanieczno.
I tak uczyłem naszych parafian chodzić do cerkwi. Bardzo pomogła mi religia w szkole. Potem na stworzenie cerkiewnego chóru poświęciłem chyba nie mniej czasu niż na budowę cerkwi.
Teraz o. Andrzej Opolski mówi o swoich parafianach jako bardzo oddanych Cerkwi.

fot. autorka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token