Numer 7(253)    lipiec 2006Numer 7(253)    lipiec 2006
fot.Michał Bołtryk
W rosyjskiej Warszawie
Dorota Wysocka
Rosyjska Warszawa to Warszawa lat 1815-1915, najpierw stolica cieszącego się pewną autonomią Królestwa Polskiego, potem coraz intensywniej wiązanej z Cesarstwem rosyjskiej prowincji. Z polskich podręczników szkolnych wyłania się mroczny obraz tamtego czasu - represje, przerywane bohaterskimi, niepodległościowymi zrywami, po których represje jeszcze się zwielokrotniały. Gdyby nie pozytywistyczna literatura, trudno by było wyobrazić sobie, że toczyło się w tym mieście zwykłe, codzienne życie. Współczesny widok katedry polowej Wojska Polskiego
   Podręczniki radzieckie, co ciekawe, prześlizgiwały się jedynie nad dziejami ziem polskich włączonych do Rosji, po części nie chcąc podkreślać sukcesów caratu, ale i unikając drażnienia sojusznika. Przeciętny Rosjanin spogląda zatem na Polskę raczej przez pryzmat dramatycznych wydarzeń XVII wieku, niż dziewiętnastowiecznej wspólnoty.
   Zauważył to Rosjanin Kirył Sokoł, autor przedstawianych już czytelnikom "Przeglądu" książek "Kopuły nad Wisłą" i "Stulecie w kamieniu i metalu. Rosyjskie pomniki w Polsce w latach 1815-1915".
   W najnowszej pracy, tak jak w poprzednich, tropi ślady rosyjskiej obecności, a gdy uda mu się je odczytać, wykrzykuje: "Patrzcie, to nasze, nam to zawdzięczacie", nie kieruje nim bowiem troska o dobre samopoczucie Polaków, nie zamierza wyważać racji ani szukać innego niż rosyjski punkt widzenia.
   Lektura jego niedużej książki to podwójna wyprawa, gdyż po materialnych śladach rosyjskiego panowania oprowadza nas ktoś zupełnie inaczej rozkładający emocjonalne akcenty, powstańców nazywający buntownikami, a zamachowców terrorystami, pogardliwie też odnoszący się do prób bardziej ugodowej polityki wobec mieszkańców pokonanego kraju. kościół pijarów jako sobór Świętej Trójcy
   Nie zabraknie na tej wyprawie zaskoczeń. Któż bowiem ma świadomość, że Plac Zamkowy swój dzisiejszy kształt zawdzięcza carowi Aleksandrowi I, który nakazał zburzyć mury obronne i budowle podzamcza. Zamek pozostał siedzibą koronowanych królów Polski Aleksandra I i Mikołaja I. Po powstaniu listopadowym główną siedzibą imperatorów stał się Pałac Łazienkowski, jeszcze w 1817 r. zakupiony za niemałą kwotę od ówczesnej właścicielki. W to że i inny znany pałac, Belweder, ma rosyjskie korzenie, gdyż na ruinach (także zakupionego) starszego budynku wzniósł go wielki książę Konstanty, łatwiej już Polakom, znającym opisy Nocy Listopadowej, uwierzyć.
   A będą jeszcze musieli przyjąć do wiadomości, że klasycystyczny kościół na Placu Trzech Krzyży to pomnik wystawiony carowi Aleksandrowi I, że monumentalną siedzibę Urzędu Rady Ministrów wzniesiono dla potrzeb Korpusu Kadetów Suworowa, że kolumnadę, pod pozostałością której znajduje się Grób Nieznanego Żołnierza zbudował rosyjski kupiec, że... Nie ma sensu wyliczać.
   A jeszcze opowieść o warszawskich cerkwiach. Po większości nie ma śladu, o niektórych budynkach nie wie się jednak, że kiedykolwiek były cerkwiami, jak Pałac Staszica, w którym, gdy obok odnaleziono ślady Moskiewskiej Kaplicy, niegdyś miejsca spoczynku zmarłego w polskiej niewoli cara Wasyla Szujskiego, urządzono cerkiew św. Tatiany czy obecna katedra polowa Wojska Polskiego przy ul. Długiej, w XVII i XVIII wieku kościół i klasztor pijarów, w 1835 roku przejęty (za odszkodowaniem), na sobór św. Trójcy. cerkiew św. Tatiany - Pałac Staszica
   I jeszcze o Cytadeli, fortach, koszarach. O pomnikach, z których dwa, obelisk upamiętniający budowę Szosy Moskiewskiej i popiersie prezydenta Warszawy Sokratesa Starynkiewicza, przetrwały do dziś. Imię Starynkiewicza wciąż zresztą nosi plac w centrum Warszawy, podczas gdy o ulicach Konstantynowskiej, Mikołajewskiej czy Placu Aleksandrowskim nie pamięta już nikt.
   Wszystkie obiekty, nawet nie istniejące, obejrzeć możemy na starych fotografiach dzięki nieocenionym zbiorom Aleksandra Sosny. Zwielokrotniły one wartość poznawczą pracy.
    
   Kirył Sokoł, Rosyjska Warszawa, przetłumaczył i uzupełnił Aleksander Sosna, Białystok 2006.
   

Opinie

[1] 2006-07-19 18:47:00 Leszek S. Zakrzewski
Kirył Sokoł, Rosyjska Warszawa, przetłumaczył i uzupełnił Aleksander Sosna, Białystok 2006, druk i oprawa: Drukarnia Monasteru Supraskiego, 16-030 Supraśl, ul Klasztorna 1 - tel/fax (0-85) 710-82-88
Do książki dołączona jest zakładka
cerkiew.pl
prawosławny serwis internetowy
www.cerkiew.pl
W ręce polskiego Czytelnika trafiło tłumaczenie książki Kiryła Sokoła o wiele mówiącym tytule Rosyjska Warszawa. Książka ukazała się pierwotnie po rosyjsku, ale jak dowiadujemy się Od tłumacza została niemal w całości sprzedana w Polsce. Fakt ten może wskazywać na małe zainteresowanie w Rosji podjętym przez Autora tematem. Książka ta jest pewnym kuriozum, stąd jak sądzę duże zainteresowanie polskiego Czytelnika.
Ze słów Od tłumacza - Aleksandra Sosny - dowiadujemy się, że Rosyjska Warszawa nie została napisana ani z punktu widzenia polskiej martyrologii narodowej, ani z punktu widzenia rosyjskich podręczników szkolnych. I rzeczywiście nie ma w niej wyczucia i wczucia się w polskie dzieje. Nie jest to też książka pisana z perspektywy rosyjskich podręczników, bo te mogą być (lub są) obiektem rozważań polsko-rosyjskich komisji historycznych. Wątpię wszakże w to, że Warszawa stanowi jakiś szczególny temat dociekań dla rosyjskich historyków.
Z jakiego zatem punktu widzenia została napisana omawiana książka? Otóż została ona napisana z perspektywy imperialnej, carskiej, Rosji. W tej perspektywie zawsze władza miała rację a nie społeczeństwo. A cóż dopiero społeczeństwo polskie, które zostało zniewolone. A z książki bije taka oto wersja dziejów. Car był dobry, jego namiestnicy byli również dobrzy. Rosjanie tyle dobrego zrobili dla Warszawy, dla Polski, a Polacy to taki niewdzięczny naród. Naród, który tylko się buntował. No właśnie... W książce pojawiają się słowa, których nie użyto by w podręcznikach. Bo czegóż dzisiejsi Polacy dowiadują się o swoich przodkach, którzy brali udział w powstaniach przeciwko Rosji. Dowiadują się, że byli to buntownicy, reakcja, członkowie band. W ten sam sposób Niemcy wyrażali się o żołnierzach podziemia w czasie II wojny światowej. Propaganda komunistyczna również (zarówno polska jak i sowiecka) pisała o akowskich bandach, a z plakatów straszył zapluty karzeł reakcji. Do reakcji należeli także polscy oficerowie, zamordowani w ramach szeroko rozumianego mordu katyńskiego.
Rozważania Autora stale rzucane są na historyczne tło. Dowiadujemy się na przykład, że w czasie Insurekcji Kościuszkowskiej cywilna ludność Warszawy wymordowała (!) bezbronnych (!) rosyjskich żołnierzy. Jeśli nawet tak Autor uważa, to pomniejszając waleczność własnego żołnierza stawia pomnik bohaterstwa warszawskim cywilom. Nie ma jednak słowa o rzezi bezbronnej ludności Pragi. Z książki dowiadujemy się natomiast jakim to podstępnym człowiekiem był szewc damski, Jan Kiliński, który zza węgła (zapewne, tak jak polscy reakcjoniści po II wojnie światowej) mordował bezbronnych Rosjan, którzy jednak potem wypłacali jemu i jego żonie rentę! Cóż za niewdzięczność... Tu warto było by wskazać Autorowi lekturę uzupełniającą - pamiętniki tego niewdzięcznego szewca, które spisał, za namową Niemcewicza, w twierdzy Petropawłowskiej w Petersburgu, dokąd został zesłany po upadku Powstania Kościuszkowskiego.
Autor narzeka w pewnym miejscu, że Polacy zdemontowali pomnik swych rodaków, którzy wiernie służyli carom. Autor zaświadcza tym samym, że nie zna dobrze historii Polski i mentalności Polaków. To jest zupełnie odmienne spojrzenie. Odmienne cywilizacyjnie. Ta książka pokazuje nam, że Polacy i Rosjanie należą do zupełnie różnych kręgów kulturowych - łacińskiego i bizantyjskiego. Ta książka dobrze wyjaśnia nam, dlaczego w Rosji nigdy nie było demokracji i prawdopodobnie nigdy nie będzie. To jest odwieczny problem stosunku między władzą a społeczeństwem. Książka Sokoła pozwala nam również zrozumieć obecny stosunek Rosji do Czeczenii, a wcześniej Afganistanu - jest to w prostej linii kontynuacja carskiej polityki podboju Kaukazu. Tę książkę powinni czytać ludzie, którzy wcześniej zapoznali się z Listami z Rosji markiza de Custine i siedmioma tomami klasycznej książki Kucharzewskiego Od białego caratu do czerwonego. Książka Sokoła jest potwierdzeniem myśli tamtych autorów. Przewrotnie można jednak powiedzieć, że w tej imperialnej wizji historii, my Polacy wypadamy godnie, jako naród który nigdy nie poddał się dominacji. Jako naród, który wydał tak niewielu zdrajców. I jako naród, który był dla niektórych Rosjan na tyle pociągający, że brali jego stronę w konflikcie. Książęta Wiaziemski i Odojewski są tego najlepszymi przykładami, ale nie jedynymi.
Tytuł książki sugeruje, że Warszawa była rosyjska. Rozumieć go jednak należy tak: Warszawa była okupowana. Tak było w istocie, bo większość rosyjskich mieszkańców Warszawy to byli przecież żołnierze i oficerowie. Utworzenie z Warszawy twierdzy, przez budowę Cytadeli i otaczającego miasto wieńca fortów, oraz represje stosowane wobec buntowniczego narodu, przecież nie z własnej woli zasiedlającego Syberię, zrodziło nienawiść do okupanta, wysysaną przez niemowlęta z mlekiem matek. To właśnie ta nienawiść pozwoliła utrwalić w narodzie bez granic państwowych uczucia patriotyczne. Przemoc i terror powodował ruchy wyzwoleńcze - kolejne powstania, po których następowały represje dążące do całkowitej rusyfikacji Polaków. Kij i marchewka. O kiju (terrorze, Syberii) Autor nie wspomina. Marchewką jest carska łaskawość, obdarzająca zniewolony naród łaskami przywilejów i zabytków. Taki właśnie wyłania się, kreślony przez Sokoła, obraz rosyjskiej Warszawy.
O rosyjskości Warszawy mają świadczyć zabytki. Tych jest wiele. Czytelnik konstatuje jednak z pewnym zdziwieniem, że część z nich w zaskakujący sposób "powstała" w czasie rosyjskiej okupacji, jak na przykład kościół pijarów, ze słynnym Collegium Nobilium Stanisława Konarskiego, który przerobiono na cerkiew i dopiero po odzyskaniu niepodległości przywrócono mu dawny wygląd. I tak jest w wielu przypadkach. Znamienne dla rozważań Autora jest zaskoczenie, że tylko generał Sokrates Starynkiewicz został we wdzięcznej pamięci Polaków. Najwyraźniej nie jest w stanie pojąć, że mieszkańcy Warszawy zdolni byli pokochać Człowieka, który ich szanował, i który zrozumiał coś, czego nie zrozumieli pozostali rosyjscy władcy Polski. Nie rozumie tego też sam Kirył Sokoł. I zapewne dla Autora zabrzmi to zaskakująco, ale w Polsce za ostatniego króla uchodzi Stanisław August Poniatowski a nie car Mikołaj II.
Są w książce błędy, jak na przykład w imieniu hetmana Żółkiewskiego - to był Stanisław a nie Stefan. Błędem jest też twierdzenie, że jest to jedyna książka, w której mówi się o zabytkach rosyjskich w Warszawie, że te są przemilczane w literaturze. Otóż nie jest to jedyna książka. Varsavianiści wiedzą o tym. Polscy autorzy pisząc o Warszawie pod zaborami nie zapominają o rosyjskiej historii warszawskich zabytków. Dla przykładu Marek Kwiatkowski w książce Wielka księga Łazienek (Warszawa 2000) poświęca wiele stron przebudowie i urządzaniu Belwederu przez wielkiego księcia Konstantego. Autor jednak wiedzieć o tym nie może, bo do tej literatury nie sięgnął. Książka oparta jest, za wyjątkiem jednej pozycji, na materiale w języku rosyjskim, wydanym przed 1918 rokiem. To jest poważne niedociągnięcie. Może w tym należy upatrywać także tej carskiej, propagandowej, wizji historii. Książka Sokoła nie jest zatem odkryciem Ameryki. Rosyjskie zabytki Warszawy są raczej wstępem do historycznych rozważań Autora o okupowanej przez 123 lata Polsce.
Z żalem konstatuje Autor, że tak mało pamiątek zostało po panowaniu rosyjskim, że prześladowana była Cerkiew. Tyle tylko, że na Cerkiew trzeba patrzeć w kontekście stosunków z państwem. Cerkiew realizowała zawsze wolę carów, zgodnie z ideą cezaropapizmu. W tym sensie była ramieniem rusyfikacji. I dlatego po odzyskaniu przez Polskę niepodległości rozebrano tyle prawosławnych świątyń, które tę rusyfikację symbolizowały. Teraz, prawie wiek od odzyskania przez Polskę Niepodległości i zatrzymaniu nawały bolszewickiej w sierpniu 1920 roku na linii Wisły - polskie wydawnictwo cerkiewne wydało książkę, która może budzić zdziwienie. Może jednak budzić coś więcej - uczucia antyrosyjskie. Nie znamy celów Autora, który jednostronnie przedstawił zagadnienie. Jego książka może być ciekawa dla polskiego Czytelnika tylko jako próbka spojrzenia współczesnego młodego Rosjanina na relacje między dwoma narodami. Należy mieć tylko nadzieję, że nie jest to spojrzenie reprezentatywne dla całego rosyjskiego społeczeństwa.
Warszawa, 17 lipca 2006 roku
Warszawa, 19 lipca 2006 roku
Leszek S. Zakrzewski

[2] 2007-04-18 14:55:00 Gosia
ta praca nawet nie zła w prawdzie mi sie nic nie przydało ale myśle że innym to posłuży a wy jak chcecie to wpadnijcie na mojego bloga :) o adresie ; gosia-1-5.blog.onet.pl i dostawcie komentarz papapa :)))
[3] 2008-10-03 19:04:00 Ryszard
Uprzejmie proszę o informacje gdzie mogę kupić/najchętniej za zaliczeniem pocztowym/książke"Rosyjska Warszawa"i ile ona kosztuje
[4] 2010-02-01 10:53:00 Mariusz
Dzień dobry,

poszukuje "Rosyjskiej Warszawy" w formacie Word lub PDF.Może ktoś posiada?
Będę wdzięczy

Mariusz
[5] 2010-02-11 13:52:00 arslan
dwie inne książki tych autorów:
http://kamunikat.org/poszuk_kataloh.html?SearchWhat=Soko%C5%82+Kiry%C5%82&Search=%D0%A8%D1%83%D0%BA%D0%B0%D1%86%D1%8C

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token