Numer 3(405)    Marzec 2019Numer 3(405)    Marzec 2019
fot.Bizantyjska ikona Triumfu Prawosławia z XIV wieku
Metropolita czasów trudnych
Ałła Matreńczyk
Konstanty Waledyński urodził się w 1876, roku w Muromiu, w rodzinie duchownego, w wieku 12 lat stracił ojca, uczył się w dwóch seminariach – we Włodzimierzu i Ufie.
– Z pierwszego za czytanie nielegalnej liberalnej literatury został wykluczony – mówi Witalij Michalczuk. – W tamtych czasach czasopisma o tematyce rewolucyjnej w rosyjskich seminariach były dość powszechne.
W ten sposób chłopak trafił do seminarium w Ufie, gdzie spotkał arcybiskupa Dionizego, misjonarza Jakutów i Tunguzów, rdzennych plemion syberyjskich. A misjonarze wtedy byli także pierwszymi etnografami i lingwistami. Zafascynował się misjologią tak bardzo, że w trakcie studiów w Akademii Teologicznej w Kazaniu zaczął się uczyć języków plemion syberyjskich, pracy misyjnej poświęcił też pracę dyplomową, tak dobrze ocenioną, że otrzymał za nią odpowiednik, w dzisiejszej nomenklaturze, stopnia doktorskiego.
Gdy jej bronił, był już jeromonachem – postrig z imieniem Dionizy przyjął w 1897 roku, święcenia kapłańskie – w 1899.
Zdolnego studenta szybko zauważył rektor, późniejszy metropolita Antoni (Chrapowicki), we wspomnieniach podziwia go, nazywa swym najukochańszym uczniem.
I choć z dyplomem w ręku młody jeromonach nie wyjechał na misję na Syberię – od urodzenia chorował na astmę – nabyta w trakcie studiów otwartość na inne wyznania, umiejętność dialogu, przydadzą się w jego późniejszej służbie.
A trafił wkrótce na Chełmszczyznę – najpierw jako inspektor, później rektor chełmskiego seminarium. Ma zaledwie 26 lat, placówką kieruje przez kolejne dziewięć, do 1911 roku. Liczba seminarzystów, wśród których jest jego późniejszy następca, metropolita Makary, rośnie tak bardzo, że „aula staje się sypialnią, a część kancelarii – pokojem jadalnym”. Młody rektor okazuje się nie tylko sprawnym wykładowcą i wychowawcą, także redaktorem założonego przez siebie czasopisma „Chołmskaja cerkownaja żyźń”, animatorem życia kulturalnego.
Na jednym z zaprezentowanych na wystawie „chełmskich zdjęć” archimandryta Dionizy wraz z biskupem chełmskim Eulogiuszem, późniejszym założycielem Instytutu św. Sergiusza w Paryżu, siedzą przed eksponatami chełmskiego muzeum diecezjalnego (wszystkie zostały wywiezione w głąb Rosji), w głębi stoi Piotr Pokryszkin, wybitny architekt i archeolog, który jako pierwszy przeprowadził wykopaliska na Górze Chełmskiej, badał wieże w Stołpiu i Bieławinie, jako pierwszy sfotografował i opisał freski supraskie.
Później był dwuletni pobyt archimandryty Dionizego w Rzymie, duszpasterska służba w ambasadzie rosyjskiej i zafascynowanie archeologią starożytną, której pozostanie wierny do końca. I plon tej dwuletniej pracy naukowej – poważne artykuły i studia, także książki „Przewodnik prawosławnego pielgrzyma po Rzymie…” oraz „Świętości Bargrodu”.
Kolejne unikalne zdjęcie: z chirotonii władyki Dionizego na biskupa krzemienieckiego, wikariusza diecezji wołyńskiej (21 kwietnia 1913 r), której przewodniczył patriarcha Wielkiej Antiochii Grzegorz IV podczas swojej pierwszej podróży do Rosji.
„Biskupowi potrzebna jest szczególna moc ducha, nadzwyczajna czystość serca, gorąca pobożność, stałość wyznawcy i bezgraniczna współczująca miłość do ludzi” – powie mu, wręczając żezł, teraz już arcybiskup wołyński Antoni (Chrapowicki).
Wybucha pierwsza wojna światowa, władyka Dionizy, jako jedyny biskup, nie porzuca swojej diecezji. Odwiedza żołnierzy na froncie „w różnym czasie i w różną pogodę”, w monasterze, z własnych środków, organizuje szpital, pomaga bieżeńcom.
Za tę pomoc otrzymuje panagiję na wstędze orderu św. Jerzego.
Jako biskup rosyjski młodego pokolenia doskonale zdaje sobie sprawę z konieczności reform w Cerkwi. Jest delegatem mnichów diecezji wołyńskiej na rosyjski sobór lokalny 1917-1918 roku, na obrady jednak nie dociera. Bierze udział we wszechukraińskim soborze cerkiewnym w Kijowie, przewodniczy komisji liturgicznej.
Kiedy w 1920 roku bolszewicy zajmuja Krzemieniec, wierni ukrywają go za miastem.
Wkrótce obszar diecezji wołyńskiej wchodzi w skład ziem II Rzeczypospolitej. Jej władze domagają się, by Cerkiew w Polsce zerwała jurysdykcyjne więzi z Cerkwią rosyjską, stała się w pełni niezależna.
Dużo zdjęć na wystawie dotyczyło ogłoszenia autokefalii.
– Można uznać, że formalne pojęcie autokefalia po raz pierwszy zostało zastosowane w połowie XIX wieku – tłumaczy teolog i dyplomata Michał Klinger. – Użył go patriarchat konstantynopolitański, gdy nadawał Atenom niezależność. A pojęcie Cerkwi – Matki, Cerkwi – Córki zostało wypracowane przez teologów prawosławnych, skupionych w warszawskim Studium Teologii Prawosławnej. I dziś każdy, kto chce zająć się tym problemem, musi zapoznać się przede wszystkim z pracami profesorów Michała Zyzykina i Aleksandra Łotockiego.
We wszystkich krajach słowiańskich wprowadzenie autokefalii inicjowały władze państwowe. W Polsce proces ten przebiegał w dramatycznych okolicznościach. Z jednej strony trwała pierwsza fala odbierania cerkwi, z drugiej – pierwszy metropolita warszawski, Jerzy, został zastrzelony przez rosyjskiego fanatyka, archimandrytę Smaragda, trzech biskupów sprzeciwiających się autokefalii spotkało się z represjami ze strony państwa (władycy Włodzimierz i Sergiusz zmuszeni zostali do opuszczenia Polski, trzeci – Eleuteriusz – umieszczony w areszcie w klasztorze kamedułów w Krakowie).
Metropolita Dionizy, niezwłocznie wybrany następcą metropolity Jerzego, zwracał się z prośbą o przyznanie autokefalii do Cerkwi rosyjskiej.
– Przejrzałem korespondencję władyki Dionizego z patriarchą Tichonem – mówi Michał Klinger. – Listy są utrzymane w proszącym, „synowskim” tonie. Metropolita Dionizy miał wielką estymę do patriarchy Tichona, wiadomo także, że metropolita Dionizy odprawiał panichidy za patriarchę Tichona, którego portret do końca wisiał w jego gabinecie.
Jesienią 1923 roku patriarcha napisał, że nie może autokefalii przyznać, bo po pierwsze dochodzą do niego sprzeczne informacje, a po drugie taką decyzję może podjąć tylko sobór lokalny, którego w chwili obecnej nie może zwołać.
Rozumiał też, że autokefalię dla Cerkwi w Polsce władze sowieckie odczytają jako działania na korzyść obcego państwa i natychmiast go, jako zagranicznego agenta, rozstrzelają.
Wtedy metropolita Dionizy, mając na uwadze historyczne związki metropolii kijowskiej z patriarchatem ekumenicznym, jurysdykcyjnie przekazanej patriarsze Moskwy dopiero w drugiej połowie XVII wieku, z prośbą o udzielenie cerkiewnej niezależności postanowi zwrócić się do Konstantynopola. Patriarchat konstantynopolitański autokefalię przyznał.
Na wystawie mogliśmy obejrzeć fotokopię historycznego tomosu z 1924 roku, wiele fotografii z uroczystego jej ogłoszenia, 17 września 1925 roku.
Na nich władycy naszej Cerkwi i przedstawiciele patriarchatu konstantynopolitańskiego: goście otrzymali ufundowane przez władze polskie panagije z godłem państwowym na rewersie. Po latach jedną z takich panagiji patriarcha Bartłomiej przekazał metropolicie Sawie.
Seria zdjęć z posiedzeń soboru, wśród biskupów władyka wileński Fieodosij Fieodosijew, pradziadek Michała Klingera, jeden z bliższych współpracowników metropolity Dionizego, filantrop, który z własnych środków finansował m.in. stypendia najzdolniejszym uczniom rosyjskiego gimnazjum w Wilnie. Także władyka piński i poleski Aleksander (Inoziemcew).
– Inoziemcewowie pomagali Piłsudskiemu na syberyjskim zesłaniu, przez krótki czas był on nawet nauczycielem małego Mikołaja (świeckie imię władyki Aleksandra) – mówi Witalij Michalczuk. – Marszałek podczas każdej wizyty w Pińsku pierwsze kroki kierował do domu prawosławnego biskupa, by przywitać się z jego mamą, Anastazją Inoziemcową. Gdy Piłsudski zmarł, w katedrze pińskiej wystawiono wartę honorową i popiersie Piłsudskiego.
I kolejna seria zdjęć – z zagranicznych wizyt metropolity Dionizego.
W 1927 roku rząd polski sfinansował podróż władyki do patriarchatów wschodnich. Metropolita odwiedził wówczas Konstantynopol, Jerozolimę, Aleksandrię i Damaszek, siedzibę patriarchatu antiocheńskiego. Spotkał tam starutkiego patriarchę Grzegorza IV, który przewodniczył jego chirotonii. Od jednego z patriarchów otrzymał wtedy żezł wykładany masą perłową, który od czasów metropolity Bazylego stanie się żezłem intronizacyjnym zwierzchników naszej Cerkwi. Władyka Dionizy odwiedził też wtedy Ateny, Belgrad i Sofię.
Wszyscy patriarchowie wschodni uznali autokefalię, uznała ją też rosyjska Cerkiew za granicą, na czele której stanął metropolita Antoni (Chrapowicki), także metropolita Eulogiusz z rosyjskim egzarchatem paryskim w łonie patriarchatu konstantynopolitańskiego
I oczko w głowie metropolity Dionizego – Studium Teologii Prawosławnej na Uniwersytecie Warszawskim. Na wystawie pokazano sztandar wydziału, indeksy, zdjęcia studentów i wykładowców.

(ciąg dalszy dostępny w wersji drukowanej lub w E-wydaniu Przeglądu Prawosławnego)

Ałła Matreńczyk
fot. z wystawy
i z książki Stefana Dudry, Metropolita Dionizy (Waledyński) 1876-1960, Warszawa 2010


Twoja opinia


imię:
email:
komentarz
wpisz tekst z obrazka: token