Numer 4(262)    kwiecień 2007Numer 4(262)    kwiecień 2007
fot.
Cieszy się niebo, cieszy się ziemia
św. Mikołaj Serbski (Welimirowicz)
Zziębnięci zbierają się wokół ognia. Spragnieni gromadzą się na ucztę, zmęczeni długą ciemnością nocy cieszą się ze wschodu słońca. Wyczerpani ciężką walką radują się z nieoczekiwanego zwycięstwa. O Zmartwychwstały Panie, jak Ty zmartwychwstaniem Swym dla wszystkich stałeś się wszystkim!
   O przebogaty Królu, jak Ty jednym Swym darem napełniłeś puste ręce, wzniesione ku niebu! Cieszy się niebo, cieszy się ziemia. Cieszy się niebo, tak jak cieszy się matka karmiąca swoje łaknące dzieci. Cieszy się ziemia, tak jak cieszą się dzieci przyjmujące pożywienie z rąk swojej matki.
   
   Z
wycięstwo Chrystusa jest jedynym zwycięstwem, z którego mogą się cieszyć wszystkie ludzkie istoty od pierwotnego do ostatniego. Każde inne zwycięstwo na ziemi dzieliło i dzieli ludzi. Kiedy jeden ziemski król odniesie zwycięstwo nad innym, pierwszy się cieszy, drugi smuci. Kiedy człowiek zwycięży swego sąsiada, to pod jednym dachem – pieśń, pod drugim płacz. Ale nie ma na świecie radości ze zwycięstwa, niezatrutej złośliwą satysfakcją. Zwykły zwycięzca ziemski cieszy się zarówno ze swojej radości, jak i łez pokonanego przeciwnika. Nawet sam nie zauważa, jak złość zmniejsza o połowę jego radość.
   Kiedy Tamerlan zwyciężył sułtana Bajazyda, posadził go do żelaznej klatki i przed tą klatką urządził uroczystości i ucztę. Cała jego radość polegała na złośliwej satysfakcji. Złość stanowiła pożywkę jego radości.
   O bracia! Jaką krótką radością bywa złośliwa satysfakcja! O, jakim trującym pożywieniem jest złość! Kiedy król Stefan Deczanski zwyciężył króla bułgarskiego, nie chciał ani wtargnąć na bułgarskie ziemie, ani ujarzmiać bułgarskiego narodu, ale z pola bitwy skierował się do samotnej celi, żeby pościć i modlić się do Boga. Ten zwycięzca jest szlachetniejszy niż tamten, jednak i to zwycięstwo, tak jak każde ludzkie zwycięstwo, nie jest pozbawione żądła wymierzonego w zwyciężonych. I najbardziej szlachetne ludzkie zwycięstwo podobne jest do słońca, które jedną połową wypuszczałoby jasne promienie, drugą ciemne. Tylko zwycięstwo Chrystusa jest jak słońce, które wylewa swoje promienie na wszystkich tych, którzy stoją pod nim. Tylko zwycięstwo Chrystusa napełnia wszystkie serca człowieka pełnią radości. Tylko ono jest zwycięstwem, w którym nie ma złośliwej satysfakcji i złości.
   „Tajemnicze zwycięstwo” – powiecie? Tak, ale jednocześnie objawione całemu rodowi ludzkiemu, żywym i umarłym.
   „Wielkoduszne zwycięstwo” – powiecie? Tak, i więcej. Bo czyż matka nie jest więcej niż wielkoduszna, jeżeli nie tylko raz czy dwa ocaliła dzieci od żmii, ale by uratować je na wieki odważnie poszła do samego legowiska żmii i spaliła je?
   „Uzdrawiające zwycięstwo” – powiecie? Tak, uzdrawiające i zbawiające na wieki wieków. To pozbawione złości zwycięstwo zbawia ludzi od wszelkiego zła i czyni ich nieśmiertelnymi – czyni ich nieśmiertelnymi i bezgrzesznymi. Nieśmiertelność bo-wiem bez bezgrzeszności oznaczałaby jedynie kontynuację wieku zła, kontynuację wieku złośliwego zadowolenia i złości.
   A nieśmiertelność razem z bezgrzesznością rodzi niezmąconą radość i czyni z ludzi braci najjaśniejszych Aniołów Bożych.
   
   Któż nie ucieszy się ze zwycięstwa Jezusa Chrystusa? On zwyciężył przecież nie dla Siebie, lecz dla nas. Jego zwycięstwo nie uczyniło Go ani większym, ani bardziej żywym, ani bogatszym, ale nas takimi uczyniło. Jego zwycięstwo nie jest samolubstwem, lecz miłością, nie porwaniem, lecz darem. Ziemscy zwycięzcy wyrywają sobie zwycięstwo. Chrystus jest jedynym, który je oddaje. Ani jeden ziemski zwycięzca, car czy wojewoda, nie chce, by odebrano mu zwycięstwo i przypisano komuś innemu. Tylko zmartwychwstały Pan obydwiema rękoma wyciąga Swoje zwycięstwo do każdego z nas i nie gniewa się, ale cieszy, kiedy Jego zwycięstwo czyni nas zwycięzcami, to jest większymi, żywszymi i bogatszymi.
   Ziemskie zwycięstwa, jeśli na nie patrzeć z daleka, wyglądają pięknie, z bliska są bardziej szpetne i odrażające.
   A o zwycięstwie Chrystusa nie można powiedzieć, kiedy jest piękniejsze: czy wtedy, gdy patrzymy na nie z bliska, czy z daleka. Patrząc na nie z daleka zachwycamy się jego niepowtarzalnym blaskiem, pięknem, czystością i zbawiennością. Patrząc z bliska, zachwycamy się nim, widząc ilu strasznych wrogów pokonało i iluż niewolników wyzwoliło.
   Dzisiejszy dzień bardziej niż jakikolwiek inny w roku poświęcony jest wychwalaniu i świętowaniu tego zwycięstwa Chrystusa. Dlatego należy przyjrzeć się mu, żeby je lepiej dojrzeć, a i bardziej się nim cieszyć.
   
   I tak przybliżmy się do zmartwychwstałego i zwycięskiego Pana naszego i zapytajmy siebie: po pierwsze, kogo pokonał swoim zmartwychwstaniem, po drugie, kogo wyzwolił swoim zwycięstwem.
   
   
I.

   
   S
woim Zmartwychwstaniem Pan zwyciężył dwóch największych wrogów życia ludzkiego i ludzkiej godności: śmierć i grzech. Ci dwaj wrogowie rodu ludzkiego zrodzili się jeszcze wtedy, kiedy pierwszy człowiek przestał być krewnym Boga, naruszywszy przykazanie posłuszeństwa swemu Twórcy. W raju człowiek nie znał ani śmierci, ani grzechu, ani strachu, ani wstydu. Przylgnąwszy do Boga żywego człowiek nie mógł znać śmierci, a żyjąc w pełnym posłuszeństwie wobec Boga nie mógł znać grzechu. A gdzie nie znają śmierci, nie znają strachu. A gdzie nie znają grzechu, nie znają wstydu z powodu grzechu. Jak tylko człowiek zgrzeszył, naruszywszy zbawienne posłuszeństwo wobec Boga, strach i wstyd weszły w niego. Poczuł się bezgranicznie oddalony od Boga i przewidział swoją śmierć. Dlatego, kiedy Bóg zawołał Adama i powiedział mu: „Adamie, gdzie jesteś?” – odparł: „Głos Twój usłyszałem w raju i zląkłem się, gdyż jestem nagi i schowałem się” (Gen 3,9-10). Dotychczas głos Boga umacniał, cieszył i ożywiał Adama. Obecnie, po dokonanym grzechu, ten sam głos Boży osłabia, przestrasza i uśmierca go. Dotychczas Adam widział siebie obleczonego w anielskie szaty nieśmiertelności, teraz ujrzał siebie obnażonego przez grzech, okradzionego, poniżonego do zwierzęcia, pomniejszonego do karzełka.
   Tak straszny jest, bracia, najmniejszy grzech nieposłuszeństwa wobec Boga. Przestraszywszy się Boga Adam skrył się wśród drzew raju (Gen 3,8). Jak domowa kotka, kiedy zdziczeje i ucieknie do lasu i zaczyna chować się przed gospodarzem i swoim żywicielem, Adam zaczął szukać obrony poza swoim Obrońcą – u niemego stworzenia, którego wcześniej był wszechpotężnym panem. Jeden grzech błyskawicznie pociągnął za sobą drugi, trzeci, setny, dopóki człowiek w końcu nie zezwierzęcił się i nie uziemił ciałem i duchem. Grzeszna droga, którą poszedł Adam, prowadziła go do ziemi i w ziemię. Stąd słowa Biblii: „W pocie oblicza twego będziesz jadł chleb, aż wrócisz do ziemi, bo prochem jesteś i w proch się obrócisz” (Gen 3,19) – wyrażają nie tylko Boży sąd, ale rozpoczęty i szybko rozwijający się proces ludzkiego uziemienia i rozkładu.
   
   Potomstwo Adama, pokolenie za pokoleniem, uziemiało się i rozkładało, grzesząc ze wstydem i umierając ze strachem i lękiem. Ludzie skrywali się przed Bogiem wśród drzew, między kamieniami, między złotem i prochem. I czym bardziej chowali się, tym bardziej oddalali od prawdziwego Boga i o prawdziwym Bogu zapominali. Przyroda, leżąca niegdyś u stóp człowieka, stopniowo wzniosła się nad jego głowę, tak że w końcu całkowicie przesłoniła oblicze Boże i zajęła miejsce Boga. I człowiek zaczął ubóstwiać przyrodę. Zaczął się jej słuchać, uzależniać od niej swoje postępowanie, modlić się do niej i składać ofiary. Ale ubóstwiona przyroda nie mogła uratować ani siebie, ani człowieka przed śmiercią i rozkładem. Straszna droga, którą szła ludzkość, była drogą grzechu. I ta przeklęta droga bezbłędnie prowadziła do jednego tylko miasta pełnego boleści – miasta śmierci. Cesarze ludzcy panowali nad ludźmi, a grzech i śmierć panowała nad ludźmi i cesarzami. Czym dalej, tym większe było brzemię grzechu, niczym kula śniegowa tocząca się z góry. Ród ludzki znajdował się w skrajnej rozpaczy, kiedy zjawił się niebiański Mocarz, aby go zbawić.
   Tym Mocarzem był Pan Jezus Chrystus. Wiecznie bezgrzeszny i wiecznie nieśmiertelny odwiedził rozkładający się cmentarz rodu ludzkiego, wszędzie rozsypując kwiaty nieśmiertelności. Przed tchnieniem z Jego ust uciekał odór grzechu, pod wpływem Jego słów martwi ożywali. Ale On, wiedziony miłością do człowieka, oblekł się w śmiertelne ludzkie ciało. Jednak grzech ludzki był tak wielki, że i Sam Bóg upadł do grobu. Stokrotnie błogosławiony grób ten, z którego wypłynęła dla rodu ludzkiego rzeka nieśmiertelnego życia! Poprzez grób ten Mocarz zszedł do piekła, gdzie zniszczył władzę diabła i zburzył gniazdo wszystkich złych i zdradzieckich spisków przeciwko rodowi ludzkiemu. Z grobu tego Mocarz wstąpił do najwyższych niebios, wytyczając nową drogę – do miasta żywych. Swoją mocą zniszczył piekło, swoją mocą wysławił Swoje ciało i powstał z grobu – Swoją własną mocą, nierozdzielną od mocy Ojca i Ducha Świętego. Pokornie jak baranek poszedł łagodny Pan na cierpienia i śmierć, i niezłomnie jak Bóg zniósł cierpienia i zwyciężył śmierć. Jego zmartwychwstanie jest prawdziwym wydarzeniem, a jednocześnie proroctwem i obrazem naszego zmartwychwstania, „bo trąba zabrzmi i martwi wzbudzeni zostaną jako nieskażeni” (1 Kor 15,52).
   
   Ktoś zapyta: Jakże mówią, że zmartwychwstały Pan zwyciężył śmierć, jeśli ludzie wciąż jeszcze umierają? Każdy przychodzący na ten świat przez łono matki, odchodzi z tego życia poprzez śmierć i grób. Takie jest prawo. Ale tylko dla nas, umierających w Chrystusie, śmierć nie jest już mroczną otchłanią, a narodzeniem dla nowego życia i powrotem do swojej ojczyzny. Grób dla nas nie jest już wieczną ciemnością. Jest bramą, u której oczekują nas świetliste Anioły Boże. Dla wszystkich pełnych miłości do pięknego i przyjacielskiego Pana grób stał się po prostu ostatnią przeszkodą, po przestąpieniu której znajdą się w Bożej obecności, – i to przeszkodą cienką jak pajęczyna. Dlatego apostoł Paweł wykrzykuje: „Dla mnie życiem jest Chrystus, a śmierć – zyskiem” (Flp 1,21).
   Jakże Pan nie zwyciężył śmierci, skoro śmierci już nie widać zza Niego? Grób nie jest już głęboką przepaścią, po Pan napełnił go Sobą. Grób nie jest już ciemny, bo On go napełnił jasnością. Grób nie jest już straszny i przerażający, oznacza bowiem nie koniec życia, lecz początek. Grób nie jest już naszą wieczną ojczyzną, jedynie bramą do tej ojczyzny. Różnica między śmiercią przed zmartwychwstaniem Chrystusa i śmiercią po nim podobna jest do różnicy między strasznym pożarem i płomieniem świecy. Tak zasadnicze było zwycięstwo Chrystusa i tak śmierć została pochłonięta przez Jego zwycięstwo (1 Kor 15,54).
   
   Dalej ktoś może zapytać: Jakże mówią, że zmartwychwstały Pan zwyciężył grzech, przecież ludzie cały czas grzeszą? Zaprawdę Pan zwyciężył grzech. Zwyciężył go Swoim bezgrzesznym poczęciem i narodzeniem. Zwyciężył go Swoim czystym i bezgrzesznym życiem na ziemi. Zwyciężył go jako Sprawiedliwy cierpiąc na Krzyżu. I na koniec zwieńczył wszystkie te zwycięstwa Swoim chwalebnym zmartwychwstaniem. Stał się lekarstwem, pewnym i niepodważalnym lekarstwem na grzech. Zarażonego grzechem może uleczyć tylko Chrystus.
   Ten kto nie chce grzeszyć, może zrealizować swoje pragnienie tylko z pomocą Chrystusa. Kiedy ludzie wynaleźli lekarstwo na ospę, mówili: „Zwyciężyliśmy tę chorobę”. Tak samo mówili, znajdując lekarstwo na ból gardła, zęba, podagrę i inne niedomagania: „Wszystkie te choroby zwyciężyliśmy”. Znaleźć lekarstwo na pewną chorobę oznacza odnieść nad nią zwycięstwo.
   Chrystus jest niezrównanym i największym Lekarzem w historii ludzkości, dał bowiem ludziom lekarstwo na chorobę wszystkich chorób, to jest na grzech, z którego rodzą się wszystkie pozostałe choroby i wszystkie pozostałe cierpienia ludzkie, zarówno duchowe jak i cielesne. Tym lekarstwem jest On Sam, Zmartwychwstały i Żywy Pan. Jest jednym jedynym pewnym lekarstwem na grzech. Jeśli ludzie do dziś grzeszą, nie oznacza to, że Chrystus nie zwyciężył grzechu, lecz że ci ludzie nie zażywają jedynego lekarstwa na swoją śmiertelną chorobę. A więc Chrystus jako lekarstwo nie jest im dostatecznie znany, a nawet jeśli jest znany, mimo wszystko z pewnych przyczyn Go nie przyjmują. Jednak historia świadczy tysiącami głosów – ci, którzy wyleli to lekarstwo na swoją duszę i przyjęli je do swego ciała, odzyskali zdrowie. Znając niemoc naszego jestestwa Pan nasz Jezus Chrystus nakazał wiernym przyjmować Go jak jedzenie i picie pod widzialną postacią chleba i wina. Tak uczynił Przyjaciel Człowieka z bezgranicznej miłości do ludzi, byleby im tylko ułatwić dostęp do życionośnego lekarstwa na grzech i na grzeszny rozkład. Kto spożywa ciało moje i pije krew moją, we mnie mieszka, a Ja w nim.
   „Jak mnie posłał Ojciec, który żyje, tak i ten kto mnie spożywa, żyć będzie przeze mnie” (J 6,56-57). Grzeszący żywią się grzechem i od grzechu życie w nich stopniowo zanika. Przyjmujący żywego Boga naprawdę żywią się życiem i życie w nich coraz bardziej wzrasta, a śmierć maleje. A czym bardziej wzrasta życie, tym bardziej odrażający staje się grzech. Niewybredna i żałosna słodycz grzechu zamienia się w nich w życiodajną i radosną słodycz Chrystusa Zwycięzcy.
   Błogosławieni ci, którzy doświadczyli i skosztowali tej tajemnicy w swoim życiu. Można ich nazwać synami światła i dziećmi łaski. Kiedy opuszczą ten świat, to jakby wyjdą ze szpitala – ale już nie jako chorzy.
   
   
II.

   
   A
teraz zapytamy: Kogo zmartwychwstały Chrystus wyzwolił Swym zwycięstwem nad grzechem i śmiercią? Czy ludzi tylko jednej narodowości? Tylko jednej rasy? Czy tylko jednego stanu? W żadnym wypadku. Takie wyzwolenia są typowe dla złośliwych i zjadliwych zwycięstw ziemskich zwycięzców. Pan nie jest nazywany ani przyjacielem Żydów, ani przyjacielem Greków, ani przyjacielem biedaków, ani przyjacielem arystokratów. Jest nazywany Przyjacielem Człowieka. A więc swoje zwycięstwo przeznaczył człowiekowi, niezależnie od różnic, jakie ludzie między sobą ustanawiają. Odniósł zwycięstwo dla dobra i korzyści wszystkich stworzonych ludzi i wszystkim ludziom je ofiarował. Tym, którzy przyjmą i przyswoją to zwycięstwo, obiecał życie wieczne i Królestwo Boże. Nikomu nie narzuca swego zwycięstwa, chociaż jest ono tak drogocenne, pozostawia ludziom wolność – mogą je przyjąć, albo nie przyjąć. Tak jak w raju człowiek dokonał wolnego wyboru, przyjmując z rąk szatana śmierć i grzech, tak i teraz powinien sam wybrać, czy ma wziąć życie i zbawienia z rąk Boga Zwycięzcy. Zwycięstwo Chrystusa jest balsamem, balsamem życiodajnym dla wszystkich ludzi, wszyscy bowiem zostali skażeni grzechem i śmiercią.
   Balsam ten chorych czyni zdrowymi, a zdrowych jeszcze bardziej zdrowymi. Balsam ten ożywia martwych, a w żywych pomnaża życie. Balsam ten czyni rozumnym, uszlachetnia, przebóstwia człowieka, po stokroć i tysiąckroć zwiększa jego siły i wznosi go godnie ponad całą stworzoną przyrodą, nawet do wysokości i blasku majestatu Bożych Aniołów i Archaniołów.
   O cudowny i życiodajny Balsamie! Jakaż ręka ciebie nie przyjmie! Jakie serce nie wyleje Ciebie na swoje rany! Jakie usta będą w stanie cię wyśpiewać! Jakie pióro opisze Twoją cudotwórczą siłę! Kto wyliczy uzdrowionych przez Ciebie chorych i wskrzeszonych umarłych! Kto ma wystarczająco łez, żeby Ci podziękować!
   Przyjdźcie więc wszyscy, bracia, którzy boicie się śmierci. Przystąpcie do zmartwychwstałego Chrystusa, Chrystusa Wskrzesiciela. On wyzwoli was od śmierci i strachu przed śmiercią.
   
   Przyjdźcie i wy, wszyscy żyjący pod brzemieniem wstydu jawnych i ukrytych grzechów swoich, podejdźcie bliżej do Żywego Źródła, które omywa i oczyszcza, które najczarniejsze naczynie może uczynić bielszym niż śnieg.
   Przyjdźcie i wy, wszyscy pragnący zdrowia, siły, piękna i radości. Zmartwychwstały Chrystus jest tego najbogatszym źródłem. Ze współczuciem i utęsknieniem czeka na nas wszystkich, nie chcąc, by ktokolwiek przeszedł obok.
   Pokłońcie się Mu ciałem i duszą. Połączcie się z Nim całym swoim rozumem i wszystkimi swoimi myślami. Obejmijcie Go swym sercem. Pokłońcie się nie temu, kto zniewala, lecz Wyzwolicielowi. Połączcie się nie z prześladowcą, lecz Zbawicielem. Obejmijcie nie obcego, ale najbliższego Krewnego i najukochańszego Przyjaciela.
   Zmartwychwstały Pan jest cudem nad cudami. Jednak właśnie jako cud nad cudami jest jedyną waszą naturą, prawdziwą ludzką naturą, pierwotną, rajską naturą Adama. Prawdziwa natura człowieka nie powinna przebywać w niewoli u otaczającej ją niemej przyrody, powołana jest bowiem do tego, by panować nad nią potężnie i wszechmocnie.
   I prawdziwa natura człowieka nie polega na poniżeniu, chorobach, śmiertelności i grzeszności. Polega na chwale i zdrowiu, nieśmiertelności i bezgrzeszności.
   Zmartwychwstały Pan zdjął zasłonę z prawdziwego Boga i prawdziwego człowieka i jawił nam poprzez Siebie wielkość i piękno obydwu. Nikt nie może poznać prawdziwego Boga, jak tylko poprzez zmartwychwstałego Pana Jezusa Chrystusa. Nikt nie może poznać prawdziwego człowieka, jak tylko poprzez Niego.
   
   
Chrystus Zmartwychwstał, bracia!

   
   Zmartwychwstaniem Swoim Chrystus zwyciężył grzech i śmierć, zmiażdżył mroczne królestwo diabła, wyzwolił zniewolony ród człowieka i zdjął pieczęć z największych tajemnic Boga i człowieka. Jemu należy się cześć i chwała, z Ojcem i Świętym Duchem, Trójcą Jednoistotną i Niepodzielną, teraz i wcześniej, na wszystkie czasy, na wieki wieków. Amiń.
   
   św. Mikołaj Serbski (Velimirović)
   tłum. Ałła Matreńczyk
   

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token