Numer 6(204)    czerwiec 2002Numer 6(204)    czerwiec 2002
fot.J. Malec, M. Dolecki
Nie nasz patron
Eugeniusz Czykwin
Kościół rzymskokatolicki ogłosił patronem Polski św. Andrzeja Bobolę. W liście pasterskim biskupi polscy napisali, że Andrzej Bobola to "patron na trudne czasy". Katolickie media podkreśliły "ekumeniczny aspekt" decyzji Watykanu. Jest patronem jedności Kościoła - stwierdził redaktor naczelny Katolickiej Agencji Informacyjnej Marcin Przeciszewski (Wiadomości KAI, nr 20 z 19 maja 2002 r.). Andrzej Bobola prowadził "misję" wśród pawosławnej ludności na terytorium współczesnej Białorusi i Ukrainy. Był gorliwym misjonarzem - Bożym gwałtownikiem - wierzył bowiem, że koniecznym warunkiem zbawienia schizmatyków jest ich włączenie do Kościoła rzymskokatolickiego. Największe sukcesy odniósł na Pińszczyźnie, tam też w 1657 roku został zabity przez kozaków, którzy na swych sztandarach w walce z Polakami wypisali hasła obrony prawosławnej wiary. Andrzej Bobola, co przyznają liczni katoliccy publicyści, był postacią kontrowersyjną. Jego działalność przez prawosławnych była i jest odbierana negatywnie. Taka ocena zawarta została w jedynej publikacji poświęconej A. Boboli, jaka ukazała się w oficjalnym organie Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego (Cerkowny Vestnik, nr 4 z 1963 r.). Ponieważ prasa katolicka szeroko informuje o rzekomym kulcie Andrzeja Boboli wśród prawosławnych, niżej przytaczamy fragmenty tej publikacji.
   Swój artykuł, zatytułowany "Refleksje rocznicowe", M.S-ki rozpoczyna od opisu uroczystości 25-lecia kanonizacji Andrzeja Boboli, jakie miały miejsce w Warszawie w kwietniu 1963 roku. Przypomina następnie postać świętego. Andrzej Bobola - pisze - żył w XVII wieku (dokładniej 1591-1657). Był wychowankiem szkół jezuickich w Wilnie i należał do zakonu jezuitów. Działalność jego związana była w głównej mierze z Białorusią i Polesiem - Nieświeżem, Bobrujskiem i Pińskiem. Miała ona misyjny charakter, polegała na szerzeniu wiary rzymskokatolickiej i nawracaniu na tę wiarę ludności prawosławnej. Dla tej działalności prawosławni nazywali go "duszochwatem", natomiast katolicy "łowcą dusz". Był to okres wprowadzania w życie postanowień unii brzeskiej z 1596 roku, kiedy na wschodnich terenach ówczesnej Polski toczyły się walki religijne, kiedy znękana, niechętna wobec unii i łaciństwa ludność prawosławna nieraz czynnie występowała w obronie swej wiary oraz swych praw społecznych i politycznych. Był to okres powstań i wojen kozackich. Właśnie w tym okresie, w 1622 roku, nuncjusz papieski w Polsce de Torres pisał w swym sprawozdaniu do Rzymu: "Niepodobna wyrazić, jak lud ruski nienawidzi łacinników". Gorliwość i bezwzględność, z jaką Andrzej Bobola nawracał prawosławnych na wiarę rzymskokatolicką, miała stać się przyczyną jego śmierci w 1657 r. Andrzej Bobola został zamordowany przez kozaków w okolica Janowa Poleskiego pod Pińskiem. (...)
   W kazaniach wygłaszanych w katedrze [chodzi o warszawską katedrę - przyp. red.] z okazji 25-lecia kanonizacji, podnoszone były zasługi i zalety Andrzeja Boboli; nazywany był apostołem jedności Kościoła, który w imię miłości chrześcijańskiej zwalczał "fałszywą wiarę" (tj. prawosławną) i nawracał półdzikich schizmatyków na "wiarę prawdziwą"; który dał wzór "autentycznej wiary katolickiej" do naśladowania przez katolików; nazywano go "chlubą narodu polskiego". Szczegółowo opisywane były potworne katusze, jakim przed śmiercią Andrzej Bobola poddany był przez kozaków, podjudzanych, jak i cała ludność prawosławna Polesia, przez "schizmatyckich popów". Mówiono nawet o caryzmie, który miał przyczynić się do męczeńskiej śmierci Andrzeja Boboli, oraz wspominano przy okazji o innych kozakach, którzy w 1863 roku stali się sprawcami przelewu krwi w katedrze warszawskiej. Nic nie wspomniano o cierpieniach ludności prawosławnej, o łzach i krwi przelanych przez prosty lud, który bronił swych świętości - swojej wiary chrzseścijańskiej, nie rzymskiej co prawda, lecz greckiej czy ruskiej, jak ją wówczas nazywano, ale chrześcijańskiej. (...)
   Przed drugą wojną światową, w związku z kanonizacją Andrzeja Boboli, w Polsce ukazały się liczne publikacje o jego życiu, działalności i kulcie. Dla scharakteryzowania ducha tych publikacji warto przytoczyć początek broszury "Apostoł Polesia", jednej z tych, których tak dużo ukazało się w 1938 roku i w latach poprzednich. Mówiąc o działalności misyjnej Andrzeja Boboli na Polesiu, autorka broszury, siostra niepokalanka Maria Alicja pisze: "Oto już lat dwadzieścia z górą, jak na tej zatrutej jadem prawosławia ziemi spracowany Apostoł dobywa mozolnie kiełki ducha, przydeptane brutalną racicą wschodniej schizmy..."
   Dalej autor cytuje szeroko wydaną w 1936 r. w Krakowie źródłową pracę katolickiego księdza Jana Poplatka "Błogosławiony Andrzej Bobola Towarzystwa Jezusowego", w której przyszły patron Polski przedstawiony jest jako osoba odznaczająca się "gwałtownością i zapalczywością". Był on osobą - relacjonuje ks. Poplatek opinie przełożonych A. Boboli z okresu przechodzenia wstępnych stopni zakonnych - człowiekiem cholerycznym, którego cechują upór, pycha, zarozumiałość, przekonanie o własnej nieomylności, żądza czci, mściwość (s. 74-75, 120-121). Zasadnicze ujemne właściwości Andrzeja spowodowały, że uznany został za niezdolnego do zajęć nauczycielskich i obowiązków przełożonego (s. 122). (...)
   Nie tylko czasy, kiedy żył Andrzej Bobola, lecz i czasy, kiedy przed 25 laty odbywała się jego kanonizacja, nasuwają nam, prawosławnym, smutne wspomnienia. Kanonizacja Andrzeja Boboli zbiegła się bowiem z realizacją szeroko zakrojonej akcji, zmierzającej do zadania prawosławiu w Polsce decydującego ciosu, zaplanowanej i realizowanej przez czynniki kościelno - katolickie i państwowe sanacyjnej Polski. Chodziło wówczas o "rewindykację dusz, zagrabionych narodowi i Kościołowi przez rządy carskie". W orędziu, wydanym wówczas w związku ze zbliżającą się kanonizacją, wyższy dostojnik Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce [chodzi o kardynała Augusta Hlonda - przyp. red.] nawoływał katolickie społeczeństwo polskie do spełnienia religijnego posłannictwa na Kresach Wschodnich, które jest "nakazem świętego Andrzeja" i do wspierania "za przykładem św. Boboli pracy wśród potomków bohaterskich unitów w imię jedności Kościoła".
   Akcja ta prowadzona była tam, gdzie prawosławni stanowili większość lub znaczną część miejscowej ludności, a więc na Kresach Wschodnich i we wschodniej części Lubelszczyzny. Na poszczególnych terenach przybierała ona różne formy. Szczególnie intensywnie prowadzona była na Lubelszczyźnie. Najbardziej bolesnym i głośnym posunięciem w niej było zburzenie w lecie 1938 roku 114 cerkwi prawosławnych na terenie powiatów bialskopodlaskiego, chełmskiego, tomaszowskiego, hrubieszowskiego, biłgorajskiego, włodawskiego i zamojskiego. Wówczas rozebrano cerkwie prawosławne i w innych częściach kraju, m.in. wybudowany tuż przed pierwszą wojną światową i jeszcze nie wykończony wewnątrz wspaniały sobór w Białymstoku, czy dużą, ładną cerkiew w Sosnowcu. (...)
   Dalej autor przytacza przykłady prześladowań i represji wobec prawosławnych, którzy odmawiali przejścia na katolicyzm. Cytuje też polskich publicystów, m.in. Stanisława Cat-Mackiewicza, który w wileńskim "Słowie, podkreślając brutalność i bezwzględność prowadzonej na Lubelszczyźnie akcji, wskazywał na jej szkodliwość dla interesów państwa polskiego.
   Swój artykuł autor kończy stwierdzeniem: "Życie i codzienna praktyka przekonują nas, jak dalecy jesteśmy od upragnionego zbliżenia chrześcijan i ustanowienia między nimi stosunków, odpowiadających duchowi wyznawanej przez nich nauki Chrystusowej. Kazania i odczytywane życiorysy Andrzeja Boboli, przeznaczone dla dzieci i młodzieży, jak i dla dorosłych, nie przyczyniały się do zbliżenia i zrozumienia, nie do braterstwa i miłości, a raczej do powstania niechęci i nienawiści między chrześcijanami, i to nie tylko religijnej".
   Pozostaje zagadką, na jakich przesłankach opierał się Watykan i episkopat Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce, proponując postać Andrzeja Boboli jako patrona Polski, "a może także Białorusi, Ukrainy i Litwy" - na ten temat w sekretariacie episkopatu we wrześniu 1999 roku zorganizowano dyskusję panelową. Pretekstem była prezentacja filmu Krzysztofa Żurawskiego "Duszochwat". "Jeśli Bobola miałby być ogłoszony patronem Polski - oświadczył w czasie dyskusji jezuita o. Wacław Oszajca - to pod warunkiem, że jako patron ekumenizmu, trudnych czasów, słowem patron społeczeństwa pluralistycznego".
   Przeciwko tezie o św. Andrzeju jako kamieniu węgielnym jedności chrześcijaństwa wystąpił prawosławny teolog Michał Klinger, argumentując że męczennik ten w istocie jest "kością niezgody" między obu Kościołami, gdyż jego praca apostolska miała znamiona prozelityzmu i sprowadzała się do "przeciągania" prawosławnych na katolicyzm.
   Przeciwko hipotetycznej możliwości uznania św. Andrzeja Boboli za patrona także ziem ukraińskich zaprotestował stanowczo bazylianin o. Marek Skórka. "Uważam, że św. Andrzej nie może być patronem Ukrainy - powiedział - gdyż wciąż za bardzo kojarzy się z politycznym wymiarem religii. Jako Ukrainiec mogę powiedzieć, że ten model nam nie służy, do niczego nie jest potrzebny". Bazylianin zarzucił także Żurawskiemu, że wymowa jego filmu ma charakter antyprawosławny.
   (Cytaty za biuletynem KAI
   z 30 września 1999 roku)
   

   Podczas II Europejskiego Kongresu Ekumenicznego w Grazu (Austria, 1997 rok) katolikos Armenii Karekan I podczas swego przemówienia zapłakał. Hierarcha ze łzami w oczach błagał o zaprzestanie katolickiej misji w Armenii, bowiem wspomagana materialnie z Zachodu rodzi nienawiść wobec zachodnich braci w sercach jego wiernych, żyjących w kraju o prawie dwutysięcznej historii chrześcijaństwa.
   Zachodni misjonarze przybywający po upadku komunizmu do byłego ZSRR byli przekonani, że stanowi on ogromne misyjne terytorium i że w sytuacji swoistej pustki ideologicznej łatwo pozyskają dla swych Kościołów miejscową ludność. Taka postawa była główną przyczyną, że nadzieje na wejście do trzeciego tysiąclecia w pojednanym Kościele chrześcijańskim okazały się złudne.
   W coraz szerszych kręgach prawosławia ekumenizm jest nazywany "herezją XX wieku", a podtrzymujący kontakty z zachodnim chrześcijaństwem teologowie - intelektualiści traktowani są we własnych Kościołach jak zdrajcy tradycji.
   Polska ma szczególne doświadczenia w kontaktach z prawosławiem. Przez długie wieki ludność ruska starożytnej wiary greckiej stanowiła znaczący, bywało że i ponad połowę, odsetek obywateli Rzeczypospolitej. Próba skatolicyzowania tej ludności, unia brzeska - najbardziej znaczący akt - zrodziła tendencje odśrodkowe, powstania kozacke i w rezultacie upadek państwa.
   Decyzja polskiego Kościoła, uznającego Andrzeja Bobolę patronem Polski z pewnością wśród społeczeństw Białorusi, Ukrainy i Rosji wzmocni nieufność i poczucie zagrożenia, niechętne Kościołowi katolickiemu, a także Polsce nastroje. Trudno uwierzyć, że o to chodziło polskiemu narodowi, papieżowi Janowi Pawłowi II, całemu Kościołowi rzymskokatolickiemu. (ecz)

Opinie

[1] 2002-08-01 22:55:00 Tadeusz
Co by nie powiedzieć, Święty Andrzej Bobola umarł za to, że chciał (na swój sposób, był przecież dzieckiem swoich czasów) wcielać w życie nakaz Chrystusa "aby wszyscy stanowili jedno" (Jan 17.21). Zabili go zaś (rękoma Kozaków) ludzie, którzy tej woli Zbawcy się przeciwstawiali. Którzy przedkładali interesy polityczne albo mało w sumie istotne szczegóły doktrynalne nad samą najgłębszą istotę naszej wspólnej wiary (byli tacy po obydwu stronach). Naszej wspólnej wiary, bo ja katolik postrzegam kościoły prawosławne jako równie święte (a czasami grzeszne) jak mój Kościół Rzymski. (Dlatego też pielgrzymuję i na Jasną Górę do pierwotnie prawosławnej ikony Bogarodzicy i na Świętą Górę Grabarkę.) Jan Paweł II wielokrotnie dawał dowody, że taka jest i jego wiara, jego wizja chrześcijaństwa.
Ale wróćmy do Świętego Andrzeja.
Święty Andrzej działał słowem, jego kaci chcieli go do swojej koncepcji chrześcijaństwa przekonać potwornymi torturami. Przy całym swoim szacunku do prawosławia cieszę się, że jestem po stronie Andrzeja, a nie po stronie tych zwyrodniałych zbirów.
Mam czasami wątpliwości czy Kościół Rzymski powinien tak eksponować kogoś tak kontrowersyjnego dla prawosławnych (bo dla nas katolików Święty Andrzej jest "kontrowersyjny" jedynie dlatego, że liczymy się z Waszą opinią i z Waszymi uczuciami). Myślę waszelakoż, że gdybyście potrafili pozbyć się uprzedzeń, Was także powinien zainspirować heroizm człowieka, który tak potwornie umęczony (jak bodajże żaden inny męczennik) pozostał wierny Chrystusowi. Tak jak tę wierność rozumiał, to co, że rozumiał ją inaczej niż Wy?
Jezuita Ojciec Bucko proponuje, by patronami jedności chrześcian uczynić Świętego Andrzeja Bobolę i prawosławnego Świętego Piotra Aleuckiego umęczonego przez katolickich Hiszpanów (patrz: http://www.alaskanchurch.org/pages/AlaskanSaints/StPeter/). Może pod takim patronatem wszyscy chrześcijanie przypomną sobie nareszcie, że są ... chrześcijanami i że ich Mistrz nakazał miłować kazdego bliżniego, nawet nieprzyjaciół.

[2] 2002-08-05 11:25:00 Lukasz
Boze uchowaj nas od takich "patronow"...
Polecam
http://www.jezuici.pl/bobola/
Prawoslawni sa tam co krok jawnie obrazani.
[3] 2002-08-17 17:18:00 Tadeusz
Przeglądnąłem "polecaną" witrynę.
Uważam Lukaszu, że nie masz racji co do obrażania prawosławia.
Fragment(jedyny!), który możnaby uznać za obraźliwy brzmi tak: "Owocność pracy ewangelizacyjnej drażniła ludzi wrogo nastawionych do religii katolickiej oraz do kojarzonej z katolicyzmem polskości. Z braku argumentów rozumowych sięgali po argument siły. Andrzej Bobola stał się kolejną ofiarą szatańskiej apologii światopoglądu rysującego się u samych fundamentów."
Jednak wypowiedź ta jest obraźliwa jedynie wtedy gdy ktoś (obraźliwie!) utożsamia prawosławie z ludźmi, którzy wezwanie Chrystusa: "Idźcie i nauczajcie" realizowali w ten szatańsko-szyderczo-karykaturalny sposób jak robili to mocodawcy katów Świętego Andrzeja.
Jeszcze raz, gdyby to byli "moi" wyrzekłbym się ich. Tak jak ani mi w głowie być po stronie Hiszpanów, którzy zamęczyli Świętego Piotra Aleuckiego.
Wydaje mi się też, że Twoje Lukaszu solidaryzowanie się z katami Świętego Andrzeja to jeszcze jedna drzazga wbita Mu za paznokcie, jeszcze jeden pas skóry zdarty z jego pleców. Tyle lat po śmierci ...
Spróbuj to przemyśleć.
[4] 2002-08-30 14:28:00 Lukasz
Tadeuszu, teraz z kolei obrazasz mnie. Jest wyrazna roznica miedzy solidaryzowaniem sie z katami o. Boboli, a solidaryzowaniem sie z ludnoscia prawoslawna, ktora o. Bobola "nawracal na chrzescijanstwo".

Wybacz, ze nie wyczerpie wszystkich tematow, ktore temat o. Boboli porusza: pojmowanie chrzescijanskijej misji, rola jezuitow, owczesny stosunek Kosciola Katolickiego do prawoslawnych, pojmowanie schizmy, unii itd.

Pozwol jedynie, ze zacytuje tylko niektore skandaliczne fragmenty, z wymienionej wczsniej strony, ktore umknely Twojej uwadze:

1)Wycierpiawszy od schizmatyków różne rodzaje tortur zdobył chwalebną palmę męczeństwa

2)a przykładem bohaterskiego poświęcenia nawrócono 26 innowierców

3)Do największych osiągnięć Boboli należało przyjęcie na łono Kościoła katolickiego wiosek:

4)Kronika domu odnotowuje w tym okresie wzmożone zaangażowanie miejscowych jezuitów w pracę nad prawosławnymi.

5)Praca duszpasterska była niejednokrotnie dla Boboli okazją aby stanąć w szranki z duchownymi prawosławnymi.

Sprobuj TO przemyslec...
[5] 2002-10-04 10:43:00 Tadeusz
Smutno mi, że nasza dyskusja poszła w tak złym kierunku.
Przepraszam Cię Lukaszu dopiero teraz, bo dawno nie zaglądałem na tę stronę.
Przepraszam za to, że poczułeś się urażony moimi słowami. Nie miałem takich intencji.
To przez brak zrozumienia.
Ja sam czuję się po prostu chrześcijaninem i swoją przynależność do Kościoła Katolickiego traktuję jako coś drugoplanowego, jako nie przesadnie istotny szczegół. Dlatego też nie raziłoby mnie, gdyby mnie ktoś chciał namawiać do zmiany wyznania (denominacji - ?) na prawosławie (zresztą bezskutecznie, bo po co miałbym to robić?).
Zapewne stąd nie widzę niczego obraźliwego we wzmiance o „stawaniu w szranki z duchownymi prawosławnymi” (byleby „bronią” było wyłącznie słowo lub przykład własnego życia, jak to było w przypadku Św. Andrzeja). Ani w przypominaniu (zapewne historycznego) faktu doprowadzenia do konwersji na katolicyzm całych wiosek (zastanówmy się w jakich warunkach to było możliwe, pewno ich dotychczasowa religijność nie była zbyt głęboka, może to lepiej, że zostali katolikami, niż gdyby mieli pozostać w stanie religijnego indyferentyzmu ...?). Tu chciałbym przypomnieć (poinformować ...?) jak papież Paweł VI (ku zgorszeniu wielu, niestety) radził greko-katolikom w Związku Radzieckim, by - w braku własnych cerkwi - chodzili na nabożeństwa do cerkwi prawosławnych.

I jeszcze jedno, nie całkiem na temat, ale w związku z misją pojednania chrześcijan na gruncie wzajemnego poszanowania ich odrębności, której patronem jest - dla nas, katolików - Andrzej Bobola.
Z tego co mówi i czyni Patriarcha Zachodu Jan Paweł II wynika, że o sprawach podziału chrześcijaństwa myśli on bardzo podobnie, albo i tak samo jak ja. Chce jedności bez podporządkowania. Sprawy istotne stawia na pierwszym miejscu, sprawy drugorzędne postrzega takimi jakimi są. O kościołach prawosławnych zawsze mówi z ogromnym szacunkiem jako o „kościołach siostrzanych”. To on wymyślił koncepcję „dwu płuc”: wschodniego i zachodniego, którymi „powinno oddychać” chrześcijaństwo i Chrześcijańska Europa.
Myślę, że powinniśmy się modlić o to, by Duch Święty natchnął Patriarchę Moskiewskiego zrozumieniem tego, że braterski uścisk i wspólna modlitwa z Janem Pawłem II w Moskwie wyjdą na dobre i prawosławiu i całemu chrześcijaństwu.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token