Numer 10(280)    październik 2008Numer 10(280)    październik 2008
fot.Anna Rydzanicz
W Zubrach przy krzyżu
Michał Bołtryk
Na wzgórku przy wsi Zubry, w gminie Gródek, mieszkańcy wsi postawili duży krzyż z napisem na tabliczce po cerkiewnosłowiańsku i po polsku „Wieczny odpoczynek przodkom wsi Zubry”. 26 sierpnia 2006 roku, po liturgii w cerkwi św. Jana Teologa w Mostowlanach, krzyż poświęcił o. Roman Kiszycki, proboszcz tej parafii.
   
   To było wielkie święto dla mieszkańców okolicznych wsi. Na poświęcenie przyjechało wielu ludzi, nawet tych, co już dawno opuścili rodzinne domy i mieszkają w odległych miejscowościach. Postanowiono, że spotkania raz do roku w tym miejscu będą dobrze służyć integracji miejscowej społeczności, a najlepszym terminem będzie pierwsza niedziela po zakończeniu Uspieńskiego postu.
   W 2008 roku był to 31 sierpnia. W piękny niedzielny dzień spotkanie rozpoczęło się, zgodnie z tradycją, liturgią w mostowlańskiej cerkwi. O. Roman Kiszycki posługuje tu od 2004 roku i jest to jego pierwsza parafia. Przejął obowiązki od o. Aleksandra Dobosza, który teraz posługuje w Jałówce. Do parafii należą Mostowlany, Dublany, Świsłoczany, Zubry Zubki, Bobrowniki, Jaryłówka, Gobiaty, Chomontowce, Skroblaki.
   – Nas, parafian – mówi Mikołaj Seweryn z Mostowlan – jest nie więcej niż trzystu. Pan Mikołaj, urodzony w Mostowlanach w 1934 roku, jest starostą cerkiewnym.
   – Za mojej pamięci – snuje dalej opowieść – było tu czterech duchownych: Anatol Kasperski, Anatol Mielniczek, Aleksander Dobosz i obecny o. Roman Kiszycki. Chodziłem do tej cerkwi jeszcze przed wojną i przysługiwałem ojcu Anatolowi Kasperskiemu. W Mostowlanach jest trzydzieści domów, ale nie więcej niż sześćdziesięciu mieszkańców. Wszyscy starzy, oprócz ojca Romana i jego matuszki. Kiedyś w szkole w Mostowlanach, do której chodziłem, w każdej klasie było po kilkadziesiąt dzieci. Teraz z okolicznych wsi dzieci są wożone do szkoły w Gródku. Ale nie z Mostowlan, bo tu nie ma dzieci w wieku szkolnym. W Gródku mamy urząd gminny, ale kiedyś urząd był u nas, w Mostowlanach. A po 1939 roku, w czasach władzy sowieckiej, był u nas sielsowiet. Po wojnie część naszych ludzi wyjechała na Białoruś, a w następnych latach każdy młody wyjeżdżał do miasta i już tu nie wracał.
   Pan Mikołaj Seweryn sprzedaje świece i ogarnia wzrokiem cerkiew wypełnioną wiernymi. Mówi: – Dziś nas tu tyle, jak na Paschę.
   Z Białegostoku z pielgrzymką zorganizowaną przez życzliwą wszystkim i zawsze Barbarę Sidoruk przyjechało autokarem pół setki ludzi. Niektórzy to dawni mieszkańcy mostowlańskiej parafii.
   Na przykład pani Anna Makal, urodzona w 1934 roku w Gobiatach, odległych o jakieś cztery kilometry od Mostowlan.
   – Przed wojną Gobiaty należały do parafii w Ciecierówce – mówi. – Tam była nasza cerkiew i cmentarz. Ciecierówka leży po drugiej stronie rzeki Świsłocz. Dziś to Białoruś. Ochrzczono mnie w cerkwi w Mostowlanach, bo już w 1934 roku cerkwi w Ciecierówce nie było. Zaraz po wojnie Gobiaty, Bobrowniki, Jaryłówka, Chomontowce, Rybaki, Łosiniany, Ozierany znalazły się w Związku Radzieckim. W 1948 roku poprowadzono granicę państwową po rzece Świsłoczy i te wsie wróciły do Polski. Teraz za granicą, na mogiłkach, mam ojca i dziadków, na cmentarzu w Mostowlanach, obok cerkwi – bliską rodzinę, a w Białymstoku mamę i męża. Kiedyś co roku jeździłam pociągiem do Zubek, a potem siedem kilometrów szłam do cerkwi w Mostowlanach. W święto Jana Teologa spotykaliśmy się wszyscy. Dziś nas tak mało. W moich Gobiatach zostało sześciu starych ludzi i kilkanaście domów. To wielkie szczęście, że jest taka pielgrzymka. Dzięki temu można odwiedzić swoich bliskich na cmentarzu i spotkać starych znajomych.
   Po liturgii w Zubrach przy krzyżu zgromadziło się kilkaset osób. Panichidę służyli o. Jan Jaroszuk, dziekan gródecki, o. Jarosław Szczerbacz z Nowej Woli i o. Roman Kiszycki.
   – Trzeba pamiętać o naszej historii – mówił po panichidzie o. Jan Jaroszuk – o naszych przodkach. Dobrze się stało, że parę lat temu pojawiła się myśl o upamiętnieniu tego miejsca, a potem tę myśl zmaterializowano. Dobrze, że przy tym krzyżu spotykają się pielgrzymi oraz dzisiejsi i dawni mieszkańcy Zubrów i okolicznych wsi. Podania przechowane w pamięci kolejnych pokoleń mówią, że tu stała cerkiewka.
   Może, znając zapobiegliwość mieszkańców i ojca Romana, znów stanie tu maleńka cerkiewka.
   – Tu, na tym wzgórku – mówił o. Roman Kiszycki – leżą nasi przodkowie. Oni przekazali nam wiarę. Trzymajmy się tej tradycji. Spotykajmy się przy krzyżu. W 2006 roku poświęciliśmy krzyż. Ale dobrze, że na tym się nie skończyło. Spotkaliśmy się tu w następnym roku i teraz. Niech to się stanie dobrą tradycją. Trzeba powiedzieć przy tej okazji, że nie byłoby tego krzyża i tego święta, gdyby nie zapobiegliwość sołtysa wsi Zubry, Wiktora Cyuńczyka.
   Wiktor Cyuńczyk, urodzony w Zubrach w 1953 roku, jest sołtysem od 2002 roku.
   – Wbrano mnie już na drugą kadencję – mówi. – Tak, krzyż w tym miejscu to mój pomysł. Dlaczego? To uroczysko zwie się Mohiłki. Prawda, teren był zaniedbany przez dziesięciolecia. Ale przez szacunek nigdy tu nie ścięto nawet drzewka, jagód nie zbierano. Pojawiła się obawa, że teren może przejąć ktoś obcy i urządzić tu pole namiotowe i park. W 2005 roku zorganizowałem w tej sprawie zebranie wiejskie, jeździłem do gminy, zawiadomiłem redakcje. Mój pomysł postawienia tu krzyża poparł o. Roman Kiszycki i udało się.
   Zubry to bardzo ładna wieś, z tradycyjnym białoruskim drewnianym budownictwem. Stoi tu 75 domów, a wieś zamieszkują 32 osoby. A więc ponad czterdzieści domów stoi zimą pustych.
   Za wsią stoją bloki mieszkalne należące do spółdzielni rolniczej Zubry. Spółdzielnia funkcjonuje i zajmuje się uprawą ziemi i hodowlą krów. We wsi Zubry nie ma już rolników uprawiających ziemię.
   Do urodzonych w Zubrach, ale mieszkających w mieście, należy pani Nina Bąk. – Dobrze, że sołtys – mówi – w porę zadbał o to wzgórze. Byłam na zebraniu, które odbyło się przy przystanku autobusowym, gdzie debatowaliśmy o tej sprawie. Opowiedziałam, że mój ojciec nas tu prowadzał i opowiadał o mogiłkach na tym miejscu. Jeszcze w latach 50. widać było tu mogiły i stare krzyżyki. Tuż przed wybuchem wojny odbył się tu ostatni pochówek. Jak można dopuścić, aby na kościach naszych przodków urządzano zabawy.
   Pani Nina pisze też wiersze. Fragmenty odczytała dla zebranych na wzgórzu.
   
   
Darahije siabrouki i siabry
Nikoli nie zabywajcie
Chacia raz u rok u pamiatny dzień
Da Zubrou prajażdżajcie...
My naszych predkau
pamiać prasłaulajem
Pastawili kryż
Pamiać adnaulajem
Raz u rok na horku prychodzim
Z duchounymi atcami
malebień prawodzim...

   

   Po spotkaniu przy krzyżu prawie wszyscy obiecali sobie, że za rok znów tu przyjadą.

   
   Michał Bołtryk
   fot. autor
   

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token