Numer 12(270)    grudzień 2007Numer 12(270)    grudzień 2007
fot.Anna Radziukiewicz
Ślady wyrwane z zapomnienia
Grzegorz Jacek Pelica
Pragnę podziękować za wszelkie – internetowe, listowe, telefoniczne i osobiste – dowody uważnej lektury dwudziestu odcinków „Śladów wyrwanych z zapomnienia”, które ukazały się w latach 2005-2007. Cieszę się, że wiele osób znalazło wśród śladów własne odciśnięte stopy i ścieżki dziecięcych lat.
   
   W korespondencji z 21 marca 2006 roku, zamieszczonej na stronie internetowej „PP”, czytelnik podpisany „Diakon Piotr z UKGK” zarzuca mi, że wprowadzam czytelników w błąd, pisząc o pięćdziesięciu tysiącach konwertytów na Podlasiu, bo oficjalne dane rosyjskie to ponad 100 tys. tych, co na Podlasiu przeszli w 1905 r. na rzymski katolicyzm. Przez ponad rok oczekiwałem, że diakon uważniej przeczyta mój artykuł i dokona autopoprawki, a ponieważ to nie nastąpiło, przypominam dwa zakwestionowane przezeń zdania (nr 10/2005 „PP”, str. 19; odc. 4): W dwudziestu dekanatach diecezji lubelskiej w 1905 roku z prawosławia na obrządek łaciński przeszło 46 585 osób, zaś łącznie w latach 1905-1926 – 63 886. Jeśli doliczyć w wariancie „korzystnym” około 50 tysięcy konwertytów w części podlaskiej województwa lubelskiego, to rok 1905 zamyka liczba mniejsza niż 100 tysięcy byłych unitów, którzy przeszli z prawosławia na rzymski katolicyzm. Część podlaska województwa lubelskiego nie jest całym Podlasiem.
   W obszernym, bo trzystronicowym, artykule „Co się stało z cerkwią w Uhninie?” (PP z września 2007 roku, s. 20-22) Mikołaj Dawidziuk podjął trud uzupełnienia informacji historycznych, ponieważ – jego zdaniem – w osiemnastym odcinku szkiców informacje dotyczące cerkwi – podane przez Pelicę – są na tyle ogólnikowe, iż niewiele z nich wynika. Ponadto nie są wolne od błędów. Po tak surowej ocenie należałoby oczekiwać wielu sprostowań, które się jednak nie pojawiły. Następuje po prostu uzupełnienie o informacje, niestety częściowo błędne, o czym Czytelnicy oraz zacny autor mogą się przekonać, uważnie czytając majowy odcinek „Śladów”.
   Analizując, a raczej streszczając, wybrane dokumenty z dwóch teczek Archiwum Państwowego w Lublinie (APL) oraz z danych autorstwa dr. Bronisława Seniuka autor popełnił kilka błędów warsztatowych przez:
   – bezkrytyczne podejście do źródeł; oficjalne pisma administracji wojewódzkiej, powiatowej, a głównie organów bezpieczeństwa i ministerstwa służą nie tyle wyrobieniu sobie zdania, co wyrokowaniu o faktach i osobach;
   – brak weryfikacji informacji, które nawet w tej samej teczce archiwalnej potrafią być wzajemnie sprzeczne, w oparciu o dane z innych archiwów;
   – ignorowanie informacji podanych przez autora „Śladów...” i zastępowanie ich własnymi interpretacjami;
   – błędy w interpretacji wypowiedzi i dokumentów.
   Zarzucając małą precyzję mojemu szkicowi adwersarz chętnie posługuje się przybliżeniami-ogólnikami: zbudowana została prawdopodobnie... nie można wykluczyć, mogło być około, tymczasem cerkiew jakimś cudem ocalała, cerkiew wkrótce (kiedy?) otwarto, została prawdopodobnie zbudowana, władze (jakie?) zgodziły się.
   Jaki to dało efekt? Chaotyczne zaplątanie się w danych archiwalnych i naginanie interpretacji historycznej.
   1. Daremnie pan Dawidziuk szukał cerkwi w Uhninie w wykazie parafii z roku 1886, bo była to wówczas filia parafialna. Drewnianą kaplicę zbudowano nie „prawdopodobnie”, a na pewno w latach 1874-1875 (por. s. 27, „PP” 5/2007), a spaliła się rzeczywiście w 1907 roku. W wykazach i dokumentacji dozorów cerkiewnych spotyka się połączenie Uhnin–Hołow no oraz Dębowa Kłoda–Uhnin, czasami z dodatkiem „w parafii Parczew”. Nieraz autorzy opracowań, niestety także konserwatorskich (!), mylili świątynię w Uhninie i w Parczewie lub w Dębowej Kłodzie.
   2. Cerkiew w Uhninie, według projektu Aleksandra Puringa, oddano do użytku w 1912, a nie w 1911 roku, choć taki błąd powielają autorzy wielu opracowań, nie szukając w źródłach szczegółów. W roku 1911 wmurowano kamień węgielny i postawiono zrąb. Na pewno podmurówka i część ścian były wykonane z opoki, czyli murowane. Podobnie jak cerkiew w Święcicy w parafii Bezek, tak i cerkiew w Uhninie była „oczkiem w głowie” arcybiskupa Eulogiusza. Władyka Eulogiusz cieszył się tutaj w latach 1909-1914 sporym szacunkiem. Dla zbicia kapitału wyborczego posłowie RP Makiwka i Lubarski chętnie nawet rdzennie ukraińskich i polskich biskupów prawosławnych określali mianem „kacapy”, doradzając wiernym wypędzanie metropolity Dionizego, biskupa Sawy i biskupa Tymoteusza z Horostyty, Holi, Połosek, Sosnowicy i Uhnina.
   3. Kuria podlaska w tych samych dniach oświadczała w piśmie do MWRiOP i wojewody, że nie chce naśladować zaborców, żądając prawosławnych świątyń, a w liście pasterskim i w rozmowach ze starostwem przypominała, że zwrócenie świątyń Kościołowi katolickiemu jest „aktem sprawiedliwości dziejowej”. Nie miało miejsca żadne „zmienianie zdania”, lecz zdaniem biskupa Henryka Przeździeckiego wszystkie podlaskie świątynie (włącznie z monasterem w Jabłecznej) były „pounickie”.
   4. Neounia w aspekcie czasowym była rzeczywiście w Uhninie epizodem, ale o randze na tyle doniosłej, że „prawosławni” zawdzięczali jej w ogóle możliwość modlitwy w swojej świątyni. Dla uzyskania zgody na otwarcie cerkwi udawali „katolików obrządku wschodniego”, a gdy to udawanie wyszło na jaw, urządzono odrębną cerkiew domową. Niepoważne potraktowanie mojego tekstu spowodowało, że pan Dawidziuk przeoczył informację o funkcjonowaniu w latach trzydziestych w Uhninie dwóch świątyń: neounickiej (cerkwi z 1912 roku) i prawosławnej (cerkwi domowej z lat 1933-1938).
   5. Umieszczenie rzekomo neounijnej inicjatywy w Uhninie na przełomie lat 1923-1924 jest nieścisłością. Przypisując negatywne dla prawosławia intencje o. Sylwestrowi Brodkiewiczowi autor wyrządza temu kapłanowi pośmiertnie krzywdę.
   Otóż list księdza do biskupa podlaskiego był parawanem lub manewrem taktycznym. Gdyby tak nie było, metropolita przeniósłby ks. Brodkiewicza od razu z tego terenu. O. Brodkiewicz, do 1921 roku administrator parafii w Równem, od 27 kwietnia 1921 do 1927 roku pozostaje w Sosnowicy, dopiero 13 października 1928 roku przeniesiono go na stanowisko proboszcza w Szlatynie, a od 16 stycznia 1930 roku pracuje w diecezji wołyńskiej. I nie najważniejsze były tu przyczyny podane przez pana Dawidziuka; jeżeli troje dzieci to w 1923 r. „spora gromadka”, stwierdzenie jest raczej aluzją niż informacją.
   6. W Uhninie misjonarzował nie tylko o. Marek Jakimczuk. Jako wędrowni misjonarze lub księża nieetatowi, pracowali tu: o. Meliton (Zachariasz Jarmus), o. Ardalion (Andrzej Karpica) i o. Chrystofor (Bazyli Kość). Nie służyli nabożeństw w kaplicy neounickiej, lecz w cerkwi domowej i na cmentarzu. Po bliższe informacje o ich pracy i neounii odsyłam do mojej książki „Kościół prawosławny w województwie lubelskim (1918-1939)” (np.: s. 181-182 w rozdziale trzecim).
   7. Uhnińska cerkiew neounicka nie została do końca zburzona 6 lipca 1938 r., gdyż w październiku tegoż roku pojawia się informacja o niej z pretensją urzędnika, dlaczego jeszcze stoi. Natomiast podpalona została inna cerkiew eulogiuszowa, której nie znajdziemy na wykazie posła Stefana Barana – wspomniana już cerkiew w Święcicy. W Uhninie rozwalono cerkiew domową, obsługiwaną przez mnichów jabłeczyńskich, ale tam już nie było moszczi, więc żadne relikwie nie mogły być sprofanowane. Cerkiew z 1912 r. nie była nigdy konsekrowana jako prawosławna, a jedynie poświęcona (nie mniej niż trzy razy) jako miejsce modlitwy. Do jednej i do drugiej cerkwi do 1938 r. uczęszczały te same osoby, uważając się za prawosławnych. Zakazy duchownych powodowały frustrację i zaprzestawanie praktyk religijnych oraz przenoszenie posługi sakramentalnej do sąsiednich parafii. I to było główną przyczyną powodzenia agitacji komunistycznej, a nie „uświadomienie i polityczne zaagitowanie” ludności. To właśnie brak świadomości i poczucia tożsamości powoduje, że politykierstwo i karierowiczostwo wygrywa z wiarą, partyjniactwo z prawosławiem, a koniunkturalizm z wiernością jakiejkolwiek konfesji.
   Wracając do Uhnina – restauracja kaplicy po 1939, jej zniszczenie w 1947 roku, a potem powolna agonia do lat osiemdziesiątych – to kolejne etapy tej opowieści.
   
   Grzegorz Jacek Pelica
   

Opinie

[1] 2007-12-26 01:19:00 diakon Piotr UKGK
Jak można sprawdzić na stronie http://www.pporthodoxia.com.pl/artykul.php?id=1001 - autorem wiadomości z 21 marca 2006 r. nie był "diakon Piotr z UKGK" (nb. NIGDY nie podpisuję się >"z" UKGK<), lecz zupełnie anonimowy "czytelnik", który nie podał adresu e-mailowego (ja zawsze podaję); interpunkcja i ortografia również nie wskazuje na moje autorstwo. Ja np. nigdy nie piszę "Kościół" z małej litery, o ile nie chodzi o budynek. Skoro zaś polemikę p. Pelicy zamieścił "PP" w wydaniu papierowym, proszę Redakcję o wydrukowanie w najbliższym numerze niniejszego sprostowania.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token