Numer 3(285)    marzec 2009Numer 3(285)    marzec 2009
fot.Tadeusz Żaczek
Monachini astronom
Matuszka Eudokia (Lachocka)
Mnich, mniszka, w powszechnym przekonaniu modlą się w monasterach. „Z jakiego mogą być klasztoru?” – pytamy na ich widok. A przecież „mono” znaczy jeden, pojedynczy, samotny. Nie tylko w odosobnieniu, czasem między ludźmi. O takiej formie monaszestwa, między świeckimi, na pozór niczym się od nich nie różniąc, wspominał metropolita Bloom. I ja od zakonnych postrzyżyn w Szamordino w 2002 roku jestem monachinią w miru, poza wspólnotą. Miałam szczęście poznać profesor Helenę Połońską, naukowca, astronoma i teologa, ale i monachinię w miru, która pozostawiła po sobie pamięć świętości, a na mapie gwiazd małą planetę, na jej cześć noszącą imię „Połońska”.
   
   Matuszka Helena urodziła się w 1902 roku w majątku Sielec na Wołyniu, w rodzinie prawosławnych ziemian, Jana i Eugenii Połońskich. Ukończyła gimnazjum w Łucku. Mówiła biegle po rosyjsku, polsku, francusku, niemiecku i angielsku, znała grekę i łacinę. Szczególnie zainteresowała ją matematyka.
   
   
Astronom i teolog

   
   W latach 1922-1927 studiowała na wydziale matematyczno-fizycznym Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Została asystentką wybitnego profesora astronomii Marcina Ernsta, od którego przejęła zainteresowanie mechaniką ciał niebieskich.
   W prawosławnej rodzinie odebrała staranne wychowanie religijne. Mechanika ciał niebieskich, świadcząca o matematycznym porządku we wszechświecie, pogłębiła jej religijność. Doskonałość wszechświata dowodziła doskonałości Stwórcy.
   I tak, wraz z wiedzą astronomiczną, rozwijała Helena Połońska swe zainteresowania teologiczne.
   W 1934 roku uzyskała na Uniwersytecie Warszawskim, na podstawie rozprawy „O ruchu planocentrycznym”, tytuł doktora filozofii. Została asystentką wybitnego profesora Michała Kamieńskiego.
   Równocześnie utrzymywała kontakt z ówczesnym centrum myśli teologicznej, jakim stał się Instytut św. Sergiusza w Paryżu. Pracowała z prawosławną młodzieżą, przeznaczając niejednokrotnie własne fundusze na stypendia dla studentów Instytutu. Do takich studentów należał między innymi mój ojciec, śp. ks. mitrat Eugeniusz Lachocki, wieloletni proboszcz i dziekan w Krakowie. Zaproponowała memu ojcu studia teologiczne w Paryżu po wizycie w gimnazjum prawosławnym w Brześciu i spotkaniu z jego młodzieżą, działającą w kołach teologicznych.
   Działalność społeczna biegła u niej równolegle z badaniami naukowymi. Uczestniczyła w obliczeniach określających ruchy komet okresowych. Zastosowała do tych obliczeń zmodyfikowaną przez siebie metodę całkowania liczbowego. Myślała o zbudowaniu w Sielcu obserwatorium, służącego całemu środowisku astronomicznemu.
   Wojna zmusiła ją do opuszczenia majątku, przerwania pracy i schronienia się w Warszawie, gdzie przeżyła powstanie. Powstanie rozdzieliło ją z mężem, Leonem Kazimierczakiem, którego poślubiła w 1936 roku. W 1945 roku, z kilkuletnim synem Sergiuszem, zwiedziona perspektywą większej swobody religijnej, wyjeżdża do Leningradu.
   Żyje tam w bardzo ciężkich warunkach. Umiera jej jedyny syn. Podejmuje działalność misyjną wśród młodzieży prawosławnej. Bez sądu i aktu oskarżenia zostaje aresztowana.
   Z cudowną pomocą przychodzą jej greccy astronomowie, będący jednocześnie duchownymi.
   Pani Helena była jedyną osobą, która mogła podjąć z nimi fachowe rozmowy.
   Zostaje z więzienia zwolniona. Gdy opowiadała mi o tym, mocno otulała poduszkami aparat telefoniczny, który – jak podejrzewała – był na podsłuchu. Odwiedzałam ją na początku lat osiemdziesiątych.
   Opowiadała mi, jak ubiegała się o zezwolenie na wyjazd do Francji, na grób męża.
   Zezwolenie otrzymała. Pojechała tam akurat gdy w Paryżu trwała międzynarodowa konferencja astronomiczna. Zjawiła się na niej, z referatem, niespodziewanie dla organizatorów, i wzbudziła aplauz i owacje. W swojej dziedzinie była znakomitością.
   Po powrocie nie była już represjonowana, ale pracę mogła podjąć jedynie jak wykładowca matematyki w szkołach Chersonia i Odessy. I tam Opatrzność wyznaczyła jej nowe zadania.
   Na pokładzie płynącego do Odessy statku usłyszała pięknie śpiewającą dziewczynkę, jak się okazało niewidomą żebraczkę. Zaopiekowała się nią i duchowo, i materialnie. Los niewidomych stał się jej do tego stopnia bliski, że zaczęła tłumaczyć na Braille’a kurs wyższej matematyki, aby niewidoma Luda mogła ukończyć studia.
   
   
Monachini w miru

   
   Po powrocie do Leningradu znów prowadziła pracę misyjną. Cudem została zatrudniona w Instytucie Astronomii Teoretycznej, będąc równocześnie członkiem rady parafialnej.
   To wtedy przyjęła stan zakonny, nie porzucając pracy ani domu. Została monachinią w miru. Ile razy ją widziałam, miała na sobie taką samą granatową sukienkę z białym kołnierzykiem. Nie uświadamiałam sobie początkowo, że to była jej szata zakonna.
   Ze względu na biegłą znajomość kilku języków obcych, partia powołała Helenę Połońską do władz Międzynarodowej Unii Astronautycznej. Życie duchowe, naukowe i społeczne monachini rozwijało się bez przeszkód. Stała się pionierem rachunków komputerowych. Pracowała nad obliczeniami ruchu planet wielokrotnie szybciej i efektywniej niż dotychczas, szczególnie nad ewolucją orbit kometarnych. Jej nazwisko, „Połońska”, stało się na mapie ciał niebieskich imieniem planety „2006”. Wydała ponad sześćdziesiąt prac.
   Chociaż wzrok jej słabł, wykładała regularnie, z pamięci, na Akademii Duchownej w Leningradzie. Prace teologiczne publikowała jako „siostra Jelena”.
   Kiedy zaczęła całkiem tracić wzrok, listy, w tym do moich rodziców, zaczęły być pisane rękoma opiekujących się nią studentek.
   Gdy w roku 1989 odwiedziłam monachinię Helenę po raz ostatni, już nie chodziła. Na leżący obok niej magnetofon nagrywała swoje myśli i wykłady. Prosiła mnie, abym opowiadała jej i opiekunkom o Ziemi Świętej, o Górze Tabor i Getsemani, gdzie już wówczas, w monasterze Świętej Marii Magdaleny, odbywałam swoje pierwsze zakonne posłuszanije na drodze, prowadzącej do mojego monaszestwa w miru.
   
   
Ten biskup otrzymał od Boga wiele darów

   
   Monachini Helena opowiadała mi wówczas o wydaniu przez nią dziesięciu prac w ciągu jednego roku, w tym dziewięciu o tematyce astronomicznej.
   Dziękowała Bogu, że mogła ukończyć dziesiątą, bardzo obszerną pracę teologiczną, dla młodego biskupa Kiryła, utalentowanego wykładowcy Leningradzkiej Akademii Teologicznej. Były to przez nią wybrane z literatury światowej wielojęzyczne wypowiedzi i komentarze na temat ewangelisty św. Jana Teologa.
   Wspominała, że ten biskup, od młodzieńczych lat sam budujący swoje życie duchowe, otrzymał od Boga wiele darów.
   Jego ideałem życiowym stał się święty książę Aleksander Newski, bliski także monachini Helenie.
   Otrzymałam wówczas od niej wykład o życiu tego świętego, który przetłumaczyłam na polski.
   Matuszka dziękowała moim rodzicom za korespondencję, a mej córce Marcie za odwiedziny, w czasie jej muzycznych studiów w Leningradzie. Prosiła nas o modlitwę.
   Odeszła na zawsze 30 sierpnia 1992 roku.
   Kiedy słyszę kazania Jego Świątobliwości Kiryła, szesnastego patriarchy Świętej Rusi, wiem, że monachini Helena wspiera go swoimi modlitwami w niesieniu wielkiego krzyża, tak jak wspierała go duchowo za życia.
   
   Rok po śmierci monachini Leningradzka Duchowna Akademia zorganizowała sesję, poświęconą prof. Helenie Kazimierczak-Połońskiej.
   Mówiono o jej pracach teologicznych, działalności misyjnej i pedagogicznej. Dyrektor Obserwatorium Astronomicznego w Pułkowie szczególnie podkreślił wysoką moralną rangę osobowości profesor Heleny Połońskiej.
   Jej praca naukowa, na poziomie światowym, biegła obok służby ludziom niewidomym, chorym i samotnym.
   Nosiła z godnością anielski obraz monachini w miru.

   
   monachini Eudokia (Lachocka)
   fot. archiwum autorki
   

Opinie

[1] 2009-03-19 16:29:00 Dracul
Wspaniala postac! Uosobienie tego fantastycznego polaczenia glebokiej duchowosci i olbrzymiej wiedzy przyrodniczej, ktora, jak okazuje sie po raz kolejny, wcale nie musi oddalac od Boga lecz wrecz przeciwnie - jeszcze pelniej ukazuje piekno Jego dziela. Albert Einstein byl rowniez czlowiekiem gleboko religijnym (na swoj sposob), bo przeciez nie mozna oddzielic fizyki i Boga.
WIECEJ TAKICH ARTYKULOW!!! Promujcie jak najczesciej wiedze o takch postaciach, niezaleznie od tego, ze sami bohaterowie prawdopodobnie woleliby, zeby zostawiono ich w skromnym spokoju.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token