Numer 12(246)    grudzień 2005Numer 12(246)    grudzień 2005
fot.
O sianiu ziarna
Anna Radziukiewicz
Wychowanie jest sztuką. Trudną. Mozolną nieraz. I jakże często zaniedbywaną, lekceważoną nawet. Wychowanie to także różne szkoły, autorytety i mody, często ze sobą sprzeczne. Jak się w tej materii poruszać? Gdzie szukać drogowskazów? Jak chronić dzieci przed złem? Co robić, by młodzi nie narzekali na brak autorytetów, więzi w rodzinie, przyjaźni wśród rówieśników, przyszłość niejasną, czy na własne stany depresyjne? Co robić, by nie popełnić grzechu zaniechania? O tym postanowiliśmy porozmawiać, zapraszając do dyskusji mnichów, duchownych, pedagogów i psychologa. Oto nasi goście: matuszka Halina Borowik, doradca metodyczny religii prawosławnej Miejskiego Ośrodka Doradztwa Metodycznego w Białymstoku, katechetka, Jolanta Doijč, psycholog, ojcowie Iow i Mateusz, mnisi monasteru Zwiastowania Bogarodzicy w Supraślu, Danuta Matreńczyk, pedagog, o. Włodzimierz Misijuk i o. Marek Wawreniuk, duszpasterze
   młodzieży akademickiej w Białymstoku, dr Jan Zieniuk, koordynator do spraw nauczania religii prawosławnej przy metropolicie. Redakcję reprezentowała Anna Radziukiewicz.

   
   
   Przegląd Prawosławny: - Spotkaliśmy się, by porozmawiać o wychowaniu - co głównie zagraża młodzieży? Co mamy czynić, by te zagrożenia oddalać? Jaka jest w tym procesie rola Cerkwi, rodziny, szkoły? Pierwsze pytanie - od kiedy ów proces wychowania zaczynać? Od urodzenia dziecka?
   O. Marek Wawreniuk: - Od życia prenatalnego. Kobieta w ciąży powinna jak najczęściej przychodzić do spowiedzi i przyjmować Święte Dary, żeby dziecko przychodziło na świat z Bogiem.
   Danuta Matreńczyk: - ...i miłością. Dziecko powinno być chciane i oczekiwane. To waży na jego rozwoju.
   PP: - Znany logopeda Antoni Balejko powiedział mi, że zgłaszają się do niego rodzice z dziećmi, które w wieku 4-5 lat nie umieją mówić. Winą obarczył rodziców - ich brak kontaktu z dzieckiem i brak wobec niego cierpliwości.
   Jan Zieniuk: - Dziecko zawsze będzie pytać. A my zawsze musimy mieć cierpliwość, by odpowiadać na wszystkie pytania. Oczywiście może na nie odpowiadać starsze rodzeństwo.
   Matuszka Halina Borowik: - Problemem naszych czasów jest brak wielopokoleniowej i dużej rodziny. W takiej rodzinie dziecko zawsze mogło przed kimś wyrzucić swoją lawinę pytań.
   PP: - A jeśli nie wyrzuci? Jeśli zabraknie mu ciepła? Autorytetu?
   Danuta Matreńczyk: - Wtedy taki na przykład siedmiolatek trafia do szkolnego pedagoga.
   Halina Borowik: - Za co takie dziecko nauczyciel wciska do pedagoga?
   Danuta Matreńczyk: - Że nie radzi sobie, nie umie, odpycha, popycha. Wtedy my, pedagodzy, mamy problem. Oczekuje się od nas szybkiej, natychmiastowej pomocy. A jak to uczynić, kiedy zaniedbania w tym dziecku odkładały się przez siedem lat?
   PP: - Jakie muszą być kręgi wychowawcze? Czy szkoła załatwi wszystko?
   O. Włodzimierz Misijuk: - Muszą być trzy zachodzące na siebie kręgi: rodzina, szkoła i Cerkiew. Jeśli któryś szwankuje, wychowanie kuleje.
   PP: - Czyli jeśli rodzice "nie odrobią" swych lekcji w domu...
   O. Włodzimierz: - ...to katecheta albo duchowny w parafii nie zdoła tego nadrobić.
   PP: - Cerkiew zawsze wywiązuje się ze swych obowiązków?
   O. Włodzimierz: - Nie zawsze. Wiemy chociażby, jak często wyglądają rekolekcje. Byle z głowy. A my, duchowni, czujemy się czyści, w porządku. Poza tym parafie ciągle zbyt mało robią, by przyciągnąć dzieci i młodzież. Widziałem aktywność w tym względzie Greków. Oni w domach parafialnych proponują całą gamę nie tylko cerkiewnych, ale i świeckich form, takich jak muzyka, taniec, teatrzyk, plastyka, by przygarnąć młodych, zatrzymać przy sobie. A my ich tracimy, również z tego powodu, że religia została wyprowadzona z parafii do szkoły.
   Halina Borowik: - Bronię religii w szkole. Na religię przy parafii przychodziła trzecia część dzieci, tylko z rodzin wierzących. Szkoła objęła wszystkich uczniów, nawet takich, co nie zdawali sobie sprawy z tego, że są prawosławni. Poza tym uczniowie musieli się określić, kim są. I zrobili to godnie. Nie ukrywali swych korzeni. A dobry katecheta może bardzo wiele zrobić - wskazać duchownego, zaproponować udział w różnego rodzaju konkursach - wiedzy teologicznej, fotograficznym, recytatorskim, zaprosić na pielgrzymkę, a nawet wskazać punkty dożywiania czy pomocy przy parafiach. I oczywiście nauczyć.
   O. Mateusz - Uczę religii w Supraślu w Liceum Sztuk Plastycznych i w Zespole Szkół Mechanizacji Rolnictwa. Jestem przekonany, że religia w szkole jest potrzebna. Ale ona nie powinna zwalniać z obowiązku katechizacji przy parafii. W Supraślu przy parafii działa bractwo, prowadzone przez ojca Dymitra Tichoniuka. Przychodzi wiele dzieci i młodzieży. Nawet na wakacjach - z rozpędu niejako, kiedy oficjalne spotkania bractwa są zawieszone, choć są wtedy inne formy, jak pielgrzymki, na przykład do Grecji.
   Jan Zieniuk: - Religia jest już obecna w przedszkolach. Już tam możemy kształtować postawy religijne. Ale do sukcesu wychowawczego niezbędna jest pełna integracja rodziny, szkoły i parafii. I ciąg-łość. Nie mo-że być przerw, wakacji. Ziarno trzeba siać zawsze. Inaczej ktoś inny wejdzie na nasze miejsce. Teraz około 70 procent dzieci, ze względu na ubożenie rodziców, pozostaje w czasie wakacji w mieście. Najlepiej, gdyby parafie organizowały im na przykład półkolonie. Samorządy terytorialne mają na nie pieniądze.
   Powtarzam, niezbędna jest ciągłość takiej pracy. Znam parafię, która długo organizowała tego typu formy. W pewnym roku zaprzestała. Prawosławne dzieci skorzystały z półkolonii zorganizowanych przy kościele. Po powrocie twierdziły - to wszystko jedno, jeden Pan Bóg i jedna Matka Boska. Trzeba było czasu, by pojęły różnice. Nie ma ważniejszej sprawy niż wychowanie dzieci i młodzieży. Taka będzie Cerkiew, jakie młodzieży chowanie. Dziś jest to szczególnie ważne, gdy nasza młodzież rozprasza się po różnych krajach. Czy tam będzie szukać cerkwi?
   PP: - A czy będzie jej szukać w Toruniu, Wrocławiu, Gdańsku, gdy wyjedzie na studia?
   Jan Zieniuk: - Właśnie, w Toruniu studiuje nie mniej niż sześćdziesięciu prawosławnych, a ilu przychodzi na Liturgię? Kilka osób. Jak do nich dotrzeć?
   PP: - Wiem, że wielu z nich przybiera barwy ochronne, głęboko skrywając swe prawosławie. To nasza wina. Ze złym posagiem ich wypuściliśmy w świat. I nie wińmy tu duchownego, bo proboszcz toruńskiej parafii, o. Mikołaj Hajduczenia, to prawdziwy misjonarz, wspierany przez swą całą rodzinę. Ale jak on wyciągnie tych młodych ludzi z czeluści miasta? On nawet nie zna ich adresów. Nikt mu ich nie przekazał, razem ze studentem, z macierzystej parafii. Ciągle wracamy do tego samego - braku przepływu informacji.
   Jan Zieniuk: - A przecież polscy protestanci śledzą od lat każdy ruch swych parafian. Ktoś zmienia adres i już za nim idzie informacja do kolejnej parafii.
   O. Włodzimierz: - Prawosławnych na Białostocczyźnie jest wielu - nie sposób za nimi śledzić. Inaczej na południu. Tam w całej diecezji przemysko-nowosądeckiej jest 2431 parafian. W Morochowie, gdzie byliśmy ostatnio z redakcją cerkiew.pl, proboszcz Julian Felenczak zna na wylot wszystkich swych parafian. Młodych osobiście zaprosił na spotkanie z redakcją. I przyszło 19 osób! Wszyscy, których zaprosił. W Białymstoku tymczasem jest ze 40 tysięcy studentów. Wśród nich na pewno cztery tysiące prawosławnych. Ilu spośród nich przychodzi na spotkania grupy studenckiej? Przy cerkwi Świętego Ducha około trzydziestu, przy św. Mikołaja 50 - 60. Ze dwa procenty.
   O. Marek: - Bractwo Młodzieży Prawosławnej też się zmienia. Kiedyś było wiele entuzjazmu. Integrowali się ludzie z całej Polski. Bratczycy jechali na wieś, wieźli religijne filmy, rozmawiali z rówieśnikami. Dziś jest inaczej. Pytam młodego człowieka, dlaczego nie chodzi na spotkania bractwa? Bo chodzę na chór - odpowiada. To też musimy brać pod uwagę, że pojawiło się wiele nowych form aktywności, chociażby sport przyparafialny.
   PP: - Czy współczesna pedagogika docenia wagę wychowania religijnego?
   Danuta Matreńczyk: - Amerykańska nie, europejska tak. Ostatnia zaleca regularne praktyki religijne.
   PP: - A pedagodzy, psycholodzy, psychiatrzy?
   Jolanta Doijč: - Kiedy pracowałam w Warszawie jako psychoterapeutka z młodzieżą z problemami narkotykowymi - wywodziła się ona zazwyczaj z rodzin patologicznych - nie mogłam takiemu pacjentowi powiedzieć zwyczajnie: - Idź do kościoła, czy do cerkwi. Musiałam najpierw doprowadzić go do względnej równowagi, wprowadzić na ścieżkę poszukiwania. Gdy po czasie usłyszałam: - Wie pani, byłem w kościele, uważałam to za sukces terapeutyczny.
   Teraz, pracuję w szpitalu w Choroszczy i mamy tu takie zajęcia jak duchowość. Oddział odwiedza ksiądz. Tu utwierdziłam się w przekonaniu, że niczego w sferze duchowej nie można zrobić na siłę. To sam człowiek musi podjąć decyzję, czy zbliży się do Boga. Nasza rola to przygotować go do takiego wyboru.
   O. Iow: - Św. Teofan Zatwornik przypomina, że osobowość człowieka składa się z trzech sfer - cielesnej, duszewnej, czyli sięgając po język naukowy, powiedzielibyśmy psychicznej i duchowej. Wszystkie mają swoje potrzeby. Jeśli potrzeby jednej sfery są zaspakajane w nadmiarze, innych zaniedbywane, dochodzi do dysharmonii, choroby nawet.
   Człowieka przychodzącego z pop-kultury, słuchającego muzyki rockowej, czytającego Harry Pottera, cierpiącego na ową dysharmonię, nie możemy od razu zaprowadzić do cerkwi czy kościoła, bo on nie przyjmie nowej rzeczywistości. Zbyt gwałtowna to będzie zmiana. Trzeba tu posłuchać dobrych rad o. Serafima (Rose). Proponuje on, byśmy - zanim dotrzemy do rozwijania potrzeb duchowych - zaspokajali duszewne poprzez kontakt ze sztuką, muzyką poważną, klasyczną literaturą, klasycznym teatrem, klasycznym malarstwem. Najpierw trzeba leczyć człowieka sztuką, nigdy popkulturą, która jest w istocie antykulturą. O. Serafim, człowiek, którego młodość przypadła na okres kontestacji w Ameryce, wie do jakich spustoszeń i tragedii może doprowadzić antychrześcijańska kultura.
   O. Serafim wiele napisał o wychowaniu. Przestrzega on także przed chowaniem młodych pod kloszem. Oni muszą poznawać świat realny, nie tylko wirtualny. Inaczej młodzi ludzie przenoszą niedojrzałość na swą rodzinę. Ich związki nie wytrzymują próby czasu. Często młode małżeństwa rozpadają się już po roku - dwóch. Proces ten nasila się.
   PP: - Dawniej nie było psychologów i psychiatrów. Świat obywał się bez nich.
   O. Iow: - O. Ignacy Branczaninow mówił, że nadejdą takie czasy, kiedy duchowe problemy będziemy naprawiać świeckimi metodami. A starzec Paisjusz mówi: - Nie byłoby depresji, gdyby była prawidłowa spowiedź. Żyjemy właśnie w tych czasach. I musimy problemy naprawiać różnymi sposobami, także świeckimi. Wszyscy jesteśmy potrzebni. Niech każdy robi swoje.
   O. Włodzimierz: - Idź do lekarza, by dać Bogu szansę - można powiedzieć
   Jolanta Doijč: - W Czarnej Białostockiej miałam spotkanie z młodzieżą na temat narkotyków. Przede mną ze czterdzieści młodych twarzy. Za moimi plecami siedmiu duchownych. Nie miałam z nimi kontaktu. Czułam się dziwnie. Bez pomostu z nimi. Ale po spotkaniu wszystko się zmieniło. Wiedzieliśmy, że wszyscy potrzebujemy siebie nawzajem, że nie ma między nami sprzeczności.
   PP: - Wróćmy jeszcze do metod świeckich. Czy trzeba wychowywać rodziców?
   Danuta Matreńczyk: - Koniecznie. Niestety, jest tu od lat pewna prawidłowość. Z zajęć dla rodziców, te prowadzę od 1996 roku, korzystają niemal wyłącznie kobiety. Męski wzorzec gdzieś zagłębia się w fotelu, odgrodzony gazetą. Wychowanie? To nie jego sprawa! Rodzi to dysharmonię. Ponad dwa lata pracowałam też w instytucji, która zajmowała się młodzieżą dotkniętą problemami narkotykowymi i ich rodzicami. Wszystkim rodzicom zawsze podpowiadaliśmy: kochajcie swoje dzieci, niezależnie od tego, jakie one są. Odpowiadajcie na wszystkie ich pytania. Roztrząsajcie wszystkie ich problemy.
   PP: - A katecheta może wychowywać rodziców?
   Halina Borowik: - Oczywiście! Organizuję także spotkania z rodzicami. Innych katechetów zachęcam do tego samego. Rodzicom pokazuję wtedy, jakie wspaniałe mają dzieci - jak pięknie recytują wiersze, śpiewają, malują, czytają modlitwy i Pismo Święte po cerkiewnosłowiańsku. Mówię im, że dziecko nie jest ich własnością, tylko wielkim darem, jaki otrzymali od Boga. I rozdaję teksty modlitw. Ich słowami rodzice mogą modlić się za dzieci. Zachęcam: - Nie narzekajmy na dzieci. Pokochajmy je. Niech wrócą do normalnego domu. I zachęcam wszystkich do modlitwy. Bo Bóg jest najwspanialszym lekarzem nie tylko dusz naszych. (Matuszka Halina Borowik przekazała nam modlitwę z jej wyjaśnieniami - zamieszczamy obok).
   O. Mateusz: - Zauważyłem, że kiedy modlę się na proskomidii za swoich uczniów, oni stają się mniej agresywni, topnieją ich problemy. Lepiej nam się pracuje. Jesteśmy sobie bliżsi. Modlitwa jest w każdej sytuacji najważniejsza.
   PP: - Pytanie praktyczne - czy my jako prawosławni potrzebujemy integracji środowisk zawodowych, np. nauczycieli, pedagogów, psychologów?
   - Oczywiście! Odpowiedź zbiorowa.
   Jolanta Doijč: - Do tego potrzebny jest dobry przepływ informacji, co nie jest wcale proste.
   Danuta Matreńczyk: - Wzajemne poznanie na pewno zrodzi nowe inicjatywy. Osobiście, deklaruję, mogę poprowadzić spotkania z rodzicami. Wiem, że każdy z nas może zrobić coś pożytecznego. Stać na to środowisko prawosławne. Przykład? Jest w Białymstoku wiele świetlic psychoterapeutycznych, ale świetlica prawosławnego Ośrodka Miłosierdzia Eleos ma opinię najlepszej w mieście.
   PP: - Ostatnie pytanie: Czy Cerkiew powinna się zmieniać, wychodząc do współczesnych ludzi?
   O. Iow: - Nie. Świat przeżywa swoje mody, kroczy drogą postępu, ale Cerkiew powinna być konserwatywna, nawet jeśli inne Kościoły idą wyraźnie w stronę zmian, liberalizacji. Cerkiew nie może upodobnić się do świeckiej instytucji. Ona przecież wzywa: "Bądźcie tak doskonali, jak Ojciec wasz niebieski". Cerkiew jest pełnią. Zaspokaja wszystkie potrzeby, poczynając od cielesnych, hartując nas poprzez posty, pokłony, pielgrzymowanie, długie stanie na nabożeństwach, zalecanie pracy fizycznej, kończąc na duchowych. Młodzież, która zawiodła się na wszystkim i wszystkich, szuka autorytetu i stabilnego, twardego gruntu w Cerkwi. I znajduje w niej to, czego w świecie znaleźć nie może.
   Cerkiew stanowi największą siłą. Dlatego cała siła tego świata dąży do jej zniszczenia, także do zniszczenia rodziny, która jest małą cerkwią.
   - Dziękuję bardzo za dyskusję.
   
   fot. Bogusław Skok
   
   
   Modlitwa rodziców za dzieci
   
   Otcze Swiatyj, Predwiecznyj Boże, Ot Tiebia ischodit wsiakij dar i wsiakoje błaho (dobro), Tiebie pryleżno (pokornie) moluś o dietiach, kotorych błahodać (łaska) Twoja mnie darowała. Ty dał im żyźn, ożywotworił ich duszoju biezsmiertnoju, wozrodił swiatym kreszczenijem, daby oni sobrazno (zgodnie) z woleju Twojeju unasiedowali (otrzymali) Carstwo Niebiesnoje (Królestwo Boże), sochrani ich po Twojej błahosti do końca ich żyzni, oswiati ich Twojeju istinoju (prawdą), da swiatitsia (niech święte będzie) w nich imia Twoje.
   Sodiejstwuj (dopomóż) mnie błahodatiju Twojeju wospitać (wychować) ich wo sławu Twojeho imieni i na polzu (korzyść) bliźnim. Daj mnie dla etowo potrebnyje sredstwa: tierpienije i siłu. Hospodi proswieti ich świetom Twojeja Premudrosti (Mądrości), da lubiat Tiebia wsieju duszoju, wsiem pomyszlenijem, nasadi w sierdcach ich strach i otwraszczenije ot wsiakaho biezzakonija (nieprawości), da chodiat w zapowiediach (przykazaniach) Twoich, ukrasi (ozdób) ich duszy cełomudrijem (nieskazitelnością), trudoliubijem (pracowitością), dołhotierpienijem (cierpliwością), czestnostiju (uczciwością), ohradi ich prawdoju Twojeju ot kliewiety (oszczerstw), tszczesławija (pychy), mierznosti (obrzydliwości), okropi rosoju błahodati (łaski) Twojeja, da (niech) preuspiewajut (cieszą się) w dobrodietielach i swiatosti i da wozrastajut w błahowolenii Twojem, w liubwi i błagoczestii (pobożności).
   Angiel Chranitiel da prebywajet s nimi wsiegda i subliudajet (chroni) ich juność (młodość) ot sujetnych myslej, ot prelszczenija (ulegania) sobłaznow (pokus) mira siego i ot wsiakich łukawych (złych) nawietow (oszczerstw).
   Jeśli kohda sogreszat (zgrzeszą) pred Toboju, Hospodi nie otwrati lica Twojeho ot nich, no budi k nim miłostiw, wozbudi w ich sierdcach pokajanije po mnożestwu szczedrot (dobrodziejstw) Twoich, oczisti ich sogreszenija i nie liszy (nie pozbaw) Twoich błah (łask), no podaj im wsio uhodnoje dla ich spasienija (zbawienia), sochrani ich ot wsiakoj bolezni, opastnosti (niebezpieczeństw), bied i skorbiej, osieniaja (ochroń) ich Twojeju miłostiju wo wsia dni żyzni siej.
   Boże, Tiebie molusia, daj mnie wiesielije i radość o moich dietiach i spodobi mnie predstati s nimi na strasznom sudie Twojem, s niepostydnym dierznowienijem (odważnie) skazać: "Wot ja i dieci, kotorych Ty mnie dał, Hospodi".
   Da prosławim Wsieswiatoje imia Twoje, Otca i Syna i Swiataho Ducha. Amiń.
   

Opinie

[1] 2005-12-20 19:38:00 Piotrek
Bardzo wartościowa dyskusja. Dziękuję.
[2] 2006-03-25 17:55:00 paweł
doskonała!!!
[3] 2006-10-08 01:39:00 Ola
Przeczytalam Wasze wypowiedzi z wielkim zainteresowaniem. Ciesze sie ,ze wreszcie bierze sie pod uwage uczucia i potrzebe bycia kochanym, akceptowanym z nasza niedoskonaloscia, by wlasnie moc sie stac doroslym blizszym Bogu. Jesli chodzi o autorytety, to rzeczywiscie trudno je przytoczyc w czasach kiedy mamy dostep do informacji. Kiedys latwiej bylo opowiadac " Bajki" dzieciom, co mialo swoje dobre strony. Dzisiaj czesto slyszymy o nieuczciwosci ludzi , ktorzy rzadza, ucza itp., ktorzy sa AUTORYTETAMI. Sama jestem matka i czasami ciezko mi odpowiedziec dziecku na pewne pytania, poniewaz sama juz watpie. Kosciol mnie zawiodl (KK), do rzadu nie mam zaufania i jak sie rozgladm w okol, to raczej " cwaniakom" sie powodzi. Nie stracilam jednak wiery w Boga, chociaz sie zaniedbuje troche. Chce Wam przede wszystkim podziekowac, ze poruszyliscie ten temat i dziekuje za tekst modlitwy. Widze, jak czesto sami jestesmy winni swoim nieszczesciom- wynika to z braku wiary, ze mozemy cos zrobic, z braku wiary w nasze dzieci, w naszych bliskicch ,w nas samych , a przede wszystkim z braku wiary w Boga. Dziekuje i obiecyje sie poprawic , a takze pomodle sie za Cerkiew, by umial sprostac trudnosciom. Zostancie z Bogiem .
[4] 2007-06-02 17:59:00 Gosia
Towarzystwo do dyskusji doborowe - czasem Ci którzy zawodowo zajmują się młodzieżą mają problem z wprowadzeniem takich samych praktyk do swoich rodzin ...
[5] 2007-12-16 16:20:00 jerzy
gdzie można znaleźć teksty modlitw w języku ukraińskim, rosyjskim lub scs w formie elektronicznej do wydrukowania???
[6] 2011-04-11 10:14:00 wątpionca
""Właśnie, w Toruniu studiuje nie mniej niż sześćdziesięciu prawosławnych, a ilu przychodzi na Liturgię? Kilka osób. Jak do nich dotrzeć?""-tak studiuje. Czemu kilka osób? Jesteśmy studentami, większośc z nas jest z białostoczyzny ,daleko od domu, dostajemy pieniądze od rodziców i musimy jakoś przeżyć za tyle ile sa w stanie dac tam rodzice, dziadkowie. Idąc do cerkwy zapalamy swieczke-w toruniu to 3 zł za sztukę, gdzie w mojej parafii to koszt 1,5. Rozumiemy ze parafia musi się utrzymac,ale jednak jak dla studenta to trochę dużo. Ja w cerkwi torunskiej bylam kilka razy,moze 3 czy 4....bo by pojsc sie pomodlic to jednak jest kosztowne....a parafianie jeszcze placa obowiązkowe skladki.....czemu CP jest taka kosztowna ?
[7] 2011-04-11 14:48:00 alga
A bez kupienia świeczki do cerkwi nie możesz pójść? Przecież nie ma takiego obowiązku- kupienia świeczki by mieć możliwość pomodlić się w cerkwi. Jesteś studentką, ale Twoje tłumaczenie, wybacz mi, jest z kręgu trzecioklasisty szkoły podstawowej.

Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token