Numer 8(254)    sierpień 2006Numer 8(254)    sierpień 2006
fot.Andrzej Karpowicz
Jak grochówka uderza do głowy
Michał Bołtryk
Redaktor Hieronim Wawrzyński zajmuje się obecnie także redagowaniem lokalnego miesięcznika „Wieści Podlaskie”. Tamże ostatnio napisał, że na Podlasiu wyrasta „obce mi państwo”. A on  „jako obywatel RP, patriota” zgodzić się na to nie może, bo, niestety, to państwo, to Białoruś, tfu, w obecnej wersji łukaszenkowskiej.
   Autor ten znany, ale tylko w kręgach dobrze rektyfikowanych białostockich dziennikarzy, na początku kwietnia 2006 roku przez kilka dni był bohaterem białostockich mediów, a więc i całego Podlasia. A to z powodu grochówki, w dodatku nie swojej. Jeśli wierzyć tymże mediom, było tak. Hieronim W.  pracował w białostockim Domu Kultury  „Zachęta” na polu organizowania imprez masowych. Ponieważ Polska aktywnie uczestniczyła w prezydenckich wyborach na Białorusi, to imprez, nawet w Białymstoku, nie brakowało. I Hieronim W. znalazł się w swoim żywiole.
   Po pierwsze, 16 marca, podczas happeningu przed Ratuszem „Solidarni z Białorusią”, rozdał jego uczestnikom baniak gorącej grochówki. Wydał na to 660 złotych, nie swoich, a ze spółdzielni mieszkaniowej „Zachęta”.
   Po drugie, dał autobus, nie swój, na przewóz na granicę w Kuźnicy Białostockiej uczestników akcji „Pogrzeb demokracji”.
   Jak przystało na organizatora masowych imprez sprytnie to załatwił. Wiera Syczewska, koordynująca pracę  klubów osiedlowych w spółdzielni Zachęta, opowiadała potem w „Kurierze Porannym”: „21 marca na swoim biurku znalazłam fakturę i zlecenie wyjazdu  dla firmy transportowej sprzed Ratusza w Białymstoku do Kuźnicy. Na drugiej stronie Wawrzyński opisał rachunek, że chodzi o transport dwóch grup dzieci z domu kultury do Supraśla na przegląd  zespołów dziecięcych. Przecież to jawne oszustwo, poświadczenie nieprawdy. Księgowość  by mi takiej faktury nie przyjęła. Musiałam się w tej sprawie skonsultować. Dokument oglądał radca prawny. Powiedział, że to się nadaje na dyscyplinarkę”.  Hieronim W. został zwolniony z pracy w trybie natychmiastowym. I wtedy stał się medialnym bohaterem Podlasia. „Kurier Poranny”, po smutnej historii z grochówką, pisał, z czcią należną sprawie i bohaterowi, „...wieczorem Wawrzyński na temat białoruskiego wątku w tej sprawie rozmawiał z eurodeputowaną PO Barbarą Kudrycką”.
   No! Przez kilka dni kwietnia Hieronim W. był nadzieją białoruskich demokratów w Białymstoku, jak Gołota, nadzieja białych na ringu w Nowym Jorku. Niestety, sława, jak smak grochówki, nie jest wieczna.
   A być na topie politycznym, to iść za ciosem. I Hieronim W. poszedł.
   Redaktor, skonsumowawszy karkówkę z grilla i popiwszy czymś niestety nie gatunkowym („Od ośmiu lat nie piję wyznawał redaktor W. w „Kurierze Porannym”, 12 IV 06. Jestem zaleczonym alkoholikiem, wcześniej miałem problem, ale teraz nawet cukierków z alkoholem nie jem”) przejrzał na oczy, że oto wspierając białoruskość na Białorusi, nie żałując grochówki, nie zauważył, że przez powiat hajnowski „wkracza do mojej Ojczyzny Białoruś”.
   A przecież jak pisze redaktor „Wieści Podlaskich” w  tekście  „Czy Podlasie to Polska?” bogactwo kulturowe wschodniej Polski to jednak nasza, polska kultura nie białoruska, nie ukraińska, nie litewska czy też żydowska lub tatarska.
   Bawiąc na którymś festynie białoruskim Redaktor „Wieści” odniósł wrażenie, „podobnie jak kilkaset tysięcy Polaków”, że na tych rdzennie polskich ziemiach jest „intruzem, osobą niepożądaną”.
   Dalej trzeźwość spojrzenia pozwoliła Redaktorowi Hieronimowi W. dostrzec i usłyszeć, że „od lat praktycznie w publicznych wystąpieniach, w mediach publicznych nie mówi się i nie pisze o polskości tych ziem. (...) Nie ma tutaj prawie imprez poświęconych i związanych  z polską kultura, czy też językiem polskim. Nie ma w Białymstoku, Hajnówce czy też Bielsku Podlaskim wystaw polskich malarzy, nie ma polskich festiwali czy też przeglądów polskiej piosenki, nie ma polskiego filmu czy też festynów polskiego folkloru. Przez rok nie udało mi się w tym regionie znaleźć prawdziwie polskiej imprezy kulturalnej. Bo przecież nawet nie ma tradycyjnej polskiej Nocy Świętojańskiej”.
   Jeśli dobrze zrozumiałem, Redaktorowi chodzi o to, aby Walentyna Łaskiewicz z Janem Syczewskim robili polskie imprezy. Kto wie, może liczy, że w sytuacji finansowej w BTSK, może tak będzie?
   Nie ma tego i owego polskiego, ale za to są „Wieści Podlaskie”, pismo rozprowadzane tam gdzie mają coś do powiedzenia Białorusini czy też Ukraińcy, w Hajnówce, Białowieży, Czeremsze, Czyżach, Dubiczach Cerkiewnych, Kleszczelach, Narewce, Narwi, Bielsku Podlaskim, Orli...
   Dzięki temu Redaktor może apelować i zalecać: Obalajmy więc mity o niepolskości tych ziem. (...) A przede wszystkim uczmy się historii tych ziem i dbajmy o jej polskie tradycje i obyczaje. Tam, gdzie nam coś „kradną” głośno krzyczmy: „oddajcie to, co nasze”.
   W marcu i kwietniu Redaktor  walczył sercem i czynem o demokrację na Białorusi. Był przyjęty przez eurodeputowaną z Platformy Obywatelskiej, wieczorem.
   Teraz zaprezentował się jako „obywatel RP, patriota”. Może teraz przyjmie go ktoś ważniejszy, z jeszcze lepszej partii.
   A patrząc trzeźwo na wywody Redaktora zawarte w „Wieściach”, można zauważyć: takie to są skutki niepicia wódki. Na festynach.
   
   

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token