Numer 12(246)    grudzień 2005Numer 12(246)    grudzień 2005
fot.
Duchowość pogranicza
Grzegorz Jacek Pelica

   Od 25 do 27 października 2005 r. Lublin był miejscem sesji pod hasłem "Duchowość pogranicza". Wzięli w niej udział duchowni, naukowcy, artyści, studenci i osoby zainteresowane dialogiem kultur i religii pogranicza. Gospodarze, Grzegorz Linkowski i o. Tomasz Dostatni OP, zaprosili też arcybiskupa diecezji lubelsko-chełmskiej Abla wraz z duchownymi. Trzydniowe spotkania obejmowały wykłady, dyskusje, panele, wernisaże, projekcje filmowe oraz wspólną modlitwę przedstawicieli Kościoła rzymskokatolickiego i prawosławnego w lubelskiej cerkwi Przemienienia Pańskiego. Prezentowana była tematyka judaistyczna, islamska, a przede wszystkim bogactwo etosu i obrzędowości sakralnej obrządku grekokatolickiego i łacińskiego oraz wyznania prawosławnego. Organizatorami sesji było Akademickie Centrum Kultury "Chatka Żaka" i Fundacja Ponad Granicami im. św. Jacka Odrowąża.
   
   
   POMIĘDZY FASCYNACJĄ A WROGOŚCIĄ
   
   Ważnym punktem programu była debata z zainicjowanego przed laty przez dyrektora Linkowskiego cyklu "Przekraczać mury". Centralny temat sympozjum, "Duchowość pogranicza", próbowali przybliżyć zebranym w "Chatce Żaka" prelegenci: prof. Michał Klinger , teolog prawosławny, były ambasador RP w Rumunii, ks. dr Stefan Batruch z Kościoła bizantyńsko-ukraińskiego, proboszcz grekokatolickiej wspólnoty, mającej siedzibę na terenie skansenu Muzeum Wsi Lubelskiej, wykładowca w lubelskim seminarium duchownym dla księży unickich, Marcin Nawrot , były ambasador RP w Azerbejdżanie, Michał Świdziński , filozof religii oraz o. Tomasz Dostatni OP.
   W pierwszej części panelu próbowano zdefiniować istotę i problematykę pogranicza religii, narodów i kultur. "Człowiek pogranicza" - powiedział ks. Batruch - to ktoś wewnętrznie bogaty, znający przynajmniej dwa światy, dwie kultury, dwie tradycje, dwa języki i zarazem stykający się z ludźmi o różnych zwyczajach, obyczajowości. Zmuszony, poprzez codzienne kontakty, do akceptacji odmienności, uczący się dialogu i tolerancji. Jego zdaniem, pogranicze sprzyja wzbogaceniu jego mieszkańców, ale też może rodzić napięcia, niechęć, odrzucenie, a nawet nienawiść. Przywołał słowa papieża Jana Pawła II , wypowiedziane w 1987 roku w Lublinie, o "przyciąganiu się i zarazem odpychaniu", zakorzenionych w świadomości społeczeństw pogranicza. Wśród społeczeństw Zachodu spotyka się przejawy ignorancji, nietolerancji oraz funkcjonowanie stereotypów tak w stosunku do bliższego chrześcijańskiego Wschodu, jak i dalekiego Orientu. Ks. Batruch mówił o głębokiej ranie, którą wyryły systemy totalitarne i konflikty wojenne XX wieku. - Obecnie pogranicze polsko-ukraińsko-białorusko-litewskie to obszar, który z powodu częstych zmian swojej przynależności politycznej reprezentuje nie jedną, lecz kilka, nierzadko zupełnie odmiennych, kultur (...). To była przestrzeń wzbogacającego współistnienia, ale także arena konfrontacji. W ciągu zaledwie jednego stulecia tereny te przynależały do odmiennych organizmów państwowych: imperium rosyjskiego, monarchii austro-węgierskiej, Rzeczpospolitej Polskiej, hitlerowskich Niemiec, Związku Radzieckiego, znowu Polski, Białorusi i Ukrainy. W ciągu wieków dzielił ten region kordon halicki, wołyński, ruski, polski, rosyjski, austriacki, ukraiński i białoruski (...). Zdarzało się, iż pewna z grup dążyła za wszelką cenę do dominacji nad pozostałymi, wykorzystując do tego różne formy perswazji. Konfrontacja w takim przypadku zmierzała do pokonania innego, zmuszenia go do zejścia z zajmowanych pozycji, wycofania się, kapitulacji, uznania wyższości jednej ze stron. W praktyce przypominało to ekspansję i wypieranie z udziałem czynników politycznych, przy wykorzystaniu zarówno kultury, jak i tradycji, czy też wyznania dominującego na danym terytorium pogranicznym, odrębności lokalnych.
   Mówca przypomniał o XIX-wiecznych pomysłach panslawizmu i XX-wiecznej sowietyzacji. Pograniczami w Polsce stały się w ostatnich dziesięcioleciach miejsca tzw. repatriacji lub deportacji aż po Pomorze i Wielkopolskę. Duchowość pogranicza z perspektywy obrządku grekokatolickiego określił jako nacechowaną zarówno dialogiem, jak i napięciem, pozostającą na styku zachodniego i wschodniego kręgu kulturowego. - Dzieje społeczności grekokatolickich na Podlasiu, Wołyniu, Kijowszczyźnie, Chełmszczyźnie i w Galicji nauczyły, że nie należy dążyć do konfrontacji własnych wartości z cudzymi, by pokazać, które z nich są prawdziwsze. (...) Odmienność nie powinna budzić lęku i wrogości, lecz zainteresowanie, gdyż każdy ma prawo wypowiedzieć się własnym głosem.
   Wystąpienie prof. Klingera skłoniło do refleksji nad tym, co jest "pograniczem w nas" i zapomnianą tajemnicą chrześcijaństwa. - Ewangelia zaczęła się poprzez doświadczenie pogranicza, ale pogranicza, które związane jest z tajemnicą grzechu i zbawienia (...). Kościół jest niejako w miejscu pogranicza. Parafrazując powiedzenie Mikołaja Gogola, "Smutno mi, że jest tak mało dobra w dobru", powiedziałbym: "Smutno mi, że jest tak mało Kościoła w Kościele". Kościół poza murami pociąga mnie bardziej niż Kościół osiadły w granicach miasta. (...) Właśnie o tyle o ile wychodzimy gdzieś na te pogranicza, o tyle idziemy za Chrystusem. Inne owce mam - jak mówił Chrystus w przypowieści o Dobrym Pasterzu...
   W odniesieniu do etosu pogranicza w ostatnich latach prof. Klinger zaaplikował m.in. ważkie słowa Jana Pawła II: - Czyż nie można powiedzieć, że po upadku jednego muru, jeszcze bardziej odsłonił się inny mur, który nadal dzieli nasz kontynent: mur, który przebiega przez ludzkie serca. Jest on zbudowany z lęku i agresji, niezrozumienia dla ludzi o innym pochodzeniu. Prelegent przywołał "kresowo-pograniczne" doświadczenie kulturowe zapisane przez poetę Reinera M. Rilkego oraz istotę chrześcijaństwa wyrażoną w przypowieści o synu marnotrawnym. - Jeżeli ktoś nie przeżywa fascynacji tym innym z samego faktu, że on jest tym innym, jest wartością..., niech nie udaje zainteresowania pograniczem, bo i tak wyjdzie z niego szowinista. Albo fascynacja, albo szowinizm.
   Prof. Klinger opowiedział o swoim negatywnym doświadczeniu z gestem pojednania wobec braci unitów ze środowiska KUL, który został wykorzystany opacznie przez adresatów i zniechęcił uczonego do takich wystąpień. Sprowokował ożywioną dyskusję stwierdzeniem, że otwartość i dialog mają sens wtedy, gdy na rzeczonym pograniczu jest różnorodność, podkreślana przez odmienność, odrębność kulturową.
   Historyk Marcin Nawrot mówił o doświadczeniu inności, które wcale nie musi prowadzić do współistnienia i dialogu. Przykładem były getta. Jeżeli nie ma się doświadczenia odmienności, trudno jest o zrozumienie drugiego. Czasami wrogość pomimo odmienności na pograniczu chrześcijaństwa z islamem wynikała, jego zdaniem, z faktu, iż islam nie był prawdziwym islamem, a chrześcijaństwo - autentycznym chrześcijaństwem. Naturalność pogranicza nie oznacza automatycznie otwartości na odmienność. A jeśli nie ma zrozumienia, pojawia się konflikt. Trzeba dokonać ogromnego wysiłku intelektualnego, moralnego, religijnego i podchodzić z pokorą do siebie, a dopiero potem do odmienności bliźniego. W przeciwnym wypadku będzie się miało do czynienia z obumieraniem, a nie z owocowaniem.
   W dyskusji o. Aleksander Hauke-Ligowski OP podkreślił, że pogranicze staje się twórczym wzbogaceniem, o ile jego mieszkaniec czuje się gospodarzem a nie sublokatorem, chociaż "nic tak nie dzieli jak wspólne mieszkanie" - przypomniał stwierdzenie M. Zientarowej. Prof. M. Hołda akcentował w swojej wypowiedzi, że dialog stanowi próbę zobaczenia drugiego jego własnymi oczami, a jako cenną lekturę, otwierającą spojrzenie na bogactwo różnorodności, przywołał "Barwinkowy wianek" S. Vicenza.
   W rozmowach pojawiły się wątki krytyczne wobec manipulacji historią, zacierania różnic, wygodnego do dzisiaj dla zwolenników unifikacji. Wzywano do rozrachunku z przemilczeniami, z próbami eliminacji tożsamości regionalnych i pozytywnego nakreślenia w historiografii relacji między narodowościami, aby pokonywać stereotypy.
   
   MODLITEWNE ODKRYWANIE IKONY TRÓJCY ŚWIĘTEJ
   
   - Jest wielkim szczęściem dosięgnąć nie tylko umysłem Boga, ale zrozumieć jego obraz w człowieku - powiedział o. Tomasz Dostatni OP w cerkwi Przemienienia Pańskiego w Lublinie przed rozpoczęciem wspólnego śpiewu akatystu ku czci Przenajświętszej Bogarodzicy. Dominikanin opowiedział o swoich wrażeniach ze spotkania z tryptykiem Matki Boskiej Szafkowej w kościele dominikanów w Sejnach. Podkreślił, że każdy chrześcijanin powinien być jak Bogarodzica ikoną Boga.
   Licznie zebrani katolicy obrządku łacińskiego i prawosławni w słoneczny poranek 27 października uwielbia-li Boga poprzez gorącą modlitwę do Matki Boga. Przewodniczył jej władyka Abel wraz z duchownymi prawosławnymi - o.o. Andrzejem Łosiem, Mirosławem Wiszniewskim, Jerzym Łukaszewiczem, diakonem Markiem Waszczukiem i dyrygentem Andrzejem Boublejem , który kierował chóralnym śpiewem zebranych. Dużą część modlących stanowili lubelscy dominikanie i siostry zakonne. Do wspólnego śpiewu zachęcało rozdanie uczestnikom tekstów nabożeństwa.
   Po zakończeniu akatystu słowo do zebranych skierował władyka Abel. Przedstawił w krótkim zarysie teologię trynitarną, która określa nie tylko duchowość, ale także doktrynę i program społeczny prawosławia: - Prawosławie żarliwie wierzy, że dogmat o Trójcy Świętej nie jest jedynie elementem ekskluzywnym teologii, ale czymś, co ma żywe praktyczne znaczenie dla każdego chrześcijanina. Osoba człowieka, jak naucza Pismo Święte, stworzona jest na obraz Boga, a dla chrześcijanina Bóg oznacza Trójcę. Jedynie w świetle dogmatu o Trójcy Świętej jesteśmy w stanie zrozumieć, kim jesteśmy i jaki jest Boży zamiar co do tego, jakimi powinniśmy być w naszym życiu osobistym i w relacjach naszych osobowych. Pomiędzy Trójcą Świętą a piekłem nie ma żadnego innego wyboru.
   Ludzie wychowani dzisiaj w różnych tradycjach mają niekiedy trudności z uznaniem tego właśnie, jak pojmuje dogmat trynitarny Kościół prawosławny. Bóg jest osobowy, to znaczy że jest trynitarny. Bóg podejmuje działanie i w tym działaniu jest nie tylko Bogiem energii, ale także Bogiem osobowym. Gdy ludzie uczestniczą w Boskich energiach, nie uginają się pod naporem jakiejś nieuchwytnej bezimiennej mody, lecz stają w obliczu Osoby...
   To dobrze, że zwieńczeniem lubelskiej naukowo-historycznej i artystyczno-sakralnej debaty nad duchowością pogranicza było przeżywanie tajemnicy Trójcy Świętej, zarówno poprzez refleksję teologiczną, jak i uczestnictwo w najpiękniejszej maryjnej i mariologicznej modlitwie chrześcijańskiego Wschodu. Szkoda, że być może z powodu rozpoczętego niedawno roku akademickiego, może maratonu wyborczego lub zbyt późnej informacji w lokalnych mediach zbyt nikły był udział w spotkaniach młodzieży, twórców, historyków, a w dyskusjach i wykładach - naukowców lubelskich. Jest to chyba postulat do organizatorów i gospodarzy analogicznych spotkań w 2006 roku. Murów do przekroczenia jest jeszcze bardzo dużo.
   

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token