Numer 8(254)    sierpień 2006Numer 8(254)    sierpień 2006
fot.Andrzej Karpowicz
Przemienienie Pańskie
metropolita Antoni (Bloom)
Po sześciu dniach Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba i brata jego Jana i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno.
   Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto im się ukazali Mojżesz i Eliasz, którzy rozmawiali z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn Umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie”. Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich i rzekł: „Wstańcie, nie lękajcie się”. Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im mówiąc: „Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie”.
   Mt 17,1-9
   
   Wo imia Otca i Syna
   i Swiatago Ducha
   Dwa razy  przyszło człowiekowi wstąpić do chwały Bożej i z wnętrza tej chwały zaczerpnąć nową wiedzę o Żywym Bogu. Pierwszy raz Biblia opowiada nam o tym, jak Mojżesz wspinał się na górę Synaj, żeby otrzymać od Boga przykazania życia wiecznego (Wj 24,16-18), które miały przygotować ludzkość na spotkanie i przyjęcie Chrystusa.
   Ludzie, którzy pozostali u podnóża Synaju, dalecy z powodu swej grzeszności i nieotwartości serc od tajemnicy spotkania z Bogiem, patrząc na górę widzieli ją spowitą ciemnym obłokiem, burzą, gromami i błyskawicami, a Mojżesz w bojaźni i strachu, ale z niewzruszoną wiarą, wspinał się na nią, by spotkać tam Żywego Boga i otrzymać od Niego życiodajne słowa.
   I wspiąwszy się na szczyt góry, Mojżesz wszedł do tego ciemnego, nieprzeniknionego obłoku i jakby od wewnątrz, wszedłszy do niego, został oświetlony światłem, ponieważ obłok ten, ciemny i nieprzenikniony z zewnątrz – to zawsze jaśniejące światło, światło Bożego życia.
   I tylko ci, którzy są zdolni wstąpić do niego z wiarą, oddawaniem czci, otwartością duszy, mogą z ciemności przejść do światła.
   To samo zdarzyło się z apostołami w tajemniczy dzień Przemienienia. Chrystus wybrał trzech, którzy są w Ewangelii jakby obrazem doskonałej, trwałej wiary, wrażliwej miłości i sprawiedliwości – Piotra, Jana i Jakuba. I Chrystus wziąwszy ich ze sobą zaczął się modlić.
   Ojcowie Cerkwi mówią nam, że Boża łaska, która ogniem ogarnia duszę człowieka w modlitwie i w czystości życia, stopniowo, kiedy to życie rośnie i rozkwita pod jej działaniem, przenika całe jego jestestwo, napełniając sobą ludzką duszę i – wylewając się poza nią – wypełnia, napełnia sobą także ciało.
   I oto Chrystus w modlitwie zajaśniał tymże Bożym, niestworzonym światłem, którym kiedyś był ogarnięty Mojżesz. To światło należało do Niego od zawsze.
   Chrystus przemieniał się nie w tym sensie, że sam stał się inny, to Jego uczniowie, którzy swoją  wiarą, i miłością i czystością życia i otwartością swych dusz podążali za Nim, okazali się w pewnym stopniu zdolni, by niczym Mojżesz zobaczyć niestworzone Boże światło.
   A to światło, które zapala się Bożą łaską nie tylko w Jezusie, Chrystusie, Żywym, prawdziwym Bogu, ale i w każdym człowieku, który styka się ze świętym życiem, nie zatrzymuje się tylko w człowieku, ono rozkwita i jaśnieje wokół.
   Jest staroruska ikona Teofana Greka. Widzimy na niej, jak to światło, jakby wylewając się poza Chrystusa, dotyka wszystkiego wokół, nie tylko apostołów, których oświeca, ale wszystkiego, wszystkiego co jest wokół – i wszystko czego dotknie to światło, zaczyna w odpowiedzi jaśnieć światłem, dlatego że wszystko  co stworzył Bóg, jest zdolne do tego by żyć, drżeć i jaśnieć Boskością. Bóg nie stworzył nas – ludzi i innego stworzenia – po to, byśmy byli przedmiotami w Jego Królestwie. Stworzył nas po to, żebyśmy i my jaśnieli od zetknięcia z wiecznym, Bożym życiem.
   Ale żeby tak się stało, powinniśmy, niczym apostołowie, jak Mojżesz otworzyć się przed Bogiem, a wtedy w nas także w chwale otworzy się Bóg, zajaśnieje i nas wychwali i zbawi.
   Amiń.
   tłum. Ałła Matreńczyk
   

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token