Numer 12(246)    grudzień 2005Numer 12(246)    grudzień 2005
fot.
Zakładnicy terroru i obojętności
Siergiej Putiłow
Co najmniej czternaście domów chrześcijan - prawosławnych i katolików - zostało podpalonych przez fanatyków muzułmańskich we wsi Tajba na terytorium Autonomii Palestyńskiej. Ani izraelskie, ani palestyńskie służby porządkowe nie zatrzymały pogromców.
   
   Swoje domy wyznawcy Chrystusa budują nie tylko, jak głosił Pan, na kamieniu, ale i z kamienia. Zwykle są to jedno-, dwupiętrowe budynki z wyciosanych wapiennych bloków, zamieszkałe, starym zwyczajem, przez wieloosobowe rodziny. Wejście zwykle ozdobione jest piękną płaskorzeźbą z wizerunkiem świętego - opiekuna domu, co nadaje stłoczonym na stokach biblijnych wzgórz budynkom wygląd rycerskich zamków. Najbardziej lubianym świętym "heraldycznego herbu" jest św. męczennik Jerzy Zwycięzca, który sam pochodził z palestyńskiego miasta Lida. Wszystko to jest nie tylko oznaką zamożności chrześcijan, uwarunkowanej ich wyższym poziomem wykształcenia na tle powszechnego analfabetyzmu pośród ludności muzułmańskiej, ale też wypracowanego przez wieki instynktu samozachowawczego. Wyrażenie "Mój dom - moja twierdza" w tych miejscach nie jest przenośnią. Betlejem
   Według opowiadań mieszkańców zaatakowanej wsi, wczesnym rankiem kilkudziesięciu muzułmanów z Dir-Dżarir przedarło się do zamieszkałej przez chrześcijan Tajby. Obrzucili domy "niewiernych" butelkami z zapalającą substancją, po czym zaczęli niszczyć zaparkowane samochody i bić mieszkańców. Oprócz domów z całym dobytkiem ich mieszkańców, spłonęły stacja benzynowa, kilka sklepów i gospodarstwo rolne. Stróże porządku pojawili się dużo później, kiedy pogromcy zniknęli na dobre, pozostawiając po sobie dymiące ruiny i rozpacz.
   Teraz już wiadomo, dlaczego nie udało się ograniczyć tragedii - izraelscy policjanci nie tylko nie zatrzymali bandytów, ale powstrzymali podążający do Tajby patrol palestyńskiej policji. Droga do zaatakowanej wsi wiedzie przez terytorium kontrolowane przez izraelską armię. Palestyńska policja otrzymała pozwolenie na przejazd obok izraelskiego posterunku dopiero po kilku godzinach, kiedy wszystko było już skończone. Żydzi widocznie postanowili nie przepuścić okazji, by opinii publicznej pokazać Palestyńczyków jako potworów. W rzeczywistości okazali się ich wspólnikami. Jakkolwiek by było, społeczność i mer Tajby zwrócili się do palestyńskich, izraelskich i międzynarodowych organizacji z prośbą o interwencję i obronę mieszkańców wsi przed muzułmanami.
   Zresztą nie wiadomo, czy ich głos będzie usłyszany, jak to już niejednokrotnie bywało w skomplikowanej palestyńskiej historii. Przecież wtedy "z powodu jakichś tam chrześcijan" okazałby się zagrożony pokojowy plan znany jako "Mapa drogowa". Częścią tego planu, przypomnijmy, jest utworzenie w przyszłości palestyńskiego państwa. Póki co autonomia utrzymuje dużo praw w zakresie samorządu.
   To wszystko cieszy, ale dlaczego wygląda na to, że muzułmanie i żydzi umawiają się kosztem trzeciej strony, mniejszości chrześcijańskiej? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy po pobycie na palestyńskich terytoriach.
   Trudno oprzeć się wrażeniu, że wraz z wycofaniem wojsk izraelskich, te terytoria powoli, ale w sposób widoczny, zaczęły pogrążać się w chaosie. Przy czym najbardziej narażeni na ciosy są rzecz jasna nie uzbrojeni po zęby bojownicy Hamasu czy Islamskiego Dżihadu, z którymi słaba, jeśli chodzi o uzbrojenie, administracja Mahmuda Abbasa po prostu boi się zadawać, a bezbronne wspólnoty chrześcijan. Oprócz tego, zgodnie z porozumieniem osiągniętym rok temu w Szarm-el-Szejch, pod kontrolę palestyńskich sił bezpieczeństwa powinno przejść nie tylko pięć miast zamieszkałych głównie przez ludność muzułmańską w sektorze Gaza i na zachodnim Brzegu Jordanu (Jerycho, Kalkilija, Tulkarm, Ramalla), ale i ojczyzna Jezusa - Betlejem z dużą chrześcijańską enklawą.
   Jeżeli w sektorze Gazy Abbas przystąpił już do formułowania sił policyjnych, dał im broń i rozkaz strzelać do każdego, kto chciałby "zerwać rozpoczęty proces pokojowy", to na zachodnim brzegu sytuacja jest inna. Tutaj Żydzi nie zdecydowali się na uzbrojenie palestyńskich sił bezpieczeństwa, rekrutujących się spośród tych samych bojowników, a dodatkowo na likwidację żydowskich posterunków wokół arabskich miast, które leżą piętnaście minut jazdy samochodem od Jerozolimy. Z tej też przyczyny na górze Karantal, która wznosi się nad Jerychem, na miejscu gdzie diabeł kusił Chrystusa, w dalszym ciągu znajduje się izraelska wojskowa baza. Z tego miejsca, jak powiedział mnich z położonego na zboczu góry greckiego monasteru, czasami w stronę miasta padają strzały. I ta baza, i umieszczone wzdłuż szosy betonowe wieże posterunków pozwalają izraelskiej ar-mii kontrolować wjazdy i wyjazdy z miasta, które Jaser Arafat planował uczynić stolicą palestyńskiego państwa.
   W osadzie panuje prawo silniejszego. Arabscy, na wpół bandyccy "słudzy prawa", w sportowych autach z kuloodpornymi szybami, uwijają się za turystycznymi autobusami i kontrolują zasadniczą część dochodu miejscowego biznesu - sprzedaż pamiątek pielgrzymom. Bezpieczeństwo gości tych dzielnych wojaków nie obchodzi. Moja ucieczka przed szajką ulicznych złodziejaszków po krętych i zaśmieconych zaułkach Jerycha omal nie zakończyła się co najmniej utratą wszystkich pieniędzy i paszportu. Dobrze, że do żelaznej bramy Rosyjskiej Misji Duchownej było niedaleko, a od wewnątrz zamyka się ona na solidną zasuwę. A jaki los czeka tutaj miejscowych chrześcijan?
   Zgodnie z prawem autonomii islam jest oficjalną religią w Palestynie, a chrześcijaństwo (które wyznaje około 2 proc. ludności) i inne religie monoteistyczne powinny być traktowane z należytym szacunkiem. Jednak na Ziemi Świętej w ogóle, a w Jerozolimie w szczególności, stale zmniejsza się liczba chrześcijan. Obecnie na starym mieście w Jerozolimie żyje 18 tys. muzułmanów i tylko 5 tys. Arabów - chrześcijan, ale dziesięć lat temu chrześcijan było dwa razy więcej. Jeszcze gorzej sytuacja wygląda na ziemiach znajdujących się pod jurysdykcją Autonomii Palestyńskiej. Miasta, dawniej chrześcijańskie, jak Betlejem, zamieniają się w muzułmańskie z powodu masowego exodusu wyznawców Chrystusa.
   Przyczyna wyjazdów chrześcijan tkwi przede wszystkim w nieznośnych warunkach życia, wywołanych arabsko - izraelskim konfliktem. Tylko w roku ubiegłym w wyniku starć między palestyńskimi bojownikami i żołnierzami izraelskiej armii około pięćdziesięciu rodzin chrześcijańskich Arabów ze wsi Bejt-Dżala niedaleko Jerozolimy zmuszono do ucieczki. Ale, jak pokazuje tragedia wsi Tajba, nawet w okresie chudny ( arabsko-żydowskiego pojednania) życie chrześcijan nie staje się łatwiejsze. Islamiści w tym regionie świadomie kontynuują politykę wyrugowywania "niewiernych", strasząc ich, zmuszając do sprzedaży majątku i emigracji, albo do przejścia na islam.
   Jednym z instrumentów wypychania chrześcijan z Autonomii Palestyńskiej jest zorganizowana przestępczość, na którą nie wiadomo dlaczego pobłażliwie patrzy administracja Mahmuda Abbasa. W Betlejem sprzedaż pamiątek pielgrzymom jest jedynym sposobem zarabiania pieniędzy przez chrześcijańską rodzinę. Ale cały utarg zabierany jest przez gangsterów, którzy albo przez pobłażliwość władz palestyńskich, albo z tego powodu, że nie są w stanie przejąć całej kontroli, terroryzują chrześcijańskie dzielnice miasta. Część zdobyczy idzie na finansowanie walki z "syjonistami okupantami", częścią bandyci dzielą się między sobą. Z punktu widzenia bandytów jest to sprawiedliwy podatek - dżyzja, który "zdrajcy", to znaczy Arabowie, którzy wyznają chrześcijaństwo, powinni płacić "wojownikom islamu". W konsekwencji, jeśli do czasu podpisania w 1993 roku porozumień norweskich, które przewidywały przekazanie Betlejem pod kontrolę Autonomii Palestyńskiej, Arabowie - chrześcijanie stanowili 60 proc. mieszkańców tego miasta, dzisiaj jest ich tam mniej niż 30 proc.
   Żydzi także demonstrują obojętność i pogardę wobec chrześcijan Palestyny. Oto co powiedział znany "atomowy szpieg" Mordechaj Wanunu, który nawet po 20-letniej odsiadce w aszkelońskim więzieniu nie przestaje być obiektem prześladowań. "Po serii pogróżek pod moim adresem, w obawie o życie skryłem się za ścianą niedużej cerkwi św. Jerzego we wschodniej Jerozolimie. Ale także tutaj nie zaznałem upragnionego spokoju. Jedenastego listopada ubiegłego roku do cerkwi wtargnęło kilkudziesięciu żołnierzy w kamizelkach kuloochronnych i z karabinami. Nie okazawszy żadnych oficjalnych dokumentów, aresztowali mnie i urządzili przesłuchanie duchownemu Abu el-Assal, rdzennemu Palestyńczykowi. Posypały się groźby i oskarżenia ...o kontakty z palestyńskim ruchem oporu. Trwało to stosunkowo długo, dopóki żołnierze nie mieli dosyć i nie odeszli na dobre. Nigdy przedtem, a świątynia istnieje sto lat, taka historia się nie wydarzyła. To wtargnięcie oznacza brak szacunku do świętego miejsca. Podobne prowokacje są niedopuszczalne na Ziemi Pana" - tak skomentował incydent w izraelskiej gazecie "Haaretz".
   Poważne problemy nie tylko Palestyńczykom - muzułmanom, ale i mieszkańcom chrześcijańskich wsi stworzyła budowana z inicjatywy izraelskiego premiera Ariela Szarona "ściana bezpieczeństwa". Dzięki niej Żydzi chcą się oddzielić od nieprzyjacielskich Arabów. W związku z tym administracja, po zbudowaniu ściany, wydała rozporządzenie o wywłaszczeniu około 1585 dunów ziemi częściowo należącej do Palestyńczyków, w tym także chrześcijan. Mowa o ziemi znajdującej się na terenie palestyńskich wsi Al-Azarija, Abu-Dis, A-Tur i Sawachre w rejonie Jerozolimy. Dlaczego światowe mocarstwa milczą na temat zapędzanych do getta i prześladowanych przez muzułmańskich fanatyków palestyńskich współwyznawców jest w pełni jasne. Nikt nie chce kłócić się z Arabami i Żydami z powodu "jakichś tam chrześcijan". Tym niemniej, jeśli wszystko będzie nadal posuwało się w tym kierunku, w wyniku nieustającej emigracji palestyńskich wyznawców Jezusa Ziemia Święta bardzo szybko zamieni się w bezduszne "muzeum archeologiczne" chrześcijaństwa.
   
   www.pravoslavie.ru
   tłum. Ałła Matreńczyk
   

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token