Numer 12(246)    grudzień 2005Numer 12(246)    grudzień 2005
fot.
Rozsypana mozaika
Dorota Wysocka

   Na Irak od dwóch lat zwrócone są oczy świata. Śledzone są akcje wojskowe, komentowane działania polityczne. Wiedza jednak o tym kraju, a zwłaszcza jego społeczeństwie, wciąż pozostaje wbita w stereotypy i nie wykracza na ogół poza słowa "islam" i "Arabowie". A przecież Irak to starożytne Międzyrzecze, Mezopotamia, kolebka wielkich cywilizacji, których ruiny wciąż dają się odczytać, ale i biblijna ziemia Abrahama oraz teren, na który chrześcijaństwo dotarło wraz z uczniami Chrystusa i zakorzeniło tak mocno, że 1400 lat po islamskim najeździe, po wiekach prześladowania, spychania, marginalizowania, trwa tam, odciskając wyraźny ślad w tradycjach regionu. Irak jest więc tak naprawdę nie muzułmańskim monolitem, a mozaiką kultur, narodowych i wyznaniowych. Jej kolory blakną cały czas, jednak w 2003 roku proces rugowania odmienności, zapewne wbrew intencjom tych, którzy rozpoczęli interwencję, nabrał intensywności.
   
   
   Po to, by uświadomić także polskiej opinii publicznej, jakie jest w istocie położenie społeczności irackiej, Katedra Orientalistyki Uniwersytetu Adama Mickiewicza zaprosiła w dniach 25 - 26 października na konferencję naukową "Niemuzułmańskie mniejszości Iraku. Historia. Kultura. Problemy przetrwania". Głównym jej organizatorem był dobrze znany czytelnikom "Przeglądu" nasz współpracownik, autor wielu publikowanych u nas tekstów o chrześcijanach Bliskiego Wschodu, prof. Michael Abdalla .
   Do Poznania przyjechali historycy, teologowie, politolodzy i językoznawcy, w tym grupa naukowców prosto z Iraku.
   Zakres poruszanej tematyki był szeroki. Sięgnięto tysiąc lat wstecz, do czasów, gdy kultura chrześcijańska, chociaż już poddana rządom islamskich władców, wpływała bezpośrednio na świat arabsko - muzułmański i do wydarzeń, które rozegrały się kilkadziesiąt lat temu i wciąż żywo tkwią w świadomości chrześcijan, określając ich stosunki z większością. Opowiadano o tym, jak studia biblistyczne zainspirowały badania nad kulturą regionu, przypomniano sylwetki i osiągnięcia wybitnych jednostek - naukowców i twórców, rozgryzano problemy języków, jakimi się posługiwali, omówiono współczesne położenie mniejszości - to określone formalnie przez prawo i przez praktykę.
   Przede wszystkim jednak zaprezentowano szerzej różne grupy ludności niemuzułmańskiej. Reprezentują ją bowiem nie tylko chrześcijanie, rozdarci pomiędzy różne konfesje, Asyryjczycy, Chaldejczycy, Syriacy - jak się ich nazywa, a także indoeuropejscy Ormianie, lecz i Żydzi, niegdyś na ziemiach Babilonii bez porównania liczniejsi oraz egzotyczni z europocentrycznego punktu widzenia Mandejczycy i Jezydzi, wyznawcy religii o starożytnych korzeniach.
   Wykłady poruszały bolesne sprawy, wywoływały żywą dyskusję, spory nie zawsze naukowe. Ich tematyka okaże się, mam nadzieję, interesująca również dla niespecjalistów. Być może doczekają się publikacji, pierwszej w języku polskim, tak szeroko omawiającej te zagadnienia. Na łamach "Przeglądu" możemy poświęcić uwagę tylko kilku z nich.
   Europejczycy niewiele wiedzą o niemuzułmańskich mniejszościach Bliskiego i Środkowego Wschodu, ale i tradycja świata arabskiego nie ułatwia im uzyskiwania tej wiedzy.
   Islam nie posługuje się pojęciem "narodowość", utożsamia ją z wyznaniem. Muzułmanie w tym rozumieniu to jedna nacja, umma islamija , jednym narodem, milletem , są więc i wszyscy chrześcijanie. W Iraku stanowią teraz około trzech procent spośród 26 milionów mieszkańców, choć kilkanaście lat temu spis powszechny wykazał, że było ich 1,4 mln.
   Nie są przedmiotem poważnych badań, na żadnym uniwersytecie nie studiuje się chrystianistyki, tak jak u nas islamistyki.
   To oczywiste, że trwa nieustanny proces wypłukiwania ze wspólnoty jednostek i całych grup, powolny lecz skuteczny, skoro nawet kilkaset lat po arabskim podboju chrześcijanie mieli na tym terenie zdecydowaną przewagę liczebną. Zmianie proporcji sprzyjał też mniejszy wśród chrześcijan przyrost naturalny. Opuszczanie na zawsze rodzimej ziemi w poszukiwaniu bezpieczeństwa, również ekonomicznego, to także ważna część tego procesu. Nigdy nie przebiegał on tak szybko jak teraz. Z Iraku ucieka wielu jego obywateli, lecz chrześcijanie stanowią - w zależności od kierunku - od 20 do 90 procent tej grupy.
   Nie zawsze jest to wynik świadomej decyzji. Chrześcijanie po obaleniu Saddama Husajna natychmiast odczuli, co mogą oznaczać prześladowania. Reżim budował laickie państwo, fundamentaliści trzymani byli w karbach. Teraz - jak przypomniała mgr Marta Woźniak z Uniwersytetu Łódzkiego - "niewierni" stali się otwartym celem ataków. Oskarża się ich o kolaborację, domaga, by dostosowali się do muzułmańskich obyczajów. Porwania grabieże, wymuszanie okupu, zamachy na świątynie, nawet zabójstwa, są na porządku dziennym. Od kobiet wymaga się, by nosiły, jak muzułmanki, zasłony na twarz, hidżab . Były już przypadki oblania niepokornych żrącym kwasem.
   Muzułmańscy przywódcy potępiają eskalację wrogości, ale represje - także zwalnianie z pracy, bojkot prowadzonych przez chrześcijan placówek, nakaz zamknięcia barów itp. - nie ustają.
   Zamożniejsza, lepiej wykształcona (chrześcijanie stanowią aż 40 proc. wykładowców na irackich uczelniach) mniejszość stoi przed dramatycznym wyborem - odejść z ojczyzny czy trwać mimo wszystko.
   Nie tylko chrześcijanie poczuli ostatnio zmiany na gorsze. O exodusie Żydów, żyjących na irackiej ziemi już nie od kilkudziesięciu, a od setek pokoleń (babilońskie tradycje judaizmu przypomniał prof. Piotr Muchowski z Poznania, a aktywność Żydów w latach 1903 - 1941 prof. Marek Dziekan z Łodzi) można się nie rozpisywać. Rozpoczął się już w 1948 roku, po utworzeniu państwa Izrael, i w ciągu kilkudziesięciu lat objął milion osób z Bliskiego Wschodu. W Iraku pozostało ich zaledwie kilkadziesiąt tysięcy.
   Podobne jak chrześcijan prześladowania dotknęły również Mandejczyków (mówili o tym przybyły z Niemiec dr Quois Saidi , z Anglii dr Sabah K. Aldihisi i dr Wacław Przemysław Turek z Uniwersytetu Jagiellońskiego), wyznawców monoteistycznej, o starożytnych, gnostyckich korzeniach religii. Najważniejszym ich rytuałem jest wielokrotny chrzest, stąd zawsze szukają siedzib nad płynącą wodą, o której mówią Jordan. Sami siebie nazywają nazarejczykami, przez wielu określani też byli jako "chrześcijanie św. Jana", gdyż mylnie brano ich za chrześcijańską sektę. Jana Chrzciciela uważają oni za prawdziwego proroka, w odróżnieniu od fałszywego, Jezusa, który ich zdaniem podawał się za kogoś, kim nie był. Posługują się językiem aramejskim. Ich przekonania religijne są nie do pogodzenia ze służbą wojskową, do której zmuszani jednak byli w epoce Saddama, ale po przyjętych z nadzieją zmianach licząca według różnych szacunków od 10 do 30 tys. grupa topnieje w oczach. Czy w ogóle przetrwa?
   Inną niezwykłą iracką mniejszością religijną są Jezydzi (przedstawili ich dr Kamoiran Khairy Said z Iraku i prof. Stanisław Cinal z Krakowa). Ich wiara również ma gnostyckie źródła. W potocznej opinii uważani są niekiedy za czcicieli diabła, lecz nie ma to nic wspólnego ze znanym nam satanizmem. Ich zasady etyczne są niewzruszone, od wyznawców wymagają uczciwości, ascezy, wyrzeczenia się zbytku i nieulegania grzesznym formom życia. Z diabłem jest po prostu utożsamiany Melek Taus, Anioł Paw, któremu oddają największą cześć. Jezydzi mówią, że Bóg jest tak dobry, że nie potrzebuje, by składano mu hołdy, natomiast byty niedoskonałe trzeba błagać, by nie czyniły zła. Jezydzi, etniczni Kurdowie, posługują się językiem kurdyjskim, w nim napisane są ich święte księgi. Ich liczbę szacuje się nawet na kilkaset tysięcy.
   Listę wygłoszonych referatów można by ciągnąć długo. Prawosławnych zainteresowałby zapewne wykład prof. Artura Andrzejuka z warszawskiego Uniwersytetu Kardynała Stefana Wyszyńskiego o św. Efremie Syryjskim i jego szkole jako ogniwie pośrednim pomiędzy antyczną kulturą grecką a arabskim i łacińskim średniowieczem, ks. dr. Tomasza Stępnia z Warszawy o chrześcijańskim rozumieniu symbolu u Pseudo-Dionizego Areopagity, dr. Bartłomieja Grysa z Poznania poświęcony działającemu do dziś w północnym Iraku monasterowi św. Mateusza (pustelnika, nie Ewangelisty) czy prof. Michaela Abdalli o tym, jak w X stuleciu muzułmanie opisywali irackie klasztory. Ten ostatni postaramy się zresztą w najbliższym czasie przybliżyć naszym Czytelnikom.
   Wystąpienia uczestników konferencji, zwłaszcza politologów, nie napawały optymizmem. Tak źle jak teraz irackie mniejszości nie miały się nigdy. Jest to z pewnością pokłosie wojny, ale i wyraz ogólniejszych tendencji, procesu, któremu bacznie trzeba się przyglądać.
   We wstępie, mówiąc o Iraku, użyłam określenia mozaika. Układa się ją z drobnych fragmencików o różnej barwie i kształcie, które harmonijnie połączone tworzą nową jakość. Jeśli się jednak zniszczy spoiny, odrzuci niektóre elementy i rozsypie pozostałe, zmieni się ona w bezładne składowisko szczątków, a wtedy nie odgadniemy nawet, czym cieszyła niegdyś oczy.
   

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token