Numer 8(278)    sierpień 2008Numer 8(278)    sierpień 2008
fot.Krzysztof Miszułowicz
Z apostołami na górze Jawor
Michał Bołtryk
Wieczernią w cerkwi Opieki Matki Bożej w Hańczowej rozpoczęło się na Łemkowszczyźnie święto ku czci apostołów Piotra i Pawła. Po nabożeństwie, które służyli władycy przemysko-nowosądecki Adam, wrocławsko-szczeciński Jeremiasz, Augustyn ze Lwowa i Jerzy ze Słowacji z udziałem wielu duchownych z diecezji przemysko-nowosądeckiej, władyka Adam przybliżył żywot i nauczanie apostoła Pawła. W 2008 roku mija dwa tysiące lat od jego narodzin.
   
   Władyka przypomniał smutne czasy na Łemkowszczyźnie, gdy garstka synów tej ziemi po powrocie z Ziem Zachodnich odbudowywała życie cerkiewne i swoje świątynie, a te próbowano Łemkom odebrać. Tak było np. w Hańczowej.
   Przypadek Hańczowej dobrze zna o. Walenty Olesiuk, urodzony w 1938 roku w Tymiance na Białostocczyźnie, dziś wikariusz parafii Zmartwychwstania Pańskiego w Białymstoku, Białorusin. Służył on na Łemkowszczyźnie w latach 1966-1987.
   – Służyłem w Pielgrzymce, Hańczowej, Wysowej, Blechnarce i na górze Jawor – opowiada o. Walenty. – W Rzeszowie nie chciano mnie zameldować, bo – mówiono – jestem ukraińskim szowinistą. W gminie Osiek odmawiano meldunku, gdyż „ksiądz przyjechał z panną!”. Po przyjeździe do Wysowej poszedłem do władyki Adama, ówczesnego dziekana. „Przez cały tydzień ucz się łemkowskiego” – powiedział mi. Napisał mi po łemkowsku kazanie. Nauczyłem się na pamięć. Pierwszą liturgię służyłem w Pielgrzymce. Po nabożeństwie zapytałem parafian: „Jak było”? „Dobrze. Wy nasz człowiek!” – odpowiedzieli. Przez kolejne miesiące zapisywałem słówka i uczyłem się ich na pamięć. Po jakimś czasie zaakceptowano mnie: Otcze, nadajetieś!
   Akceptacja to jedno, a trudności dnia powszedniego drugie. Remontowaliśmy, doprowadzaliśmy do porządku cerkwie. Na przykład w cerkwi w Blechnarce była wcześniej stajnia, w Wysowej magazyn. W pewnym momencie władze cerkiew chciały rozebrać. Kilku ludzi, w tym Aleksander Okarma i sołtys, zdecydowanie się przeciwstawiło i cerkiew uratowano.
   Osobliwa jest historia cerkwi w Hańczowej. Zaraz po wojnie, po Akcji Wisła, cerkiew Opieki Matki Bożej użytkowali katolicy. Stary dach świątyni zaczął przeciekać, środkowa kopuła zapadła się. Więc katolicy zostawili cerkiew i odeszli. Wówczas Łemkowie uzyskali zgodę na jej remont. Po remoncie świątynia znów spodobała się katolikom. Ksiądz Węgrzyn najpierw domagał się udostępnienia cerkwi na godziny. Argumentował tym, że cerkiew stoi na świętym placu, poświęconym niegdyś przez papieża. W latach 70. ksiądz przysłał do mnie na plebanię swoich parafian z zawiadomieniem o zebraniu w sprawie cerkwi. Byłem na plebanii tylko z matuszką i dziećmi, a ich przyszło dziewięciu. Pogoniłem wszystkich. I cerkiew została przy prawosławnych.
   Jednak trudności zawsze mi tu robiono. Przez wiele lat jeździłem na służby z torbą narzędzi. Bo często były niespodzianki – gwoździe do kłódki na drzwiach cerkwi wsadzano, opony w samochodzie przebijano. Ale nie dałem się. Nieraz pomagali mi nie tylko prawosławni, nie tylko Łemkowie.
   Takich duchownych, jak o. Walenty Olesiuk, z Białostocczyzny, na Łemkowszczyźnie było więcej. Przed laty metropolita Bazyli mówił: – Duchowni Białorusini z Białostocczyzny wiele zrobili dla podniesienia z ruin prawosławia i cerkwi na Łemkowynie. To byli prawdziwi misjonarze.
   Ta działalność zaowocowała po latach. Gdy ważyły się losy prawosławia na Łemkowszczyźnie, poseł Eugeniusz Czykwin otrzymywał dziesiątki listów od przedstawicieli Łemków. – Chcemy – mówi poseł – pozostać przy prawosławiu, pisali. Bo Cerkiew nas nie polonizowała, ani nie ukrainizowała. Wprost przeciwnie, zachowała nasze tradycje, służbę, kulturę, język. Pochodzący z Białostocczyzny bardzo młodzi duchowni prawosławni umieli tu się znaleźć i dobrze zasłużyli się Łemkom.
   Przed cerkwią św. Michała Archanioła w Wysowej zgromadziło się wielu pielgrzymów z całej Łemkowszczyzny, wśród nich parafianie o. Władysława Kaniuka, który obsługuje Hańczową, Wysową, Blechnarkę i górę Jawor. Dzieci w strojach łemkowskich, witając biskupów, przez kilkanaście minut deklamowały wiersze łemkowskich poetów.
   – Na szczęście – zwrócił się do dzieci arcybiskup Adam – rodzice nauczyli was języka naszych przodków. Idźcie z tym językiem przez życie. Pamiętajcie, inni was będą szanować wtedy, gdy sami siebie będziecie szanować. I zacytował: Słowo ridne, mowa ridna. Chto was zabywaje, toj u hrudiach, ni serdeńko, lisze kamień maje...
   – W Wysowej jeszcze takiej uroczystości nie było – mówił o. Władysław Kaniuk, witając w cerkwi biskupów.
   Po powitaniu i krótkiej modlitwie biskupi i pielgrzymi z krzyżem, ikoną św. Maksyma Gorlickiego i chorągwiami wyruszyli na górę Jawor.
   Cerkiewka Opieki Matki Bożej na górze znajduje się cztery kilometry od cerkwi w Wysowej i jakieś 150 metrów od granicy ze Słowacją. Na uroczystości przybyło wielu pielgrzymów, także ze Słowacji.
   Po poświęceniu wody i po liturgii, w scenerii, jak z pierwszych wieków chrześcijaństwa, arcybiskup Jeremiasz wygłosił kazanie o świętych apostołach Piotrze i Pawle oraz prawosławiu na Łemkowszczyźnie.
   – Był czas – mówił – kiedy sprofanowano tę kapliczkę. Ale oto w 2008 roku jesteśmy tu – biskupi, duchowni i kilkuset wiernych, których przodkowie przychodzili tu ze strachem, ale i z wielką wiarą. Sam fakt naszej tu obecności znaczy dużo. A zwłaszcza to, że siły zła, jakkolwiek daleko mogą się posunąć, jednak nie mogą zatriumfować w sercu człowieka stworzonego na podobieństwo obrazu Bożego.
   Stoimy i przypominamy tę radość, gdy prawosławni i grekokatolicy budowali kapliczkę. Przypominamy straszne lata 40. i 70. i myślimy o tym, że i teraz nie we wszystkich sercach panuje miłość. A zaprosili nas tu święci apostołowie Piotr i Paweł. Ich głos, który słyszeli ludzie dwa tysiące lat temu, dotarł do nas poprzez historię Cerkwi, braci Cyryla i Metodego i ich uczniów. Poprzez historię trudną i radosną. Przypomnijmy, że i Tatarzy tu docierali, i inne armie, i zło z XVIII wieku, które chciało zniszczyć wschodnią wiarę.
   Jesteśmy zaproszeni nie przez jednego, a przez dwóch apostołów. W tym się wyraża nasza soborność, w języku świeckim można powiedzieć – demokracja. Bo ta chrześcijańska soborność jest źródłem współczesnej demokracji. Ta soborność służyła budowaniu i odbudowie tej cerkwi. I dziś widzimy tę soborność: są z nami biskupi z Polski, Ukrainy, Słowacji, ludzie z całego świata.
   Apostołowie nas tu zaprosili i uczą życia. Apostołowie jakże różni. Oto Piotr, tzw. prosty człowiek, żonaty, ciężko pracujący, na wezwanie Chrystusa porzuca wszystko i idzie za Nim. Człowiek czystego serca i bystrej myśli. To on rozpoznaje w Chrystusie Mesjasza, syna Bożego. To on przyrzeka, że z Chrystusem pójdzie wszędzie. A potem trzy razy wyrzeka się Chrystusa: „Nie znam tego człowieka!”. I apostoł Paweł. Człowiek z bogatej rodziny, obywatel Rzymu, wykształcony, studiujący w Małej Azji, Jerozolimie, mający przed sobą karierę. Człowiek wierzący, a jednocześnie prześladowca chrześcijan. W pewnej chwili zjawia się przed nim Chrystus i w Pawle zachodzi przemiana. Odtąd będzie stał do końca twardo przy Zbawicielu.
   O tych złożonych żywotach trzeba pamiętać. Bo i nasze życie jest często złożone.
   Pomyślmy jeszcze raz o tym, co to za miejsce! To święta ziemia. Tu ukazała się Święta Bogarodzica. Tak, jak na Atosie, jak w Poczajowie, jak w innych miejscach... I my, na tym miejscu, ośmieliliśmy się stanąć z naszymi grzesznymi sprawami i myślami. Ktoś może pomyśleć, że to wszystko fałsz i nieprawda. Gdyby to co się stało tu w latach dwudziestych było nieprawdą, to i nas tu dziś by nie było. Gdyby to było oszustwo, to i tej cerkwi tu by nie było. A jeśli byłaby, to zniszczono by ją do końca. Ale świętość wytrzymała i wygnanie, i profanację.
   Wszyscy tu dziś zostaliśmy zaproszeni, aby usłyszeć głos apostołów, aby uwierzyć w to, że w latach 20., gdy Łemkowie wracali do prawosławia, zjawiła się tu Bogarodzica. Wracali po wiekach strasznych prześladowań. Przecież na Łemkowszczyźnie były miejsca, gdzie stały setki krzyży, na których krzyżowano Łemków za to że byli prawosławni, a nawet krzyżowano grekokatolików za ich wschodni obrządek.
   A my na tę ziemię przynieśliśmy dziś triumfalnie krzyż, który poświęcimy i tu zostawimy. Bądźmy więc, bracia i siostry, wdzięczni za to, że mogliśmy tu przyjść.
   Po poświęceniu krzyża, a potem Jaworskiej Ikony Matki Bożej, głos zabrał arcybiskup Adam.
   – Po wojnie wygnano nas i nie słychać tu było naszej mowy. Otrzymaliśmy prawosławie od świętych braci Cyryla i Metodego. Był czas, że nasza eparchia miała około 160 monasterów. Siła zła zlikwidowała wszystkie. Ale oto Bóg dał nam Świętą Górę Jawor. W naszych czasach powstał monaster w Ujkowicach, w maju 2008 roku powołaliśmy do życia dom zakonny w Wysowej. Wiara może wszystko.
   Jeszcze raz władyka Adam powrócił do tego tematu. Podczas obiadu wspomniał o węzłowych wydarzeniach na Łemkowszczyźnie. Mówił o erygowaniu diecezji, kanonizacji św. Maksyma Sandowicza, uroczystościach związanych z Sanocką Ikoną Matki Bożej, przeniesieniu relikwii świętego Maksyma do Gorlic, powstaniu monasteru w Ujkowicach i utworzeniu domu zakonnego.
   Już odchodzę – mówił władyka, jakby podsumowując swoje życie – ale nie w smutku. Bo wiem, że młode pokolenie duchownych poprowadzi Cerkiew i naród, który zachowa swoje korzenie. Dziś widać, że i Łemkowie u Boga nie są gorsi...
   
   Od powstania naszego pisma pisaliśmy wiele o sprawach Łemków. Dzieliliśmy i żal, i rozgoryczenie z powodu trudności z odzyskiwaniem świątyń. Dla zwykłych wiernych było i jest niezrozumiałe to, że w przeszłości jeden biskup zmienił wiarę na grekokatolicką i wszystko co było przez siedemset lat własnością Cerkwi prawosławnej w jednym momencie, na mocy królewskiego dekretu, zostało odebrane. Stało się własnością innego Kościoła. A oni – Łemkowie – wracając do wiary przodków remontują świątynie i znowu im się mówi, że to nie ich własność. Więc czują żal i rozgoryczenie.
   Podczas uroczystości w Hańczowej, Wysowej i na górze Jawor jeszcze wyraźniej uświadomiłem sobie, jak ważna była decyzja o odrodzeniu diecezji przemysko-nowosądeckiej. I jaką rolę odegrał władyka Adam w odrodzeniu prawosławia na Łemkowszczyźnie, świadek prawie całego XX i początku XXI w.
   
   Michał Bołtryk
    fot. autor
   
   
_______________________________________________

   
   

   21 września 1924 roku kilka Łemkiń wracało ze Słowacji z uroczystości ku czci Narodzenia Bogarodzicy. Przemieszczały się w nocy, jarem, tak aby nie zauważyła ich straż graniczna. Gdy miały granicę już za sobą, za plecami błysnęło światło. Potem znowu. Uciekły w przestrachu. O zdarzeniu opowiadano we wsi. Potem jednej z kobiet, Firyi Demiańczuk, objawiła się we śnie Matka Boża. Prosiła, aby w miejscu, gdzie widziano światełka, na górze Jawor, zbudowano świątynię.
   Z pozwoleniem na budowę były trudności. Nie chciały tego władze państwowe, ale i duchowne – grekokatolickie.
   Któregoś razu na górze Matkę Bożą ujrzał Franio, syn komendanta Korpusu Ochrony Pogranicza. Dzięki wstawiennictwu komendanta i zgodzie duchowieństwa grekokatolickiego (bano się powrotu Łemków do prawosławia) uzyskano pozwolenie na budowę świątyni.
   Cerkiew wzniesiono w latach 1926- 1929. Wyświęcono 14 października 1929 roku. Do roku 1945 w świątyni, obok której wytrysło źródełko, odprawiano nabożeństwa dwa razy do roku: 14 października i 22 maja.
   Po Akcji Wisła świątynia została zamknięta.
   Pierwsze nabożeństwo po wojnie na górze Jawor odprawiono w 1957 roku. Gospodarz z Wysowej miał klucze do cerkiewki, przyjechał duchowny z Ziem Zachodnich i w wielkiej tajemnicy odsłużono nabożeństwo.
   Grekokatolicy zamierzali otworzyć tu parafię. Zwrócili się z prośbą do biskupa rzymskokatolickiego, któremu podlegali. Mieli usłyszeć w odpowiedzi: „Zapomnijcie o tym. Akcję Wisła zrobiono po to, aby tu nie śpiewano Hospody pomyłuj!”. Więc ci sami ludzie zwrócili się do prawosławnego metropolity. Ten zgodził się na utworzenie parafii.
   Od 1958 r. toczy się tu życie religijne. Erygowano parafię. O. Władysław Kaniuk, proboszcz parafii w Hańczowej, obsługujący także Wysową i górę Jawor, tak ocenia tamto zdarzenie: – Ci co przystąpili do Cerkwi, zachowali swoje obyczaje, obrzędy i język. Ci co nie przystąpili, utracili wszystko, także narodowość. Prawda jest taka, że gdyby w Wysowej od 1958 roku nie było prawosławia, nie byłoby tu Łemków, a także grekokatolików.
   Świątynia na górze Jawor jest użytkowana i przez prawosławnych, i przez grekokatolików. W 2008 roku prawosławni, z pomocą urzędu gminy w Uściu Gorlickim, a zwłaszcza wójta Dymitra Rydzanicza, uporządkowali teren wokół cerkwi, ulepszyli drogę. Prawie na sam szczyt można wjechać samochodem.
   Dawniej prawosławni w cerkwi Opieki Matki Bożej na górze Jawor służyli cztery razy do roku, na Piotra i Pawła, Pokrow, Uspienije i Narodzenie Bogarodzicy.
   Ostatnio prawosławni i grekokatolicy ustalili wspólnie, że jedni i drudzy mają prawo tu służyć liturgię cztery razy do roku. Prawosławni w Niedzielę Samarytanki, Piotra i Pawła, Uspienije, Pokrowę; grekokatolicy na Boże Narodzenie, Wielkanoc, piątek przed Watrą, 21 września (Narodzenie Bogarodzicy). Dodatkowo prawosławni mają prawo służyć tu akafisty w środy, grekokatolicy w piątki.

   

Opinie

[1] 2008-09-05 13:27:00 jarek s
"Któregoś razu na górze Matkę Bożą ujrzał Franio, syn komendanta Korpusu Ochrony Pogranicza"

Na Łemkowszczyźnie nie było KOPu!
[2] 2008-09-29 19:54:00 wołodia
A kogo to Władyka Adam zacytował - : Słowo ridne, mowa ridna. Chto was zabywaje, toj u hrudiach, ni serdeńko, lisze kamień maje... ???????????
[3] 2008-10-24 10:50:00 siaroża z haradka
Jak pisząc o Łemkach można nie użyć w tekście słowa "Ukrainiec/ukraiński"? Już nawet słowo "Białorusin" się pojawia... Czyżby autor miał alergię na Ukraińców? Fałszuje pan rzeczywistość. Stosuje Pan bardzo prymitywną generalizację: "Łemkowie to prawosławni, grekokatolicy to Ukraińcy".
[4] 2009-01-18 22:05:00 HIENIO
Jak to Baltrocyk!!!

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token