Numer 7(265)    lipiec 2007Numer 7(265)    lipiec 2007
fot.Anna Radziukiewicz
Na granicy
Anna Radziukiewicz
W 1877 o. Bazyli Czetyrkin policzył prawosławnych wiernych w parafii Topilec. Zapisał: 1392 osoby.
   W 1943 o. Józef Kowszyk zanotował: „do spowiedzi w Wielkim Poście przyszło 1077 osób, nie licząc dzieci do lat siedmiu”. Teraz w parafii Topilec jest około stu wiernych.
   W historii tych ziem żadna wojna, nawet potop szwedzki, nawet wojna dwudziestoletnia na początku osiemnastego wieku, nawet towarzyszące jej fale morowego powietrza, nawet obie wojny światowe nie spowodowały tak gwałtownego stopnienia prawosławnych, jak pierwsze lata po drugiej wojnie.

   
   Do Topilca z Białegostoku jest około dwudziestu kilometrów. Topilec leży nad Narwią, tu szeroko rozlaną, meandrującą, bo melioranci nie zdążyli jej wpuścić w kanał. Leży w samym sercu Narwiańskiego Parku Krajobrazowego. Park prostą linią ucina szosa do Warszawy. Na południu rozpoczyna go ostrym trójkątem Suraż. Topilec ulokował się niemal pośrodku między Choroszczą a Surażem. Do Choroszczy osiem kilometrów.
   W Surażu, jednym z najstarszych ruskich grodów na Podlasiu, nie ma cerkwi od 1915 roku. W Choroszczy zachowała się, choć wiernych też garstka. Parafia Topilec zbiera wsie tylko po wschodniej stronie Narwi, tak jakby rzeka, zmieniając od Suraża swój bieg w kierunku północnym, wyznaczała wyraźną granicę wpływów wschodniego chrześcijaństwa.
   Ta kulturowa granica była wyraźna przez około tysiąc lat. Ale nie teraz.
   Jest czas paschalny. Niedziela 29 kwietnia 2007. Liturgia zgromadziła ze trzydzieści osób. Ludzie wychodzą z cerkwi. Nie rozchodzą się. Mury świątyni osłaniają ich przed wyjątkowo chłodnym tego dnia północnym wiatrem. Coraz głębiej wchodzimy w chłód powojennych wspomnień.
   
   WYJEŻDŻAJCIE DO RAJU
   – Idziemy nad Narew doić krowy i widzimy przypięte do drzew kartki „wyjeżdżajcie do raju” – wspomina kobieta obok w jasnym płaszczu. – Miałam wtedy trzynaście lat i wszystko pamiętam. Zrywamy te kartki. Wracamy z wydojonym mlekiem, znów takie same kartki porozwieszane na drzewach. Ojciec i moja siostra nie nocowali w domu. Chowali się przed bandami. To one posyłały nas do raju. Ojciec zrobił w sianie jamę. Najbardziej mój dziadek nie chciał wyjeżdżać do Rosji. Zawsze mówił, że zostanie w Polsce. W 1932 roku zaczął budować dom. Dom był nowiutki. Jak go zostawić? Dokąd jechać? – pytał. A tu taki strach! U nas w Barszczewie Todorka Bucharewicza – on za dużo lubił gadać – przywiązali do fury. Todorko był już starszy. Nie mógł iść. Ciągnęli go. Potem rodzina nie mogła go znaleźć. Aż po miesiącu do tej rodziny przyszedł człowiek i powiedział, że przyśniło mu się, że ów zaginiony leży tam a tam. Ludzie po cichu mówili, że to on zabił Todorka. Poszli, odkopali ciało. Todorko miał odcięty język i wydłubane oczy. Wtedy cała jego rodzina wyjechała. Nie chciała zostawać ani dnia dłużej. W Barszczewie na całą dużą wioskę tylko mój szwagier został prawosławny, bo już jego dzieci przeszły na wiarę katolicką.
   Potem zmarła moja koleżanka. Była sobota 20 października, dobrze pamiętam, bo to moje imieniny, miała 13 czy 14 lat. Wykąpała się. A tu wiadomość – we wsi bandyci. Wszyscy schowali się na strychu. Ona na tym strychu przeziębiła się. Chorowała krótko.
   Mój ojciec wreszcie się zdecydował: – Pójdę do kościoła. Zmienię wiarę. Ale wszystko tak w nim się buntowało, że po drodze upił się. Zawrócił. Nie doszedł do księdza. Drugi raz już doszedł. Doszła i moja siostra, i ja. Zmieniliśmy wiarę. Mieliśmy wybór – jechać „do raju” albo pójść do kościoła.
   – To dlaczego teraz pani chodzi do cerkwi? – pytam.
   – Dziesięć lat byłam katoliczką, znam całą mszę na pamięć, na religię katolicką też musiałam chodzić. I tak do pięćdziesiątego szóstego. Ale wyszłam za prawosławnego. Wszyscy myśleli, że pociągnę go do kościoła. A ja za nim od razu do cerkwi. Chciałam wyjść tylko za prawosławnego. Tak samo zrobiła moja siostra. W wiosce był tylko jeden prawosławny. I ona za niego wyszła. Wróciła do cerkwi i śpiewała, tak jak i przedtem, w chórze. Wrócił do cerkwi i ojciec. Kiedy nawet byliśmy katolikami, zawsze w Wielki Czwartek wieczorem szliśmy do cerkwi na dwanaście Ewangelii. Ale dzieci mojej siostry przeszły już na wiarę katolicką i drugiej siostry też.
   
   MASZYNA SINGER
   – Z karabinami przyszli do mojej mamy – mówi druga, nieco młodsza kobieta – i pytają: „Dlaczego nie wyjeżdżacie do Rosji? Tam Stalin przygotował wam worki złota”. A mama do nich: „Ach panowie, mój mąż walczył o Polskę w Wojsku Polskim, potem siedział w niewoli niemieckiej, dlaczego mamy wyjeżdżać?”
   Chodziłam już do szkoły. Mama kupiła mi taką chustkę w krateczkę. Nawet ją bandyci mi zabrali. Raz weszli do nas nocą. Usiadłyśmy z siostrą na łóżku przykryte jedną kołdrą. Dygoczemy. Płaczemy. Strasznie było. Oni piją nasz sok, świecą latarkami po ikonach, chodzą z karabinami i krzyczą do mamy, żeby jechała do Stalina po worek złota.
   Za szczytkiem naszego łóżka stoi schowana maszyna Singer – majątek na tamte czasy. Na niej szyła siostra. Bandyci ściągnęli z nas kołdrę, ale maszyny nie zauważyli.
   Innym razem przyszli, gdy rodzice zabili świnię. Zabierają mięso. A mama do nich: „Zabierajcie panowie, zabierajcie, ale ta świnia jest chora”. Wtedy machnęli ręką i poszli.
   W cerkwi kończy się panichida. Wychodzi kobieta z twarzą jakby rozświetloną dobrocią.
   – To ta pani chowała tak swoją maszynę – podpowiadają kobiety.
   – A, jeszcze na niej szyję – ona na to. – Ludzie chcą, żebym i garsonki im szyła. Ja bym takiej starej jak ja nie dała do szycia niczego – śmieje się.
   Nazywa się Iraida. Śpiewa w cerkiewnym chórze. Tej niedzieli chór był dwuosobowy. Tak bywa często.
   Druga chórzystka – Nadzia.
   – Ona to młoda! – mówi Iraida, wskazując na Nadzię. – Ma tylko 67 lat, a ja osiemdziesiąt.
   Nadzia umie po białorusku.
   – Skąd? – pytam.
   – Bo ja z Trześcianki.
   – To aż w Topilcu pani męża znalazła?
   – To mąż mnie znalazł. Szukał daleko od Topilca, bo tu nikogo nie było. A chciał koniecznie prawosławną. To było też marzenie jego ojca. Teść wziął kiedyś za rękę mego syna, gdy ten był już kawalerem, i powiedział: „Spełnij moją prośbę. Ożeń się z prawosławną”. I tak syn zrobił. A córka? Jest prawosławna, bardzo wierząca, kiedyś nawet dała pieniądze na dach całej plebani, ale jej dzieci są katolikami.
   
   STRACH
   Rozmowa gdzieś się rozgałęzia. Przechodzi na innych.
   – W jednym domu tylko baba z wnuczkiem ocalała, bo na piecu leżała, a wszystkich pięcioro od razu nocą zabili bandyci – wspomina kobieta.
   – A pamiętasz, jak trzy trumny stały w cerkwi? – pyta inna sąsiadkę. – Bandyci zabili jednej nocy trzech mężczyzn. Wszyscy byli młodzi. W Wielki Piątek zabili. Oj, dużo ludzi u nas namordowali! Leon opowiadaj! – ponaglają kobiety. – Ty lepiej pamiętasz.
   Ale Leon milczy. Milczą mężczyźni. Nie mówią nic. Jak przez sześćdziesiąt lat. Strach w nich nie zgasł.
   W kobietach też się tli. Imion i nazwisk nie podają. Boją się.
   – My dopiero teraz półsłówkami zaczynamy o tym mówić – usprawiedliwiają się. – Człowiek nadal nie mówi tego, co by chciał.
   – Ten strach nosi w sobie jeszcze wielu prawosławnych, zwłaszcza starszych – któraś uzupełnia. – Moja mama była w szpitalu. Obok niej leżała prawosławna kobieta. Gdy się dowiedziała, że my z Białegostoku przenosimy się do topilskiej parafii, spytała: „A choć prawosławni w waszej wsi są?” „Nie, tylko katolicy” – usłyszała. „To wy się nie boicie?” – pytała z niepokojem. Musiała też przeżyć po wojnie traumę. A my przenieśliśmy się i teraz nie możemy narzekać. Mamy dobrych sąsiadów.
   
   MY TU WYNARODOWIENI
   Ocalili tylko prawosławie. Ruskości nie zdołali. Starsi pamiętają, jak zaraz po wojnie uczyli się jeszcze języka białoruskiego w czteroklasowej szkole w Baciutach, dużej wsi, przez którą za cara poprowadzono linię kolejową Petersburg – Warszawa. Ale do siebie na przerwach mówili po polsku. Bo tak zwracali się do nich rodzice. Dziś po swojemu – jak określają – rozumieją tylko najstarsi. I trochę rozmawiają. Pięćdziesięciolatkowie w ogóle nie rozmawiają po swojemu, ani ich dzieci.
   – Nie mamy nawet swojej tożsamości – skarży się kobieta, lat ponad 60. – Kiedyś poszłam do ojca i pytam, kto my? „My tu wynarodowieni” – odpowiedział.
   
   PO DRUGIEJ STRONIE
   – A czy macie kontakt z rodzinami po drugiej stronie granicy – z Białorusi, Rosji, z tymi którzy stąd zostali wygnani? – pytam.
   Odezwała się tylko jedna pani. –Raz przyjechała do nas na Zielone Świątki młoda kobieta. Robiła zdjęcia. Była redaktorką naczelną jakiejś białoruskiej gazety. Jej ojciec jest z Baciut. Ojciec już nie żyje. Nigdy tu nie wracał.
   Nikt nie podał innych przykładów. Jakby setki ludzi przekroczywszy wschodnią granicę zapadły się w czarną dziurę.
   Ale tak nie jest. To my nie spotykamy bólu tamtych ludzi.
   Kilka lat temu w Mińsku podeszła do mnie kobieta, której rodzice musieli uciekać spod Siemiatycz przed bandami. Przyniosła torbę domowych smakołyków, kalendarze, książki. W prezencie dla delegacji z Cerkwi w Polsce. Z miłości do siemiatyckiej ziemi.
   Ona, urodzona w Mińsku, mówiła: – Nie znam ziemi piękniejszej od siemiatyckiej.
   Tęsknotę i miłość zasadzili w jej sercu rodzice. Podlewali ją pieśniami, legendami, opowieściami. W raj zamienili ziemię utraconą.
   
   HISTORIA
   Rodziców Tomka Mularczyka nie dotknęła powojenna trauma. Byli za młodzi. Tomek skończył historię na Uniwersytecie w Białymstoku. We wrześniu weźmie ślub w cerkwi Zmartwychwstania Pańskiego w Białymstoku.
   Rodzice Tomka z Białegostoku wrócili do parafii Topilec.
   Pracę magisterską napisał o parafii w Topilcu. O ziemi nad Narwią pisze: „Przesuwano granice polityczne, dokonywano podziałów, dewastowano zabytki, niszczono harmonię społeczną, odbierano świątynie i przekazywano je innym, konfiskowano majątki, następowały repatriacje, deportacje i zsyłki”.
   Na jaki okres lokuje, za innymi badaczami, czas utworzenia parafii w Topilcu? Gdzieś na początek szesnastego wieku, mniej więcej pięćset lat temu. Najpierw w Baciutach i Topilcu stanęły prawosławne kaplice, które w XVI wieku przekształciły się w parafie. W najbliższej okolicy starsza była jedynie parafia w Fastach. W Choroszczy powstała później. Pierwsza ćwiartka XVI wieku sprzyjała prawosławnym. Fundowano wtedy wiele nowych cerkwi.
   Archiwa nie rozpieszczały magistranta Tomasza. O parafii w Topilcu jest w nich niewiele. Dopiero druga połowa XIX wieku znajduje w nich konkretne odzwierciedlenie.
   19 lutego 1870 roku do Topilca przybywa o. Mikołaj Skałłabanowicz, absolwent Litewskiego Seminarium Duchownego w Wilnie. W tym czasie trwały przygotowania do budowy nowej, murowanej cerkwi, a może nawet tę budowę już rozpoczęto. 6 czerwca, dwa lata później, cerkiew wyświęcono.
   Od 1876 roku rozpoczęła się epoka – można powiedzieć – o. Bazylego Czetyrkina. Był on proboszczem parafii aż 34 lata. Budował, trudził się na niwie oświaty, pisał do Litewskich Eparchialnych Wiadomości. To za jego czasów na cmentarzu wyświęcono w 1882 roku nową cerkiewkę, a cały cmentarz ogrodzono kamiennym murem. Do parafialnej cerkwi św. Mikołaja kupiono nowy 240-kilogramowy dzwon, a cerkiew wyremontowano i otoczono kamiennym murem.
   W końcu XIX wieku konduktor carskiego pociągu, Tomasz Lebiedziński, ofiarował do cerkwi ikonę Nierukotwornego Spasa. Upamiętnił w ten sposób ocalenie cara Aleksandra III. Jechał on wraz z rodziną i dworem nad Morze Czarne. Pociąg uległ katastrofie. Zginęło wiele osób, ale car z rodziną ocalał – nikt nie został nawet draśnięty.
   Aż dziewięć ikon ofiarował oficer carski z Białegostoku Timofiejew, także grób i anałoj. Wiera Nikulina podarowała krzyż na ołtarz, Ewangelię w posrebrzanej okładce, jedwabne szaty liturgiczne, dwie ikony. Byli i inni ofiarodawcy, jak Josif Grenasz i Wincenty Utrutko – obaj z Baciut.
   Parafia kwitła za o. Bazylego. Odszedł on w 1910 roku. Po nim do bieżeństwa służyło jeszcze dwóch duchownych. Duchowni przez cały wiek dwudziesty zmieniali się w tej parafii jak w kalejdoskopie. Dlatego chórzystka Iraida mogła powiedzieć: – Ja chyba z siedemnastu batiuszków przeżyłam.
   Gdy nadciągała pierwsza wojna, a lud szykował się do bieżeństwa o. Włodzimierz Werpulewski z parafianami ukrył cerkiewne dzwony, dwa złote krzyże, złote łyżeczki, czaszę.
   Nikt z ukrywających te skarby nie wrócił z bieżeństwa. Dlatego do dziś nie wiadomo, gdzie one są.
   W 1918 roku, pisze Tomasz Mularczyk, władze polskie zlikwidowały samodzielną parafię w Topilcu. Wiernych przydzielono do parafii w Choroszczy. Ludzie prosili, by przywrócić ich parafii samodzielność. Władze na wszystkie prośby odpowiadały – nie. A parafia była rozległa. Obejmowała oprócz wsi Topilec i kolonii o tej samej nazwie Baciuty, Zawady, Gajowniki, Nowy Topilec, Tołcze, Niecki i Barszczewo. Do spowiedzi przystępowało około 1200 osób.
   Wracamy do rozmowy pod cerkwią z 29 kwietnia 2007. Kobieta przedstawia się: – Ja z Baciut. Opowiada: – Moja teściowa zawsze wspominała, że zamknięto na jakiś czas cerkiew w Topilcu. Władze chciały z niej zrobić kościół. Wtedy ojciec teściowej, Mikołaj Utrutko z Baciut – a wieś wówczas była prężna, większość w niej stanowili prawosławni – pojechał do samego Piłsudskiego. Ktoś jeszcze był z nim. Piłsudski zezwolił wtedy, by cerkiew była otwarta.
   Dopiero na początku 1940 roku reaktywowano samodzielną parafię. Proboszczem na sześć lat został Józef Kowszyk. Od razu po wojnie utworzono cerkiewne bractwo. Prababcia Tomasza Mularczyka, Maria Poźniak, została przewodniczącą, a podporą bractwa jej mąż Piotr. Piotr ukrywał proboszcza, o. Serafima Samojlika, i pomagał mu na wszelkie sposoby, kiedy tu grasowały bandy. O. Serafim musiał ciągle gubić po sobie trop. Nocował po różnych domach w Baciutach, Białymstoku, ukrywał się w podziemiach cerkwi. To o. Serafim założył cerkiewny chór, w którym pani Iraida śpiewa od czterdziestego siódmego do dziś. I trochę dłużej szyje na maszynie Singer.
   Po wojnie proboszczowie zmieniali się szybko. Byli tu 3-5 lat, a nawet pół roku, i wyruszali do innych parafii. Jedenastu duchownych, opiekujących się parafią w Topilcu w ciągu 34 lat wylicza Tomasz w swojej pracy. Na dłużej – siedem lat – zatrzymał się tu o. Walerian Antosiuk. Wtedy wyremontowano cerkiew na zewnątrz, kładąc nowe tynki i dach. Za jego następcy, o. Jana Karpiuka, wybudowano nową plebanię, wyremontowano kaplicę św. Barbary w Baciutach oraz starą plebanię.
   Do starej plebani można było zaprosić dzieci i młodzież na obozy bractwa. Przez dziesięć lat, do połowy lat 90., bractwo organizowało tu obozy.
   
   Z PARYŻA DO TOPILCA
   Wiosenny błękit i wyzłocona słońcem zieloność zdają się wlewać do plebani szerokimi oknami. W dolinie, między drzewami, połyskuje poszarpana wstęga Narwi. Z drugiej strony okno plebanii otwiera widok na cmentarz. Przy stole proboszcz parafii w Topilcu o. Jarosław Jóźwik, matuszka Dominika. Jest i brat o. Jarosława – o. Doroteusz. Służy w cerkwi w Gdańsku.
   – Można się tu czuć jak w mona sterze – wtrąca o. Jarosław – Noc wycisza tu całą cywilizację.
   O. Jarosław od siedmiu lat jest związany z Paryżem. W Instytucie św. Sergiusza skończył studia teologiczne. Teraz pod kierunkiem Andrzeja Łosskiego, wnuka wybitnego teologa Włodzimierza Łosskiego, pisze doktorat o spowiedzi w szóstym wieku według Jana Postnika. Zanim trafił do Topilca, przez dwa lata służył w cerkwi św. Mikołaja w Nicei.
   – Dla mnie prawosławie to wyznanie zbierające ludzi, a nie rozpraszające ich – mówi. – Patrzę przez pryzmat Francji? Może. Tam do prawosławia przychodzą rodowici Francuzi. Przychodzą z pełną świadomością. Na pewno sprzyja temu ferment duchowy i intelektualny, związany z Instytutem św. Sergiusza. Wyrasta generacja młodych teologów, bardzo zaangażowanych w studia patrystyczne. Instytutem kieruje o. Hiob, młody liturgista, Ukrainiec z Kanady. Wiele zrobił dla nadania uczelni ducha badań, tak charakterystycznego dla niej w okresie międzywojennym. Instytut organizuje znane kongresy liturgistów. W tym roku będzie 53. Jak zwykle zbierze śmietankę liturgistów z całego świata z różnych chrześcijańskich Kościołów.
   – Co jest najbardziej budujące? – To, że protestanci czy katolicy przedstawiając swoje badania na kongresie odnośnie rytu w minionych wiekach, uzupełniają: „To tak jak teraz u prawosławnych”.
   – Co robić, by prawosławie nie kurczyło się, nie zanikało? – stawiam pytanie na ziemi mocno naznaczonej tym procesem.
   – Ono ma być czymś tak naturalnym jak oddychanie. Nie może kończyć się na progu cerkwi. Cały dzień, tydzień, rok, ma się zamykać w cyklu liturgicznym, musimy cały czas oddychać prawosławną tradycją. Wtedy ono nie zaniknie – odpowiada. – Nie mówię tu o czasach zawieruch historycznych.
   O. Jarosław uczy religii w szóstym ogólniaku w Białymstoku. O młodzieży mówi, że jest bardzo chłonna, interesuje się prawosławiem. Cieszy się, że w jego parafii są i dzieci, i młodzież. Na choinkę zorganizowaną w tym roku w świetlicy w Topilcu przyszło 21 najmłodszych parafian. Śpiewali prawosławne kolędy. Potem, po raz pierwszy w historii oświaty na tej ziemi, zaśpiewali je swoim rówieśnikom katolikom w szkole w Turośni Kościelnej. Odwagi dodał batiuszka. Zostali wspaniale przyjęci, zwłaszcza przez dyrektora szkoły.
   W ubiegłym roku o. Jarosław ochrzcił kilkoro dzieci i w tym roku też zapowiadają się chrzciny. Niektórzy przesiedlają się z Białegostoku do parafii nad Narwią.
   „Być może wrócą czasy, gdy podczas Wielkiego Postu przystępowało do spowiedzi w cerkwi w Topilcu ponad tysiąc osób” – kończy magisterską pracę Tomasz Mularczyk.
   Tomasz kupił plac w Baciutach. Będzie budował na nim swój dom. Wróci tu z Białegostoku.
   
   Anna Radziukiewicz
   fot. autorka
   

Opinie

[1] 2008-01-24 14:03:00 Aleksander
Gratuluję Tomaszowi tematu pracy magisterskiej.O wypędzonych z białostocczyzny nikt nigdy nie mówił.Dopiero teraz przeczytałem ten artykuł i pragnę dorzucić kilka faktów. Otóż w Baciutach rozlepiano ulotki o treści: "Gdzie brat twój tam i ty" z dorysowaną dłonią i palcem skierowanym na Wschód.Jest rzeczą oczywistą, że ulotki rozwieszano tylko na płotach południowej strony ulicy celem zachowania zgodności kierunku.Zastraszenie prawosławnych i zmuszanie do wyjazdu były ogromne.Pustoszały okoliczne wsie.Repatrianci z byłych wschodnich terenów polskich wcale nie kierowali się na Ziemie Odzyskane tylko na rampie w Białymstoku oczekiwali na kolejne opuszczone domostwa.Sposobem obrony przeciwko różnym bojówkom i rabusiom mogło być tylko uzbrojenie się (ówczesne władze bez większych formalności wydawały na ten cel broń)i organizacja samoobrony. Za przykład może posłużyć wieś Doktorce, nota bene katolicka.Do tego jednak nie doszło i ludność zamieszkująca te tereny od XV w. masowo wyjeżdżała na Wschód, gdzie była przyjmowana bardzo niechętnie.
Z pozdrowieniami.
Aleksander
[2] 2008-11-29 14:35:00 Tomasz
Dziękuję bardzo za opinię Panie Aleksandrze!
Nadszedł właśnie czas by o tym mówić
i odtwarzać tamten okres zarówno empirycznie jak i by przyszłe pokolenia mogły wyciagać wnioski i w przyszlości nie popełniać błędów przodków! Ludziom zaś, którzy to przeżyli i przecierpieli oddać należną Im cześć i pamięć. Bo jak mawiał klasyk "Ludzie nie znający historii zmuszeni są do jej przeżycia na nowo!" - tym bardziej swojej i swych korzeni...
Z poważaniem.
Tomasz Mularczyk
[3] 2010-06-10 11:58:00 Daniel
Z tezami artykułu nie będę polemizował, gdyż każdy ma swoją prawdę. Nie wątpię w krzywdy prawosławnych, ale mówiąc o nich nie należy rzeczywistości traktować tak jednostronnie. Sam mam kolegę, którego dziadkowie z Baciut zostali za pierwszej okupacji sowieckiej wywiezieni na wschód, a po wojnie w swoim domu spotkali mieszkających tam przybyszów ze wschodu. Przez parę lat otrzymywali listy z pogróżkami, aby nie wracali do Baciut.

Jedna uwaga merytoryczna do artykułu: W 2007 roku nie było już Narwiańskiego Parku Krajobrazowego tylko Nariwański Park Narodowy (od 1996 roku).

Ciekaw jestem, czy pan Tomasz Mularczyk będzie jeszcze czytał te komentarze, ale od paru lat nurtuje mnie kamienny obelisk w Zaczerlanach (po drugiej stronie drogi w stosunku do krzyża postawionego na pamiątkę ocalenia cara Aleksandra III). Najprawdopodobniej jest to mogiła. Interesuje mnie, z jakiego okresu pochodzi.
[4] 2011-02-24 12:27:00 Marcin
Pragnę zaznaczyć, iż parafia w Topilcu jeszcze na poczatku XIXw. była grekokatolicka, proszę rzetelnie informować o tym czytelników w artykule. Wydaje mi się, że czytelnikom należy się rzetelna informacja dot. tragicznych dziejów kościoła unickiego, a także iż w większości przypadków ich przodkowie zostali zmuszeni do zmiany wyznania na prawosławne w I poł. XIXw. Panie Tomaszu, nie czytałem Pana pracy mgr ale jeśli twierdzi Pan że parafia założona w XVIw była prawosławna to gratuluję obrony i spolegliwego promotora. Proszę przynajmniej w komentarzu sprostować tezy artykułu dot. historii parafii.
[5] 2011-03-01 22:54:00 Tomasz
... Co do wpisu Pana "Daniela" - liczy się tylko prawda historyczna! Nie "pół"-prawda, czy też "prawie"prawda. Docieranie do prawdy historycznej było moją ideą podczas pisania pracy - i jest do dziś, czy to jest komuś wygodne czy nie!
Z Poważaniem.
Tomasz Mularczyk
[6] 2011-05-23 13:37:00 Barbara
Jest Pan bardzo stanowczy Panie Tomaszu.
[7] 2011-10-17 00:56:00 Tomasz
Nawiązując do wpisu Pana "Marcina" - teren Podlasia znajdował się w obrębie państwowości ruskiej już od III dekady X wieku, od 988r. misję chrystianizacyjną prowadziło już biskupstwo kijowskie i białogradzkie. Źródła podają też o dacie 1498r.-ufundowaniu Monasteru N.M.P. w Supraślu, a w roku 1506r. przekazaniu istniejących już ośrodków w Baciutach i w Topilcu przez Metropolitę Sołtana- Monasterowi Supraskiemu. W tym też czasie ufundowane w Baciutach i Topilcu kaplice zmienione zostały w samodzielne parafie podległe Archimandrycie w Supraślu....Co do napisnych przez Pana uwag - zostawie to bez komentarza i polecę głębszego zbadania tematu...
Z Poważaniem!
Tomasz Mularczyk.
[8] 2013-05-13 08:46:00 Adam
Kim byli ludzie określani jako "bandyci" działający od 1932 do do połowy lat pięćdziesiątych? Nie udało się ich zidentyfikować?

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token