Numer 1(283)    styczeń 2009Numer 1(283)    styczeń 2009
fot.
Na stulecie moich urodzin
Anna Radziukiewicz
Jeremi Przybora, rocznik 1915, był pierwszym mężem Marii Burskiej, Maria jego pierwszą żoną. Poznali się w radiowym studiu. Maria miała wystąpić w trio Siostry Burskie. Jeremi miał trio zapowiedzieć. To wtedy miał wskazać Jeremi na Marię, którą ujrzał po raz pierwszy: – To będzie moja żona.
   
   – Wspaniały, elegancki, dżentelmen, błyskotliwy – dziś ocenia Jeremiego Przyborę Maria Burska-Przybora, rocznik 1910. Tak go wtedy postrzegała i takim pozostał w jej pamięci i sercu na zawsze. Ślub wzięli w 15 września 1939 roku w soborze św. Marii Magdaleny w Warszawie.
   Marię Burską-Przyborę odwiedzamy w Domu Aktora w Skolimowie pod Warszawą. W korytarzu wita nas jej czarno-biały portret. Kilka kroków dalej umieszczono portrety Aleksandra Bardiniego. Pokój Marii, nazywanej w tym domu Maszą, jest jak otwarty rodzinny album. Mnóstwo tu zdjęć – na ścianach między ikonami, na stole, za firankami nawet. Większość czarno-białych. Najstarsze zrobiono w Taszkiencie. Ustawiła się do niego cała rodzina. Są rodzice Marii, Andrzej Burski, herbu Jasieńczyk, i jego żona Teodozja z domu Czurbanowa, rosyjska księżniczka, z domieszką krwi tatarskiej. Burscy opuścili Taszkient w 1920 roku i wyjechali do Warszawy. O Warszawie, nie o Polsce, będzie Maria mówiła jak o swojej drugiej ojczyźnie, której nigdy nie opuściła.
   Wśród zdjęć wisi, chroniona pod szkłem, okładka „Anteny”, niegdyś pisma z radiowym programem. Na okładce siostry Burskie, trio ubrane w łowickie stroje. Radosne, młode twarze. Każda piękna.
   – Ach, jakże byłyśmy różne! – mówi pani Maria. – We wszystkim – w urodzie, głosach, charakterach. I robiłyśmy przed wojną oszałamiającą karierę. Śpiewałyśmy na najlepszych scenach, przed najbardziej wymagającą publicznością, a w każdą niedzielę, razem z mamą, w soborze na chórze.
   Maria uczyła się muzyki i śpiewu w Collegium Musicum w Warszawie, u profesora Orłowa, potem skończyła kurs u Schillera. Miała rzadki talent. – Jakież wysokie tony potrafiłam brać bez najmniejszego trudu! – mówi.
   – Jaka byłam piękna – wspomina pani Maria, jakby chciała opowiedzieć o niezwykłym obrazie, który nie ona stworzyła, a który odbijał się oczach ludzi, gdy szła ulicą. Tak, czuła na sobie wzrok ulicy.
   Są i portrety córki – Marty Przybory, biało-czarne. Marta siedzi w futrze z lisów, w szpilkach, w wystudiowanej pozie, w przestrzeni jakby ograniczonej do czarnego sześcianu, pełniącego rolę krzesła. Widać futro i jej zniewalającą urodę. Marta była prezenterką i modelką o międzynarodowej sławie.
   Szukam portretów Jeremiego Przybory. Nie mogę ich znaleźć. Czy pani Masza odbiła tak głęboko w sercu obraz Jeremiego, jedynego męża, że nie potrzebuje jego fotografii?
   Jeremi urodził się w bogatej rodzinie. Jego ojciec Stefan Przybora, inżynier, był właścicielem fabryki słodyczy oraz cukierni w Warszawie. Studiował w Szkole Głównej Handlowej i anglistykę w Uniwersytecie Warszawskim, której nie skończył. Z Polskim Radiem związał się jako spiker już przed wojną. Ale to po wojnie rozpoczął prawdziwą karierę. Jeremi Przybora, mistrz słowa rymowanego, ojciec piosenki poetyckiej, wzór dla późniejszych autorów tego gatunku – Agnieszki Osieckiej, Jonasza Kofty, Wojciecha Młynarskiego – pisano o nim. I dodawano, że jego teksty cechuje mistrzowska forma, wybitne operowanie rytmem, nastrojem, umiejętność łączenia tak charakterystycznego humoru z liryką, melancholią i zadumą.
   Pracował w redakcji rozrywki Polskiego Radia, gdzie stworzył Radiowy Teatrzyk „Eterek”. Był lektorem, autorem tekstów piosenek, książek, pisał libretta teatralnych spektakli.
   Jerzego Wasowskiego poznał w radiu podczas oblężenia Warszawy w 1939 roku. Współpracę jednak z nim zaczął na dobre po wojnie. W 1948 roku zaproponował mu pisanie muzyki do swoich tekstów. Najbardziej obaj panowie zasłynęli jako twórcy telewizyjnego Kabaretu Starszych Panów (1958-1970), a potem Kabaretu Jeszcze Starszych Panów. Ich piosenki weszły do kanonu, stając się inspiracją dla coraz to nowych pokoleń artystów.
   Jeremi Przybora miał jeszcze dwie żony. Zmarł 4 marca 2004 roku. Pochowano go na cmentarzu ewangelicko-reformowanym.
   Maria Burska-Przybora, gdy miała 39 lat, zachorowała na raka. Przedtem, w czasie powstania warszawskiego, na tyle straciła głos, że nie mogła już występować w trio.
   O tamtym okresie opowiada: – Wiedziałam, że umrę. W świeżej pamięci miałam długie umieranie mamy. Można powiedzieć, że odchodziła przez osiem lat – tyle czasu wycieńczała ją choroba, rak jelit – aż zmarła śmiercią głodową. Miała pięćdziesiąt kilka lat.
   – Leżałam w szpitalu po zabiegu. I wtedy śni mi się. Nie, nie śni – gwałtownie zaprzecza. – Widzę Chrystusa. Chrystus pochyla się nade mną. A ja słyszę: „Będziesz żyła. Będziesz wszystkich kochała. I ciebie wszyscy będą kochali. Nikt nie zabierze twojej urody, ani pamięci. Ale będziesz cierpiała”.
   – A ja łkałam i krzyczałam na całą szpitalną salę: „Chrystus mi powiedział, że będę żyła i wszystkich kochała...”.
   Najpierw profesorowie, którzy mnie operowali, podśmiewali się ze mnie. Nie wierzyli, że będę żyć. A ja żyłam.
   Właśnie wtedy odszedł od pani Maszy Jeremi Przybora. Razem pozostawali kilkanaście lat. Pani Maria uczyła się żyć bez męża i scenicznego głosu. Dziś mówi: – Ponad pięćdziesiąt lat żyłam w celibacie. Jestem zdrowa psychicznie. Nie mam żadnych pragnień. Wszystkie pragnienia wydawały mi się nawet śmieszne.
   Media o niej nie zapominały. Tyle, że nazywały ją społecznicą, nie artystką. W latach 1956-1960 prowadziła sławny Klub Kobiet Stolicy. Organizowała koncerty, spotkania, bale. Przez pięć kolejnych lat prowadziła Klub Trudnej Młodzieży, a przez siedem następnych Towarzystwo Przyjaciół Dzieci. Pod jej pieczą powstawał jeszcze Klub Poetek, który funkcjonował przy zarządzie głównym Ligi Kobiet Polskich. Przekroczyła już wtedy sześćdziesiątkę.
   I ciągle chorowała i cierpiała.
   A dziś? Choruje, oczywiście. Ale tego po niej nie widać. Gładko uczesana, pachnąca, zadbana starsza pani. Codziennie ubiera się tak, jakby właśnie miała wyjść do ludzi. Chociaż tego nie robi. Nogi nie pozwalają. Pokazuje obandażowane kolano. Ono najbardziej dolega. Z chodzikiem porusza się po pokoju.
   To do niej przychodzą ludzie. Kocha ich i te wizyty. Dziś odwiedzili ją matuszka Maria i batiuszka Anatol Szydłowscy. Czynią to często.
   – Oni są dla mnie wszystkim – ciągle po rosyjsku mówi pani Maria – są jak brat i siostra, jak ojciec i matka, jak najwspanialsi przyjaciele. Są cudowni, niezastąpieni.
   Pani Masza jako o cudownym człowieku opowiada też i księdzu katolickim Ireneuszu, który ją odwiedza, o dyrektorce domu aktora w Skolimowie, siostrze zakonnej, która przywiozła jej ikonkę i posyła do niej dziennikarzy, gdy ci chcą z ciekawym pensjonariuszem porozmawiać, o Irenie Kwiatkowskiej jako o miejscowej pensjonariuszce, z którą wiele ją łączy, „bo nasi mężowie byli spikerami”.
   Pani Masza jest jedyną prawosławną osobą w całym Domu Aktora.
   Cieszy się, gdy przychodzi do niej córka Marta, syn Jeremiego Konstanty, specjalista od reklamy, prawnuczka Julia, która ma tak wspaniały głos jak ona, i prawnuk Franciszek.
   Hospodi spasi i sochrani – zwraca się do Boga pani Masza. Modli się często, co najmniej trzy razy na dzień – jak mówi. – Ja się nie modlę, ja rozmawiam z Panem Bogiem – poprawia się
   I dzieli się marzeniami.
   Na stulecie moich urodzin – zwraca się do matuszki Marii i batiuszki Anatola Szydłowskich – będziecie moimi gośćmi. Mnie też zaprasza. Już planuje duże przyjęcie – z rodziną, przyjaciółmi, gośćmi.
   
   Anna Radziukiewicz
   fot. autorka
   

Opinie

[1] 2009-04-09 22:35:00 Kinga
Jestem wzruszona treścią tego artkułu. Pani Masza jest wspaniałą osobą.
[2] 2009-04-28 23:31:00 Andrzej
Pani Masza zmarła 16 marca 2009 nie doczekała 100 urodzin...
[3] 2009-05-07 00:45:00 Paweł
Miałem przyjemność poznać Panią Marię osobiście. Przez wiele lat przyjeżdżała na wakacje do Karwi i wynajmowała u nas pokój. Byłem wtedy małym chłopcem, ale doskonale ją pamiętam, bardzo lubiłem słuchac Jej opowiadań. Teraz mogę jedynie modlić się za ś.p. Panią Marię...
[4] 2009-07-12 23:03:00 lidka
Przeczytałam artykuł z wielkim wzruszeniem... i odżyły wpomnienia z Karwi.
Tam właśnie poznałam Panią Marię. Przyjeżdżała do Karwi corocznie na wakacje, najpierw w towarzystwie Pani Doktor z Krakowa, później już sama. Co rok witała nas serdecznie, a szczególnie lubiła naszą córkę - Iwonę. Pewnego dnia zaprosiła nas do swojego pokoju, który wynajmowała zawsze w tym samym małym domku - i wtedy, pokazując stare fotografie - opowiedziała swoją historię...
Pamiątką tych spotkań są nasze wspólne zdjęcia...
[5] 2011-05-13 11:50:00 Karakuliambro
A Jeremi Przybora opuścił ciężko chorą żonę? Cóż może dla arbitra elegancji chora żona to coś nieestetycznego? Nie zaostrzy dowcipu, nie zainspiruje piosenki... Łuski z oczu. Blichtr salonowy to nie wszystko, są ważniejsze rzeczy na świecie.
[6] 2011-07-23 12:19:00 Daderma
Bardzo cenię i lubię twórczość Przybory i jego samego.Natomiast jeśli opuścił chorą żonę to jako człowiek upadł w moich oczach.
Tak się nie robi.
[7] 2011-08-28 16:18:00 kristiana
Też się zdziwiłam, że Jeremi Przybora tak mógł zrobić , zostawiając chorą żonę, gdy go najwięcej potrzebowała , tak się nie robi , wszystko stracił w moich oczach, nieodpowiedzialny i marny człowiek inaczej bawidamek
[8] 2012-01-28 14:59:00 Sylwia
Panią Marię poznałam w Karwii w 1979 roku. Spędzała tam wakacje z wnuczką Anią. Zachwycała się moją małą córeczką Patrycją, ale Ją zachwycały wszystkie dzieci. To była Wielka Dama, osoba cudownej dobroci. Spotykałam Ją w Karwii również w następnych latach, gościłam również w Jej warszawskim mieszkaniu. Opowiadała mi swoje wzruszające losy. Była cudowna. Caryca Maria.
[9] 2012-06-19 20:32:00 Judyta
Nigdy nie zapomne Pani Marii, bylam dziewczynka gdy poznala mnie w pewne wakacje ze swoja wnuczka, piekne wspomnienia... Choc mijaly kolejne lata, witala mnie zawsze jak bliska osobe nie ukrywajac radosci ze spotkania. Opowiadala wtedy z duma o Ani i wypytywala o moje losy. Miala niespotykana aure, serdeczna, szlachetna i szczera, pozostanie na zawsze w moim sercu.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token