Numer 7(265)    lipiec 2007Numer 7(265)    lipiec 2007
fot.Anna Radziukiewicz
Kładka do cerkwi
Anna Radziukiewicz
– Kiedyś prawie nie było prisłużników w naszej cerkwi – mówi proboszcz parafii w Gródku o. Mikołaj Ostapczuk – teraz bywa nawet trzydziestu.
   – Wśród nich jest i taki, którego babcia i matka chyba nie wiedzą, gdzie cerkiew stoi, a on każdej niedzieli, każdej soboty przysługuje – dodaje parafianka.

   
   O. Mikołaj Ostapczuk za najważniejszą uważa pracę z dziećmi i młodzieżą. I najbardziej ją lubi. Do Gródka przyszedł w 1990 roku. Co tu zastał? Życie z Cerkwią odsuniętą na margines. Na niedzielne liturgie przychodziło 30-40 osób, choć parafia liczyła wtedy w dziesięciu miejscowościach może i cztery tysiące osób. Dziś liczy ponad trzy.
   Parafialne święto – Narodzenia Bogarodzicy. W cerkwi służba, ludzi niewiele. A tu w sąsiedztwie huczy młockarnia. Młócą prawosławni.
   – Szok – jednym słowem kwituje dziś o. Mikołaj.
   W dziewięćdziesiątym roku po raz pierwszy weszła do szkół religia, wraz z nią o. Ostapczuk wszedł do gródeckiej szkoły. – Sława Iisusu Chrystu, powiedziałem – wspomina. – Odpowiedziały trzy nauczycielki. Tylko one, spośród gdzieś 40-osobowego zespołu, chodziły do cerkwi. Inni odsunęli się do drugiego kąta pokoju. Do szkoły chodziłem jak na zsyłkę. Ale do przeciwległego kąta nie uciekałem. Wiedziałem, że muszę nawiązać kontakt z dyrektorami i nauczycielami. Szczęście, że przez dwa lata pracowałem w szkole bez wynagrodzenia. Nauczyciele nie mogli mi zarzucić: przychodzi za pieniądze.
   – Dziś – porównuje – obecność duchownego podczas szkolnych uroczystości, konkursów stała się naturalna i potrzebna, tak samo jak podczas spotkań i świąt gminnych.
   Praca z dziećmi i młodzieżą nie kończyła się w szkole. W Gródku powstało koło bractwa – spotkania co piątek. Po kilkunastu latach młodzi napisali: „Piątek bez bractwa jest jak dziurawa skarpeta”. Myśl ta widnieje na planszy z podziękowaniami i życzeniami, którą młodzi wręczyli 28 maja 2007 swemu opiekunowi o. Mikołajowi na 35-lecie jego kapłańskiej służby.
   Trzon bractwa i piątkowych spotkań stanowi 20-30 osób. Z pozostałych pięćdziesięciu jedne odchodzą, drugie przychodzą. Czego się uczą? Podstaw wiary, właściwego zachowania w cerkwi, cerkiewnego śpiewu, czytania w cerkiewnosłowiańskim. Pielgrzymują do Supraśla, na Grabarkę, do Warszawy, Sanoka. Bawią się przy ogniskach, na kuligach.
   Z tej grupy wyrośli już pierwsi energiczni duchowni: o. Marcin Gościk służy w Białej Podlaskiej i opiekuje się młodzieżą w całej diecezji lubelsko-chełmskiej, o. Tomasz Łotysz służy w Horostycie na Lubelszczyźnie i prowadzi gruntowny remont tamtejszej cerkwi, o. Marek Kozłowski niesie posługę w Ornecie i Tomasz Rubczewski. Jego parafia to Radom. Kolejna czwórka studiuje w Seminarium Duchownym w Warszawie i Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej.
   Przedtem gródecka ziemia była pod tym względem jałowa.
   Teraz pokazuje swoje talenty. Gródek rozsławia młodzieżowy chór cerkiewny.
   W tym roku w centralnych eliminacjach czytania w języku cerkiewnosłowiańskim w swojej kategorii zwyciężyły uczennice z Gródka – Natalia Zagrzywiec i Ania Kosacka.
   – Co jakiś czas rodzi się wśród młodzieży, czasem i duchownych, potrzeba rewolucyjnych zmian – mówi o. Mikołaj. – Domagają się języka polskiego w liturgii, nowego stylu. Nie uciekam od dyskusji na ten temat, również jako duchowy opiekun Bractwa Młodzieży Prawosławnej w Polsce. Zawsze udawało mi się przekonać takich potencjalnych reformatorów, że są w błędzie. Boleję tylko nad szybką polonizacją ludzi w naszej parafii.
   Niestety, ten proces jest dużo szerszy. Jak nad nim zapanować? Wiem, że podstawą jest rozmowa rodziców i dziadków z dziećmi po „swojemu”. Ale jak ich do tego przekonać? Jaka powinna być w tym procesie rola Cerkwi? Nam bardzo zaszkodziło wyprowadzenie ze szkół rosyjskiego. Od rosyjskiego było blisko do cerkiewnosłowiańskiego. Zabrakło teraz tej kładki.
   Ale kładką okazały się w Gródku dzieci i młodzież. Dla swoich rodziców i dziadków. To za dziećmi wielu poszło do cerkwi. Dziś na niedzielną Liturgię przychodzi ze dwieście osób.
   O. Mikołaj wciąż sytuację w Gródku porównuje z tą w Zabłudowie, gdzie był proboszczem przez dziesięć lat, zanim przesunął się bardziej na wschód – do Gródka. Albo z tą w Ornecie, gdzie zaczynał swoją służbę wśród wysiedleńców Akcji Wisła, rosyjskiej białej emigracji czy Białorusinów, którzy uciekli przed prześladowaniami z sowieckiej Białorusi za to, że walczyli pod wodzą generała Andersa. Niektórzy z nich wyjeżdżali do cerkwi o piątej, a wracali o dziewiętnastej. I tak co niedziela. Do cerkwi szedł kto tylko mógł. Dom w niedzielę trzymał w zasadzie tylko chorych i niedołężnych.
   Choć zabłudowska parafia była o połowę mniejsza od gródeckiej, cerkiew w niedzielę była pełna. Do wielkopostnej spowiedzi nie przychodziły w Zabłudowie ze trzy osoby. W gródeckiej parafii nadal spowiada się tylko połowa parafian. W Zabłudowie na remont cerkwi wpłacało dwie trzecie wiernych, pozostali po ponagleniu batiuszki. W Gródku wpłaca jedna trzecia. Za sukces uważa się tu wpłatę od połowy wiernych – po kilku prośbach.
   A pozostali? Odpowiadają, że im cerkiew niepotrzebna. Zjawiają się, gdy ktoś umrze w rodzinie.
   – Wy nie jesteście prawosławni, tylko ochrzczeni – uświadamia ich wtedy batiuszka, choć wie, że zadaje w trudnych chwilach dodatkowy ból.
   Batiuszka opowiada i o ludziach – podporach cerkwi, na przykład o lekarce Irenie Makac-Karpiuk, która wielu pokazała drogę do Cerkwi, i to że w cerkwi jest miejsce dla inteligencji. Wskazuje na ofiarną pomoc wójta gminy Wiaczesława Kuleszy i gospodarki komunalnej przy remoncie cerkwi, na zgodną i kompetentną pracę całej rady parafialnej.
   Teraz ta zgoda, współpraca i harmonia są szczególnie potrzebne. Po niemal pół wieku od zbudowania pięknej, wielkiej cerkwi, przyszedł czas na jej gruntowny remont. Wszystkie kopuły lśnią już złotym blaskiem misternie położonej świeżej blachy. Zmieniono cały dach cerkwi, wybierając zielony kolor blachy. Okazało się, że trzeba zbić wszystkie tynki z zewnątrz, ponieważ w wielu miejscach tynk odstaje od muru. Jednym słowem jest wymieniana cała zewnętrzna powłoka cerkwi z zejściem do fundamentów.
   Dotychczasowe prace pochłonęły około 350 tysięcy złotych. Nieduże wsparcie przyszło z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. By remont zakończyć, trzeba wydać kolejnych 514 tysięcy.
   Parafia liczy na dalsze wspieranie remontu. Na początku tego roku w ministerstwie wniosek odrzucono. Gródecka parafia złożyła go powtórnie, w nadziei, że jednak otrzyma dotację, jako że aż pięciokrotnie wzrosły ministerialne środki na remonty zabytkowych obiektów.
   A jeśli nie otrzyma? Będzie trudno. Tym bardziej, że w parafii równolegle z remontem głównej świątyni trwał przez ostatnie dwa lata remont drewnianej cerkwi cmentarnej, zgodny z wytycznymi konserwatora zabytków. Każde wsparcie cieszy. Tak jak cieszy 10 tys. zł przekazanych z Urzędu Marszałkowskiego.
   Może zechcą ich wesprzeć nasi Czytelnicy, szczególnie ci, którzy pochodzą z gródeckiej parafii, a dziś są rozproszeni po całej Polsce.
   
   Anna Radziukiewicz
   fot. autorka i archiwum parafii
   
   _____________________________________________________________________________
   
   
Numer konta parafii w Gródku:
24 8060 0004 0396 5722 2000 0010
Bank Spółdzielczy w Białymstoku
Oddział w Gródku

   

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token