Numer 6(288)    czerwiec 2009Numer 6(288)    czerwiec 2009
fot.Paweł Żeleźniakowicz
Wielkie Księstwo Litewskie w księdze
Anna Radziukiewicz
Sejneńska Fundacja Pogranicze wydała imponującą pracę, „Księgę Wielkiego Księstwa Litewskiego”, liczącą 552 strony o wymiarach 29 na 29,5 cm i wadze 3,5 kilograma. Jest ona pisana równolegle w czterech językach – angielskim, białoruskim, litewskim i polskim. I owe wersje językowe, i mnogość autorów, i obfitość materiału ikonograficznego, spowodowały, że powstała rzeczywiście wielka księga.
   
   Inicjatywa jej wydania zrodziła się w 2004 roku, w przeddzień wstąpienia Polski do Unii Europejskiej. W liście intencyjnym Czesław Miłosz, Andrzej Strumiłło i Tomas Venclova, można powiedzieć sentymentalni obywatele WKL, napisali: „Powstałe przed wiekami na ogromnym terytorium Europy Wschodniej państwo Litwinów, Polaków i Rusinów stało się miejscem pionierskiej próby współistnienia narodów, kultur i religii na zasadzie równości i tolerancji. (...) Księga (...) przypomni naszym narodom klęski i chwałę minionych pokoleń, pozwoli prawdziwie zrozumieć sens wspólnej historii”.
   Nad koncepcją księgi pracował Andrzej Strumiłło. Do pisania do niej tekstów zaproszono historyków, dziennikarzy, znawców kultury z Białorusi, Litwy i Polski. Materiałów ikonograficznych poszukiwano, z bardzo dobrym efektem, w bibliotekach i muzeach Białorusi, Litwy i Polski.
   Po pięciu latach pracy księga wyszła drukiem. Nie można jej kupić, ponieważ koszty wydania w całości pokryło między innymi Narodowe Centrum Kultury, Unia Europejska, urząd marszałkowski województwa podlaskiego. Wydawca nie może więc zarabiać na jej rozprowadzaniu.
   Promocja księgi odbyła się w białostockich „Spodkach” 9 maja i trwała, jak na opasłość wydania przystało, ze cztery godziny. Rozpoczęły ją tekstami mówionymi, tańcem i śpiewem dzieci i młodzież białoruska z Białegostoku i litewska z Sejn, przygotowane przez Asę Pieczulis, Barbarę Piekarską i Alinę Wawrzeniuk. Dzieci mówiły, że połowa XIII wieku to początek Wielkiego Księstwa Litewskiego, że począwszy od Księstwa Połockiego, czyli już w IX wieku, Białorusinów i Litwinów łączyły bliskie relacje polityczne i kulturalne, że Mendog zjednoczył ziemie litewskie oraz księstwa białoruskie i Nowogródek stał się pierwszą stolicą państwa.
   I mówiły, że nasi przodkowie nazywali siebie Litwinami lub, jeśli chcieli podkreślić swą przynależność do wyznawców prawosławia, Rusinami. Sąsiedzi zaś nazywali Litwinami wszystkich obywateli WKL. Ale obywatele WKL, gdy opuszczali granice swego państwa, też nazywali siebie Litwinami. I mówiły dzieci: „Nasze państwo wyprzedziło swoich sąsiadów w dziedzinie kodyfikacji prawa, przyjmując w 1529 roku swój Statut – jeden z najdoskonalszych zbiorów prawa w ówczesnej Europie. Szczytowym osiągnięciem w dziedzinie prawa był III Statut z 1588 roku”.
   Marszałek województwa podlaskiego Jarosław Dworzański stwierdził, że nie ma lepszego miejsca na promocję księgi niż Białystok, który szczyci się wielokulturowością.
   Szef Fundacji Pogranicze Krzysztof Czyżewski zauważył, że spuścizna WKL nigdy nie miała dobrego czasu. Nie chciały o niej mówić mocarstwa zaborcze ani młode ruchy narodowe, rodzące się w tej części Europy w końcu XIX i na początku XX wieku, ani władze komunistyczne.
   Między innymi ta właśnie księga ma przełamywać złą passę wobec historii i tradycji WKL. Ma inicjować dialog oraz następne publikacje.
   Prof. Andrzej Strumiłło, urodzony w Wilnie, mówił o swoich przodkach z Wilna, Mińska i Witebska, o sobie jako o trzecim pokoleniu pielgrzymów, licząc od końca I wojny. On, ów pielgrzym, wrócił z USA i osiadł na Suwalszczyźnie w Maćkowej Rudzie, skąd ma niemal na wyciągnięcie ręki i Litwę i Białoruś. Praca nad tą księgą była dla niego niczym powrót do ojczyzny idealnej, choć odeszli przodkowie a wiatr historii rozwiał ich prochy. Mówił na początku po białorusku, może dlatego, by uhonorować przodków WKL, którzy jak stwierdził – używając pojęć współczesnych – w osiemdziesięciu procentach byli Białorusinami. Profesor zauważył, że Polacy otrzymali od WKL wiele darów duchowych.
   Sokrat Janowicz, autor jednego z tekstów zamieszczonych w księdze, poruszał się swą ścieżką dawno przetartą. Przywołał dziadka Pawła, stolarza z Krynek, który nadawałby się na obywatela WKL, ponieważ biegle władał pięcioma językami, podczas gdy teraz w Białymstoku i rodzinnych Krynkach posługują się ludzie tylko polskim, za to zajadle mówią o wielokulturowości i wielojęzyczności.
   Janowicz złożył głęboki ukłon w stronę Strumiłły, nazwał go żywą świętością, ponieważ on, jako jeden człowiek, „potrafi ratować cały nieszczęsny naród”, który to „nie lubi siebie, swojej mowy i swojej historii”. Janowicz dodał, że w jego Krynkach też ludzie siebie nie lubią i on ich rozumie, bo to są biedni ludzie, zgarbieni przed komputerami, oni hodują dzieci a nie wychowują je, są analfabetami, żywią niechęć do książki, a jeśli jakąś tolerują, to telefoniczną.
   Na swój naród można patrzeć życzliwie lub z nienawiścią. Sokrat Janowicz wybrał drugą opcję. Podczas promocji głos ten zabrzmiał jak zgrzyt na salonie.
   Sokrat Janowicz opowiedział też o swoich problemach po obudzeniu się, kiedy nie wie, czy jest Żmudzinem, Litwinem czy Białorusinem, bo Polakiem to na pewno nie jest. Wtedy usłyszał od Strumiłły, że na pewno nie jest Żmudzinem, bo „jak Żmudzina ugryzie gadzina, to zdycha gadzina”.
   Rústis Kamuntavičius, litewski współautor księgi, uświadamiał, jak każdy naród potrafi odmiennie „czytać” historię. Dzieci białoruskie podczas artystycznej prezentacji na tej sali powiedziały, że pierwszą stolicą WKL był Nowogródek, litewskie dzieci tę nazwę pominęły. Białorusini bowiem wiedzą dokładnie, gdzie była pierwsza stolica, ale nie wiedzą, kiedy koronował się Mendog, Litwini zaś wiedzą, kiedy nastąpiła koronacja, ale dokładnie nie wiedzą, gdzie była pierwsza stolica. W podręcznikach litewskich nie ma Nowogródka jako pierwszej stolicy.
   Aleh Łatyszonek, Białorusin z Polski, współautor księgi, mówił o WKL jako kołysce Białorusi i o tym, że bez Białorusi o WKL mówić się nie da.
   Siarhiej Dubowiec, współautor z Białorusi, wyraził nadzieję, że ta księga to początek dialogu, że jego ciąg dalszy nad WKL i jego spuścizną nastąpi – może w periodyku?
   Podczas promocji podkreślano, że księga nie jest podręcznikiem historii. Jest raczej impresją na temat Wielkiego Księstwa Litewskiego, wypchniętego poza świadomość współczesnej Europy.
   
   Anna Radziukiewicz
   fot. autorka
   

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token