Numer 8(254)    sierpień 2006Numer 8(254)    sierpień 2006
fot.Andrzej Karpowicz
Co „Pamiętamy”
Michał Bołtryk
W czerwcu 2006 roku wójt gminy Mielnik, Eugeniusz Wichowski, odebrał telefon z Warszawy. Jestem z fundacji „Pamiętamy” przedstawił się nieznany głos. I dodał:
    Planujemy 23 lipca odsłonić w Mielniku obelisk upamiętniający poległych w 1952 roku akowców. Pomnik poświęci biskup drohicki Antoni Dydycz. Na uroczystości będą marszałek Sejmu Marek Jurek i minister Mariusz Kamiński. Wypadałoby, żeby pan też był.
    O jakich ludzi chodzi, gdzie oni stacjonowali? zapytał wójt. To żołnierze „Młota”, którzy stacjonowali w Sokólu, tam zostali zabici. Co ci ludzie robili? Proszę pójść do biblioteki i zapoznać się z odpowiednią literaturą.
    Nie powinien mnie pan odsyłać do biblioteki, tylko udzielić informacji.
   Ja powinienem być poinformowany, bo pomnik stanie w mojej gminie.
    A co tak panu zależy na tej wiedzy? Bo, proszę pana, tu chodzili po wojnie różni ludzie podziemni. I proszę sobie wyobrazić, że część mieszkańców tej ziemi musiało opuścić swoje domy i wyjechać na wschód, do „raju”. Byli to ludzie wyłącznie prawosławni. Ja też jestem prawosławny i chciałbym wiedzieć, czy idąc na uroczystość, nie urażę uczuć swojego ojca i dziadka. Jeśli pan kogokolwiek urazi, to esbeków, ormowców i konfidentów... Słuchawka została odłożona.
    
   Wójt Mielnika, Eugeniusz Wichowski, urodził się w 1962 roku w Tokarach. Wieś ta w 1948 roku została rozdzielona granicą państwową. Tokary znajdują się 17 km od Mielnika.
   Po propozycji „wypadałoby”, udania się do biblioteki i odłożeniu słuchawki, wójt Eugeniusz Wichowski, siedząc w swoim gabinecie, przypomniał sobie to, co było przekazywane w opowieściach rodzinnych.
   Oto dziadek Włodzimierz Wichowski jest w wojsku carskim i bierze udział  w I wojnie światowej. Jego żona, babcia Julianna, z dzieckiem na bieżeństwie. Włodzimierz dostaje się do niewoli niemieckiej. Stamtąd trafia do Francji. Wstępuje do armii Hallera. Walczy o Polskę niepodległą. Był daleko w świecie, o rodzinie żadnych wieści. Postanowił jednak przyjechać do Tokar i być może ostatni raz popatrzeć na ziemię rodzinną. A potem pojechać do Francji i tam już zostać.
   Ubrany w niebieski szynel, piękną czapkę i białe rękawiczki przyjechał bryczką z adiutantem. To zapamiętała babcia.
   – Jula, to ty? – zawołał do kobiety, którą zobaczył.
   – Tak, to ja – odezwała się kobieta.
   Ordynans wrócił, dziadek został w Tokarach. Julianna urodziła Włodzimierzowi czterech synów: Konstantego, Józefa, Jana i Aleksandra. Przed bieżeństwem mieli córkę Wierę. Konstanty to ojciec Eugeniusza – wójta Mielnika. Wójt gminy Mielnik Eugeniusz Wichowski
   Dziadek Włodzimierz sprzedał piękny szynel, kupił konia. Uciułany wcześniej kapitał i zaciągnięte kredyty przeznaczał na zakup ziemi (przed wojną miał czterdzieści hektarów), budynki gospodarskie i maszyny rolnicze. Był dobrym gospodarzem i szanowanym obywatelem Rzeczypospolitej. Sprawował funkcję, z wyboru, ławnika w gminie Wysokie Litewskie (siedem kilometrów od Tokar, dziś Białoruś). Jego brat był sekretarzem w gminie. Dziadek Włodzimierz miał osiem koni, ale też postawił na motoryzację. W 1939 roku uzyskał koncesję na linię autobusową Drohiczyn- Wysokie Litewskie. Na początku września miał odebrać autobus, zatrudnił kierowcę. I wszystko na nic, bo właśnie wybuchła druga wojna światowa.
   Przyszli sowieci. Dziadek, były legionista i kułak, wiedział co go czeka. Uciekł z domu i ukrywał się do momentu wybuchu wojny niemiecko -radzieckiej. Jego rodzinę mieli wywieźć na zsyłkę w ostatnim etapie. Nie zdążyli. Ale ziemię rozparcelowali i przekazali biednym.
   Przyszli do Tokar Niemcy. Ci dziadka nie ruszali. Ale w 1944 roku, gdy zbliżał się front i Niemcy zbierali się do odejścia, towarzyszący im własowiec postawił całą rodzinę Wichowskich pod ścianą domu i chciał rozstrzelać. Od niechybnej śmierci uratował ich niemiecki żołnierz.
   Front przesunął się na zachód. W Polsce i w Tokarach budowano PRL. Tak było w dzień. A w nocy były grabieże i pogróżki: „Macie 24 godziny na wyjazd do raju”. W Tokarach grożono tylko prawosławnym. Wieś Tokary już była przedzielona granicą, ale granica nie była zamknięta. Ci, którym grożono, myśleli, że to się skończy. Mylili się. Pewnego dnia na środku wsi złapano trzech prawosławnych mężczyzn, założono im paski na szyję, uprowadzono na katolicki cmentarz i tam zamordowano. Prawosławni opuścili polską część Tokar.
   Włodzimierz Wichowski, w uznaniu jego zasług  dla II RP, miał propozycję od podziemia: „Możesz zostać, ale rodzina musi wyjechać”.
   Rzecz jasna, Włodzimierz Wichowski wyjechał z całą rodziną... do Tokar za granicą. Żyli tam blisko cerkwi św. Mikołaja przez dwa lata.
   Jak wrócił? Jak odzyskał swoje gospodarstwo w Tokarach? – to cała historia, niezbyt przyjemna.
   W ślad za Włodzimierzem Wichowskim, do Tokar wróciło jeszcze kilka prawosławnych rodzin.
   – Gdyby nie determinacja mojego dziadka – mówi wójt gminy Mielnik – w Tokarach nie byłoby prawosławia.
   Eugeniusz Wichowski ukończył wydział rolniczy na SGGW w Warszawie.
   – Studia – opowiada – to był piękny czas. Wtedy były początki bractwa młodzieżowego, spotykaliśmy się z docentem Janem Anchimiukiem (dziś arcybiskupem Jeremiaszem), jeździliśmy na pielgrzymki do Drohiczyna i na Grabarkę, śpiewałem w chórze  w cerkwi na Woli. herb Mielnika
   Po studiach ożeniłem się i podjąłem pracę w Wojewódzkim Ośrodku Postępu Rolniczego. Cztery lata tam pracowałem, z trzymiesięczną przerwą na wojsko. W wojsku byłem w karnej kompanii w Morągu. A to z powodu mojej siostry Heleny, która od 1984 roku była w niesłusznym kraju, w USA, i do dziś nie wróciła. Jest tam cenionym profesorem statystyki.
   W 1989 roku objąłem gospodarstwo w Tokarach. Dokupiłem ziemi, miałem dwadzieścia hektarów, hodowaliśmy świnie, byczki, uprawiałem kartofle jadalne. Bardzo dobrze się nam wiodło. Miałem zgromadzoną gotówkę na traktor. Ale „przyszedł Balcerowicz” i tych pieniędzy starczyłoby może na kierownicę do traktora.
   Byłem bliski decyzji wyjazdu na stałe do USA.
   W marcu 1990 roku do Eugeniusza Wichowskiego do Tokar przyjechało  „kilku społeczników” i zaproponowali: – Kandyduj na radnego.
   – Odmówiłem – mówi wójt.
   W czerwcu tego samego roku Wichowskiego w Tokarach odwiedziło czterech radnych z Mielnika z propozycją: – Zostań wójtem. Według naszego rozeznania otrzymasz w głosowaniu dziesięć głosów na 16 radnych.
   Zgodził się. Wynik głosowania: 11:5. – Miałem 28 lat – mówi – i tak to się zaczęło.
   W następnych wyborach, na drugą kadencję, w 1994 roku wynik głosowania na wójta 9:6, na trzecią kadencję, w 1998 roku, 11:4.
   W 2002 roku odbyły się wybory powszechne.
   – Zastanawiałem się – mówi Eugeniusz Wichowski – czy kandydować. Zadecydowała ciekawość, jak mnie ocenia społeczeństwo? Poddałem się tej ocenie. Było czterech kandydatów. Otrzymałem 57 proc. głosów. Wygrałem w pierwszej turze. Drugi z konkrentów otrzymał 14 proc.  głosów.
   W gminie Mielnik żyje około trzech tysięcy ludzi, w samym  Mielniku około tysiąca. Do 1936 roku Mielnik był miastem.
   Gmina Mielnik ma obszar 20 tys. ha i jest pod względem obszaru jedną z największych. 70 proc. powierzchni gminy stanowią lasy. To pozostałość Puszczy Mielnickiej. Ziemie są tu liche, najlepsze w okolicach Moszczony Królewskiej, Wilanowa i Tokar. Tam są dobre gospodarstwa rolne. W Tokarach niektórzy gospodarze mają od 40 do 100 ha ziemi. Przy terenach nadbużańskich ludzie zajmują się agroturystyką. W Pawłowiczach, Momotach, Oksiutyczach są warsztaty stolarskie, produkcja mebli... W Mielniku sporo ludzi ma kwatery agroturystyczne.
   – Zaczynałem pracę – mówi wójt – w gminie biednej, jednej z najbiedniejszych w Polsce. Teraz nasza gmina jest bogata. Tak się stało w 2002 roku, wraz ze zmianą ustawy o dochodach gmin. Panorama doliny Bugu z mielnickiej Góry Zamkowej
   Gmina Mielnik jest bogata dzięki ruskiej ropie. W Adamowie jest przepompownia  na rurociągu „Przyjaźń” i dwa wielkie zbiorniki. Zbiorniki Przedsiębiorstwo Eksploatacji Rurociągów Naftowych wybudowało, bo wójt sprzedał  przedsiębiorstwu sześć hekatrów ziemi za 6 tys. złotych. „Tanio” – mówiono. To prawda. Ale ta transakcja owocuje. I to jak! Budżet gminy wynosi 15 mln złotych. Z tego 7,5 mln gmina ma z ruskiej ropy, która z przepompowni w Adamowie płynie do płockiej petrochemii.
   Jak są wykorzystywane pieniądze?
   – Nasza gmina – mówi wójt – nie ma długów. 50 proc. budżetu przeznaczamy na inwestycje. Mamy trzynaście sołectw składających się z 20 wsi. W każdej wsi coś się dzieje. Do każdej miejscowości została doprowadzona asfaltowa droga. Ja, w pierwszej kadencji, zastałem wodociąg w  Mielniku i rozpoczętą budowę gazociągu (800 m) w Mielniku. Dziś wodociągi są w każdej wsi. Gazociągi mają długość 22 km.
   Mając w pamięci incydent z „zaproszeniem” wójta  na odsłonięcie obelisku, zapytałem o to, jak się układa współpraca ludzi różnych narodowości i religii.
   – Gdyby było źle – mówi  wójt – to czyż u nas odbywałyby się Muzyczne Dialogi nad Bugiem? Kopalnia kredy w Mielniku
   Tak się składa, w tym roku będzie to już szesnasta edycja dialogów.
   – To są dialogi, a nie monologi – słyszę. Każdego roku na początku sierpnia nad Bugiem, w Topolinie, występują zespoły białoruskie, ukraińskie, litewskie, rosyjskie, żydowskie, czeskie, słowackie, niemieckie, a nawet bywały z Afryki i Meksyku. Przyjeżdża tu trzy-cztery tysiące ludzi z całej Polski.
   Mielnik zasługuje na takie Dialogi. Tu od wieków żyli ludzie ruscy, Polacy, Żydzi... I nigdy – poza okresem powojennym – tu nie było konfliktów na tle narodowościowym i religijnym. I nie ma.
   – W naszej gminie – mówi wójt – jest pięć parafii: dwie w Tokarach (prawosławna i katolicka), w Mielniku dwie (prawosławna i katolicka) i w Niemirowie jedna (katolicka). Od kilku lat pomagamy w utrzymaniu zabytków kultury sakralnej. A tak się składa, że wszystkie nasze świątynie są zabytkowe, więc pomagamy wszy-stkim parafiom, po równo. W 2005 i w 2006 roku każda z parafii otrzymała z gminy na zabytki po 20 tys. złotych. Pomagamy także siostrom na Grabarce. Grabarka leży na granicy gmin Mielnik i Nurzec. Pomagaliśmy przy budowie drogi do Domu Pielgrzyma, przy budowie parkingu, przy pracach przygotowawczych do podświetlenia klasztoru.
   – Czy proboszczowie doceniają wkład gminy w inwestycje parafialne?
   – Oczywiście, przychodzą do gminy, dziękują. Ja ich proszę o jedno, o modlitwę za mnie grzesznego.
   Będąc w Mielniku mogłem zapytać o to tylko proboszcza parafii prawosławnej, o. Eugeniusza Niesteruka. Proboszcz parafii katolickiej, ks. Marian, był nieobecny.
   O. Eugeniusz Niesteruk: – Dwadzieścia tysięcy na rok to wielka pomoc dla naszej parafii. Ziemia u nas słaba, ludzie nie najbogatsi, więc i nasza parafia jest biedna. Wójt jest u nas szesnaście lat. Przez ten czas dużo dobrego zrobił. To każdy widzi. Jego pracę, tak jak wielu ludzi w Mielniku, oceniam pozytywnie. To człowiek sprawdzony i wiadomo czego, po nim można się spodziewać w przyszłości.
   Ale przecież nie wszystko udało  się zrobić. – Bolączką Mielnika jest brak oczyszczalni ścieków. W tej kadencji – mówi wójt – prac nad jej budową nie zaczniemy.
   Prawie osobistym, wciąż nierozwiązanym, problemem wójta jest brak  przejścia granicznego w Tokarach. – W 1948 roku – mówi – dzieląc wieś  na połowę uczyniono wielką krzywdę ludziom. Jako wójt organizowałem wiele razy spotkania rozdzielonych rodzin. Otwierano granicę na jeden dzień. Widziałem u wielu ludzi łzy radości ze spotkań rodzinnych. Ale jestem realistą. W tej rzeczywistości politycznej, jaką mamy po obu stronach granicy, trudno oczekiwać rychłego finału.
   fot. autor
   

Opinie

[1] 2010-10-24 23:01:00 Ja
wwww.pajacyk.pl

kliknij w pajacyka

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token