Numer 10(268)    październik 2007Numer 10(268)    październik 2007
fot.Anna Rydzanicz
500 lat minęło
Michał Bołtryk
Parafia Opieki Matki Bożej w Choroszczy w październiku będzie świętować 500-lecie istnienia.
   
   Na przestrzeni wieków budowano tu kolejne cerkwie. O niektórych świątyniach i ich budowniczych pamięć prawie się zatarła. Cerkiew dziś istniejącą zbudowano dzięki staraniom o. Teodora Jaszyna w latach 1881-1983. Poświęcono ją 1 października 1883 roku.
   Dzieje parafii opisuje w bardzo ciekawym szkicu w Wiadomościach Prawosławnej Diecezji Białostocko-Gdańskiej (4/2006 i 2/2007) Halina Surynowicz. Wedle jej ustaleń do cerkwi w Choroszczy należeli wówczas wierni z Choroszczy, Ruszczan, Żółtek, Rogowa, Barszczewa, Jeronik, Sienkiewicz, Oliszek, Dzikich, Śliwna i folwarku Rogowo. W 1878 roku parafia liczyła pięciuset wiernych. Przybyły z dalekiej Rosji o. Teodor Jaszyn nie tylko zbudował cerkiew, ale i założył pierwsze szkoły gramoty w Zaczerlanach, Ruszczanach, Żółtkach, Rogowie, Izbiszczach. Jego staraniem stworzono też bibliotekę parafialną. W bibliotece, jak pisze Halina Surynowicz, znajdowały się (uwaga!) m.in. „Cztienija po istorii zapadnoj Rusi” Kojałowicza, „Uroki i primiery christijanskoj wiery, nadieżdy i lubwi” Rieczenki, „Statisticzeskoje opisanije prichodow Litowskoj Jeparchii” i wiele innych. Z czasopism o. Teodor prenumerował „Litowskije Jeparchialnyje Wiedomosti”, „Kliriowyje Wiedomosti”, „Wie-stnik Zapadnoj Rusi”, „Woskresnyj Dień”, „Cerkownyj Wiestnik” i wiele innych. A na potrzeby rozwijającego się chóru proboszcz sprowadzał z Petersburga i Wilna wydawnictwa muzyczne do nauki śpiewu cerkiewnego. Ojciec Teodor zajmował się także działalnością publicystyczną. W„Litowskich Jeparchialnych Wiedomostiach” zamieszczał relacje z ważniejszych wydarzeń cerkiewnych na Białostocczyźnie. Zmarł 23 października 1905 roku na atak serca. Pochowano go przy cerkwi w Choroszczy. Niedawno o. Andrzej Bołbot, obecny proboszcz parafii w Choroszczy, ufundował tablicę w pritworze cerkwi ku czci i pamięci swojego poprzednika.
   O. Andrzej Bołbot urodził się w 1966 roku. Pochodzi z Lewkowa Nowego, parafii św.św. Piotra i Pawła w Lewkowie Starym. Po ukończeniu Technikum Rolniczego w Bielsku Podlaskim wstąpił do seminarium w Jabłecznej. Uczył się tam przez trzy lata. Potem kontynuował naukę w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Święcenia kapłańskie, z rąk arcybiskupa Sawy, otrzymał 4 grudnia 1991 roku. 30 grudnia tego samego roku otrzymał nominację na parafię w Choroszczy. Przed nim siedemnaście lat w Choroszczy służył o. Aleksander Mamczur. Poprzednik o. Andrzeja zmarł w 1995 roku.
   – Parafianie – wspomina początki o. Andrzej – przyjęli mnie ciepło. Może byli trochę, pozytywnie, zaskoczeni, że taki młody batiuszka. Tu „od zawsze” byli starsi duchowni.
   W minionych szesnastu latach posługi duszpasterskiej o. Andrzej wraz z parafianami zbudował plebanię, remontował gruntownie cerkiew. Dzięki staraniom proboszcza i wiernych w 2002 roku w cerkwi Opieki Matki Bożej w Choroszczy zadzwoniły po raz pierwszy od bieżeństwa dzwony (cztery) odlane w firmie Felczyńskich. W roku 2006 i 2007 Jarosław Wiszenko wykonał w cerkwi polichromie.
   Przedtem niełaskawa historia nie sprzyjała tego rodzaju pracom. Teraz malarze malują zewnętrzne ściany cerkwi. Będą gotowe na święto Pokrow Matki Bożej i na jubileusz pięćsetlecia parafii i miasta.
   Teraz do parafii o. Andrzeja Bołbota należą Choroszcz, Ruszczany, Żółtki, Kościuki i Sienkiewicze.
   – Nasza parafia – mówi proboszcz– do czasów bieżeństwa była dosyć liczna. W Żółtkach 70 proc. mieszkańców stanowili prawosławni (teraz dwa domy), w Ruszczanach – 80 proc. (teraz osiem domów), w Kościukach ponad sto domów prawosławnych (dziś dwa), no i w Choroszczy było nas niemało.
   Żywą kroniką dziejów parafii XX wieku jest mieszkający w Ruszczanach Eugeniusz Michalski. Z Ruszczan do cerkwi w Choroszczy jakieś trzy kilometry.
   – Urodziłem się – opowiada pan Eugeniusz – w Ruszczanach w 1930 roku. Cerkiew w Choroszczy, jak pamiętam, była czynna za sanacji, za sowietów, za Niemca i po wojnie. Czyja była władza, tego były porządki. Przed wojną poszedłem do szkoły w Choroszczy. Uczono tylko po polsku. W 1939 roku najpierw byli tu Niemcy, krótko. Po nich przyszli sowieci.
   W Choroszczy w szkole uczono po rosyjsku i polsku. Można było wybrać klasę rosyjską albo polską. Ja, tak jak większość z nas, prawosławnych, wybrałem rosyjską. U nas na wsi i w okolicy mówiło się „po prostemu”. Nawet ksiądz katolicki posługujący w Choroszczy przed wojną mówił do nas, chłopaków: Hawary pa prostu, nie ustydajsia swajoj mowy.
   Pamiętam, że witano chlebem i solą w 1939 roku wchodzących tu Niemców, a potem, po paru tygodniach, tak samo sowietów.
   Przy sowietach zaraz zniknął polski dyrektor szkoły. Potem wywożono kułaków. I nawet naszą rodzinę miano wywieźć. Mieliśmy trzynaście hektarów ziemi, ojciec wynajmował pastucha do krów. To już było za wiele jak na warunki sowieckie. Ale nie zdążono, bo wybuchła wojna niemiecko-radziecka.
   Sowieci uciekli. W Choroszczy, w wojennym gorodku, zostały zapasy ubrań i broni. Ludzie to wszystko rozbierali. Potem była okupacja, szarwarki, kontyngenty. I tak do nadejścia frontu.
   Czerwonoarmiści wypędzili Niemców i zainstalowali się w Choroszczy i w okolicy. Tworzono Polskę Ludową. I wtedy zaczął się dla nas najtrudniejszy czas.
   Z jednej strony chodzili radzieccy komisarze i namawiali na wyjazd do Związku Radzieckiego, z drugiej – dało o sobie znać podziemie. Wtedy o tym podziemiu mówiło się „bandy”. Niemal każdego dnia mówiono: tam wypędzono, tam podpalono, tam zabito... Nasi – prawosławni – ludzie, aby przeżyć wyjeżdżali do Związku Radzieckiego, do większych miast, a niektórzy także zmieniali wiarę na rzymskokatolicką. Takich zostawiano w spokoju.
   I to jest odpowiedź na pytanie, dlaczego nas, prawosławnych, jest teraz tu tak mało.
   Na koniec rozmowy pan Eugeniusz prowadzi mnie do drugiego pokoju i pokazuje ikonę św. Paraskiewy: – To ikona z cerkwi w Knyszynie – mówi. – Za sanacji brat mojego ojca, Piotr, był na komisji wojskowej w Knyszynie. Komisja była w zabranej prawosławnym cerkwi. Na podłodze leżały różne sprzęty cerkiewne, także ikony. Stryj wziął tę ikonę i przywiózł do domu. Od tego czasu jest ona u nas i ratuje przed nieszczęściami.
   A przy cerkwi w Choroszczy o. Andrzej Bołbot dogląda ostatnich prac przed wielkimi uroczystościami. Malarze na pewno zakończą niedługo prace. Na plac cerkiewny przywieziono wielki kamienny głaz. Na nim znajdzie się tablica z informacją o tym, że tu niegdyś było centrum Choroszczy, tu była cerkiew i stary rynek-plac. Stąd bierze swój początek Choroszcz.
   
   Michał Bołtryk
   fot. autor
   

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token