Numer 12(246)    grudzień 2005Numer 12(246)    grudzień 2005
fot.
Liberalizm po podlasku
Małgorzata Kowalska
W świetle wyników drugiej tury wyborów prezydenckich sporo się ostatnio mówi o "przepołowieniu" Polski na dwie części: "liberalną" i "solidarną", zadowoloną i sfrustrowaną, zamożniejszą i uboższą, postępową i konserwatywną, wielkomiejską i wiejsko-małomiasteczkową, słowem na "Polskę Tuska" i "Polskę Kaczyńskiego". (...) Podział ten - przy wszystkich zastrzeżeniach - nie został sztucznie wykreowany, lecz odpowiada rzeczywistym i istotnym społecznym pęknięciom i problemom. (...) Pokrywa się on po części z podziałem geograficznym: w zachodniej i północnej części Polski częściej wybierano Donalda Tuska , we wschodniej i południowej Lecha Kaczyńskiego . (...)
   Na tym tle osobliwy i z pozoru absurdalny wyjątek stanowi kilka podlaskich gmin położonych najdalej na wschodzie. W gminach Czyże, Dubicze Cerkiewne i Orla Tusk odniósł w drugiej turze miażdżące zwycięstwo nad rywalem, uzyskując zgoła oszałamiające wyniki, o jakich w innych częściach jego zwolennicy mogliby tyl¬ko marzyć: od 74 procent w Orli do blisko 82 procent w Czyżach. (...)
   Z zestawienia wyników uzyskanych przez poszczególnych kandydatów w pierwszej i drugiej turze wyborów prezydenckich wynika jednoznacznie, że w tych samych gminach, w których w drugiej turze tak olśniewające zwycięstwo odniósł Donald Tusk, w pierwszej turze kandydatem poza konkurencją, wygrywającym w cuglach z całą resztą, był Andrzej Lepper , który w gminie Orla zebrał 74 procent głosów, w gminie Dubicze Cerkiewne ponad 77 procent, a w gminie Czyże prawie 82 procent. Tusk był w tej turze kandydatem całkowicie marginalnym. (...)
   Wyniki pierwszej tury wyborów prezydenckich wskazują wyraźnie na rodzaj politycznych preferencji mieszkańców tych gmin: są to preferencje lewicowe, "prosocjalne" i świadczące o per saldo negatywnym stosunku do prowadzonej w Polsce transformacji kapitalistycznej. (...)
   Osobliwością interesujących nas gmin jest jednak transfer głosów między pierwszą a drugą turą wyborów prezydenckich. Podczas gdy w całej Polsce ogromna większość wyborców Andrzeja Leppera głosowało w drugiej turze na "Polskę solidarną" Lecha Kaczyńskiego, wyborcy z okolic Orli, Dubicz Cerkiewnych itd. zachowali się w sposób całkowicie niestandardowy.
   Tajemnica takiego przeniesienia głosów jest w gruncie rzeczy bardzo prosta. (...)
   Po pierwsze, głosowanie na Tuska miało we wspomnianych podlaskich gminach charakter negatywny. (...) Z dwojga złego wybrali Tuska jako "mniejsze zło". O braku entuzjazmu przy dokonywaniu tego wyboru świadczy uderzająco niska frekwencja w drugiej turze. O ile podczas pierwszej tury zbliżała się ona do średniej krajowej (ponad 40 proc.), o tyle w drugiej była już alarmująco niska (zaledwie 25 proc. w Czyżach i Dubiczach). (...)
   Po drugie, jeżeli Donald Tusk, tak mało popularny w pierwszej turze, wydał się wyborcom z Czyż, Orli czy Dubicz mniejszym złem niż Kaczyński, stało się tak bynajmniej nie dlatego, że ostatecznie wolą oni "Polskę liberalną" od "Polski solidarnej", lecz dlatego, że zaniepokoili się o los swoich praw jako etnicznych i religijnych mniejszości. Wyborcy, o których mowa, reprezentują bowiem w ostatniej instancji "Polskę mniejszościową", a dokładniej Polskę prawosławną, mniej lub bardziej poczuwającą się do tożsamości białoruskiej lub ukraińskiej raczej, niż "czysto polskiej".
   Lech Kaczyński, słusznie lub niesłusznie, uchodził za kandydata narodowego, "czysto polskiego", za bardziej cywilizowaną wersję Giertycha, w najlepszym razie za nowe wcielenie Piłsudskiego. "Polska Piłsudskiego", "sanacja" (nie mówiąc już o endecji) nie jest zaś przez mniejszości dobrze wspominana. Może to były czasy dobre dla Polaków, ale na pewno nie dla nas, nie dla Białorusinów, Ukraińców, prawosławnych... Ktokolwiek zna choć trochę historię II RP wie, że taka ocena nie wzięła się znikąd. Trudno się zatem dziwić, że Lech Kaczyński jako "nowy Piłsudski" mógł (może) wśród mniejszościowych wyborców budzić obawy. Podejrzewają oni, że w "Polsce solidarnej" wedle recepty PiS solidarność byłaby tworzona bez nich, a nawet ich kosztem. Obawiają się silnego państwa z jednoznacznie narodowym i katolickim obliczem. Obawiają się, że w teoretycznie swoim państwie będą traktowani i będą się czuli jak obcy. Dlatego z dwojga złego głosowali na "Polskę liberalną", w której nierówności mogą być znaczne i dokuczliwe, ale przynajmniej nie przebiegają wedle kryterium etnicznego i wyznaniowego. W której zatem lud prawosławny może czuć się - mimo wszystko - bardziej "u siebie".
   Ogólniej rzecz biorąc, wszelkie mniejszości są "z natury" skłonne do sympatyzowania z liberalizmem politycznym rozumianym jako decentralizacja władzy i z liberalizmem kulturowym rozumianym jako pluralizm (w szczególności religijny i narodowościowy) w ramach jednego organizmu państwowego. Taki liberalizm, chroniący mniejszościowe interesy, przeciwdziałając "dyktaturze większości", zgoła nie musi iść w parze z liberalizmem gospodarczym. (...)
   Osobiście sądzę, a przynajmniej mam nadzieję, że w połowie Lech Kaczyński nie jest tego rodzaju Polakiem-katolikiem, za jakiego uznali go niektórzy. Że, innymi słowy, jest dostatecznie liberałem, a nade wszystko dostatecznie demokratą, by obywateli Polski nie dzielić wedle klucza wyznaniowego czy etnicznego. Wyzwanie, przed którym stoi, polega więc na tym, by rozwiać obawy mieszkańców Czyż, Dubicz Cerkiewnych i Orli, proponując ideę takiej solidarności, w imię której podział na Polaków "prawdziwych" i "nieprawdziwych", na "swoich" i "obcych", będzie nadal tracił, nie zaś zyskiwał na znaczeniu.
   
   (Kurier Poranny, 18 listopada 2005)
   Autorka jest profesorem w Instytucie Socjologii Uniwersytetu w Białymstoku. Pochodzi z Orli.
   

Opinie

[1] 2005-12-19 16:24:00 Dracul
Kaczynski 'nowym Pilsudskim'??? Czy Pani to pisala powaznie???

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token