Numer 9(279)    wrzesień 2008Numer 9(279)    wrzesień 2008
fot.Anna Radziukiewicz
Czas ratowania, czas budowania
Dorota Wysocka
– Moje parafie, o których kiedyś myślano, że stopniowo będą zamierać, rozkwitają. Dużo w nich młodzieży, dzieci. Coraz więcej młodych ludzi przestaje myśleć o ucieczce za granicę czy choćby do miasta, z górami wiążą swoją przyszłość, przejmują gospodarstwa, rozkręcają własne interesy. Są niesłychanie aktywni. I cerkiew jest im bliska – opowiada o. Arkadiusz Barańczuk, proboszcz w Gładyszowie (z filią w Regietowie) i w Żdyni (z filią w Koniecznej).
   
   – Przyjechałem tu dziesięć lat temu. Przyjęto mnie chłodno, bo nie jestem Łemkiem i po łemkowsku nie mówiłem. Nauczyłem się szybko, a potem krok po kroku oswoiłem nieznany teren i nieufnych ludzi. Teraz oni są moi i ja jestem ich.
   Gładyszów w ostatnich latach wyrósł na lokalne centrum turystyczne. Sezon trwa tu długo. Zimą ludzie przyjeżdżają na narty, latem na konie lub wędrówki po okolicy. Powstają coraz to nowe gospodarstwa agroturystyczne, nawet plebania przyjmowała gości. W dużej wsi mieszkają i prawosławni, i grekokatolicy, i rzymscy katolicy. Zgodnie. Nieduża prawosławna cerkiew Narodzenia św. Jana Chrzciciela z połowy XIX stulecia skupia około osiemdziesięciu osób. Na razie jest w dobrym stanie. Za to w pozostałych świątyniach wciąż trwają jakieś prace.
   – Zacząłem, zaraz na początku, od gruntownego remontu cerkwi św. Archanioła Michała w Regietowie. To właściwie nieduża, prosta, murowana kaplica. Zbudowano ją w latach 30., gdy cześć mieszkańców przeszła na prawosławie i opuściła dotychczasową świątynię. Bardzo ucierpiała, zamieniona w magazyn nawozów, po wysiedleniu wiernych. Pierwsi wrócili po dziesięciu latach i od razu zaczęli od porządkowania i remontowania. Potem znów ją poprawiano, i znów. Przy słabej konstrukcji nie na długo to wystarcza.
   Zupełnie inną klasę ma cerkiew Opieki Matki Bożej w Żdyni, piękny przykład drewnianej architektury łemkowskiej z XVIII wieku. Po akcji Wisła pewien czas służyła rzymskim katolikom, potem już tylko niszczała. Stropy, podłogi, malowidła… W 1969 roku oficjalnie powstała w Żdyni parafia prawosławna, ale to nie ona, a skarb państwa wciąż jest właścicielem świątyni. Współużytkują ją wierni dwóch konfesji. W niedziele o 8.30 na mszy zbierają się rzymscy katolicy, o 10.00 zaczyna się prawosławna służba. Naprawy, wymiany, unowocześnienia trwają tam cały czas.
   W grudniu ubiegłego roku, po czteroletniej renowacji, uroczyście wyświęcono wspaniały, barokowy ikonostas. Zdjęto pierwszą warstwę przemalowań, pod odsłoniętą, dziewiętnastowieczną, odkryto jeszcze starszą. Kosztu (200 tys. zł) tak poważnych prac (zniszczona była też konstrukcja, nadjedzona przez karmiące się drewnem żyjątka) parafia by nie udźwignęła. Sześćdziesiąt procent wyłożył małopolski urząd marszałkowski, sporo spłynęło też od ofiarodawców z Kanady i USA i z kolekt lokalnych. I teraz świeci pełnym blaskiem.
   Usadowiona na niewielkim wzniesieniu drewniana filialna cerkiew św. Bazylego Wielkiego w Koniecznej, wybudowana w 1907 roku i tak jak większość łemkowskich świątyń doprowadzona, gdy zabrakło opiekunów, do ruiny (latami stała bez okien i drzwi), z daleka wzbudza zainteresowanie. Duża jej część szczelnie obita jest blachą. – Nie wygląda to najlepiej, prawda? – zwraca uwagę proboszcz. – Gdyby jednak w okresie międzywojennym tego nie zrobiono, wiejące tu wiatry dawno zdmuchnęłyby świątynię. Jej wnętrze także kryje nietypowy, wznoszący się schodkowo, ikonostas.
   Troska o stan cerkwi to nie jedyne „budowlane” zajęcie o. Barańczuka. Od 2002 roku przy domu parafialnym, dawniej niczym nie różniącym się od standardowego murowanego pudełka, rośnie diecezjalny ośrodek miłosierdzia Eleos. Główny finansowy ciężar dźwiga Fundusz Kościelny, ale proboszcz, pełniący także funkcję jego dyrektora, nie ustaje w poszukiwaniu sponsorów, darczyńców i w ogóle najróżniejszych źródeł finansowania.
   Ośrodek spełni wszystkie unijne normy. Na pensjonariuszy czekać będą jasne pokoje z łazienkami, sale rehabilitacyjne, kaplica św. Maksyma, ale i winda, rozwiązująca część problemów z poruszaniem się osób niepełnosprawnych.
   W murach jeszcze pusto, ale ośrodek już żyje, poprzez niego wielu otrzymuje pomoc w różnej postaci. Przydają się do tego i prywatne znajomości, dzięki którym pozyskano na przykład z Niemiec wózki inwalidzkie. Dobrze układa się współpraca ze szkołą, ośrodek ma np. udział w dożywianiu dzieci.
   Parafia poświęca zresztą dzieciom wiele uwagi. Działa przy niej klub sportowy Karpaty, organizujący wiele imprez, meczów, turniejów. Bardzo mocna jest jego sekcja szachowa.
   Co roku kilkudziesięcioosobowa grupa dzieci – różnych wyznań – wyjeżdża na wakacje. W tym roku, dzięki życzliwości proboszcza gdańskiej parafii wojskowej, o. Zielopuchy, gościła nad morzem.
   – Jegomość to człowiek czynu, organizator i nauczyciel – chwalą go parafianie. – Opiekuje się cerkwiami i ludźmi, którzy się w nich modlą. Umie się z nimi, ale i z osobami z zewnątrz, porozumiewać. Ma przyjaciół w najróżniejszych kręgach.
   Widać to było na tegorocznym święcie parafialnym. Uczestniczył w nim władyka Adam, mnisi z Wysowej i Sak, duchowieństwo z Łemkowyny i Białostocczyzny, doskonały chór kierowany przez Mariannę Jary, ale też przedstawiciele władz świeckich – starosta, wójt, służby mundurowe. Ze wszystkimi, dla dobra Cerkwi, współpracuje.
   – Nic bym nie osiągnął bez wsparcia parafian. Żyjemy tu blisko siebie. Dziewięćdziesiąt procent wiernych w niedziele spotykam w cerkwi.
   Nic nie wskazuje na to, że proboszcz zarzuci prace budowlane.
   – Cerkiewka w Regietowie nie nadaje się już do remontu. Pochłonąłby ogromne fundusze. Wierni, a mieszka tam tylko dziesięć rodzin, postanowili wznieść nową, niedużą, świątynię. Pierwszą w tych stronach od wielu, wielu lat. W tradycyjnym, łemkowskim stylu, jednak trwałą. Będzie jak na Grabarce – murowana, lecz z zewnątrz drewniana. Ładna.
   
   Dorota Wysocka
   fot. autorka
   

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token