Numer 2(248)    luty 2006Numer 2(248)    luty 2006
fot.Andrzej Karpowicz
Pod rozwagę
o. Jan Antonowicz

   Brak ostatecznej regulacji statusu prawnego 23 świątyń w diecezji przemysko-nowosądeckiej wywołuje polemiki i spory. Jest też przeszkodą w dialogu ekumenicznym i dzieli tragicznie doświadczonych Akcją Wisła zamieszkujących w Polsce Ukraińców i Łemków. Część winy za istniejącą sytuację ponoszą też władze, w szczególności parlament RP. W 1989 roku, gdy uchwalano ustawę o stosunku państwa do Kościoła katolickiego, wobec świątyń prawosławnych i protestanckich, które w różnych okolicznościach przejął Kościół rzymskokatolicki zastosowano zasadę status quo . Uznano, i trudno zasadę tę kwestionować, że starych krzywd nie można naprawiać nowymi.
   Kościół prawosławny, mimo że dotyczyło to blisko stu jego świątyń,
   z zasadą tą się pogodził. Kwestionuje ją jednak Kościół grekokatolicki - sprzeciw władyki Jana Martyniaka zablokował uchwalenie stosownej ustawy w poprzedniej kadencji. Stanowisko władyki Martyniaka, wypowiedzi biskupa Włodzimierza Juszczuka, określającego próby uregulowania tego problemu jako "chory dialog", spotkały się z ostrą krytyką prawosławnych. Tekst o. Jana Antonowicza jest głosem prawosławnego w tej bolesnej sprawie.

   
   Od jakiegoś czasu zwierzchnictwo katolickiej Cerkwi obrządku bizantyjskiego, wykorzystując duże zgromadzenia, jak np. liturgię na Łemkowskiej Watrze, atakuje Cerkiew prawosławną za rzekomy brak współpracy  czy dialogu w sprawie 23 cerkwi na Podkarpaciu.
   Dialog unicko-prawosławny biskup diecezji wrocławsko-gdańskiej  Włodzimierz Juszczak w wywiadzie dla  "Naszego Słowa" (nr 40/2005) nazwał "chorym dialogiem". Być może sporo było w tym racji, ale sytuacja jest nieaktualna. Pomiędzy obydwiema Cerkwiami istnieje poważna rozbieżność stanowisk w tej kwestii. Dla Cerkwi prawosławnej ów dialog miałby poszerzyć współpracę, oczywiście na ile pozwalają kanony obydwu stron, oraz pomóc wspólnie przeciwdziałać procesom asymilacji. Natomiast druga strona ma tylko jeden cel - odebrać sporne cerkwie. Cerkiew prawosławna uważa, że należy zachować status quo i nie naruszać ustalonego porządku z czasów, kiedy to niewielkiej grupie ludzi udało się wrócić na Podkarpacie i organizować swoje życie religijne w łonie Cerkwi prawosławnej. Cerkiew otrzymała od państwa opuszczone, zrujnowane cerkwie, które zgodnie z dekretami wysiedleńczymi przeszły na własność państwa.
   Obecnie zwierzchnicy Cerkwi grekokatolickiej zmodyfikowali swoje stanowisko, domagając się zwrotu czterech cerkwi w tak newralgicznych miejscach, jak Święta Góra Jawor, Wysowa i Przemyśl.  Na Świętej Górze Jawor
   Powstaje pytanie, czy zachodzi potrzeba odebrania tych świątyń? Otóż prawosławni, przy większej liczbie wiernych, odprawiają nabożeństwa w 34 cerkwiach, zaś grekokatolicy, jak podaje kalendarz Cerkwi katolickiej, w 52. Zdarza się, że wierni Cerkwi prawosławnej dojeżdżają do swoich świątyń po kilkadziesiąt kilometrów. Podobna sytuacja, choć rzadziej, dotyczy grekokatolików, ale trudno w jednej miejscowości budować świątyni dla jednej; czy dwóch rodzin. Zatem w czym leży przyczyna?
   Nauczeni jesteśmy wydarzeniami z 1971 roku, kiedy to odebrano nam cerkiew w Polanach koło Krosna. Była to dobrze zorganizowana prowokacja. Mimo starań nie znaleźliśmy sprawiedliwości. Sens tamtych wydarzeń wyjaśnił dyrektor w Urzędzie ds. Wyznań w Rzeszowie: "Co wy chcecie Ukrainę tutaj budować? Władza centralna zrobiła kardynalny błąd, że zezwolono wam na częściowy powrót i erygowanie parafii prawosławnych na Podkarpaciu".
   Odrodzona Cerkiew unicka już na początku lat 90. nie szukała współpracy z Cerkwią prawosławną, a zaczęła dyskretnie agitować byłych unitów do powrotu do Cerkwi grekokatolickiej. W Sanoku duchowni uniccy próbowali nawet posłużyć się do odebrania cerkwi księdzem rzymskokatolickim, ale ten odmówił. Kilku grekokatolickich duchownych próbowało namówić kilku księży prawosławnych do zmiany wyznania, oferując im samochody i wysoką miesięczną pensję. W ten sposób udało się przekonać księdza Pawła Siwca.
   Dzisiaj, prawie sześćdziesiąt lat po Akcji Wisła, nadal komuś zależy na sianiu niezgody. Sprawa cerkwi jest nieuregulowana. Stosuje się podwójną interpretację prawa. Dzięki temu Kościół katolicki prawnie wszedł w posiadanie ponad około stu cerkwi prawosławnych z całym ich majątkiem na Chełmszczyźnie i Podlasiu oraz dwóch na Łemkowszczyźnie, w Kamiannej i Wawrzce, w sytuacji kiedy Kościół prawosławny na tej samej podstawie nie może uzyskać praw do 23 cerkwi. Gdyby w latach 60. Cerkiew prawosławna nie podniosła z ruiny i  nie odbudowała tych świątyń, do dziś nie byłoby po nich zapewne śladu i wobec tego całej sprawy.
   W 1991 roku, kiedy Sejm przygotowywał ustawę o stosunku państwa do Kościoła prawosławnego, jedyny wówczas Ukrainiec w Sejmie, poseł Włodzimierz Mokry, zaprotestował i kwestii przynależności 23 cerkwi nie uregulowano.
   Hetman Iwan Mazepa napisał: "Biada czajce niebodze, co wywiodła swe dzieci przy bitej drodze".  Wprowadzenie unii brzeskiej podzieliło jednolity wyznaniowo naród. Stała się ona tragedią. Nie wszyscy zdają się pamiętać, że nasze korzenie są wschodnie - prawosławne, nie zachodnie - łacińskie.
   Każda ze stron komentuje te wydarzenia indywidualnie. W rzeczywistości zaś unia miała na celu skatolicyzowanie i spolonizowanie narodu. Unici przy pomocy władzy królewskiej przemocą odbierali prawosławne cerkwie. Dowodem na to, że naród nie chciał unii, był fakt, że wolni kozacy w czasie powstań wracali do prawosławia. 
   Unici zapomnieli, że ich dziadowie krwią bronili Cerkwi prawosławnej i choć trwali w narzuconej unii z Rzymem, nigdy nie wyrzekli się słowa "prawosławny". Kiedy w latach 20. ubiegłego wieku Rzym zaczął latynizację Cerkwi unickiej poprzez przymusowy celibat księży, kult Jozafata, usunięcie ikonostasów ze świątyń, zakaz (na wzór łaciński) przystępowania do Eucharystii małych dzieci, usunięcie słowa "prawosławny" z liturgii Łemkowie stanęli w obronie Cerkwi. Wracając do prawosławia powstrzymali proces latynizacji Cerkwi unickiej. Watykan zmienił postanowienia wobec unitów, przywracając słowo "prawosławny" i  tworząc apostolską administraturę. W ten sposób chciał zatrzymać wiernych w jedności z Rzymem.  Na Świętej Górze Jawor
   Dziś zwierzchnicy unickiej Cerkwi, chcąc odebrać wspomniane cerkwie, nie upominają się o ponad trzysta świątyń wraz z całym mieniem i po części z wiernymi, przejętych przez Kościół rzymskokatolicki. Upominają się o podniesione z ruin cerkwie, których wierni, po części też dawni unici, świadomie i dobrowolnie wrócili do prawosławia i mogą modlić się w ojczystym języku, dbać o własne wyznanie i obrządek.
   Cerkwie w Zapałowie, Przemyślu, Wysowej, Zagórzu i Dziurdziowie po 1947 były magazynami, a w cerkwiach w Wołowcu, Blechnarce i Gładyszowie trzymano bydło. Wobec braku państwowych dotacji, wierni ponosili koszta odbudowy i często prześladowania. Kilku krzykaczy, domagających się dziś oddania cerkwi, wtedy spokojnie modliło się w kościołach lub posiadało partyjne legitymacje, naśmiewając się z prawosławnych, że modlą się w stajniach.  Duchowni prawosławni, nieustannie inwigilowani przez SB, żyli w bardzo skromnych warunkach, a tam, gdzie nie udało się odzyskać plebanii, wręcz biednie. Ojcom Poliszczukowi, Kruchcie, Zintkiewiczowi i Żukowi zarzucono ukraiński nacjonalizm i musieli oni opuścić Podkarpacie. Wówczas metropolia zmuszona była przysłać Białorusinów, których w żaden sposób nie można było oskarżyć o nacjonalizm, więc zarzucono im uniatyzm. Nie było lekko, a przeświadczenie, że władze pomagały prawosławnym, mija się z prawdą. Erygowanie w tamtych czasach parafii wymagało wielu wyrzeczeń. Komunistyczne władze, w obawie przed powrotem wiernych z wysiedlenia, nie wyrażały zgody lub naprędce rozbierały cerkwie, odpisując na prośby: "Wobec braku obiektu erygowanie parafii jest niemożliwe". Tak było w Nakle, Łazach i Lesku, a w Tylawie, Rozdzielu i Czarnem świątynie  przekazano Kościołowi rzymskokatolickiemu.
   W Kalnikowie, wsi zamieszkałej przez ludność ukraińską, po 1947 roku wierni uniknęli wysiedlenia, przystępując do Kościoła rzymskokatolickiego, a kiedy w 1956 roku powstała idea utworzenia we wsi parafii prawosławnej, Urząd Bezpieczeństwa i miejscowy proboszcz skutecznie temu przeciwdziałali. Ksiądz Próchnicki zaprosił księdza Szegdę, byłego księdza unickiego, który podczas kilku niedziel zabraniał kalnikowianom przechodzenia na schizmę. W efekcie dwie trzecie mieszkańców na stałe pozostało w rzymskokatolickiej parafii.
   Stefan Ferek, psalmista nowo powstałej parafii prawosławnej w Kalnikowie, wkrótce padł ofiarą prowokacji zorganizowanej przez Urząd Bezpieczeństwa. Pewnego razu na ulicy podszedł do niego nieznajomy człowiek i poprosił, aby ten przeprowadził go na drugą stronę wsi. Uczynny Ferek, niczego nie podejrzewając, poszedł z nieznajomym cywilem na Zagreblę, gdzie przebiegała granica ze Związkiem Radzieckim. Żegnając się, cywil podziękował za pomoc i oznajmił, że wstąpi jeszcze do pobliskiego domu. Tymczasem w domu Stefana Ferka czekali na niego żołnierze straży granicznej. Diaka zatrzymano i skazano na rok więzienia za pomoc przy nielegalnym przekroczeniu granicy. W sądzie nielegalnie przekraczający granicę okazał się oficerem WOP. Prowokatorzy byli przekonani, że w ten sposób zastraszą wiernych prawosławnych. Stefan Ferek niewinnie przesiedział w więzieniu dziewięć miesięcy.
   W latach 70., po odwołaniu z parafii śp. księdza Michała Żuka, Urząd Bezpieczeństwa nie wyraził zgody na nowego proboszcza wyznaczonego przez metropolitę Bazylego. Przez prawie całe lato z Warszawy do Kalnikowa na nabożeństwa dojeżdżał sam metropolita, aż władze centralne zmusiły miejscowe do zaakceptowania wyznaczonego przez niego księdza narodowości białoruskiej.
   W tamtych czasach oficjalna propaganda głosiła co innego, podczas gdy skrycie postępowano zupełnie inaczej. W Sanoku prawosławnych zwalniano z pracy za chodzenie do cerkwi, napadano i bito na ulicach, ale nigdy nie wyjaśniono im przyczyn. Dzięki takim akcjom słabi duchem Ukraińcy pozostali w Kościele rzymskokatolickim i spolonizowali się.
   W Komańczy - wsi której prawie wcale nie dotknęło wysiedlenie - unicki ksiądz Z. Złoczowski nadal odprawiał nabożeństwa, więc władze świeckie i kościelne, w obawie że ludzie wrócą do korzeni, dopuściły się prowokacji. Zamknięto cerkiew, a wierni poszli do kościoła. Ksiądz Złoczowski wymógł na nich przysięgę, że nie przystąpią do Cerkwi prawosławnej. Wówczas władze, pewne, jaki będzie rezultat, otworzyły cerkiew prawosławną.
   Przykładem stosunku władz do wiernych powracających do prawosławia może być przypadek  z Leszczyn. Do sołtysa Barny przyszli pracownicy UB w celu sprawdzenia autentyczności podpisów pod prośbą o restytuowanie parafii. Zgodnie z procedurą wierni kierowali pismo do metropolii, skąd trafiało do urzędu ds. wyznań, a ten dla rozpoznania kierował do władz lokalnych.
   - Przecież pan jest grekokatolik i opowiada się pan za cerkwią prawosławną? - pytali.
   - Oto jest pieczątka, ja sołtysem być nie muszę - odpowiedział, kładąc pieczątkę na stół.
   W ten sposób prawosławni wzięli na siebie ciężar odradzania życia religijnego i narodowego na Podkarpaciu.
   Gdyby nie powrót w latach 20. do prawosławia, nie byłoby dziś na Podkarpaciu Cerkwi prawosławnej, zatem zapewne i grekokatolickiej. 
   W 2000 roku metropolita unicki Jan Martyniak z duchowieństwem dopuścił się "zajazdu" na Świętą Górę Jawor, odprawiając bez pozwolenia prawosławnych liturgię. Później okazało się, że próbował wciągnąć w to rzymskokatolickiego proboszcza z Wysowej. Jednak wierni rzymskokatoliccy nie chcieli brać udziału w owej "krucjacie", uznając że to prawosławni odbudowali z ruin kaplicę. 
   Kaplicę na Świętej Górze Jawor, gdzie objawiła się Matka Boża, spontanicznie budowali grekokatolicy i prawosławni. Zachariasz Stawiski, prawosławny ze Śnietnicy, ofiarował pod budowę deski ze swego tartaku.
   Wówczas zarówno proboszcz z Wysowej, jak i biskup Kocyłowski, ordynariusz przemyski, byli sceptycznie nastawieni do objawienia się kobietom Bogarodzicy. Trochę później, kiedy kaplica została wybudowana, w obawie przed zajęciem jej przez prawosławnych uznali obiekt za grekokatolicki, jednak do czasów wojny rzadko tam odprawiali liturgie, zaś w czasie wojny, do 1947 roku, nie było dostępu do znajdującej się w strefie nadgranicznej (200 metrów od granicy polsko-słowackiej) kaplicy.
   Kiedy po październikowej odwilży nielicznym udało się wrócić do Wysowej i erygować parafię prawosławną, w 1958 roku przejęto też zrujnowaną, bez okien i drzwi, z przeciekającym dachem, bez sufitu i podłogi kaplicę na Jaworze, w której żołnierze WOP urządzili sobie szalet. Staraniem i nakładem Cerkwi prawosławnej podniesiono ją z ruin. Profesorowie Nowosielski i Stalony-Dobrzański przysłali swoich uczniów, którzy pomalowali ją wewnątrz. Od 1958 oficjalnie kaplica jest w posiadaniu Cerkwi prawosławnej. Unici nie byli nią zainteresowani nawet w 1989 roku, aż do 2000 roku, kiedy na placu przed kaplicą biskup Martyniak odprawił wspomniane nabożeństwo.
    
    *     *     *
   Przez ponad pięćdziesiąt lat Cerkiew prawosławna na Podkarpaciu z wielkim trudem walczyła o swój byt. Stopniowo udało się uzyskać zgodę na budowę nowych świątyń tam, gdzie zostały całkowicie zrujnowane, a prawosławni zdążyli utworzyć społeczność, np. w Zyndranowej.
   Od ponad dziesięciu lat, kiedy wydawało się, że sytuacja jest ustabilizowana, diecezja katolickiej Cerkwi wschodniego obrządku upomina się o zwrot "nieprawnie zajętych świątyń". Nie wspomina natomiast o cerkwiach unickich przejętych przez Kościół.
   Należy zadać pytanie, czy istnieje możliwość powrotu do stanu posiadania majątku Cerkwi prawosławnej sprzed unii. Trzeźwo patrząc, nie ma takiej możliwości, tak samo jak powrotu do stanu posiadania Cerkwi unickiej sprzed wysiedlenia. Wysiedlenie było nieszczęściem dla obydwu Cerkwi.
   Jeszcze raz należy podkreślić, że prawosławni nie odebrali, jak powiedziano, cerkwi unitom, a otrzymali od władz opuszczone, będące ruinami świątynie. Już w latach 50. pragnęli budować nowe, ale im na to nie zezwalano. - Bierzcie co dają lub w ogóle nic nie dostaniecie - odpowiadano w urzędach.
   Czy mieli się wyrzec popadających w ruinę cerkwi, budowanych przez ich dziadów i ojców, aby całkowicie zniszczały? Oburza fakt, że te 23 cerkwie stały się kością niezgody, podczas kiedy ponad trzysta unickich cerkwi pozostaje we władaniu Kościoła rzymskokatolickiego i nikt się nie domaga się ich zwrotu. Nie wspominając też o grekokatolickich, w stanie kompletnej ruiny, nie mających do dziś gospodarza.
   Na Podkarpaciu pusta stoi drewniana zabytkowa, będąca perłą architektury łemkowsko-ukraińskiej, pounicka cerkiew w Krempnej. Inną, w Czerteżu, zwierzchnictwo Cerkwi katolickiej, wobec braku wiernych, zaoferowało skansenowi w Sanoku, zamiast przenieść ją w potrzebne wiernym miejsce, np. do Wysowej, i wówczas nie byłoby konfliktu. W ten sposób Cerkiew prawosławna przeniosła cerkiew do Rozdziela, a grekokatolicy z Duszyńców do Komańczy. Wybudowali też nową cerkiew w Mokrem, budują w Kulasznem i widać, że można, nie wywołując konfliktu, zachować status quo i rozpocząć pokojową współpracę pomiędzy Cerkwiami.
   Niezrozumiałe jest też upominanie się o cerkiew w Przemyślu. W centrum miasta funkcjonują trzy świątynie unickie. Prawosławni są w posiadaniu dwóch, niemalże po sąsiedzku na Wilczej, przejętej w stanie ruiny oraz służącej jako cerkiew parafii wojskowej na Mariackiej. Nieprzypadkowo piszemy o tych czterech cerkwiach, ponieważ są one, jak mówi w wywiadze "To chory dialog" biskup Juszczak, przedmiotem takiego "kompromisu".
   Czy rzeczywiście wspomniane cztery świątynie są aż tak niezbędne Kościołowi grekokatolickiemu? Czy może chodzi o stopniową likwidację prawosławia na Podkarpaciu? Niezrozumiały jest fakt erygowania parafii grekokatolickich w miejscowościach, gdzie mieszka kilka rodzin i dobrze funkcjonują parafie prawosławne. Na co liczyła unicka Cerkiew, organizując nabożeństwa w Zyndranowej, gdzie mieszka tylko osiem łemkowskich rodzin, zamiast organizować je tam, gdzie nie ma żadnej świątyni, na przykład w Tylawie, gdzie mieszka dużo nie objętych opieką duszpasterską  łemkowskich rodzin?  Dla porównania wystarczy przypomnieć przypadek z lat 70. z Jarosławia, gdzie prawosławnym władze na pismo z prośbą o utworzenie parafii odpowiedziały negatywnie. Minęło wiele lat i tę samą świątynię otrzymali grekokatolicy, prawosławnym zaś przyznano kaplicę na dawnym cmentarzu. Wówczas arcybiskup Adam, w trosce o dobro wiernych, odmówił jej przyjęcia.
   - Nie będziemy dzielić i tak małej społeczności ukraińskiej - powiedział.
   Podobnie postąpił prawosławny hierarcha ze świątynią w Wielopolu. Bez zastrzeżeń oddał zbudowaną jako prawosławną plebanię w Hłomczy, choć chcieli ją kupić rzymscy katolicy.
   W maju 1990 roku dawni mieszkańcy Ulucza organizowali zjazd, mający się odbyć w ich rodzinnej wsi. Zwrócili się z prośbą o wspólną modlitwę odpowiednio do swoich arcypasterzy, grekokatolicy do arcybiskupa Jana, zaś prawosławni do arcybiskupa Adama. Władyka Adam wyraził zgodę, natomiast oto co napisał swoim wiernym władyka Martyniak:
   Biskup pomocniczy
   Prymasa Polski
   dla Kościoła  grekokatolickiego
   w Polsce
   ul. Nad Skarpą 23
   59-220 Legnica
   Chrystos Woskres!
   Wielce Szanowny Panie!
   Dziękuję za Pański list, ale wprawił mnie on w osłupienie. Jakże możliwe jest, żeby w Uluczu odprawiać razem z prawosławnymi. Pan mnie oszukał, okłamał i oburzył. Czy Pan wie, że prawosławna Cerkiew grabiła nasze mienie na Ukrainie i w Polsce. Pomagali nas niszczyć. Kiedy płakaliśmy, nie mając się gdzie podziać, oni śmiali się. I Pan ma odwagę zapraszać nas do takiego spotkania... To dla nas niemożliwe, żaden z naszych ojców, będąc prawdziwym synem narodu, nie może mieć nic wspólnego z tymi, którzy działali i działają na naszą zgubę.
   Bóg nam tego nie wybaczy, a zmarli katolicy  Ulucza z ohydą do nas wywracaliby się na tamtym świecie.
   + Iwan
   Legnica, 04.05 1990 r.
   Na to wierni zareagowali w następujący sposób:
   Najprzewielebniejszy Władyko!
   Z wielkim zdziwieniem i zmartwieniem przeczytaliśmy, my uczestnicy I Zjazdu wysiedlonych w Akcji Wisła dawnych mieszkańców Ulucza, w naszej rodzinnej wsi - Wasz list z 04.05. 90 roku.
   Dlaczego Wy, Najprzewielebniejszy Władyko, zabraniacie nam, nawet nie wspólnej dla duchowieństwa, modlitwy  z naszymi braćmi prawosławnymi. Dla was jest to śmiertelny grzech i nas chcecie przestrzec przed tym śmiertelnym grzechem!
   Nasz Ojciec Święty, Jan Paweł II w swoich nauczaniach szerzy i propaguje idee ekumenizmu - w imię zasad chrześcijańskich.
   "Jeśli kto mówi: Miłuję Boga, a nienawidzi brata swego, kłamcą jest" (pierwszy list św. Jana 4,20).
   Ojciec Święty bierze udział we wspólnych modlitwach, liturgiach z duchownymi różnych chrześcijańskich, nawet bardzo odległych dogmatycznie od katolicyzmu wyznań. Nigdy nie naucza, że jedynie wiara katolicka daje zbawienie wieczne.
   Czytaliśmy "Posłanie" naszego Świętej Pamięci patriarchy Józefa Ślipego, sposób w jaki naucza nasz naród w sprawie Cerkwi katolickiej i prawosławnej na Ukrainie.
   Nie sądzimy, że prawosławni Ukraińcy są winni położenia Cerkwi prawosławnej w Polsce. Nie od nich to zależało i zależy. Podobnie nie od nas zależy prawne położenie  grekokatolickiej Cerkwi w Polsce.
   Nie pamiętamy, żeby Cerkiew prawosławna w Polsce grabiła nasze dobra (co innego na Ukrainie, gdzie czyniła to rosyjska Cerkiew prawosławna), cerkwie czy naśmiewała się z naszej niedoli.
   To Kościół katolicki niszczył i zabierał nasze cerkwie, zdejmował krzyże, wyrzucał ikony i całe ikonostasy, zamieniał je w kościoły. Podobnie jak na Chełmszczyźnie czynił to z prawosławnymi cerkwiami. Tylko że na Wołyniu, Chełmszczyźnie i Podlasiu niszczono cerkwie prawosławne, zabierano na kościoły jeszcze przed wojną, osobliwie w 1938 roku.
   Nie słyszeliśmy, aby polski episkopat, biskup lubelski M.L. Fulman, przeciwstawiał się temu świętokradztwu, co nie dziwi, bo akcja ta miała na celu przysporzenie Kościołowi nowych duszyczek.
   Sprzeciwiał się nasz metropolita Andrzej Szeptycki.
   W następstwie decyzji państwowych komunistycznych władz, przy braku protestów kościelnej hierarchii, zlikwidowano naszą Cerkiew. Wielu naszych ludzi nie znalazło innej drogi zachowania swoich świątyń, swojej wiary, niż w prawosławnej Cerkwi. I tylko te "zagrabione" cerkwie zachowały swój zewnętrzny i wewnętrzny wygląd, a lu-dzie w nich nie okazali się słabi, niczym ci, którzy poszli do kościołów.
   Nie protestowali również polscy biskupi, księża, kiedy tylko od 1947 do 1956 na Podkarpaciu zniszczono ponad sto naszych cerkwi, a z innych zrobiono magazyny, stajnie, a jeszcze gdzie indziej, jeszcze do niedawna w Mrzygłodzie, niedaleko Ulucza - publiczny szalet. Wystarczy zajrzeć do książki "Cerkiew w ruinie".
   Nie protestowali, kiedy nas torturowali, zabijali, kiedy zabito naszych ponad trzydziestu księży, kiedy nas wyganiali z naszych od wieków spokojnych ziem. Kiedy po wysiedleniu poszliśmy do kościoła, tam zostały wynarodowione nasze dzieci.
   Mocno wierzymy w bezmierne Boże Miłosierdzie! Wierzymy w Pismo Święte!
   Znamy historię wsi Ulucz, nasi przodkowie do połowy XVII w., zanim przyjęli unię, też byli prawosławni.
   Jesteśmy przekonani, że Bóg nam jednak "wybaczy", a nasi przodkowie w grobach nie odwrócą się do nas "z ohydą", za tak ciężkie grzechy i przewinienia: uroczystości w sobotę 26 maja sprawowane przez duchownych prawosławnych oraz w niedzielę 27 maja duchownych grekokatolickich.
   A my pomodlimy się za wszystkich pomordowanych i zmarłych uluczan. Od wieków nasi wrogowie dzielili nas na Ukraińców, Rusinów, Łemków, na katolików i prawosławnych. A przecież wszyscy jesteśmy dziećmi tego samego ukraińskiego narodu, który przeszedł niedolę.
    Nie czyniąc się "bardziej papieskim niż sam Papież".
   Z wielkim poważaniem:
   Wasyl Czarnecki
   Roman Linkiewicz
   Jarosław Cholawka
   Sanok, 25.05 1990
     Przytoczymy jeszcze, w jaki sposób zareagował na kwestię odbierania cerkwi ukraiński grekokatolicki ksiądz wysłany przez Rzym na misję do Japonii.
   Ksiądz Jan Martyniak
   (wszystkie hierarchiczne tytuły
   pomijam)
   Przemyśl, Polska
   Dotyczy: Artykułu w "Naszym Słowie".
   Przeczytałem artykuł, więc piszę do was ten list. Proszę też, abyście odpisali. Zapytuję:
   1. Gdzie byliście, kiedy zdejmowano kopułę z katedry? Cały świat protestował. Wy osobiście siedzieliście cicho. Dlaczego wtedy nie krzyczeliście: PROTESTUJĘ?!!! (tak jak krzyczeliście do braci prawosławnych...).
   2. Czyż osobiście nie jest dla was  hańbą liczenie na "sprawiedliwość państwa" w sprawie 23 cerkwi z braćmi prawosławnymi?
   3. Skoro wy - księże Martyniak - jesteście tak "gorliwy", żeby odebrać braciom prawosławnym 23 cerkwie, to dlaczego nie jesteście tak samo "gorliwi", żeby odebrać cerkwie (już zamienione na kościoły) od rzymskich katolików? Osobiście "obejmowaliście się"  z polskimi biskupami rzymskokatolickiego Kościoła w sierpniu 1996 roku w Jarosławiu, to nie mogą wam ci biskupi w końcu "odpłacić" zabranymi i przekształconymi na kościoły cerkwiami? Wykrzyczcie im najpierw  to, co wykrzykujecie braciom prawosławnym! Krzyknijcie: PROTESTUJĘ!!!
   4. Księże Martyniak, widzę, że jest wam "lżej na sercu", kiedy w zamienionych na kościoły cerkwiach modlą się teraz Polacy - bracia z rzymskokatolickiego Kościoła niż z faktu, że w cerkwiach, które są nadal cerkwiami, modlą się bracia prawosławni, wśród których wielu to Ukraińcy. Dlatego zapytuję Was, czy nie jest Wam osobiście wstyd za to, że wykrzykujecie: PROTESTUJĘ!!! do braci prawosławnych, wśród których wielu TO UKRAIŃCY, a jednocześnie całujecie biskupów rzymskokatolickiego Kościoła? Co by było dzisiaj, gdyby kiedyś tych cerkwi nie wzięli w swoje ręce bracia prawosławni, czy zostałyby zamienione na kościoły, czy też stałyby się wielką ruiną?
   5. Jeszcze jedna ważna dla narodu ukraińskiego sprawa. Gdzie byliście, kiedy w latach 1973-1976 wyświęcano grupę młodych ukraińskich księży i wysyłano ich na zatracenie na Daleki Wschód (jednego do Japonii, innych do Papuasów do Nowej Gwinei)? Tak, wysyłano na zmarnowanie, ŻEBY CI MŁODZI KSIĘŻA NIE MIELI MOŻLIWOŚCI PRACOWAĆ DLA NARODU UKRAIŃSKIEGO W POLSCE LUB INNYCH UKRAIŃSKICH DIASPORACH NA ŚWIECIE! ŻEBY CI KSIĘŻA NIE MIELI JUŻ OKAZJI SPOTKAĆ SIĘ Z INNYMI UKRAIŃCAMI! GDZIE BYLIŚCIE WTEDY?  JEŚLI BĘDZIE TRZEBA POWIEDZIEĆ PUBLICZNIE WIĘCEJ, POWIEM, ŻEBY ŚWIAT W KOŃCU DOWIEDZIAŁ SIĘ PRAWDY!!!
   Wyświęcony 26 kwietnia 1976 roku i natychmiast zesłany na Daleki Wschód (gdzie przebywa do dziś,  obecnie już jako  żonaty ksiądz - jeszcze nie zlatynizowany - dlatego nadal ksiądz na zesłaniu).
   Stefan Kostyk
   P.S. Do wiadomości innych.
    
   Pragniemy dodać, że wszystkie ukraińsko-łemkowskie organizacje opowiedziały się za zachowaniem status quo lub zajęły neutralne stanowisko, co oznacza wyraźnie, że nie popierają stanowiska zwierzchnictwa katolickiej Cerkwi co do wspomnianych świątyń. Jak widać konflikty nie powstają z inicjatywy prawosławnych. Należy przypomnieć, że prawosławni, którzy modlą się w pounickich świątyniach to w większości świadomi Ukraińcy, którzy nigdy nie będą wrogami braciom Ukraińcom - unitom.
   Rozumieją ducha czasu, ale też dobrze zapamiętali lekcje historii, kiedy  prawosławne świątynie, później grekokatolickie, zajmowali rzymscy katolicy i nigdy już ani prawosławni, ani grekokatolicy nie mieli możliwości powrotu. W ten sposób utracono cerkiew w Kalwarii Pacławskiej.
   Obecnie, po II Soborze Watykańskim, niebezpieczeństwo wzrosło. Biskup Juszczak w wywiadzie dla KAI, (portal Wiara.pl z 21.10 2005, "Czy grekokatolik to katolik?") powiedział: W sensie prawa polskiego (...) w Polsce działa Kościół w obrządkach katolickim i bizantyjsko-ukraińskim (grekokatolickim).
   Władyka Adam często mawia, że Ukraińcy powinni zjednoczyć siły i działać wspólnie. Starać się zatrzymać proces asymilacji. Każdy z nas z niepokojem widzi, co dzieje się z  młodzieżą. Jaki ten konflikt może dać im przykład? 
   Może więc to jest ten krytyczny moment, ostatni dzwonek, gdy zamiast spierać się o 23 cerkwie, należy rozpocząć zdrowy lub przynajmniej ozdrowiony dialog wobec bezkompromisowego zadania, jakim jest troska o uratowanie kilkudziesięciu tysięcy wiernych.
   
   Sanok, 23 listopada 2005 roku
   

Opinie

[1] 2006-02-15 23:14:00 Wołodia
jestem unitą z Terespola i prawosławni księza { m.in z Kostomłotów}tez namawiaja mnie na "powrót" do prawosławia, zaczepiają mnie z róznymi obiecankami.
[2] 2006-02-20 18:09:00 Krzysiek
W sumie strona taka ło ale nie tego szukałem wszedłem tu przez przypadek.... super strona...... nara
[3] 2006-03-06 21:13:00 ed.
Ojciec ma rację to ostatni dzwonek aby zwrócić prawowitemu właścicielowi owe 23 cerkwie wybudowane i uposażone przez GREKOKATOLIKÓW!
[4] 2006-03-06 21:15:00 ed.
a gdzie opinie?
[5] 2006-09-06 21:37:00 Xena
Z informacją że w Mrzygłodzie z cerkwi zrobiono publiczną toalete się nie zgadzam ponieważ nie jest to w żadnej mierze prawda.Dzrwi oraz okna są pozamykane więc nie ma możliwości by się tam dostać
[6] 2007-01-22 08:21:00 Nikifor
A co z cerkwia w Olchowcach? Przecież jest w bardzo dobrym stanie!!!
[7] 2008-01-05 00:55:00 Bartek
Najbardziej budującym dla mnie przykładem porozumienia jest cerkiew w Bielance koło Gorlic, gdzie cerkiew choć należy do cerkwi prawosławnej jest użytkowana przez grekokatolików i rzymokatolików. Bo przecież sprawa własności jest drugorzędna, najważniejsze jest to, że każdy chrześcijanin znajduje godne miejsce do modlitwy.
[8] 2008-12-10 18:20:00 Andrzej
No coz jestem katolikiem i mieszkam w spolecznosci tzw mnniejszosci prawoslawnej mam do nich ogromny szacunek i zawsze staje w ich obronie pomimo ze katolicy nie wszyscy sa im przyjazni......poprostu przeraza mnie nienawisc ludzi koscioła katolickiego do braci prawoslawnych .........przeciez sa oni nam najblizsi jako wyznawcy Pana Chrystusa
[9] 2008-12-11 17:59:00 diakon Piotr UKGK
Skoro p. Andrzej przypomniał ten tekst poprzez świeży komentarz, słówko wyjaśnienia. Prof. Kostyk z Nagoi pisał list po ukraińsku, tekst ukraiński był publikowany na "Werchowynie" bodajże - i tam w podpisie nie było "zlatynizowany", tylko "laicyzowany". Prof. Kostyk pojechał do Japonii jako rzymskokatolicki misjonarz-werbista (SVD - Societas Verbi Divini), tam w nie znanych mi okolicznościach porzucił kapłaństwo i zakon, i ożenił się. Jak wynika z oryginału listu, nie został (mimo to) formalnie laicyzowany, tj. pozbawiony stanu duchownego ani zwolniony z przynależności doń na własną prośbę. I o to chodzi w tych słowach. Zaś wzmianka w liście o wysyłaniu młodych "ukraińskich kapłanów" z Polski na misje rzym.kat. wśród pogan domaga się komentarza podwójnego: 1) trudno się zgodzić, by głoszenie Chrystusa poganom równało się "zatraceniu", 2) prof. Kostyk przemilcza, że chodziło tu nie o jakichś "ukraińskich księży", tylko o kilku grekokatolików, którzy wstąpili do rzymskokatolickiego zgromadzenia o charakterze misyjnym. Możliwe, że konkretni ludzie złamali jakieś personalne obietnice wobec ww. kapłanów - ale pretensje o to, że człowieka wyszkolonego na misjonarza posyłają na misje, są IMHO niezbyt poważne. Nb. jeden z z tych werbistów pozostał jednak w Polsce, pracując w Kościele gr.kat., a w 1992 r. został nawet biskupem w Stryju (Ukraina zach.).
[10] 2013-03-10 16:26:00 Prof. Kostyk
Do diakona: Piotr UKGK
Szkoda, ze dopiero po 5 latach od napisania komentarza w/w osoby sie teraz odzywam, ale poprostu przypadkowo dopiero teraz znalazlem te strone na internecie. Ale odpowiadam konkretnie:
1. Diakon Piotr w tym czasie napewno byl jeszcze malutkim chlopczykiem ganiajacym za pilka i nie jest w stanie zrozumiec sytuacji jaka wowczas byla.
2. W dalszym ciagu potwierdzam, ze trzech mlodych ksiezy pochodzenia grekokatolickego zostali nie wyslani, a WYRZUCENI na DALEKI WSCHOD (dwoch do Nowej Gwinei i ja do Japonii) w celu zniszczenia nas, odebrania jakichkolwiek mozliwosci pracy duszpasterskiej wsrod wiernych grekokatolikow czy to w Polsce, czy to w diasporach w swiecie.
3. Kaplanstwo nie porzucilem, ale poprostu nie funkcjonuje jako kaplan, gdyz nie mam na to mozliwosci. Diakon Piotr widocznie albo spal na wykladach prawa kanonicznego, albo nie jest w stanie zrozumiec prawa kanonicznego....Jestem dalej NIELAICYZOWANYM KSIEDZEM.
4.Diakon Piotr pisze: (cytuje):"Nb. jeden z z tych werbistów pozostał jednak w Polsce, pracując w Kościele gr.kat., a w 1992 r. został nawet biskupem w Stryju (Ukraina zach.)". Odpowiadam. Znalem tego czlowieka osobiscie, gdyz mieszkalismy i studiowalismy razem w tym samym miejscu. I niech to nie bedzie bomba atomowa dla diakona Piotra, ale nie kto inny a sam ten "Nb. jeden z z tych werbistów pozostał jednak w Polsce, pracując w Kościele gr.kat., a w 1992 r. został nawet biskupem w Stryju (Ukraina zach.)" przyczynil sie osobiscie do wyslania nas trzech mlodych ksiezy pochodzenia grekokatyolickiego na DALEKI WSCHOD. Nie wiem czy takie on mial wskazowki "od pewnych tajnych sluzb" w Polsce..., czy dzialal z innych motywow...
5. Serdecznie pozdrawiam diakona Piotra ( chyba teraz juz ksiedza) i zycze sukcesow w pracy duszpasterskiej i zyciu. Dla informacji podaje ze skonczylem studia doktorskie w ekonomii. Jesatem jedynym czlowiekiem ukrainskiego pochodzenia w historii Japonii , ktory jako profesor prowadzi wyklady z ekonomii w jezyku japonskim. Pozwole sobie dodac, ze studiuja u nas studenci z 24 krajow swiata i mam przywilej prowadzic im wyklady z ekonomii. Czyli ludzie(studenci i studentki) z 24 krajow swiata wiedza, ze Prof. Stefan Kostyk ( znajacy siedem jezykow plynnie) to solidny profesor. Na koniec dodam, ze na tajnych profesorskich glosowaniach wybrali mnie 5 razy po kolei na 5 kadencji do RADY REKTORSKIEJ,a skoro jedna kadencja to 2 lata, to znaczy ze Prof. Kostyk bez przerwy 10 lat byl w RADZIE REKTORSKIEJ uniwersytetu w Japonii. Takiego przypadku na zadnym innym uniwersytecie w Japonii nawet z japonczykiem nie bylo. ERGO (Przeto)Prof. STEFAN KOSTYK, czyli ja to nie baran....
Z respektem
Profesor Stefan Kostyk
Japonia
[11] 2014-12-29 12:57:00 Jacek
Pozdrawiam serdecznie Panie Stefanie!

Jacek Kozanecki
Southampton, UK
[12] 2014-12-30 23:26:00 Jacek
Pozdrawiam serdecznie Panie Stefanie!

Jacek Kozanecki
Southampton, UK

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token