Numer 7(205)    lipiec 2002Numer 7(205)    lipiec 2002
fot.Marek Dolecki
Rajska Golgota
Michał Bołtryk
16 czerwca 1942 roku Niemcy rozstrzelali 149 mieszkańców Rajska. Rajsk leży między drogą kolejową do Strabli i szosą Bielsk Podlaski - Białystok, przebiegającą koło wsi Chraboły. W 1942 roku w Rajsku stało 150 domów. Wszystkie tamtego dnia spalono.
   Cerkiew św. apostołów Piotra i Pawła w Rajsku - 16 czerwca jest dniem szczególnym dla Rajska - mówi o. Jarosław Godun, proboszcz parafii od 1 września 1984 roku. - Każdego roku w tym dniu odprawiamy nabożeństwo, potem procesja idzie za wieś, na mogiły rozstrzelanych.
   O. Godun pochodzi z Grabarki, na Świętej Górze otrzymał święcenia duchowne. Rajsk to pierwsza jego parafia.
   - Dziadek Józef - przypomina o. Jarosław - opowiadał mi kiedyś o książce "Ziemia deptana", powieści, której fabuła jest osnuta na kanwie wydarzeń w Rajsku. Przyjechałem do Rajska, przeczytałem książkę, rozmawiałem z ludźmi i dopiero wtedy zdałem sobie sprawę z wielkości tragedii. Przez kilka lat po 1942 roku w Rajsku nie było nic i nikogo. Domy i drzewa spalone, bruk z ulicy wyrwany, cerkiew rozebrana (z tych cegieł zbudowano w Chrabołach i Orli posterunki żandarmerii niemieckiej). Pierwsze domy w Rajsku zaczęto stawiać w 1947 r. Odradzało się życie duchowe.
   Kronikarz życia parafialnego Podlasia, o. Grzegorz Sosna, podaje, że czasownia parafii Rajsk na cmentarzu została spalona w 1942 roku, a czasownia w pobliskich Chrabołach padła ofiarą wojny już w 1939 roku.
   W 1957 roku parafia Rajsk liczyła 2024 wiernych i miała jedynie cerkiew w baraku z desek. Pod koniec lat 60. przywieziono do Rajska drewnianą cerkiew z Poturzyna w powiecie Tomaszów Lubelski. Tam od 1947 r. nie było wiernych, bo zostali deportowani w ramach Akcji Wisła.
   Cerkiew św. św. Piotra i Pawła udało się osadzić dokładnie na fundamentach dawnej świątyni Matki Bożej Cierpiącej (Strażduszczej), zwanej Piatienka.
   Rajsk jest starą wsią. Pierwsza o niej wzmianka pochodzi z XVI wieku. A powodem budowy pierwszej cerkwi w miejscowości było - według przekazu ludowego - objawienie się cudownej ikony Matki Boże w chrabołowskim lesie, na uroczysku Głowkowo, przy źródełku wody o nazwie Turowa Krynica. Właściciel ziemski, widząc dużo cudownych uzdrowień chorych i zbierających się przed ikoną Matki Bożej pielgrzymów, postanowił zbudować w swym majątku Stołowacz cerkiew i tu przewieźć ikonę. Legenda głosi, że powóz wiozący ikonę zatrzymał się w Rajsku. Woły odmówiły posłuszeństwa. Właściciel zezwolił na postawienie drewnianej cerkwi Matki Bożej Cierpiącej na wzgórzu w Rajsku. Święto parafialne odbywało się co roku w dziesiąty piątek po Wielkanocy i na jesienną Paraskiewę.
   Krestnyj chod wychodzący z cerkwiCerkiew murowaną, z cegieł wypalanych w uroczysku Swinochowszczyna, zaczęto budować w październiku 1869 roku, poświęcono w 1875 r.
   I wojna światowa, bieżeństwo spowodowały dziesięcioletnią przerwę w historii rajskiej parafii.
   Od 1 czerwca 1931 roku, przez pół wieku, proboszczem parafii był o. Stefan Iwankiewicz. On też był świadkiem tragedii z 16 czerwca 1942 roku. Z opowieści, które przetrwały z tamtych dni, wyłania się jej obraz.
   W niedzielę, 14 czerwca, o świcie we wsi byli partyzanci, mówiący po rosyjsku. Odwiedzali Rajsk, jak prawie każdą wieś leżącą blisko lasów. Tego samego dnia przez Rajsk w kierunku Strabli przejechał samochód osobowy. Po paru godzinach wracał. Zatrzymał się koło sołtysa. Byli to Niemcy, a z nimi kobieta z dzieckiem, handlujący sacharyną. Potem Niemcy pojechali w stronę Chraboł. Gdy przejeżdżali koło cmentarza, padły strzały. Dwie osoby w samochodzie zginęły, kobieta została ranna. Kobietą i dzieckiem zajęła się matuszka Iwankiewicz. O zdarzeniu powiadomiono posterunek niemieckiej żandarmerii.
   O świcie 16 czerwca 1942 r. wieś otoczyły oddziały gestapo i żandarmerii. Wszystkich mieszkańców Rajska spędzono na wzgórze koło cerkwi. Tam przeprowadzono selekcję. W pierwszej kolejności wybierano mężczyzn. Jeśli mężczyzna uciekł przed tym dniem z domu, do grupy dołączano żonę, matkę, ojca, syna czy córkę. 149 osób zaprowadzono za wieś i tam rozstrzelano. Pozostałe przy życiu kobiety i młodzież do lat 16 wywieziono do Bielska Podlaskiego, a potem na roboty do Rzeszy. Resztę wysiedlono do wsi w gminach Brańsk i Boćki.
   W Rajsku po 16 czerwca 1942 roku nie pozostał kamień na kamieniu.
   - Dziś wspominamy tamten straszny czas - mówił w kazaniu podczas Liturgii św. o. Leoncjusz Tofiluk. - Żyją jeszcze ludzie, którzy pamiętają tę tragedię, gdy wróg rodzaju ludzkiego, diabeł, nasłał złych ludzi, by zabijali innych. My dziś modlimy się za tych, co niewinnie zginęli. Ale zło świata i dziś istnieje. Wokół nas, w różnych stronach leje się krew niewinnych. My, chrześcijanie, módlmy się i czuwajmy.
   Przez pola mieszkańcy wsi dotarli do mogił pomordowanych.Obecnie w Rajsku w siedemdziesięciu domach mieszka około trzystu ludzi. Cała parafia o. Jarosława liczy około siedmiuset osób.
   Po Liturgii św. przeszliśmy na mogiłki rozstrzelonych. Miało się wrażenie, że w krestnym chodzie szła cała parafia - młodzi i starzy, co słyszeli z opowieści o tych zdarzeniach, szli i ci, nieliczni już, którzy tamten czas pamiętają.
   Nadzieja Mruczyńska, z domu Wasilewska, urodziła się w 1926 roku. Żyje, bo tamtego dnia nie było jej w Rajsku. Ukrywała się przed wywiezieniem na roboty do Rzeszy. Jej ojca Iwana i matkę Makrenię z osiemnastoletnią siostrą Marią rozstrzelano. 16-letnia wówczas Nadzieja ukrywała się u babci w Orechowiczach, potem w Topczewie. Wróciła do Rajska w 1944 roku.
   - Nie było tu nic - wspomina. - Do-my i drzewa spalone, kamienie wywiezione. Ci, którzy wracali, budowali ziemianki i tak żyli.
   Eugenia Szumska, z domu Siemieniuk, miała wtedy półtora roku.
   Pani Eugenia przez 25 lat była we wsi klubową. W klubie jest izba pamięci poświęcona tamtej tragedii. Do obowiązków pani Eugenii należało opowiadanie młodzieży szkolnej o tamtych dniach. Tę historię pani Eugenia zna na pamięć i za każdym razem gdy opowiada, ma łzy w oczach: - Na wzgórzu przy cerkwi zaczął się sąd. A był taki, że z jednego domu miała być rozstrzelana głowa rodziny. Nie było ojca, brano syna, nie było syna, szła matka albo córka. A potem popędzono ich za wieś. Wiedzieli, że idą na zatracenie. Ale ucieczki już nie było. Wieś otoczono podwójnym pierścieniem żandarmerii i gestapo. Za wsią, gdzie były jamy na kartofle, zatrzymali się. Te jamy pogłębiali więźniowie z Pilik. Wokół szumiało żyto, tak jak dziś. Dla nich szumiało ostatni raz. Padła komenda.
   Zdarzyła się wtedy przedziwna historia... W tej grupie znajdowała się osiemnastoletnia Olga Siemieniuk, dziewczyna pięknej urody. Młodemu niemieckiemu żołnierzowi zadrżała ręka na jej widok i nie strzelił. Wyrok wykonał jego przełożony. A żołnierz doznał szoku, leżał w szpitalu w Bielsku i opowiadał o zdarzeniu.
   Olgę brat wykopał i przeniósł na cmentarz.
   Ojciec pani Eugenii w przeddzień tragedii nocował u sąsiadów na kolonii. W domu była mama z córkami - trzyletnią i półtoraroczną. Rozstrzelano dziadka i babcię pani Eugenii - Andrzeja i Marię Kosterwów.
   - Moja rodzina - mówi pani Eugenia - najpierw mieszkała w Husakach. Potem w Rajsku ojciec zbudował domek. Ten, w którym żyjemy teraz, zbudował mój mąż w 1967 roku.
   Taka była kolejność zasiedlania Rajska: ziemianki, kurne chatki, w końcu domy.
   Przy mogiłkach za Rajsk odsłużono litiję. Biskup bielski Grzegorz poświęcił groby.
   - Dla nas, którzy tu stoimy - mówił potem - przypomina się Golgota. W tym miejscu umarł Chrystus za nas na krzyżu. A jeśli Chrystus umarł za nas wszystkich, od Adama poczynając, i za tych, którzy jeszcze będą żyć po nas, to czyż Bóg nie może żądać od nas ofiary? Dziś modliliśmy się za tych, których tu pochowano. Ale nie powinniśmy się smucić. W nas jest chrześcijański optymizm. Wierzymy, że nic na ziemi nie dzieje się bez woli Bożej. Dla nas śmierć nie jest czymś tragicznym, bo wierzymy w Chrystusa Zmartwychwstałego. Ciała z tych grobów kiedyś także zmartwychwstaną. I w tym tkwi nasz optymizm. Dziś mieszkańcy wsi wchodzą w tę Golgotę. Wspólnie wspominamy ten tragiczny - z perspektywy ludzkiej - moment.
   Pamiętajmy, że śmierć przychodzi do każdego człowieka. Nie bójmy się jej. Chrześcijanin powinien bać się tylko grzechu. Tragiczne jest to, gdy śmierć zastaje nas w grzechu. Śmierć z Chrystusem jest paschą, radością i światłością. Wierzymy w to i to głosimy. Naszym obowiązkiem dziś i w przyszłości jest modlić się w tym miejscu i wspominać tych, którzy złożyli ofiarę. I pamiętajmy - prawosławie nie zna zemsty. Módlmy się także za prześladowców.
   W uroczystościach w Rajsku wzięli udział parlamentarzyści Aleksander Czuż i Sergiusz Plewa, a także przewodniczący Białoruskiego Towarzystwa Społeczno-Kulturalnego Jan Syczewski.
   fot. Autor
   
   
o. Jarosław Godun Eugenia Szumska  Nadzieja Mruczyńska

   

Opinie

[1] 2005-08-07 22:03:00 Roman
Ta tragedja jest bardzo wzruszająca,jak sie czyta to aż łezka w oku się kręci.
[2] 2006-10-27 14:46:00 Paulina
Rajsk jest super parafia a baciuszka jest najlepszy na świecie.
[3] 2006-10-27 14:50:00 Paulina Mielniczuk
Parafia rajsk jest najlepsza na świecie. Zawsze panuje tam miła atmosfera. Wszyscy są super.
[4] 2006-10-27 15:04:00 jarek
co za babka
[5] 2006-10-27 15:08:00 Staly Bywatel.
Baciuszka chesz coś przebudować
[6] 2006-11-02 20:56:00 Chętna?chętny
rajs jest OK
[7] 2007-02-19 02:46:00 Marta
Jeśli chodzi o moją babcie to ma nazwisko Mroczyńska
[8] 2007-06-25 12:27:00 Andrzej
Byłem, widziałem,słyszałem...nisko chylę czoło !
[9] 2008-04-25 21:06:00 Marek
Tam zginęli mój dziadek i jego brat. Czasami sie zastanawiam jak tak w ogóle w XX cywilizowanym wieku mogło być?
[10] 2008-06-27 09:24:00 Sławomir
O tragedii w Rajsku wiedziałem od Rodziców juz od najmłodszych lat. Jeżdżąc pociagiem do Białegostoku (w okresie ogólniaka)przez Rajsk (koleją)zawsze tam ogarniał smutek. Pozdrowienia o. Jarosławowi od kuzyna z Grabarki
[11] 2008-08-26 22:23:00 RAISA
rajsk to piekna wieś i typowo polski klimacik ma ,a polacy to zuchy ie da się ich wyrwać ze swoich korzeni
[12] 2014-07-21 21:49:00 tomek
...w pamiętniku mojego dziadka wyczytałem,że brał udział w tej sowieckiej partyzantce,przez jakiś czas ukrywał się w tej partyzantce właśnie w okolicy Bielska Podlaskiego,Narwi,Narewki...pewnie nie on ostrzeliwał tych niemców,ale o akcji słyszał i pamiętał.
[13] 2014-09-02 06:46:00 Christopher
O tej ludzkiej tragedi opowiadal nam moi ojciec, ktorego ojciec zostal rozstrzelany razem z 33 innymi w 1942 r.
Pokoj ich duszom.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token