Numer 3(249)    Marzec 2006Numer 3(249)    Marzec 2006
fot.Mariusz Nikitiuk
Świętych Czterdziestu Męczenników z Sebasty
ks. protoijerej Stanisław Strach
(9 III / 22 III)
    
   Historia ich życia i męczeńskiej śmierci sięga IV wieku po Chrystusie. Byli żołnierzami cesarza rzymskiego Licyniusza - zaciekłego poganina. Ich garnizon stacjonował w jednym z miast Armenii - Sebaście. Chociaż chrześcijanie cierpieli ze strony panującego i jego urzędników straszne prześladowania, wypełniali swe obowiązki wobec państwa uczciwie, wyróżniając się przy tym odwagą i siłą.
   Rządca miasta, dowiedziawszy się, że w garnizonie służą wyznawcy Chrystusa, zawezwał ich do siebie i zażądał, aby wyrzekli się chrześcijaństwa. Domagał się, by się pokłonili i przynieśli ofiary bogom pogańskim, spełniając tym samym wolę cesarza. Odmówili. Rządca swój cel starał się osiągnąć pochlebstwami i groźbami - bezskutecznie. W końcu rozkazał zamknąć ich w więziennym lochu i poddać torturom.
   Niezłomnych rycerzy Pańskich zostawiono obnażonych w pokrytym lodem jeziorze na całą mroźną noc. Ziąb przeszywał ich ciała, które drętwiały z bólu, lecz oni, jakby nie zwracając uwagi na cierpienia, śpiewali Panu chwalebną pieśń. Prześladowcy, aby złamać siłę woli cierpiących, na brzegu jeziora postawili rozgrzaną łaźnię. Jeden z żołnierzy rzeczywiście wybiegł w jej kierunku, lecz na progu padł martwy.
   Nagle o trzeciej godzinie w nocy  blask z nieba ogarnął męczenników i ogrzał wodę w jeziorze. W tym samym czasie nad głowami cierpiętników pojawiło się 39 wieńców. Jeden ze strażników, o imieniu Aglajusz, na widok cudownego zjawiska, ogarnięty podziwem dla męstwa torturowanych, uwierzył w Chrystusa i sam wszedł do jeziora.
   Następnego dnia tyran, nie zważając na cudowne ocalenie żołnierzy, rozkazał ściąć im głowy. Ciała ich spalono, a kości wrzucono do rzeki. Po trzech dniach męczennicy ukazali się w nadprzyrodzonym widzeniu Piotrowi, biskupowi Sebasty, wskazując miejsce ukrycia swych doczesnych szczątków. Arcypasterz odnalazł jaśniejące nieziemskim blaskiem kości świętych w wodzie, po czym z wielką czcią je pochował.
    
   Stichera 1
   
   
   
   
    
   Tłumaczenie
   Znosząc mężnie teraźniejsze (męki), radując się z powodu (dóbr) oczekiwanych, jeden do drugiego zwracali się (dosł. mówili) święci męczennicy: Zaprawdę (cs. vo - tu modulant) nie z szat obnażamy się, lecz dawnego człowieka porzucamy. Srogi (jest) mróz, ale słodki raj; bolesny lód, wszakże słodka nagroda. Nie cofniemy się więc, o rycerze! Przecierpimy trochę, abyśmy wieńcami zwycięstwa uwieńczeni zostali przez Chrystusa Boga i Zbawiciela dusz naszych.
   
   
   
   
   Stichera 2
   
    
   
   
   
   
   
    
   Tłumaczenie
   Ciskając wszystkie okrycia (i) wchodząc bez bojaźni (dosł. drżenia) do jeziora, jeden do drugiego wołali (dosł. mówili) święci męczennicy: Za raj, któryśmy utracili, szat zniszczalnych dziś nie pożałujemy. Za sprawą węża kusiciela będąc przyodziani, obnażymy się teraz za Zmartwychw-stanie wszystkich, będziemy mieć za nic lód topniejący i ciała znienawidzimy, abyśmy wieńcami zwycięstwa uwieńczeni zostali przez Chrystusa Boga i Zbawiciela dusz naszych.
    
   
   
   Krótki komentarz teologiczny
   Dwa prezentowane utwory to przykłady poezji liturgicznej, łączącej wysokie walory estetyczne z głębią myśli teologicznej. Ich właściwe zrozumienie wymaga niewątpliwie znajomości nie tylko Pisma Świętego, ale także prawosławnej teologii. Bez tego utwory tu przedstawione pozostaną w znacznej mierze niezrozumiałe.
   Tak więc początkowy werset pierwszej stichery odsyła czytelnika do tych fragmentów Pisma św., które głoszą wyższość dóbr przyszłego życia człowieka z Bogiem, w porównaniu z cierpieniami, jakie z powodu swej chrześcijańskiej wiary powinien on w doczesnym życiu znosić w imię Chrystusa dla osiągnięcia wyższego celu. Pod tym względem charakterystyczne są tu dwa fragmenty z Listów Apostolskich: 1) "Sądzę bowiem, że cierpień teraźniejszych nie można stawić na równi z chwałą, która ma się w nas objawić" (Rz 8,18; Biblia Tysiąclecia); 2) "Niewielkie bowiem utrapienia nasze obecnego czasu gotują bezmiar chwały przyszłego wieku dla nas, którzy się wpatrujemy nie w to, co widzialne, lecz w to, co niewidzialne. To bowiem, co widzialne, przemija, to zaś, co niewidzialne, trwa wiecznie" (2 Kor 4,17-18; BT).
   Jeszcze szczegółowszego komentarza wymaga termin "dawny człowiek" (cs. âeňőłé ÷ĺëîâ¸ęú), jaki napotykamy w dalszej części stichery. Ale zanim wyjaśnimy znaczenie tego terminu, zapoznajmy się z następnymi tekstami Słowa Bożego: 1) "Słyszeliście przecież o Nim i zostaliście pouczeni w Nim, zgodnie z prawdą, jaka jest w Jezusie, że - co się tyczy poprzedniego sposobu życia - trzeba porzucić dawnego człowieka, który ulega zepsuciu na skutek zwodniczych żądz" (Ef 4,21-22; BT); 2) "Nie okłamujcie się nawzajem, boście zwlekli z siebie dawnego człowieka z jego uczynkami, a przyoblekli nowego, który wciąż się odnawia ku głębszemu poznaniu [Boga], według obrazu Tego, który go stworzył" (Kol 3,9-10; BT).
   W terminologii teologicznej wyrażenie "dawny człowiek" oznacza w szerszym znaczeniu pogański tryb życia, pełen rozwiązłości, kłamstw i innych grzechów, który wierzący w Chrystusa musi odrzucić od siebie jak starą znoszoną i podartą odzież, nieprzydatną już do użytku. W węższym natomiast znaczeniu - człowieka nieodrodzonego przez Chrzest św., żyjącego na sposób pogański. Co prawda męczennicy byli już chrześcijanami i właśnie za chrześcijańskie życie i przekonania poddani byli torturom, zakończonym ich śmiercią, ale służyli oni przecież w armii poganina, której umundurowanie i emblematy zawierały elementy pogańskie. Także i regulamin wojskowy był z pogańską ideologią w jakiś sposób związany. Zrzucając więc z siebie szaty (umundurowanie) przed wstąpieniem do zamarzającego jeziora, pozbyli się tych zewnętrznych symboli pogańskich.
   Z kolei wypowiedzenie ľějz đa-äč č3íîăäA ňëĺňâ0đíŕăw śáëŕ÷eíč áhâřĺ, ńîâëĺöeěńz íhíý çŕ âń¸őú âîńęđĺńeíłĺ (pol. "Za sprawą węża kusiciela będąc przyodziani, obnażymy się teraz za Zmartwychwstanie wszy-stkich"), zawarte w drugim utworze, wymaga od czytającego znajomości historii upadku pierwszych ludzi, a także związanych z tą historią teologicznych komentarzy. Pismo Święte tak oto przedstawia upadek pierwszych rodziców: "Chociaż mężczyzna i jego żona byli nadzy, nie odczuwali wobec siebie wstydu. A wąż był bardziej przebiegły niż wszystkie zwierzęta lądowe, które Pan Bóg stworzył. On to rzekł do niewiasty: ŤCzy rzeczywiście Bóg powiedział: Nie jedzcie owoców ze wszystkich drzew tego ogrodu?ť Niewiasta odpowiedziała wężowi: ŤOwoce z drzew tego ogrodu jeść możemy, tylko o owocach z drzewa, które jest w środku ogrodu, Bóg powiedział: Nie wolno wam jeść z niego, a nawet go dotykać, abyście nie pomarliť. Wtedy rzekł wąż do niewiasty: ŤNa pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyjecie owoc z tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i złoť. Wtedy niewiasta spostrzegła, że drzewo to ma owoce dobre do jedzenia, że jest ono rozkoszą dla oczu i że owoce tego drzewa nadają się do zdobycia wiedzy. Zerwała zatem i dała swemu mężowi, który był z nią: a on zjadł. A wtedy otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy: spletli więc gałązki figowe i zrobili sobie przepaski" (Rdz 2,25;3,1-7; BT).
   Otóż do momentu upadku w raju Adam i Ewa nie potrzebowali okryć dla swych ciał, bowiem obce im było uczucie wstydu, który pojawił się w nich dopiero jako owoc grzechu. Wszystkie duchowe i fizyczne siły prarodziców współistniały ze sobą w tak wspaniałej harmonii, że nagość cielesna nie wywoływała w nich żadnych nieczystych myśli i pragnień. Ich fizyczna natura posiadała ponadto taką odporność, że ciała pierwszych ludzi nie potrzebowały zupełnie środków chroniących przed wpływami atmosfery. Nagość człowieka stanowiła synonim jego dziecięcej niewinności i czystości. Po upadku sytuacja zmieniła się diametralnie, "albowiem otworzyły się im obojgu oczy i poznali, że są nadzy". W tej właśnie nowej sytuacji odczucie nagości stało się synonimem zmysłowości i grzechu.
   Wąż kusiciel to nikt inny oczywiście jak szatan, który się w postać tę wcielił (por. "I został strącony wielki Smok, Wąż starodawny, który się zwie diabeł i szatan, zwodzący całą zamieszkałą ziemię" - Ap 12,18; BT). Termin zaś "Zmartwychwstanie wszystkich" przywodzi na myśl słowa Zbawiciela, który Sam o Sobie powiedział: "Ja jestem zmartwychwstaniem i życiem. Kto we Mnie wierzy, choćby i umarł, żyć będzie" (J 11,25; BT), a także słowa apostoła Pawła: "I jak w Adamie wszyscy umierają, tak też w Chrystusie wszyscy będą ożywieni" (1 Kor 15,22; BT).
    
   Komentarz z zakresu języka
   Tematem niniejszych rozważań z dziedziny gramatyki (składni) uczyniliśmy jedno z zagadnień modalności zdaniowej (wypowiedzeniowej). Na początku należy pokrótce wyjaśnić, co nazywamy modalnością. Otóż najczęściej termin ten rozumiany jest jako stosunek mówiącego (piszącego) do treści wypowiedzenia, czyli ocena, jaką przypisuje on opisywanemu stanowi rzeczy, będącemu treścią jego wypowiedzi. Składnia tradycyjna wyróżnia trzy zasadnicze postawy (intencje) nadawcy (mówiącego, piszącego), które odzwierciedlają:
   1) wypowiedzenia oznajmujące, gdzie wyraża się w formie twierdzącej lub  przeczącej pewne oznajmienia, sądy czy wypowiedzi. Gramatycznym wykładnikiem zdań oznajmujących jest forma trybu oznajmującego, a niekiedy też trybu warunkowego;
   2) wypowiedzenia pytajne, w których nadawca pragnie poznać pewien stan rzeczy, zadając pytanie na dany temat;
   3) wypowiedzenia rozkazujące (żądające), poprzez które nadawca chce spowodować pewien interesujący go stan rzeczy. Zdania tego typu mogą operować wszystkimi trybami czasowników, tzn. rozkazującym, przypuszczającym i oznajmującym. Wszystkie te rodzaje wypowiedzeń mogą posiadać silne zabarwienie uczuciowe (emocjonalne).
   Materiału do naszych rozważań dostarczył nam tekst obydwu sticher. Zwróćmy więc uwagę na następujące wypowiedzenia składowe pierwszej stichery: íĺ ˘ęëîíč1ěńz u5áî, (q â0číč!) - nie cofniemy się więc (o rycerze!), ěaëw ďđĺňĺđďč1ěú - przecierpimy trochę; a także drugiej: đč1çú ňë¸ííűőú äíeńü íĺ ďîůŕäč1ěú - szat zniszczalnych dziś nie pożałujemy, ńîâëĺöeěńz íhíý çŕ âń¸őú âîńęđĺ-ńeíłĺ - obnażymy się teraz za Zmart-wychwstanie wszystkich, ďđĺíĺáđĺ-ćeěú ëeäú đŕńňaţůłéńz - będziemy mieć za nic lód topniejący, č3 ďë0ňü âîçíĺíŕâč1äčěú - i ciało znienawidzimy. Wszystkie czasowniki cerkiewnosłowiańskie (osobowe) w przytoczonych zdaniach zostały w tłumaczeniu na język polski oddane w trybie oznajmującym. Jednakże, jak wskazuje kontekst, charakter tych wypowiedzeń jest żądający i można by było bez szkody dla ich wartości komunikatywnej zamienić tryb oznajmujący orzeczeń (czasowników osobowych) na tryb rozkazujący - jako przykładem będę posługiwać się pierwszym z przytoczonych wypowiedzeń: nie cofnijmy się (zamiast: nie cofniemy się) więc, o rycerze!. O ile jednakże w odniesieniu do języka polskiego sprawa przedstawia się prosto, albowiem opozycja form czasowników w trybie oznajmującym i rozkazującym jest w nim wyrazista (nie cofniemy się: nie cofnijmy się), o tyle w języku cerkiewnosłowiańskim formy niektórych typów czasowników w określonej liczbie i osobie obydwu trybów są homonimiczne, czyli jednokształtne: íĺ ˘ęëîíč1ěńz - 1 osoba liczby mnogiej zarówno dla trybu oznajmującego, jak i rozkazującego. W takim wypadku o zastosowaniu w tłumaczeniu określonej formy danego trybu może zadecydować kontekst. Tutaj zastosowanie form czasowników w trybie rozkazującym nie jest konieczne, albowiem chociaż tryb oznajmujący nadaje zewnętrznie przytoczonym zdaniom formę konstatacji, czyli że stan rzeczy faktycznie zajdzie, to wypowiedzenia te pełnią w istocie funkcję nakłaniającą i sugerują zaistnienie rzeczywistości postulowanej, żądanej, wymaganej; por. też: Íĺ â0çěĺřč č4ěĺíĺ ăDŕ áGŕ ňâîĺăw2 âńyĺ - pol. "Nie będziesz wzywał [dosł. nie weźmiesz - ks. S.S.] imienia Pana, Boga twego, do czczych rzeczy [dosł. nadaremnie - ks. S.S.]" (Wj 20,7; BT) - "Nie wzywaj imienia Pana, Boga twego, nadaremnie". Oba wypowiedzenia różnią się co prawda pod względem stylistycznym, lecz posiadają jednakową wartość znaczeniową.
   
   

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token