Numer 8(254)    sierpień 2006Numer 8(254)    sierpień 2006
fot.Andrzej Karpowicz
Skit który zrodził ławrę
Anna Radziukiewicz

   Poczajowską Górę dzielą od skitu Świętego Ducha trzy kilometry wyboistej drogi. Mnisi ciągle oczekują, że tarnopolskie władze ułożą tę drogę. Ale władzom nie zależy, by wyściełać drogę prawosławnym pielgrzymom i mnichom.
    
   Skit powstał przed 1240 rokiem. To jego mnisi zrodzili poczajowski monaster. Trwał przez wieki, aż komuniści wypędzili stąd mnichów. Wtedy w cerkwi nad bramą zamieszkał pewien człowiek ze swoją rodziną.
   W głównej cerkwi Świętego Ducha komuniści założyli magazyn, w cerkwi św. Serafima Sarowskiego, znajdującej się w podziemiach Świętego Ducha – prosektorium, w budynku obok, mieszczącym mnisze kielie – szpital dla psychicznie chorych, a dokładniej ich przechowalnię. Owa przechowalnia, porzucona przez państwo, trwa dzięki opiece mnichów i pielgrzymów do dziś. Cerkiew nad bramą w skicie Świętego Ducha
   Mnisi wrócili tu w 1989 roku. Chociaż wierzą, że w cudowny sposób modlitwa tu nigdy nie ustawała. Nawet bowiem sowieccy stróże, którzy pilnowali magazynów, opowiadali, że niejednokrotnie słyszeli dochodzące z cerkwi śpiewy, przez okna widzieli zapalone, przemieszczające się po cerkwi świece. Gdy otwierali drzwi świątyni – wszystko znikało.
   Mnisi przyszli tu z Poczajowskiej Ławry. Odremontowali wszystkie cerkwie. W tej nad bramą nieustannie czytają Psałterz za żywych i zmarłych. – Lepiej by słońce przestało świecić, niż by Psałterz przestano czytać – cytują słowa Świętych Ojców. aleja wiodąca do skitu i kilka (z wielu) relikwiarzy z moszczami świętych
   Mnich Matfiej wprowadza nas do górnej cerkwi, podchodzimy do ikony Bogarodzicy, która niedawno się odnowiła, i do innych cudotwórczych. Mnich chwali wspaniałą akustykę cerkwi. – Lekko tu się modlić – mówi.
      Potem wprowadza do cerkwi św. Serafima Sarowskiego. Takiego nagromadzenia świętości w jednym miejscu jeszcze nigdzie nie spotkałam. Wokół cerkwi jednym ciągiem setki relikwii świętych – w dużych i małych relikwiarzach, cudotwórcze ikony.studnia w skicie Świętego Ducha, zbezczeszczona i zasypana przez komunistów. Teraz mnisi ją odkopali. Ma sto metrów głębokości. Wylana z kubka woda leci na dno 9-10 sekund. Woda ze studni jest święta
   Wśród nich jest krzyż męczennika  św. Nikity Słupnika. Mnich wkłada go na nas po kolei. Krzyż wielkości dłoni nosił na sobie na grubym łańcuchu święty. Miał trzy takie. Zabili Nikitę jacyś ludzie, bo myśleli, że krzyże są srebrne. Wrzucili je do rzeki, gdy zobaczyli, że są ze zwykłego metalu. Krzyże płynęły po wodzie niczym drewniane. Pewien mnich zobaczył nad rzeką trzy ogniste słupy. Okazało się, że wskazują one na krzyże św. Nikity. Teraz dwa z nich znajdują się w monasterze św. Nikity w Rosji, jeden w poczajowskim skicie. W skicie notuje się wiele uzdrowień za sprawą tego krzyża, nawet od raka czy opętania.
   Jest zwykły czwartek. Cerkiew św. Serafima wypełniona pielgrzymami. Młody, wkulony w modlitwę mężczyzna siedzi drugą godzinę, jakby był w cerkwi jedyny. Dzieci połykają słowa mnicha-przewodnika. Wychodzę ze skitu. Aleja, ocieniona wiekowymi drzewami, jakby przenosi w międzywojnie. Jest zapełniona pielgrzymami – kobiety w długich spódnicach, chustkach.
   
   fot. Andrzej Karpowicz
   

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token