Numer 12(246)    grudzień 2005Numer 12(246)    grudzień 2005
fot.
Asceta wieku ateizmu
Anna Radziukiewicz

   Przyszedł ze Świętej Rusi. Naśladował jej świętych. Szedł przez Chiny, Niderlandy, Francję. Spoczął w mieście Zachodu, które w pogoni za bogactwem, skupiało namiętności całego kraju. Ale jednocześnie pozwoliło zajaśnieć świętości. Spoczął w San Francisco, w katedrze, którą sam wznosił, o pięciu złotych kopułach, górującej nad północno-zachodnią częścią miasta. Tego kruchego, niepozornego, drobnego człowieka wielu uważało za świętego za jego życia.
   
   Odszedł 2 lipca 1966 roku. 7 lipca, po pięciu dniach i nocach nieustannej modlitwy, jego ciało zamknięto w sarkofagu i umieszczono w niewielkiej kaplicy pod częścią ołtarzową świątyni. Żegnano jak świętego. Do dziś nieustannie przy jego grobie pali się lampka oliwna. Nieustannie przychodzą pielgrzymi. Przychodzą jak do żywego - z prośbami, błaganiami, dziękczynieniem. A on nadal troszczy się o tych, których tak pokochał, służąc tu na ziemi.
   Święty Jan arcybiskup Szanghaju i San Francisco, bo o nim mowa, to wielki asceta dwudziestego wieku, wielki duchowy atleta. Jemu Hajnowski Bratczyk poświęcił ostatnie swoje wydanie, tłumaczone z rosyjskiego "Współczesny święty błogosławiony arcybiskup Jan Maksymowicz".
   To człowiek, który dowiódł, że świętość może zajaśnieć w każdym, nawet najbardziej zateizowanym, wieku. I że ma ona charakter ponadlokalny, ponadnarodowy. Wyszedłszy z guberni charkowskiej, gdzie się urodził (1896), stawał jakby w zasadniczych dla biegu współczesnej historii miejscach. I ludzi z tych miejsc oświecał. Czynił cuda, uzdrawiając ich na ciele i przemieniając. Niedawno mnich Kijowsko-Pieczerskiej Ławry zapytał mnie: - Co jest największym cudem? - Uzdrowienie - odpowiedziałam. - Przemienienie grzesznika - sprostował mnie mnich.
   Święty Jan czynił jedno i drugie. Modlitwą i miłością.
   Książka o świętym Janie to zbiór wspomnień jego synów i córek duchowych. Najpełniejszego dostarczyła Zinaida W. Julen, osiadła we Francji. Ona troszczyła się o arcybiskupa i cerkiew, w której służył. Ale są i wspomnienia o. Serafima (Rose) , dla którego spotkanie z władyką Janem było jak spotkanie z Prawdą i zakończyło niezwykle dla niego bolesny i długi szlak poszukiwania duchowej drogi pośród kultów dalekowschodnich i w Kościołach protestanckich. Są wspomnienie mnichów, duchownych.
   Jaki obraz człowieka przed nami roztaczają? Wzór zdaje się niedościgły. Przede wszystkim wielkiego ascetę.
   Michał, bo takie imię dano mu na chrzcie, już w dzieciństwie bawił się w monaster, a w młodości wiedział, że chce być duchownym. Ale rodzice, choć bardzo pobożni, woleli świecką karierę dla swego syna - prawnika. Dziadek Michała był lekarzem, drugi - podobnie jak ojciec - ziemianinem, wuj rektorem Uniwersytetu Kijowskiego.
   Michał skończył i prawo, i Kijowską Akademię Duchowną. Już studiując prawo coraz bardziej zanurzał się w życie duchowe. Czy wzorem był dla niego kanonizowany w latach jego młodości w 1916 roku św. Jan, również Maksymowicz, jego przodek, metropolita tobolski, pisarz i poeta?
   Jako nauczyciel trafił w 1928 roku do Seminarium Bitolskiego. Jego uczeń - Urosz Maksymowicz - opisuje go: "Nie wyróżniał się niczym z zewnątrz - średni wzrost, gęste czarne włosy, spadające do ramion, twarz bez jednej zmarszczki, duże, czujne oczy, krótsza prawa noga, więc nosił but ortopedyczny". Takim widziało go 400 - 500 studentów. Ale widziało też go, jak swym nieustannym wysiłkiem, modlitwą i miłością tworzył z nich nowych ludzi. Kiedy biskup ochrydzki - dziś także święty - Mikołaj Wielimirowicz odwiedził seminarium, po bardzo gorącej i bezpośredniej rozmowie z o. Janem spotkał się ze studentami i powiedział im: "Dzieci słuchajcie ojca Jana - jest on aniołem Bożym w ludzkiej postaci". władyka Jan po przybyciu do Szanghaju, rok 1934
   Tenże sam uczeń dodał, że o. Jan jadł tylko tyle, by podtrzymać swoje siły fizyczne. Odzież nosił najzwyklejszą. Pościeli w ogóle nie używał. Miał pokój w suterynie z jednym niezasłoniętym oknem. W pokoju stał stół, krzesło i łóżko, na którym nigdy się nie kładł. Na stole zawsze leżała Ewangelia, na półce księgi liturgiczne. Więcej nic. O każdej godzinie nocy można było zastać o. Jana czytającego Biblię. Od czwartku przygotowywał się do niedzielnej Liturgii. W czwartek jadł już mniej, w piątek i sobotę ledwie dotykał jedzenia.
   W pierwszym tygodniu Wielkiego Postu, podobnie jak w ostatnim, nie jadł nic. W Wielką Sobotę jego ciało było całkiem wycieńczone, ale w dzień Zmartwychwstania odradzał się - wracały mu siły i anielska radość rozświetlała twarz.
   Miał dar niezwykłej pamięci. Znał na pamięć nieprzebraną ilość modlitw.
   Prowadząc wykłady, obchodził się bez jakichkolwiek notatek. Wydarzenia ewangeliczne znał tak, jakby rozgrywały się przed jego własnymi oczami.
   "O. Jan kochał nas wszystkich, a my jego" - kończy wspomnienia były student ascety.
   Okres szanghajski rozpoczął się w 1934 roku. Opiekował się tam rosyjskimi uchodźcami. Tam założył przytułek dla sierot. Sieroty miały w nim potężnego obrońcę.
   To tam powiedział: "Modlitwa jest podstawową ścieżką w działalności arcypasterskiej. W ciągu doby należy sześć godzin poświęcić na nabożeństwo, sześć na kontemplację, sześć na dobre uczynki i sześć na odpoczynek".
   Bezwzględnie przestrzegał tej zasady. w kancelarii domu opieki św. Tichona w San Francisco, rok 1966
   Jadł zwykle raz na dobę, późną nocą. Obiadu, zajęty różnymi sprawami, najczęściej nawet nie tknął.
   Od 1951 roku był egzarchą Rosyjskiej Cerkwi za Granicą w Europie Zachodniej. Tak wiele zrobił dla Cerkwi w Niderlandach, Francji czy Hiszpanii, że niderlandzka uważa go wręcz za swego założyciela, choć pierwszą cerkiew zbudował w Amsterdamie Piotr I na początku XVIII wieku.
   Wierni na Zachodzie poznali władykę Jana jako tego, który surowo przestrzegał prawa Bożego, uparcie bronił kalendarza juliańskiego, a także zgłębiał żywoty świętych zachodnich, którzy na tej ziemi zajaśnieli przed wielkim podziałem chrześcijaństwa.
   Zinaida W. Julen wspomina św. Jana głównie jako tego, dzięki którego modlitwom dokonało się wiele cudów uzdrowień, również z raka z przerzutami. Znano go w wielu europejskich szpitalach. Miał zwyczaj odwiedzania chorych w szpitalach nocą. Otwierano przed nim drzwi. Przychodził na wezwanie chorych, albo i bez ich prośby. Do prawosławnych, katolików i protestantów. Za umierającego potrafił się modlić całą noc.
   Mocno wierzył, według relacji córki duchowej, w siłę wody święconej. Obficie kropił nią całą cerkiew. Nieraz wychodził poza nią, święcąc wszystkie domy wokół, a nawet skrzynkę pocztową po drugiej stronie ulicy.
   Tu również znany był ze swej ascezy. Chodził boso, nawet zimą, po cementowej posadzce. Gdy Zinaida podścielała mu pod nogi dywanik, stawał obok niego. Gdy klęczał za ołtarzem, widziała jego bose stopy.
   Nieraz bywało, że Zinaida chciała zapytać w dzień o coś władykę. Wieczorem, gdy go spotykała, zapominała o wcześniejszym problemie. Wtedy władyka, jedząc na przykład zupę, jakby mimochodem, nie kierując słów do Zinaidy, toczył rozmowę, odpowiadając na pytania, które ona chciała mu zadać wcześniej.
   Władyka Jan zatapiał się w modlitwach na wiele godzin. Po Liturgii zwykł służyć akatysty do świętych, których pamięć tego dnia czczono, opowiadał ich żywoty.
   Jeden z synów duchowych władyki Jana, a także mniszka z monasteru leśniańskiego (oczywiście po przeniesieniu go do Francji) widzieli modlącego się władykę w nierzeczywistym, promienistym świetle, stojącego nie na ziemi, lecz nad nią. Duchowy syn widział go w tym stanie odprawiającego nabożeństwo. Hierarcha zachowywał się tak, jakby nic się nie stało. Mniszka widziała go w tym stanie, gdy modlił się przed Iwerską Ikoną Matki Bożej, którą bardzo lubił.
   Zinaida przed wyjazdem władyki do San Francisco bardzo bała się duchowego sieroctwa. Płakała. Wtedy św. Jan podszedł do niej powiedział: "Ludzie mający jeden cel, dążący do jedynego co potrzebne, złączeni są jednością dusz i nigdy nie odczuwają dzielącej ich odległości. Nie ma znaczenia, jak wielka jest ta odległość. Nigdy nie może być ona przeszkodą dla tej bliskości duchowej, która łączy takich ludzi w jedności dusz".
   Po tych słowach, pisze Zinaida, łzy uschły, jakby ktoś zakręcił kran. Zrobiło się ciepło, przyjemnie, radośnie.
   W ostatnim roku życia święty z Szanghaju i San Francisco tajał w oczach. Opuszczały go siły, a całą energię pochłaniały prześladowania jego osoby. Rozpoczęła się nagonka na hierarchę. W liście do swego syna duchowego napisał: "Jeśli usłyszycie, że umarłem, wiedzcie, że zostałem zabity".
   2 lipca 1966 roku, w dniu swej śmierci, wyjątkowo długo się modlił, nawet jak na niego. Umarł momentalnie, spokojnie, bez bólu. W modlitwie.
   Ludzie byli przekonani, że przyszli pochować świętego. W czasie pogrzebu modlili się jak do świętego. Znali go przede wszystkim jako wielkiego ascetę. Znali jego nadnaturalną "walkę ze snem". W czasie czterdziestu lat swego mniszego życia nie kładł się ani razu. Co najwyżej godzinę - dwie zdrzemnął się nocą, siedząc w niewygodnej pozycji albo pozostawał w pokłonie przed ikoną.
   We wspomnieniach o św. Janie o. Serafim (Rose) napisał: "Bóg obdarza niekiedy swój lud szczególną miłością, darowując mu cudotwórczą ikonę Matki Bożej albo jednego ze swoich świętych".
   
   fot. pochodzą z książki
   "Współczesny święty błogosławiony arcybiskup Jan Maksymowicz", ss. 96, Hajnówka 2005
   

Opinie

[1] 2005-12-19 16:08:00 hryhorij
Módl się za nas, święty Janie!
[2] 2006-02-11 17:21:00 maksymowicz pierre
Djien dobry

Jestem Pierre Maksymowicz w Fracija.

Je recherche des membres de ma famille qui sont en Pologne.

Mon grand père, Aleksander Maksymowicz est né à Lwow puis s’est déplacé avec sa famille à Krakow.

Il avait une sœur Olga qui a habité à Opole et un frère Wadim qui était musicien à Szeczecin.

Il ne les a jamais revu depuis qu’il a quitté la Pologne pour aller en France vers 1920.

J’ai perdu tout contact avec notre famille polonaise depuis sa mort.

Je travaille depuis quelques années en Pologne et maintenant j’ai une société à Lublin,
Novalis Polska.

Si vous êtes membre de cette famille ou si vous connaissez d’autres personnes portant ce nom, merci de me contacter.

Pierre Maksymowicz

pmaksymowicz@tiscali.fr

Tel : +33 492 09 51 41
Faks : +33 492 09 57 78
GSM : +33 660 10 93 21

[3] 2006-02-11 17:21:00 maksymowicz pierre
Djien dobry

Jestem Pierre Maksymowicz w Fracija.

Je recherche des membres de ma famille qui sont en Pologne.

Mon grand père, Aleksander Maksymowicz est né à Lwow puis s’est déplacé avec sa famille à Krakow.

Il avait une sœur Olga qui a habité à Opole et un frère Wadim qui était musicien à Szeczecin.

Il ne les a jamais revu depuis qu’il a quitté la Pologne pour aller en France vers 1920.

J’ai perdu tout contact avec notre famille polonaise depuis sa mort.

Je travaille depuis quelques années en Pologne et maintenant j’ai une société à Lublin,
Novalis Polska.

Si vous êtes membre de cette famille ou si vous connaissez d’autres personnes portant ce nom, merci de me contacter.

Pierre Maksymowicz

pmaksymowicz@tiscali.fr

Tel : +33 492 09 51 41
Faks : +33 492 09 57 78
GSM : +33 660 10 93 21


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token