Numer 7(205)    lipiec 2002Numer 7(205)    lipiec 2002
fot.Marek Dolecki
Jak w Dobrowodzie cerkiew zbudowano
Anna Radziukiewicz
Iwana Markiewicza nazywają w Dobrowodzie sponsorem. Największym sponsorem.
   
   Remontować czy budować?
   
   Krestnyj chod wokół nowej cerkwiCztery lata temu wieś Dobrowoda, która niegdyś nosiła nazwę Dobra Woda i stanowiła przedmieście Kleszczel o siedmiu ulicach, stanęła przed wyborem - remontować starą drewnianą cerkiewkę, którą w latach początkującego w Polsce komunizmu potajemnie składano na cmentarzu, a potem przeniesiono nad strumyk, przy którym stała już kapliczka, czy zbudować nową murowaną. Wtedy większość myślała o remoncie. Ale na którymś zebraniu wstał Jan Markiewicz, którego we wsi nazywają dziadźka Iwan i powiedział: - Ja materiał na cerkiew kupię.
   Grupa wątpiących w możliwość wzniesienia nowej świątyni zaczęła topnieć.
   Iwan Markiewicz pojechał do Lewkowa ze starostą Janem Jawdosiukiem i Bazylim Krupiczem, Sybirakiem nazywanym.
   Krupicza, gdy miał dziewięć miesięcy, NKWD z matką Niutą wywiozło z 12 na 13 kwietnia 1940 roku, tydzień wcześniej ojca. Ojciec nie zobaczył już Dobrowody, a on z matką wrócił po siedmiu latach z obozu, w którym nawet po 12 - 19 osób dziennie z głodu umierało, a mróz dochodził do 70 stopni.
   Iwan Markiewicz kupił lewkowską cegłę na całą cerkiew. Zapłacił 8 100 złotych. Potem na klinkierowaną z Gozdnicy składali się wszyscy. Wasia Sybirak kupił cement.
   
   Gdzie budować?
   
   Pod prestołem nowej świątyni umieszczono pamiątkowy napisNa drugie pytanie musiała odpowiedzieć też cała wieś, w której oficjalnego komitetu budowlanego nie utworzono.
   - Nad strumykiem, obok starej - mówili jedni. - Za świetlicą, która przedtem była szkołą, na końcu wsi - mówili drudzy - na wzgórzu widocznym z okien jadącego z Czeremchy do Białegostoku pociągu. - Za remizą - podpowiadali inni. Mikołaj Sawczuk dawał nawet duży plac pod cerkiew.
   Nad strumykiem - w końcu zadecydowali. Czyli tam, gdzie do kaplicy świętej Paraskiewy, najpierw jednej, potem drugiej, chodzili oni i ich przodkowie.
   Tuż obok tego miejsca Jan Smyk, dziennikarz radiowy, wiceprezes Radia Białystok, robił czterdzieści lat temu z kolegami zapory na strumyku. W lodowatej wodzie nie dawało się kąpać, ale w ogromnej kopańce, wyciąganej przez jego rodziców tylko do rozbierania świniaka, można było pływać - do czasu aż kopańka pękła. Raki też można było łowić.
   
   Na torfie
   Parafianie z Dobrowody przed swoją świątyniąW 1998 roku, kilka metrów od kapliczki, której początków nikt tu nie pamięta, i od starej cerkiewki, dobowodczanie zaczęli wznosić nową cerkiew.
   - Ja tu budować nie będę - powiedział majster, gdy zobaczył, jak Wasia Krupicz kopie ziemię pod fundamenty.
   Jego łopata szła jak w masło. Strumyk szumiał już gdzieś z boku nad jego głową, a on nie mógł oprzeć łopaty o twardy grunt.
   - Dopiero na głębokości prawie trzech metrów jak w skałę łomem uderzyłem - mówi Sybirak. Przebiłem się przez torf.
   Najpierw wciągali potężne korzenie olch. Potem po odcinku wybierali ów torf i na dwóch i pół metra głębokości kładli 1,2-metrową warstwę chudego betonu. Dopiero na nim opierali fundamenty - znów o 1,2 metrowej wysokości.
   Tu koparką ani traktorem wjechać się nie dało.
   Projekt zamówili u Mietka Sandy z Czeremchy. Zaproponowali mu: - Niech pan weźmie mniej, chociaż i tak niską stawkę podyktował, niech i z pana ofiara będzie.
   Wziął mniej.
   Do budowy wynajęli Iwana Wróblewskiego.
   - Niech pan cerkiew i swój autorytet tu buduje - powiedział do niego Sybirak.
   - Rzeczywiście budował - powie dzień przed wyświęceniem cerkwi Krupicz. - Cegły nie zmarnował. Nigdy jej młotkiem nie odbił, zawsze kontóweczką ciął. I kładł ją jak pod sznurek.
   Do pracy zwoływał głównie Iwan Markiewicz. Szedł najczęściej do Szurki Raczkiewicza, Aloszy Lipińskiego, Sybiraka, brata starosty Jana Jawdosiuka Władka, bo oni nigdy nie odmawiali. Bywało, że płacił ze swojej kieszeni innym mężczyznom ze wsi, którzy pojechali do tartaku drewno na cerkiew piłować. Albo wynajmował ludzi do swego siana, a sam szedł cerkiew budować.
   
   My chram pobudowali
   Iwan JawdosiukKiedyś poszedł na targ do Kleszczel.
   - Kup szpirt - zwróciła się do Iwana Ukrainka.
   - A gdzie nam do szpirtu! - odpowiedział. - My chram pobudowali. Ikonostas trzeba robić. Nikogo nie mamy do tej roboty.
   - Postujcie koło moich rzeczy - na to kobieta majstra wam przyprowadzę.
   - Iwan - przedstawił się nieco starszy mężczyzna.
   Iwan pochodził z Dubna na Ukrainie. A taką robotą jak rzeźbieniem ikonostasów zajmował się od 25 lat. Iwan przyjechał do Dobrowody z synem Jurą, dwoma majstrami Nikołajem i Petrom, i siostrą. Iwan szkicował i rozrysowywał swoje wzory na lipowej desce, a Jura, Nikołaj i Petro wydobywali je swoimi narzędziami z drewna. Siostra gotowała i pomagała malować cerkiew.
   Pracowali w Dobrowodzie letnimi miesiącami, przez dwa lata.
   
   Spór o ikony
   
   Iwan Markiewicz z żoną KatiąTo wtedy wybuchł spór o ikony. Kto ma je pisać? - uczniowie z bielskiej szkoły ikonograficznej czy majstrowie z Dubna?
   Ktoś przywiózł ikonę z bielskiej szkoły. Przedstawiała Zbawiciela. Sybirak popatrzył na nią i stwierdził: - Iisus Chrystos miał 33 lata, a tu wygląda jakby miał 60. Za długie palce ma. Jak to, żeby człowiek miał takie długie palce! W Czeremsze napisali do cerkwi ikony, że do ludzi święci na nich podobni. Takich nam trzeba.
   Do tego dodał: - Oni w Bielsku dopiero uczą się pisać ikony, to jak mogą dorównać temu (czyli Iwanowi z Dubna), który już od dziesięciu lat ikony pisze.
   Ikony pisał Iwan z Dubna. Jedną z nich, św. Paraskiewy, tę umieszczoną nad wejściem do cerkwi, wraz z kiotem ufundował Wasia Krupicz - Sybirak.
   - Ludzie za mną poszli - dziś cieszy się Sybirak - nie poparli propozycji kleszczelowskiego batiuszki Mikołaja Kiełbaszewskiego, który bielskie ikony chciał w naszej cerkwi widzieć.
   Ci, którzy wyszli z Dobrowody do Białegostoku myśleli, żeby spór o ikony przeciąć, zapraszając na przykład do rodzinnej wsi Jerzego Uścinowicza, doktora architektury, między innymi wykładowcę bielskiej szkoły, który powiedziałby, dlaczego święci na ikonach powinni mieć wydłużone dłonie, wąskie usta i nosy, wysokie czoło, duże oczy, dlaczego ikona ucieka od światłocienia i wszelkich złudzeń oka, dlaczego oblicze świętego różni się od oblicza Wasi, Iwana czy Nadzi.
   Ale nie zaprosili Uścinowicza.
   Teraz w Dobrowodzie są święte obrazy, których kanonicznymi ikonami nazwać nie można.
   Ale tajemnica modlitwy jest wielka. Modlący nasyca się świętością poprzez szczególną koncentrację uwagi, poprzez dialog z Osobą, który zaczyna się od słowa a kończy pojednaniem w duchowej miłości, w której zanikają jakże często analizy, oceny, porównania z ideałem estetyki.
   Dobrowodczanie bardzo polubili ekipę z Dubna. - Kulturalni, uczciwi, niewymagający i wszechstronni - mówią o nich. Dwóch z nich zostało w Polsce. Założyli damasznie cerkwie. Nikołaj Rodej ożenił się z Marią Klimowicz pochodzącą z Dobrowody, kierującą ośrodkiem kultury w Kleszczelach.
   
   Cerkiew nas wszystkich
   
   Bazyli KrupiczGłównie starosta z Iwanem Markiewiczem jeździli od Supraśla po Boratyniec za Siemiatyczami, gdy trzeba było podjąć decyzję komu robotę zlecić i jak ją wykonać. Przyglądali się różnym cerkwiom.
   Majstra do krycia znaleźli w Milejczycach. Krył cerkiew na cmentarzu. Po mistrzowsku. I w Dobrowodzie tak samo zrobił.
   Przyszedł czas na wyposażenie wnętrza.
   - Zaznajomiłem się z batiuszką z Poczajowa - mówi Iwan Markiewicz - który tam jest w wielkim poważaniu, seminarium duchownym też kieruje. On nam zamówił prestoł, łampady, podświeczniki. Bardzo nam pomógł.
   A Iwan Markiewicz wciąż sponsorował. Dał pieniądze na trzy okna do dzwonnicy, Ewangelię, panikadiło mniejsze, a duże, potrójne, kupił razem ze starostą, z Wasią - Sybirakiem i starostą zamówili krzyże na cerkiew, każdy wraz z podstawą licząc około dwumetrowej wysokości.
   Iwan organizował też prace przy uporządkowaniu starego cmentarza, na którym rok temu wandale powywracali kamienie nagrobne, niektóre pobili, połamali krzyże. Iwan z żoną Katią od lat oczyszczają ten cmentarz z jerzynniku i innych krzaków, odnawiają krzyże. Budowa cerkwi nie mogła im przysłonić tego wandalizmu.
   Iwan i Katia potrafią się podnosić z ruin i zgliszcz. Raz spłonęło im wszystko. Pobudowali się. I znów zostali na zgliszczach.
   Pierwszy raz potężny pożar przeszedł przez Dobrowodę zaraz po drugiej wojnie i zrównał połowę wsi za rzeką przy ulicy Górnej, drugi raz jesienią 1962 roku pochłonął domy, obory, stodoły między Kleszczelowską a Cichą.
   A teraz Iwan i Katia i wszyscy dobrowodczanie mogli 9 czerwca 2002 roku, gdy wyświęcano ich cerkiew, usłyszeć słowa profesora z greckich Salonik, bo i on przybył na to największe w Dobrowodzie święto: - Zbudowanie cerkwi jest szczególnym błogosławieństwem, bo wasze imiona będą wspominane na wieki wieków.
   Tej pamięci żaden ogień nie strawi.
   Iwan Markiewicz podkreśla: - Dziękuję Bogu, że kiedy zwracałem się do ludzi z prośbą o pomoc, nie odmawiali. To jest cerkiew nas wszystkich - dodaje.
   
   Niech dzisiaj wszyscy się radują
   
   Iwan Wróblewski- Niech dzisiaj wszyscy się radują, ofiarni i leniwi, pozdrawiam was wszystkich - mówił 9 czerwca podczas wyświęcenia cerkwi prepodobnej Paraskiewy i apostoła Jakuba metropolita Sawa, który przybył z duchownymi z Warszawy, Jabłecznej, dekanatu kleszczelowskiego, bielskiego, gośćmi z Rumunii, Grecji i Francji.
   - Owoce waszego trudu poświęcimy w imię Boże. W prestole pozostaną relikwie świętych Męczenników Betlejemskich. W ten sposób połączymy się z początkami naszej Cerkwi, przeniesiemy się w epokę ziemskiego życia Chrystusa. Dobrowoda jednoczy się ze Świętą Ziemią. Poprzez wybudowanie tej wspaniałej cerkiewki przedłużacie historię prawosławia w waszej miejscowości.
   Cerkiew w Dobrowodzie należy do parafii w Kleszczelach. Władyka Sawa wyraził swą wdzięczność za trud proboszczowi kleszczelowskiej para fii o. Mikołajowi Kiełbaszewskiemu, obdarowując go krzyżem.
   Zwracając się do wiernych uzupełnił: - O. Mikołaj powiedział mi, że siódmą cerkiew w tej parafii zbudował. Zestarzał się razem z wami, ale duchem jest młody.
   Metropolita Sawa przekazał w darze nowej cerkwi naczynia liturgiczne.
   Orderami równej apostołom św. Marii Magdaleny III stopnia udekorował władyka Jana Markiewicza i starostę Jana Jawdosiuka. W gramocie przyzwał Boże błogosławieństwo na wszystkich ofiarodawców i budowniczych, parafian kleszczelowskiej parafii za ich trud i ofiary przy budowie cerkwi.
   List pochwalny otrzymał Antoni Jakimiuk.
   Szurka RaczkiewiczO. Kiełbaszewski szczególne słowa uznania skierował do burmistrza Kleszczel Aleksandra Sielickiego, Marii Klimowicz, Bazylego Krupicza - Sybiraka za jego wyrzeczenia. Podziękował katolikom - Janowi Lipińskiemu, który ofiarował do cerkwi ikonę, i Marianowi Jackiewiczowi.
   Według spisu ludności z końca XIX wieku w Dobrowodzie było 477 dusz. Wszystkie zostały zapisane jako prawosławne. Według spisu z 1921 roku było tu już trzech Żydów i jeden katolik.
   Dziś katolikiem jest tylko Jan Lipiński. Przyjeżdża z Czeremchy. Prowadzi w Dobrowodzie sklep, który wieczorem bardziej bar przypomina. Katolicy to potomkowie legionistów. Osiedli koło Kleszczel z nadania Piłsudskiego. Utworzyli Pohulankę i Białą Straż. Z Pohulanki jest Ludwik Czermak, który ofiarował dębowe drewno na wewnętrzną część prestoła i do monasteru w Dojlidach dał deskę na ikonę.
   - Czuję się, jakbym był w swojej rodzinnej parafii - zwrócił się do wiernych profesor z Grecji Angelopulos Atanasius. - Zostałem ochrzczony w cerkwi św. Paraskiewy, moja mama nosi imię Paraskiewa. Kiedy wrócę do domu, zamówię do waszej cerkwi na Świętej Górze Atos ikonę prepodobnej Paraskiewy. Przekażę wam ją w październiku, kiedy metropolita Sawa będzie odbierał w naszym uniwersytecie tytuł doktora honoris causa.
   O. Dymitru Popescu z Rumunii, przekazując od patriarchy Teoktysta pozdrowienia dla wszystkich prawosławnych w Polsce, zauważył, że zbudowanie każdej cerkwi to znak zwycięstwa człowieka nad jego słabościami, znak Bożej błagodati. Jeżeli woda oczyszcza człowieka, to w cerkwi człowiek oczyszcza się ze swoich grzechów.
   Jan Smyk, który do Dobrowody przyjeżdża już tylko do chaty po nieżyjących rodzicach, chciałby, żeby tu powstał jeszcze jeden znak zwycięstwa człowieka nad jego grzechami. Tuż obok wsi ma swe źródło strumień, który przepływa obok dobrowodzkich cerkwi. Chciałby, żeby jeszcze tam wyrosła kaplica. Byłoby ją widać z okien pociągu.
   
   Tu zawsze coś się działo
   
   Sławek Smyk ze swoimi rzeźbamiRodzice dr. Bazylego Krupicza, który pracuje na Politechnice Białostockiej, też już nie żyją, ale on do Dobrowody przyjeżdża. Jest prezesem Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Kleszczelowskiej.
   - W Dobrowodzie zawsze coś się działo - podsumowuje. - Tu budowano społecznie szkołę, remizę, mleczarnię, przy pomocy gminy - drogi, wodociągi.
   Ta cerkiew jest uwieńczeniem pracy pokoleń, pracy wspólnej. I zawsze coś się działo w kulturze.
   W Dobrowodzie byli swoi muzykanci - Sieńka Raczkiewicz i jego brat Alosza, Kostia Markiewicz, Alosza Markiewicz, Lowa Raczkiewicz, Kola Jawdosiuk syn Jakowa i Kola Jawdosiuk syn Iwana. To dzięki nim każda niedziela, oprócz postów, była wypełniona muzyką, tańcem i śpiewem. A śpiewano jeszcze na pradkach, latem na ławkach przed domami, na chrzcinach, weselach.
   Kola Raczkiewicz, który przeszedł i niewolę sowiecką, i niemiecką po powrocie w czterdziestym czwartym do Dobrowody wyreżyserował "Grube ryby" Bałuckiego, "Oświadczyny" Gogola, "Zrękowiny Druzgały".
   Ostatnia sztuka była napisana w gwarze góralskiej, ale Kola wystawił ją w języku zrozumiałym dla dobrowodczan.
   Grupa z Dobrowody jeździła z przedstawieniami do Kleszczel i Czeremchy, Białegostoku i Hajnówki. Do dziś wspominane są role grane przez Wołodię Jawdosiuka, Niutkę Jawdosiuk córkę Romana, Wasię Raczkiewicza, Marię Artyszuk, Barbarę Stepaniuk, Adama Markiewicza, Arkadzika Tulina.
   Od trzydziestu lat w Dobrowodzie istnieje zespół noszący nazwę wsi. O jego pieśniach muzykolog Jerzy Śródkowski powiedział "to złoto" i określił jako autentyczny unikalny folklor, materiał cenny dla znawców. Walentyna Klimowicz kieruje teraz tym zespołem.
   To oni przed agapą na powitanie władyki Sawy i gości zaśpiewali najbardziej związaną z Dobrowodą pieśń Światyj Jure.
   W Dobrowodzie urodzili się Michał Markiewicz, Sławek Smyk i Eliasz Ziniewicz. Chodzili do jednej klasy. Wszyscy rzeźbią.
   Michał, nauczyciel, zaczął pierwszy, dziesięć lat temu. Co weekend jedzie z Białegostoku, by w Dobrowodzie oddawać się swojej pasji.
   Sławek, leśnik, dołączył pięć lat później. Już po trzech latach rzeźbienia za "Tańczącą z obręczą" zdobył brązowy wawrzyn olimpijski, prestiżową nagrodę fundowaną od 1969 roku przez Polski Komitet Olimpijski dla literatów, muzyków, filmowców, fotografików, architektów, plastyków. Wśród laureatów był m.in. Jerzy Nowosielski i Krzysztof Penderecki.
   Sławek Smyk ma w Kleszczelach swoją galerię, tu rzeźbi i mieszka. O sobie mówi:
   - Jestem wierzący. Noszę teraz spokój duszy, nie jestem samotny.
   Chociaż bywa, że cały dzień wyprowadza z drewna płynne, niezwykle harmonijne kształty. Rzeźba pomogła Sławkowi Smykowi wyjść z choroby alkoholowej, wciągającej go, mimo kłębiących się wokół kolegów, na dno samotności.
   Teraz nie boi się otwierać swojej duszy przed innymi. Z radością to czyni, zaraźliwą radością.
   fot. Marek Dolecki

Opinie

[1] 2006-02-12 14:16:00 Cezary Tulin
Widzę że nikt jesze tego nie komentował. Sam też po raz pierwszy tu trafiłem, tropiąc Tulinów - w artykule występuje Arkadzik Tulin, zupełnie jak mój Stryj - pochodzący także z Dobrowody.
Chętnie nawiązałbym kontakt z kimś z tej grupy....

pozdrawiam, prawie Dobrowodzianin,
C.Tulin, Sopot
[2] 2007-01-04 13:59:00 Piotr
czy chodzi o te Dobrowody powiat Zabaraż? jeśli tak to proszę o kontakt
[3] 2017-09-15 09:32:00 Jan Smyk
Panie Czarku, cytowany "Arkadik" to pański stryj (brat Mikołaja)

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token